Jak poradzić sobie ze śmiercią zwierzęcia?
O bólu, poczuciu winy i problemach, z jakimi borykamy się po stracie zwierzęcia, rozmawiam z Katarzyną Sokołowską, certyfikowaną psychoterapeutką i zarazem miłośniczką psów, właścicielką Maxa i Ippona.
Nasze zwierzaki, szczególnie psy i koty, stają się częścią naszych rodzin. Żyją jednak dużo krócej niż ludzie. Niby to wiemy, biorąc zwierzę pod swój dach, a jednak często ciężko nam wyobrazić sobie dom bez ukochanego psa czy kota… Jak przygotować się na śmierć starszego zwierzęcia?
Jest taki cytat – trudno powiedzieć, że go lubię, może lepiej zabrzmi, że jest mi bliski i oddaje ten problem: „Chciałabym mieć psa, ale boje się, że będę musiał go stracić, chyba ze związkami jest podobnie”. Chcę powiedzieć, że wchodząc w każdą relację, podejmujemy ryzyko, że może ona zostać utracona. Jednak nadzieja na to, ile korzyści z tego może wyniknąć, bardzo często przeważa szalę i takie ryzyko podejmujemy. Faktycznie, podjęcie decyzji o tym, że przyjmiemy do domu zwierzę, bardzo często niestety wiąże się z tym, że będziemy musieli przeżyć jego śmierć. Jak się do tego przygotować? Hmmmm… Myślę mimo wszystko, że jest to sytuacja, na którą, tak jak na śmierć bliskiej osoby, nigdy nie jest się gotowym. Bo co miałaby to gotowość oznaczać? Że nie będzie smutno, że nie będzie bolało? Że nie pojawi się pustka, poczucie zagubienia? Jeśli naprawdę darzyliśmy zwierzę czy osobę uczuciem, to nawet nie można tego od siebie wymagać. Te wyżej wymienione uczucia to naturalna reakcja na stratę, która po prostu musi się pojawić. I warto być wtedy dla siebie wyrozumiałym i dać sobie czas.
Myślę, że nie można zastanawiać się nad tym: „co zrobić, by żałoba się nie pojawiła”, bo takie blokowanie ważnych przeżyć nigdy nie jest dobre, ale warto się zastanawiać nad tym, jak sobie poradzić z tymi uczuciami, jeśli się już pojawią. I myślę, że w żałobie warto jest być dla siebie po prostu wyrozumiałym, oglądać te uczucia i pozwalać im płynąć. Nic tu nie wymyślę nowego ponad to, co już zostało powiedziane na temat przeżywania żałoby po śmierci człowieka, przyjaciela, czy członka rodziny. Żal po stracie psa, jeśli był z nami długo, jeśli byliśmy z nim naprawdę związani, wcale tak bardzo się nie różni.
Czyli emocje, które nam towarzyszą po odejściu zwierzęcia są podobne, jak po stracie bliskiej nam osoby?
Tak jak powiedziałam wyżej – myślę, że absolutnie tak. Pojawia się poczucie straty, pojawia się pustka, uczucie smutku i tęsknoty, mogą pojawiać się też sny, w których pies jest, bawi się z nami, a potem się budzimy i konfrontujemy się ze smutną rzeczywistością i przeżywamy te uczucia na nowo. Pewnie, że tak jak po śmierci bliskiej osoby, często bardzo trudno nam uwierzyć w to, co się stało i w to, że jest to już nieodwracalne. I trochę czasu z pewnością musi minąć, zanim w pełni zaakceptujemy nowy stan rzeczy, taki, w którym naszego przyjaciela już przy nas nie ma.
Bywa też tak, że zwierzę bardzo cierpi i musimy podjąć trudną decyzję o uśpieniu go. Jak się z tym pogodzić i nie wzbudzać w sobie poczucia winy?
Podjęcie decyzji o uśpieniu psa to jedno z przeżyć, które wrzuciłabym do worka z napisem ekstremalne i wiąże się ono z całym wachlarzem uczuć. I jest to sytuacja, w której z pewnością nie uniknie się cierpienia, bo ono jest po prostu w nią wpisane. Jeśli pies towarzyszył nam długie lata, był naszym przyjacielem, przeżyliśmy z nim wiele przygód – to moment, w którym decydujemy się skrócić jego cierpienie, jest bez dwóch zdań, czy chcemy, czy nie – momentem bolesnym. I obawiam się, że z tym nic się nie da zrobić. Jednak ufam, że jeśli zrobiliśmy dla tego psa wszystko, co mogliśmy, i nie ma już dla niego ratunku, i jeśli wierzymy, że podjęcie decyzji o eutanazji jest skróceniem mu cierpienia, to mamy dużo mniejsze pole do tego, by obarczać się poczuciem winy. Ale również trzeba zaakceptować fakt, że jest to decyzja trudna i otworzyć się na te uczucia, które pojawiają się w sposób naturalny. Tylko w ten sposób, pozwalając sobie na doświadczenie tych uczuć, możemy w pełni przeżyć stratę zwierzaka.
Po śmierci bliskiego człowieka mamy szereg rytuałów, które pomagają nam sobie poradzić – pogrzeb, stypa, żałoba… Wszyscy nam współczują, pomagają. Kiedy przeżywamy głęboką żałobę po śmierci zwierzęcia, może towarzyszyć nam poczucie wstydu, strach przed reakcją otoczenia. Co możemy zrobić, aby łatwiej się z tym uporać?
Faktycznie, sytuacja właściciela psa po jego śmierci, choć emocjonalnie może być podobna, to w praktyce wygląda nieco inaczej. Jednak – możemy zrobić dla siebie różne rzeczy. Z doświadczenia wiem, ze osoby, które są zakochane w swoich zwierzątkach, mają wokół siebie przyjaciół czy znajomych, którzy też mają swoich psich przyjaciół. Z nimi z pewnością da się rozmawiać bez wstydu i po raz kolejny ułożyć sobie w głowie i w sercu te sytuację. Pamiętam, jak kiedyś na spacerze spotkałam koleżankę. Ona była z pieskiem, ja też. Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej pożegnała swoją 14-letnią suczkę. Praktycznie przez cały spacer, który krótki nie był, opowiadała o śmierci, o tym, jak odchodziła jej wieloletnia towarzyszka. Gdy skończyła, powiedziała do mnie: „wiem, że ty to zrozumiesz”. Czuję, że przeżywanie straty w taki sposób daje ludziom bardzo wiele. Naprawdę nie trzeba tego robić w gabinecie u terapeuty, warto czerpać ze wsparcia, które mamy obok.
Kiedy w rodzinie są dzieci, często bardzo zżywają się ze zwierzętami – w końcu pies to świetny kompan zabaw i wygłupów. Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci zwierzęcia?
Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci? Sama się najpierw zawahałam …. Bo to takie naturalne, że chciałoby się dziecko uchronić przed tym, co na tym świecie trudne. Jednak między innymi do naszych zadań jako rodziców należy właśnie to, by pokazywać dziecku ten świat takim, jaki on jest, nie zakłamywać rzeczywistości. Pokazywać z tym, co dobre i z tym, co złego niesie. I pomagać, wspierać, gdy sytuacja tego wymaga.
Więc jak rozmawiać o śmierci? Sądzę, że uczciwie mówić o tym, co się stało, nie oszukiwać, nie tworzyć historii niezgodnych z rzeczywistością. W zależności od wieku dziecka możemy np. opowiadać o śmierci zwierzaka na różne sposoby, możemy opowiadać na ten temat bajki, jeśli dziecko jest bardzo małe. Ale ostatecznie dziecko powinno wiedzieć, co się stało, i uzyskać nasze wsparcie, by poradzić sobie ze stratą. Myślę, że tylko w ten sposób, po prostu rozmawiając, nie próbując chronić dziecka przed przykrymi uczuciami, możemy przygotować je do życia w świecie, w którym nie wszystko zawsze jest tak, jak sobie wymarzymy i czasami trzeba poradzić sobie z czymś trudnym. Zakłamywanie rzeczywistości, nie rozmawianie wprost o tym, co trudne, spowoduję, że dziecko jako dorosły człowiek nie będzie potrafiło mierzyć się z trudnymi emocjami i sytuacjami, których pewnie nie raz przyjdzie mu doświadczyć. Rozmawiając z nim szczerze, wspierając w trudnych momentach, możemy mu pomóc, by w przyszłości w obliczu takich sytuacji radziło sobie jak najlepiej.
W przypadku straty psa, szczególnie przez osoby samotne, dla których jest on jedynym towarzyszem i najbliższym przyjacielem, może zawalić się świat. Zmienia się cały rytm dnia i właściwie całe życie. Czy może to prowadzić do depresji? Kiedy szukać profesjonalnej pomocy?
Nie chciałabym się tu zagłębiać w tajniki psychoterapii oraz absolutnie stawiać żadnych diagnoz. Z wielu powodów każdy proces przeżywania straty – mimo powszechnie ustalonych faz – rządzi się swoimi prawami i jest bardzo indywidualny. To, jak przeżywamy stratę, zależy od wielu czynników. Są ludzie, którzy otrzepują się i po prostu idą dalej, mówiąc „takie jest życie”, są Ci, którzy całkiem adekwatnie reagują na sytuację, czyli płaczą, tęsknią, są źli, że tak się stało, ale ostatecznie potrafią się z tym pogodzić, ale są i tacy, którym przychodzi to z wielkim trudem, czasami może skutkować depresją. Odwołując się do tego, co powiedziałam w poprzednim akapicie, to jest właśnie tak, że jesteśmy różnie wyposażeni, różnie przygotowani do życia i różne mamy narzędzia czy umiejętności do tego, by radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jeśli ktoś tych zasobów ma mniej i jest mu szczególnie trudno, wtedy sytuacja wymaga profesjonalnego wsparcia, jednak na ogół przeżycie straty, choć jest procesem trudnym i bolesnym, nie wymaga takich interwencji i cierpienie z nim związane ma swój koniec.
Przede wszystkim chcę powiedzieć, że ból po śmierci kogoś bliskiego lub zwierzaka nie jest czymś patologicznym czy nienormalnym. Wręcz przeciwnie – jest adekwatną reakcją. Warto otworzyć się na to, co się z nami dzieje, na swoje uczucia, nie udawać, że ich nie ma, przyjmować wsparcie i prosić o nie. To jest klucz do pozytywnego rozwiązania procesu, jakim jest żałoba.
Często słyszymy od otoczenia, że po stracie zwierzaka najlepiej jak najszybciej wziąć nowego. Czy to dobry pomysł? Czy nowe zwierzę w domu pomaga złagodzić ból straty?
Osobiście nie jestem miłośniczką zasady „klin klinem”. Uważam, że po każdej stracie warto dać sobie przede wszystkim czas i zbudować w sobie przestrzeń dla nowego zwierzaka. Oczywiście, znów wracając do tego, o czym mówiłam wcześniej, osoby które słabiej radzą sobie z przeżywaniem trudnych emocji, nie chcąc ich przeżywać, bojąc się ich – wybierają często to rozwiązanie. Na przykład przygarniają nowego zwierzaka, dokładnie tak, jak osoby, które kończąc jeden związek, za chwilę są w kolejnym. Oczywiście pozwala to nie konfrontować się z tym, co nieprzyjemne, ale na dłuższą metę nie jest rozwojowe i ma często swoje negatywne konsekwencje dla tej nowej relacji, na którą jeszcze nie byliśmy w pełni gotowi, a tak naprawdę miała być tzw. plastrem na zbolałą duszę.
A kiedy w naszym domu ląduje nowy psiak czy kot, może pojawić się pokusa porównywania go do poprzedniego, szczególnie jeśli np. są to psy tej samej rasy. Jak z tym walczyć?
Myślę, że im lepiej poradzimy sobie ze stratą, damy sobie czas na jej przeżycie, przygotujemy w sobie dobre miejsce dla kolejnego np. pieska, tym mniejsze ryzyko, że taka pokusa będzie się pojawiała.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Kategorie
Ania
Wczoraj odeszła moja prawie 17 letnia kotka. Nie mogę przestać płakać i obwiniać się za to. Jeszcze tydzień temu była zdrowa a teraz jej nie ma....
Paweł
Wczoraj 29 listopada musiałem zgodzić się na uśpienie mojej kochanej kotki Maszy była ze mną 5 lat i 4 miesiące :( Nie wiem jak sobie poradzić po jej stracie.
Emilia
3XII.2019 zmarła moja kochana kotka Karmelka płaczę, płaczę choć leczyłam, obwiniam się miała 11 lat, wszędzie ją widzę że zaraz przyjdzie do mnie. Była bardzo mądra, budziła nas, uwielbiała swoje podwórko, parapety pilnowała ogródka jak piesek, miała śliczny pyszczek bardzo ją kochaliśmy, syn też bardzo przeżywa, bo mamy też pieska który tez wymaga leczenia mogłabym pisać i pisać jaka była cudowna wyjątkowa - piszę i ciągle płaczę pa kochani trzymajcie się mocno bądżmy razem całuję wszystkich którzy tak kochają
Magdalena
16 grudnia 2019 r. po 7 latach pożegnaliśmy kota Leona. Nie umiem się z tym pogodzić tak bardzo za nim tęskni.
Emilia Nowak
27 grudnia musiałam uśpić mojego kochanego króliczka. Miał 8 lat. Nie mogę się z tym pogodzic, jeszcze 2 dni temu było wszystko dobrze, a teraz już go nie ma
E
mija m-c od śmierci mojej koteczki ciągle tęsknię i płaczę czuję ze ona jest wsród nas tak bym chciała się z nią pobawić i pogonić na ogrodzie uwielbiała jak rzucałam jej orzechy które spadały z drzewa traktowała je jak piłeczki mieliśmy jeszcze inne zabawy które uwielbiała bardzo lubiła jak szczotkowałam delikatnie jej śliczne futerko wszystkim się podobała. Kupiłam jej śliczny kocyk ale go już nie zobaczyła.
Magda
Wczoraj 2.01.2020 uspiona moją najkochansza kotke Pyze.Byla dla mnie najwazniejsza i dalej jest.Bardzo mi z tym trudno dlatego postanowilam sie z tym podzielic.24.12.2019 wybilo jej 18 albo 19 lat.Byla bardzo stara lecz nie z tego powodu ją uspiono.Byla juz chora,miala chore nogi,najprawdopodobniej miala jakiegos raka.Z trudem chodzila,ciagle sie przewracala.Leciala juz jej bardzo brzydka slina,nie polykala nawet jej.Bardzo mi jej szkoda,bardzo chcialam zeby caly czas zyla.Niestety na swiecie to jest nie mozliwe.Nie chcialam jej dluzej meczyc bardzo plakalam.Ona bardzo cierpiala,codziennie zalatwiala sie po katach od pewnego czasu.Miala chory pecherz,byla juz cala zniszczona.Bardzo ja kochalam,kocham ja dalej,przykro mi ze jej jiz nigdy nie bedzie,nie wyobrazam sobie bez niej zycia.Byla najlepszym kotem pod sloncem.Tak bardzo mi smutno ze jej nie ma bo byla niesamowita.Kocham ja ogromnie i bede ja pamietac do konca mojego zycia
Danuta
Płaczę czytając bo przeżywam to samo. Mój Rudzik nie chciał jeść. Męczyliśmy go kroplówkami po których było coraz gorzej. Badania krwi wykazały chorobę nerek-70% uszkodzenia. Lekarz zasugerował uśpienie. Jak to? Kochane stworzenie uśpić? Kot ufał nam bezgranicznie, rozmawiał z nami. Tak, rozmawiał bo to był cudowny mądry kot. I te mądre oczy, nie zapomnę. Mogłam go trzymać w ramionach do końca życia. Nie wiem co się stało że go uśpiliśmy. Ale już nie było szans na życie tylko mękę. Chował się po kątach, chwiał się na nogach i nie przyjmował pokarmu kilka dni, wypluwał gdy dawałam łyżeczką.Męczy mnie to że go uśpiłam. Jeszcze miał przytomne spojrzenie, dobry słuch. Nie wiem czy to jest humanitarne jak to lekarz powiedział? Już nic nie wiem.
Emilia
Danusiu uważam że musiałaś podjąć taką decyzję dobrze postąpiłaś przynajmniej Twój Rudzik nie cierpi i Ty też jest za tęczowym mostem i jest mu tam dobrze i na pewno zabrał Twoja miłość i dobroć. Tak ja też musiałam moją Karmelkę uśpic 3.XII.2019 r. o godz 3.00 w nocy razem z synem jechaliśmy bo umierała ale lekarz powiedział że stan jest agonalny. Też leczyłam kroplówkami i zastrzykami 2 m-ce. Jak odchodziła bo serduszko przestawało bić razem płakaliśmy i mówiłam jak ją kochamy i że była u nas. Płaczę i płaczę bo wszedzie ją widzę też miała śliczny pyszczek i była taka mądrulka. Mogłabym pisać i pisać jaka była cudowna. Może Twój Rudzik i Karmelka razem się bawią oraz inne kotki. pozdrawiam
Danuta
Przez takie ciężkie przeżycia nie chcę już żadnego kotka. Chciał na rączki, mogłam go nosić i przytulać aż do końca, bo już był śmiertelnie chory. A tego nie zrobiłam. Teraz cały czas analizuję co się stało. Jak otępiała szybko pojechałam by go uśpić. Mojego przyjaciela. A wiem że tego nie chciał. Nawet myślenie mi się wyłączyło. Wiedziałam, że jest źle. Miałczał bo kroplówki były męczarnią. Nie zapomnę jego ostatniego spojrzenia. Wcale mi nie przeszło. Jest strasznie ciężko na duszy.
Emilia
moja Karmelka też nie chciała umierać, też tak jak Ty wiedziałam że jest żle, ale nie chciałam żeby cierpiała też teraz nachodzą mnie różne myśli. Do końca mojego życia zapamiętam ten obraz mojego kociątka mojej kochanej i mądrej Karmelki. Myślę że też tak ją kochałaś że bałaś sie cierpienia. Po przeczytaniu Twojego pisma na blogu Twój Rudzik był bardzo chory. Nie męcz i nie zadręczaj się. pozdrawiam
Danuta
Dzięki za wspierające słowa. Chyba jesteś psychologiem, bo trochę podziałało. Widocznie jesteś bardziej dojrzała emocjonalnie. Przeżyłaś to samo co ja i wiemy jak to jest. Dzięki. Życzę wszystkiego najlepszego.
Jola
4stycznia 2020 r musiałam uśpić swojego kochanego 17-letniego pudełka. Był ślepy głuchy niedołezny przewracał się. Chciałam aby umarł śmiercią naturalną ale nie mogłam patrzeć na jego cierpienie. Tęsknię za nim bardzo kupiłam go jak miał 2 miesiące był że mną zawsze!
Emilia
Dziewczyny rozumie Wasze cierpienie bo sama cierpię, ja traktowałam moją Karmelkę jak członka rodziny, jak wracałam z pracy tylko wchodząc do mieszkania wołałam mamusia przyszła. Ona to uwielbiała miziała i chodziła wkoło nóg dopóki jej nie wypuściłam na jej ogródek. Opisujcie swoje zabawy ze swoimi zwierzątkami napewno będziecie się lepiej czuć wyrażając w ten sposób co z nimi przeżyliście i jakie były cudowne - pozdrawiam
Jola
Jedno jest pewne nie zmienimy porządku tego świata! Nie wrócimy naszym zwierzaków życia! Miały przy nas cudowne życie! Były kochane, noszone na rękach, przytulne, głaskane, całowanie, pieszczone, nie zaznały bólu, głodu, zimna! Wierzymy że gdzieś tam mają swoje niebo, z którego na nas patrzą! Chcieliśmy, aby nie cierpiał więc nie płaczmy niech nie patrzą na nieszczęśliwych właścicieli! Wiemy jacy potrafią być ludzie okrutni dla zwierząt, ile potrafią zadać cierpienia zwierzętom, ile jest przepełnionych schronisk dla zwierząt. Myślimy, aby innym zwierzaków dać trochę ciepła i miłości. Postarajmy się nie płakać! Pomyślmy o tych żyjących, które czekają na nas w schroniskach! Pozdrawiam!
Marysia
pisze przez łzy bo czytam co piszecie i ja tez wczoraj pożegnałam Dode. miała prawie 16 lat. padła wątroba. tak z dnia na dzień. przestala jesc, wymiotowala. dawalosmy kroplowki. strzykawka jedzenie do buzi. ale wczoraj juz nie mialam serca patrzeć tego przerażenia w oczach gdy po raz kolejny chcialam podac jej jakis plyn. ona po prostu juz nie chciala jesc. bo byla w bólu. wiedziała ze juz jest jej koniec. pożółkły jej oczy dziąsła. wiec zostala tylko śmierć głodowa i cierpienie. ostatkiem sil poszłyśmy na krotki spacer. wrocila polozyla sie na kanapie gdzie zawsze lezy, weterynarz juz był gotowy. wiec przytulilysmy sie do niej. podziekowalysmy jej za wszystkie lata i powiedzialysmy ze moze isc juz spac i ze ja kochamy i ze dziekujemy. lekarz podał zastrzyk. byla taka spokojna zero strachu. nawet nie wiem kiedy umarla. chwila moment. bardzo to trudne ale miala chyba godną śmierć. nawet gdy moj ojciec umarł nie było mi tak źle jak teraz. bardzo ciężko. nie wiem jak żyć. bardzo bardzo ja kocham. dziękuję Dodi, że byłaś
maria
pisze przez łzy bo czytam co piszecie i ja tez wczoraj pożegnałam Dode. miała prawie 16 lat. padła wątroba. tak z dnia na dzień. przestala jesc, wymiotowala. dawalosmy kroplowki. strzykawka jedzenie do buzi. ale wczoraj juz nie mialam serca patrzeć tego przerażenia w oczach gdy po raz kolejny chcialam podac jej jakis plyn. ona po prostu juz nie chciala jesc. bo byla w bólu. wiedziała ze juz jest jej koniec. pożółkły jej oczy dziąsła. wiec zostala tylko śmierć głodowa i cierpienie. ostatkiem sil poszłyśmy na krotki spacer. wrocila polozyla sie na kanapie gdzie zawsze lezy, weterynarz juz był gotowy. wiec przytulilysmy sie do niej. podziekowalysmy jej za wszystkie lata i powiedzialysmy ze moze isc juz spac i ze ja kochamy i ze dziekujemy. lekarz podał zastrzyk. byla taka spokojna zero strachu. nawet nie wiem kiedy umarla. chwila moment. bardzo to trudne ale miala chyba godną śmierć. nawet gdy moj ojciec umarł nie było mi tak źle jak teraz. bardzo ciężko. nie wiem jak żyć. bardzo bardzo ja kocham. dziękuję Dodi, że byłaś
Lidia
Wczoraj pożegnałam moją ukochaną koteczkę. Była ze mną 14 lat- dzień w dzień, każdego wieczoru, każdego poranka. Nie mogę przestać płakać ani o niej myśleć. Wszystko mi ja przypomina. Tak bardzo za nią tęsknię...
Lidia
Wczoraj pożegnałam moją ukochaną koteczkę. Była ze mną 14 lat- dzień w dzień, każdego wieczoru, każdego poranka. Nie mogę przestać płakać ani o niej myśleć. Wszystko mi ja przypomina. Tak bardzo za nią tęsknię...
Sylwia
Tak dobrze znam te uczucia, o ktorych piszecie... W lipcu uspilam moja umierajaca kotke... Byla juz tak slaba, ze umarlaby pewno w ciagu kilku godzin ale gdy przyszedl weterynarz, uciekla za lozko...nie chciala umierac... I tak jak Danuta zastanawiam sie czy to na pewno jest humanitarna smierc? Czy to nie jest morderstwo? Kocham moja kotke, do dzis za nia placze i mam nadzieje, ze mi wybaczy, i ze sie kiedys spotkamy.
Emilia
Nie myśl Sylwio,że jest to morderstwo mi też było ciężko zdecydować na uśpienie mojej Karmelki ale nasze kotki były bardzo chore i słabe i dlatego tak właśnie musiałyśmy zdecydować by nie cierpiały Kocham bardzo moją Karmelkę i bardzo bardzo tęsknię tak jak Ty, płaczę i wspominam przytulam te miejsca gdzie lubiła leżeć i tak jak Ty wierzę że wybiegnie na spotkanie ze mną. pozdrawiam Was wszystkie które tak kochają i przeżywają jak ja
Jola
Droga Sylwiu uspiłas swojego pupila po konsultacji z weterynarze. Napewno nie było to morderstwo. Nie dodawaj sobie dodatkowego bólu. Ja też uspiłam pieska bo był stary chory cierpiący bez szans na poprawę. Uspiłam nie zabiłam
Jola
Droga Sylwiu uspiłas swojego pupila po konsultacji z weterynarze. Napewno nie było to morderstwo. Nie dodawaj sobie dodatkowego bólu. Ja też uspiłam pieska bo był stary chory cierpiący bez szans na poprawę. Uspiłam nie zabiłam
Magda J
Miesiąc temu odeszła moja najukochańsza sunia, Balbinka, miała prawie 12 lat. Była częścią mnie. Częścią mojego ciała i duszy. Gdy ją bolało, bolało też mnie. Kochałyśmy się taką gorliwą miłością, tak łapczywie pragnęła być blisko mnie, być wśród ludzi, uczestniczyć w życiu, ona chciała żyć z całych sił, chciała kochac do utraty tchu, tak łapczywie, do granic możliwości, jak by wiedziała, że to kiedyś minie. Miała tak gorące serce... tyle energii z wewnątrz, z tego małego serduszka, że nawet gdy powolnie umierała, ciężko było to zauważyć. Mimo złego samopoczucia, biła z niej chęć życia, merdala ogonem, chwytała za swoją ulubioną zabawkę, cieszyła się wydając okrzyki radości na widok ludzi... Ludzi kochała nade wszystko. Ona nauczyła mnie kochać. To mój największy nauczyciel życia, nauczyciel miłości. Mój Przyjaciel. Od serca i dla serca. Prawdziwy do szpiku kości, szczery, czysty jak łza. Jedyne na co liczę, to to że ona gdzieś jest, że nie dzieje jej się tam krzywda, bo nie mogę przybiec jej na ratunek. Mam nadzieje że jest szczęśliwa i spokojna i że jeszcze się spotkamy. Balbinka żyje w moim sercu, do końca świata, i po, na wieczność.
...
Mijają 3 miesiące odkąd pożegnałam się z moim ukochanym kotkiem.... Dalej się nie potrafię pozbierać i czuję taką okropną pustkę... To był mój jedyny przyjaciel..... :(((((
E
wczoraj odeszła nasza ukochana 15 letnia Niunia kochaliśmy ją a ona nas, była prawdziwym przyjacielem i członkiem rodziny. Musieliśmy podjąć trudną decyzje o jej odejściu ponieważ z dnia na dzień była bardzo chora, słaba i smutny miała pyszczek nie można było jej rozweselić. Nie miała szans na poprawę. Bardzo okazywała radość jak ktoś przychodził ze znajomych których znała. Tak jak pisze Magda o swojej Balbince taka była nasza Niunia. Mamy nadzieję że jest szczęśliwa i spokojna i bawi się z Karmelką, która odeszła 3.12.2019 r. Żyją w naszych sercach
Joanna S.
Dzien dobry wszystkim, Wczoraj odszedl moj najukochanszy Kocurek na swiecie mial 17lat:(( byl dla mnie wszystkim, calym moim swiatem, moja jedyna prawdziwa Miloscia. Jak bez niego mam zyc :(((((( Byl jeszcze taki pelen zycia ale mial okrutnego tumora i bardzo cierpial, zdaniem lekarza. Wczoraj musialam go uspic bo nie chcialam zeby tak mocno cierpial, nie wiem tylko czy on tego chcial czy wolal cierpiec i byc przy mnie? Nigdy sie juz nie dowiem Nie potrafie zyc bez niego, byl taki wspanialy kochany grzeczny i byl zawsze przy mnie na dobre i zle. Teraz, kiedy miesiac temu wyprowadzil sie moj dorosly Syn i nie ma juz mojego ukochanego Kitti naprawde nie wiem jak dalej zyc z ta ogromna beznadziejna pustka. Mialam tylko jego. Mam nadzieje ze jest szczesliwy i ze juz go nic nie boli i ze moze teraz biegac z innymi kociakami w kocim Niebie. Moj najukochanszy zwierzulek. Tak okrutnie tesknie i tak bardzo boli ze juz go nie ma. Pozdrawiam
Joanna S.
Dzien dobry wszystkim, Wczoraj odszedl moj najukochanszy Kocurek na swiecie mial 17lat:(( byl dla mnie wszystkim, calym moim swiatem, moja jedyna prawdziwa Miloscia. Jak bez niego mam zyc :(((((( Byl jeszcze taki pelen zycia ale mial okrutnego tumora i bardzo cierpial, zdaniem lekarza. Wczoraj musialam go uspic bo nie chcialam zeby tak mocno cierpial, nie wiem tylko czy on tego chcial czy wolal cierpiec i byc przy mnie? Nigdy sie juz nie dowiem Nie potrafie zyc bez niego, byl taki wspanialy kochany grzeczny i byl zawsze przy mnie na dobre i zle. Teraz, kiedy miesiac temu wyprowadzil sie moj dorosly Syn i nie ma juz mojego ukochanego Kitti naprawde nie wiem jak dalej zyc z ta ogromna beznadziejna pustka. Mialam tylko jego. Mam nadzieje ze jest szczesliwy i ze juz go nic nie boli i ze moze teraz biegac z innymi kociakami w kocim Niebie. Moj najukochanszy zwierzulek. Tak okrutnie tesknie i tak bardzo boli ze juz go nie ma. Pozdrawiam
Marzena
Łączę się w bólu ze wszystkimi,którzy cierpią,tęsknią i nie mogą zapomnieć o zwierzęcym najlepszym przyjacielu. To niesamowite,że żyjac wśród ludzi najlepszymi przyjaciółmi są jednak zwierzęta.Właśnie napisałam do córki:nie ma już naszej chomisi,zasnęła po 4 sekundach od zastrzyku,moja najlepsza przyjaciółka.I choć wielu w okół ;to tylko mała chomisia skradła serce.To już trzecia odeszła,bo chomiki żyją krótko i myślałam ,że kolejny raz nie będzie bolał,ale niestety tak nie jest.Płacz,tęsknota i pustka . Tak szybko guz rośnie,w ciągu miesiąca powiększył się 10krotnie. Już nie mogła łapką sięgać do pyszczka,żeby jeść,bo przeszkadzał.Była taka dzielna,kochana,pomimo choroby nie zmieniła nic w swoich zwyczajach,myła się ,bawiła,sprzątała domek,nie poddawała się do końca. Nie mogla się drapać lewą łapką,to przewracała się na bok i pocierała o podłogę.Tyle miłości co dała mi przez dwa lata i radości -za to dziekuję Stwórcy,że cudowne dzieła stwórcze przybliżają nas do Niego,bo Bóg jest Miłością. Bardzo trudno podjać decyzję o uśpieniu-ta odpowiedzialność za przerwanie życia jest niezmiernie trudna i emocjonalnie wyczerpująca.Ale gdy widzimy,że już nic nie pomoże,to patrzeć na cierpienie się nie da.Dziękuję Bogu,że są tacy ludzie,którzy ucinają cietpienia i pozwalają humanitarnie odejsć naszym pupilom. Bardzo mi pomaga świadomość,że wszystkie zwierzęta są Darem od Stwórcy.W odróżnieniu od człowieka nie mają planów na życie,nie mają marzeń i potrzeb duchowych i świadomosci istnienia Stwórcy. Są w całości zaprogramowane przez Boga dlatego są doskonałe i potrafią doskonale okazywać miłość,przyjaźń,przywiązanie,radość i wiele innych doskonałych przymiotów.Są dla nas lekcją i cennym przykładem jak kochać . A człowiek jest niedoskonały,ale to on ma nadzieję życia wiecznego,zwierzątka nie-idą do prochu-tak uczy Biblia. Wielki,Mądry Boże dziękuję Ci za tę piękną lekcję Miłości-okraszoną łzami,ale to też jest cenne doświadczenie-uczy pokory i przybliża mnie do Ciebie. Dla Was wszystkich Kochani-cierpiących i kochających dalej życzę,żeby każdy dzień był lżejszy i radośniejszy i jeszcze wielu małym przyjaciołom możemy dać swój dach i swoje serce.One się odwdzięczą czystą miłoscią;której w tym świecie jest ciągły deficyt. Trzymajcie się Kochani.Jesteście bardzo cenni-potraficie kochać . Miłość nigdy nie zawodzi.
Bożena
Wczoraj 16 lutego 2020 roku straciłam najlepszego przyjaciela, mojego psiaka Dropsa. Nic nie wskazywało na jego chorobę, wystarczyły 4 dni walki o jego życie, mie udało się, a ja patrząc na jego cierpienie, patrząc w jego kochane orzechowe oczy musiałam podjąć najgorszą w życiu decyzję o uśpieniu. Byłam z nim do końca, serce mi pękło, ale wierzę że teraz jest szczęśliwy i nic go nie boli. Nie zostawiłam Go, wróciliśmy razem, jest niedaleko w ogrodzie tam gdzie zawsze lubił być. Kocham Cię Dropsiu i tak bardzo tęsknię.
Oliwia Strojek
Jutro usypiam mojego 10 letniego psiego towarzysza z powodu męczącej go choroby. Spędzam w tym momencie z nim ostatnią wspólną noc. Płacze od kilku dni co noc, a rodzina unika problemu i udaje, że niezbyt są tym przejęci. Ja jednak boje się o to jak będę funkcjonować w szczególności, że jestem bardzo wrażliwa. Nie wiem czy będę w stanie chodzić do szkoły, a tato planuje już zakup następnego psa. Nie rozumiem jak tak szybko się z tym oswoił...
Karina
W nocy z 25 na 26 umarł mój przyjaciel - królik Kicek. Widziałam wszystko co się z nim działo, a po tym po prostu leżałam obok niego i głaskałam jego główkę. Teraz wszędzie gdziekolwiek nie pójdę widzę go, nadal nie dociera do mnie, ze już go nie ma. Nie potrafię żyć bez niego i już nie wiem co ze sobą zrobić
Hanna K
10 miesięcy temu straciłam mojego jedynego przyjaciela króliczka Fado,był ze mną 8,5 roku i dał mi tyle ciepła i dobroci co nie dał żaden człowiek.Leczyłam go do ostatniej chwili bo chorował na nerki ale lekarz powiedział że nie można mu już pomóc,że cierpi i zgodziłam się na zastrzyk śmierci a dziś czuję się jak morderczyni i wiem na sto procent że będę się tak czuć do końca dni moich.To była najgorsza decyzja w moim życiu które jest teraz jedną wielką udręką z powodu bólu,tęsknoty i wyrzutów sumienia że tak postąpiłam.Nie ma żadnego czasu co goi rany,z każdym dniem jest coraz gorzej bo nie mogę cofnąć czasu i tego że nie dałam mu odejść naturalnie,to mnie trzeba za to uśpić
Blastocysta
Simi była ze mną tylko 5 miesięcy. Nie potrafię zrozumieć, jak funkcjonowałam wcześniej- bez niej. Studenckie życie w Krk i czekanie na moment, gdy można będzie w końcu zaopiekować się taką małą istotką. Wiem, że to dla większości ludzi dziwne, jednak... Od tych 4 lat to było moje marzenie. Chciałam, abyśmy przeżyły te kolejne 20 lat razem. Może chciałam za mocno? Może nie zasłużyłam. Simi, moja koteczka odeszła 1.03.najprawdopodobniej przez niewydolność nerek. Jednak nadal czuję, że jest.Jest w pokoju, kuchni i łazience. Robi to, co zawsze. Jest ale jej nie ma. Koteczko, bardzo, bardzo Cię kocham, byłaś idealna, piękna, nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego stworzonka. Chcę Ci powiedzieć Simono, że pozwalam Ci odejść, choć to tak trudne. Odejdź lecz proszę, wróć kiedys, jeśli tylko możesz.
Alina Nazwalska
Wczoraj 6 marca musieliśmy uspać naszą ukochaną Amstaffke Bes. 18 czerwca skończyłaby 14 lat. Chorowała od maja tamtego roku na niewydolność nerek. Nie wiem czy kiedykolwiek się z tym pogodzę. Zawsze będzie w moim sercu. I nigdy nie zastąpię ją żadnym pieskiem. Mam nadzieję że ból po jej stracie kiedyś się zmniejszy. To jest niewyobrażalny ból i pustka którą nie da się wypełnić niczym.Ale trzeba żyć dalej i opowiadać o niej wszystkim jakim była psotnikiem w młodości i kochanym pieskiem przez całe swoje życie.Dostaliśmy ją jak skończyła parę miesięcy była wielkości stopy. Kochała ludzi. Na widok każdego się cieszyła. Bardzo jej nam brakuje.
Alina Nazwalska
Wczoraj 6 marca musieliśmy uspać naszą ukochaną Amstaffke Bes. 18 czerwca skończyłaby 14 lat. Chorowała od maja tamtego roku na niewydolność nerek. Nie wiem czy kiedykolwiek się z tym pogodzę. Zawsze będzie w moim sercu. I nigdy nie zastąpię ją żadnym pieskiem. Mam nadzieję że ból po jej stracie kiedyś się zmniejszy. To jest niewyobrażalny ból i pustka którą nie da się wypełnić niczym.Ale trzeba żyć dalej i opowiadać o niej wszystkim jakim była psotnikiem w młodości i kochanym pieskiem przez całe swoje życie.Dostaliśmy ją jak skończyła parę miesięcy była wielkości stopy. Kochała ludzi. Na widok każdego się cieszyła. Bardzo jej nam brakuje.
Małgorzata
Wszystkim Wam współczuję. Ja też przeżywam ogromną stratę mojej najlepszej przyjaciółki ukochanej Misi, którą dwa tygodnie temu pożegnałam, podejmując bardzo trudną decyzję, nie mogłam patrzeć jak cierpi, powikłania po operacji . Wybacz mi, pozostaniesz w moim sercu na zawsze i mam ogromną nadzieję że się spotkamy . Dałaś mi tyle wspaniałych chwil w moim życiu a przede wszystkim okazywałaś tyle miłości , radości i wdzięczności za to, że podarowałam Ci dom ,ale to ja Ci dziękuję .
Robert
Wczoraj 7 marca odeszła nasza kochana kotka Nelusia. Naszej rodzinie jest z tym bardzo ciężko. Kochaliśmy ją jak rodzoną córkę.Wy Kochani, którzy tutaj piszecie wiecie o co chodzi. Czujemy z żoną i córką dokładnie to samo co Wy. Przytulam Was wszystkich Kochani cierpiąc razem z Wami.
Ania
20 marca odeszła moja ukochana sunia nie umiem się z tym pogodzić chorowała od maja do ostatniej chwilì wierzyłam że z tego wyjdzie walczyła dzielnie do końca niestety choroba była silniejsza musiałam jej ulżyć w cierpieniu to było straszne przeżycie
Ania
20 marca odeszła moja ukochana sunia nie umiem się z tym pogodzić od maja zaczęła chorować tak dzielnie walczyła niestety choroba była silniejsza musiałam jej ulżyć w cierpieniu to było straszne przeżycie teraz niewim jak bez niej żyć nic nie ma sensu
Kasia
28 marca wczoraj odeszła nasza ukochana króliczka Lusia.Miała 8 lat.chorowała na serduszko i nowotwór.Trudno bez Niej żyć.Byliśmy z Nią do końca.Kiedyś się spotkamy.
Ola
Po tygodniu walki 04.04.20 zgodziłam się na eutanazję mojego najlepszego przyjaciela na świecie. Niestety nie dało się nic więcej zrobić. Jaskier zachorował nagle i choroba tak bardzo postępowała, że w ostatnim dniu zapadł w śpiączkę (poziom cukru poza skala). Nie wiem co zrobiłam źle... Może gdybym wcześniej zauważyła, że coś jest nie tak. Raz zsiusiał się na łóżko, mogłam wtedy zabrać go od razu do weterynarza. Później w tygodniu poprzedzającym zachorowaniem zsiusiał się na łóżko trzy razy. Pojechaliśmy do weterynarza ale to już było za późno, żadne tabletki żadne zastrzyki i kroplówki nie pomogły. Nie wiem jak mam teraz żyć. Jaskier miał półtora roku o przez ten czas stał się moim kocim dzieckiem. Wczoraj patrzyłam na jego małe rude kocie ciałko. Tak bardzo mi brakuje tego malucha. To był kot idealny, przylepa chodząca wszędzie za mną, urwis którego kochałam jak członka rodziny. Kładł się spać w legowisku przy moim łóżku, zawsze siedział czas tam gdzie ja. Mamy jeszcze koteczke ale ona chadza własnymi ścieżkami i jest kochana e to Jaskier był moim przyjacielem. Widzę że dużo tu osób z podobnym przeżyciami, nie wszyscy rozumieją ile bolu niesie stara ukochanego zwierzaka. Nie ma słów które potrafią wyrazić moj smutek.
Paulina Paulina
Hej 6.04.2020r musiałam zgodzić się na uśpienie mojej kochanej Kitki miała 3 lata.. Nie była chora miała wypadek mieszkamy na wsi niedaleko szosy.. Pierwszy raz wypadkowi uległa 1.5roku temu kiedy musieliśmy podjąć decyzję o amputacji łapki tylnej... Nie wiem czy mogłam coś więcej zrobić. Był to kot wychodzący bardzo żywy wszędzie było jej pełno nie było mowy o tym żeby przestała wychodzić na dwór.. Mimo 3 łap radziła sobie świetnie jakby była zupełnie sprawna. Miała charakterek nie raz pogoniła nawet psa sąsiadów kiedy przychodził na nasz ogród.. Drugi raz w poniedziałek kiedy rano zaczęła miauczeć domagać sie pod drzwiami wyjścia.. Wypuściłam ją nawet nie pomyślałam że coś takiego się stanie.. Po pół godzinie leżała zwinięta w kłębek przy chodniku. Tato przyniósł ja do domu bardzo leciała krew i mocz.. Szybko pojechaliśmy do weterynarza ale pani po zbadaniu jej probowala ja posadzić ale Kitka była jakby bezwładna z tyłu. Przednie łapki miała silne jeszcze się wyrywała chciała uciec pewnie umrzeć w spokoju i samotności.. Dostała w tylek i tylna łapkę.. Pani doktor zrobiła jeszcze usg był pęknięty pęcherz i kwiak.. Zasugerowała uśpienie ponieważ jak stwierdziła kot o dwóch łapkach nie da rady funkcjonować.. Będzie się męczył. A więc wyraziłam zgodę na uśpienie byłam cały czas koło niej. Dostała dwa zastrzyki bo pierwszy jej nie uspokoił nie wyciszył probowala jeszcze uciekać.. Po drugim się uspokoiła pani doktor położyła ją na kocyku naszym i tak leżała kiedy już lek działał podała następny środek który miał ja uśpić. Myślałam że serce mi pęknie i chyba rzeczywiście tak się stało.. Nie mogę przeżyć tej straty nie mogę się z tym pogodzić nie mogę w to uwierzyć. Byłyśmy tak ze sobą związane. Kochałyśmy się bardzo i to ja podpisałam wyrok śmierci mam ogromne poczucie winy. Nie chcę mi się żyć przez to wszystko. Leżę na jej posłaniu na kocu który tak lubiła choć zawsze później kładła się obok mnie na łóżku koło twarzy i dotykała mnie swoim mokrym noskiem, domagając się głasków i rozdając buziaki.. Jak mam żyć? Nie mogę przestać o niej myśleć. Rozglądam się za nią wszędzie ja widzę.. Co mam począć? Proszę niech ktoś się odezwie..
Patrycja
Wczoraj zdechła moja krolisia, miała 10tyg,od półtora tyg ja leczyłam, w poniedziałek dostała antybiotyk, a we wtorek wieczorem już jej nie było. Pewnie była za młoda i za słaba, ale mimo wszystko nie radzę sobie że tak krótko żyła i może była że mną tylko miesiąc ale nigdy nie zżyłam się z żadnym zwierzęciem tak jak z nią...:(
Królicza mama
7 kwietnia straciłam moją 3.5 letnią królisię. Byla moja najlepsza przyjaciolka... i dzieckiem. Tak bardzo za nia tesknie... byla dla mnie kims wiecej, niz tylko krolikiem. Tak bardzo za nia tesknie i za tym jej kudlatym pyszczkiem, ktory zawsze prosil o glaskanie.. tak mi ciezko jest sie z tym pogodzic, ale walczylam o nia do konca... ale mimo szystko caly czas sie obwiniam, ze moglam jej pomoc jeszcze bardziej, bo zyla tylko 3.5 roku... albo az ze wzgledu na jej choroby. Nie wiem, jak sie z tego pozbieram, bo jest mi bardzo ciezko i nie potrafie normalnie funkcjonowac...
Mama Yody
20.08.2019. Na ryneczku bułgarskiego miasteczka widzę kociaka, wielkości dłoni. Macha złamanym kiedyś i zrośniętym ogonkiem. Pyszczek jak rexa, tylko kociak z sierścią, czarny, Ogromne zielone oczy patrzą na mnie . I już wiem, co zrobię...Oglądam, dziewczynka. jeszcze rzut oka wokół...nie widać matki, nie widać nikogo zainteresowanego nią, za to wokół sporo bezpańskich psów. Bułgaria. zrobię...schylam się, głaskam, co za niezwykłe, miękkie futerko, w życiu takiego nie dotykałam, kociak do otwartej torebki, bo taksówkarze marudni ,jedziemy do domu. Wieczorem krwawa biegunka, całodobowy weterynarz 30 km, jedziemy. Zarobaczona, zastrzyki, karma, jest świetnie. był kulką energii, byłam dla niej jak mama i nazywałam ją córeczką, chodziła za mną krok w krok, spała przy klatce piersiowej, gdy tylko otwarłam rano oczy - skąd wiedziała ? zaczynała mnie całować...rozmawiała. Wypuszczałam, ruch samochodowy żaden, z tyłu za naszym zamkniętym komplekscem ogromna łąka, w ogóle to już nie miasto. Koty żyją tu długo i spokojnie, dokarmiane przez nas. trzymała się bliziutko domu a w ogóle najbardziej lubiła mieć mnie w zasięgu wzroku. 11.04. 2020. Wypuszczam ją na dwór, chce , żebym z nią została, ale mam pilną pracę . OK. 19 00 schodzę po nią po raz pierwszy , nie przychodzi na wołanie, dziwne, ale już się zdarzało. o 21 00, to już niepokojące. O północy wpadam w panikę. Następnego dnia ogłoszenia w necie, rozlepianie plakatów, Bułgarzy skonsternowani, chyba tu nie ma zwyczaju szukania zagubionych zwierząt. Ja już wiem że stało się coś złego. We wtorek wczesnym popołudniem zgłasza się para sąsiadów, widzieli z okna, co się stało. Yoda poszła w kierunku, w którym rzadko bywała.Przeszła na posesję innego sąsiada. potężny pit bull akurat, jak nigdy, był spuszczony z łańcucha. Wszystko trwało ze dwie sekundy A ja bym nigdy nie pomyślała, że w ogóle zbliży się do miejsca, w którym ogromny pies szalał nieraz za ogrodzeniem. Nie wierzę, chociaż wiem. Nie wierzę,że to się stało. Nie wiedziałam, że człowiek ma w sobie tyle łez. Jak ja będę żyć ? Jak ja żyłam bez Ciebie ? Yoda, wracaj, jeśli możesz. Wracaj szybko, bo dla mnie to też skończy się chorobą. Moja córeczka. Moja dziewczynka, moje cudo, które potrafiło zniwelować każdą ludzką podłość. Kocham Cię. zawsze będę Ciebie kochać i nigdy sobie nie wybaczę, że zostałaś wtedy sama, ale nasze dwa ośrodkowe koty mają już 15 i 10 lat. myślałam, że jesteś bezpieczna. Wracaj , bo łzy mi ciekną bezustannie. Wciąć Ciebie kocham...
Mama Yody
I wiecie, zastanawiam się, czy eutanazja to dobre rozwiązanie. CZy ludzi poddajemy eutanazji, żeby nie cierpili ? te zwierzaki uciekają, chcą żyć do końca..
Danuta
Nigdy więcej nie chcę stawać przed decyzją o uśpieniu kota. Nie ulżyłam sobie i nie jestem pewna czy kotu. Cały czas cierpię i mam wyrzuty sumienia. Kot chciał żyć mimo, że był chory. Za wcześnie się stało. Patrzał mi w oczy długo jakby mówił- co ty robisz? Duszę się gdy o tym myślę. Mojego przyjaciela tak potraktowałam. Lekarz mówił że to humanitarne. Nigdy w życiu jeśli zwierzę jeszcze przytomnie siedzi, patrzy i nie pokazuje wielkiego cierpienia. Nie przeszło mi. To było cztery miesiące temu. Mojego Rudzika nie ma a ja nadal cierpię. No cóż. Stało się. Nie chcę na razie zwierząt. Rudziku dał mi lekcję życia.
mama yody
a ja sobie nigdy nie wybaczę, że zrezygnowałam ze swojej świętej w Polsce zasady - kot wychodzi tylko na smyczy, pod opieką i nadzorem. gdy pomyślę, jak umierała...jak walczylismy o jej zycie...też na razie nie chcę kota. ani psa, ani niczego. Była tak pełna radości zycia , tak obejmowała mnie łapkami za szyję.lekarze ? chyba przynajmniej części z nich chodzi po prostu o pieniądze. I tyle.....
Natalia
2 dni temu musiałam podjąć najbardziej bolesną decyzję mojego życia .. mój 13-letni psinka Laki odszedł ... rok temu wykryto u niego nowotwór trzustki ... przez jakiś czas było dobrze, leki, glukoza, mleko kondensowane na podniesienie cukru . Od jakichś 4 miesięcy jego stan zaczął się pogarszać, miał ataki po 3/4x dziennie ,musieliśmy szybko interweniować i dawać coś na podniesienie cukru .. jeść nie chciał nic ..trochę brał , ale z mojej ręki , z miski nie zjadł chociaż nigdy nie było z tym problemu .. 19.04.2020r. miał atak padaczki , z którym sobie poradziliśmy, ale po zaistniałej sytuacji pojechaliśmy do naszego weterynarza, któremu dziękuje z całego serca, że przez ten cały rok nam pomagał w tej ciężkiej walce .. Laki miał taki zaniżony poziom cukru, że nie było na niego skali, lekarz się dziwił, że on jeszcze żyje. Byłam przy nim do ostatniego bicia serca, był tak kochanym pieskiem, że nie potrafię tego opisać słowami. Myślę, że każda/y z was rozumiecie co to znaczy ten ból bo przeżywacie to samo. Jest mi strasznie źle, nie potrafię zaakceptować tego, że gdy go wołam na spacer nikt nie przybiega, gdy wstaję rano nikt mnie nie wita radosnym merdaniem ogonka, nikt nie szczeka, moja kotka strasznie rozpacza ... przychodzi do mnie i placze razem ze mną .. śpi przy moim łóżku na posłaniu mojego Lakusia .. nie wiem jak mam sobie poradzić z tą stratą, ja tak kocham zwierzęta, w szczególności psy a mojego kochanego rudzielca najbardziej na świecie ..... czy ktoś może podzielić się ze mną tym jak sobie radzi w tym ciężkim czasie ? Minęły zaledwie 2 dni a mi się świat zawalił ...
Maria
Zaginal 2-letni odchowany piesek - niewielki kundelek, bol nie do zniesienia, nie wiem czy zyje, czy nie, czy spotkalo go cos zlego, poszukiwania bez rezultatu, wymknal sie z domu na spacerek ijuz nie wrocil, nie wiem jak sobie z tym radzic, zwlaszcza gdy wracam do domu, zawsze wital, a teraz cisza, moja mama nie pamieta pieska (taka starosc) nawet nie moge z nia porozmzwiac o tym Paomcy!! Z Esek
Ewa
Natalia! - jesteś tam? 24.04 br. odszedł mój prawie 13-letni labrador. 6 lat temu stwierdzono u niego złośliwą postać raka. Daliśmy radę jeszcze 6 dodatkowych lat ... Jestem osobą samotną, cała moja rodzina już nie żyje, a on był wszystkim, co miałam. Wiem, co czujesz - najgorsza jest pustka. Ponieważ ja nie mam z kim porozmawiać i żeby nie zwariować czytam fora z wypowiedziami ludzi, których też spotkała ta tragedia (tak trafiłam tutaj) i oglądam na You Tube różne porady "jak sobie poradzić po stracie". Nie wszystkie co prawda mi pasują, ale z niektórych można już coś wyłuskać dla siebie. Jeśli znasz angielski będzie Ci łatwiej - jest dużo więcej informacji i profesjonalistów, i zwykłych ludzi, którzy przez to przeszli. Mnie osobiście pomagają wykłady mnichów buddyjskich o śmierci i stracie, ale nie wiem, czy te klimaty Ci pasują. Żałoba jest procesem, który - jak go zrozumiesz - pozwoli Ci na zrozumienie tego, co się dzieje z Tobą teraz. Chodzenie po domu i płakanie pogorszy wszystko - ja się skupiłam właśnie na czytaniu o tym. To odwraca moją uwagę od pustego domu i myślenia. Z tego co napisałaś wynika, że - tak jak i ja - spotkałaś mądrego lekarza, który przedłużył życie Lakusiowi. Z tego co przeczytałam do tej pory nie każdy miał tyle szczęścia ... Jeśli przeczytasz to co napisałam tutaj, daj znać - napiszę więcej.
Adria
Ja w piątek 24 kwietnia pożegnałam mojego kochanego kocurka Puszka. W maju skończyłby 4 lata. Miał problem z wypróżnianiem, zatkaną piaskiem cewkę moczową. Pojechałam z nim na zabieg cewnikowania. Kotek nie wybudził się z narkozy. Cały czas nie mogę się pogodzić z jego odejściem, zarzucam sobie, że mogłam zrobić coś więcej, szybciej zauważyć, że coś z nim jest nie tak.Gdy pomyślę, że jeszcze wiele lat moglibyśmy być razem, to łzy same mi płyną.
Natalia
Ewa, dziękuję Ci za te ciepłe słowa .. widzę, że jesteśmy w podobnej sytuacji .. powoli zaczyna do mnie docierać to co się wydarzyło.. zaczynam rozumieć to, że moja psinka przestała cierpieć i jest już za tęczowym mostem, bawi się z innymi psiakami i nic go już nie boli, ale to tak bardzo bolesne przeżycie .. wczoraj z kolei dowiedziałam się, że pies mojej babci - Grafi, z którym Laki się wychowywał (jest rok starszy od mojego) ma raka szczęki .. zanik mięśni .. i lekarz prosi aby przemyśleć uśpienie pieska ... nie dość, że muszę dźwignąć ten ból po stracie mojego ukochanego przyjaciela to jeszcze będę musiała pomóc mojej babci .. to wszystko jest takie ciężkie. Życie jest tak krótkie .. tak mało zdążyłam się nacieszyć moim psiakiem i w mgnieniu oka wszystko prysnęło jak mydlana bańka. Ewa, a powiedz mi proszę .. rozważasz adopcję kolejnego przyjaciela? Ja szczerze powiem, że zastanawiałam się nad tym, ale boję się, że nowemu pieskowi nie dam czystej karty tylko będę go porównywała do Lakiego .. + poza tym nie wiem ile będę potrzebowała czasu i kiedy będę na to gotowa. Daj znać jak przeczytasz !
Ewa
Natalia, okropnie mi przykro, że Grafi ma też nowotwór i musicie znowu zmierzyć się z tą sytuacją. Nawet nie próbuję domyślać się, jak się czujecie .... Ja na Twoim miejscu najpierw przeczytałabym wszystko, co jest dostępne na ten temat (i postępowania z Babcią, i dalszych kroków w sprawie Grafiego, żebyś czuła, że zrobiłaś absolutnie wszystko, co możliwe) oraz porozmawiała z maksymalnie dużą liczbą osób, do których masz zaufanie. Znasz swoją Babcię i musisz sama ocenić, czy wymaga pomocy. Jeśli tak - to poproś o taką pomoc specjalistę, psychologa, terapeutę, itp. Telefonicznie też ją można uzyskać. Lekarz mojego labradora, który stwierdził to ohydne choróbsko a ja się rozpadłam na kawałki, powiedział mi, że płacz nic nie zmieni (jeśli już to tylko na gorsze) i że powinnam potraktować to ZADANIOWO. Z perspektywy czasu (a było to 6 lat temu) oceniam, że to właśnie dało mi siłę, żeby walczyć i przetrwać (6 lat daliśmy radę, co z taką diagnozą, jest - według naszego onkologa - chyba światowym rekordem). Miałam zadanie do wykonania: nie płakać, a działać. Skoro pomogło to mnie, to może takie podejście pomogłoby i Tobie. Pamiętaj, że teraz to Ty musisz być silna … dla Babci. Na swoje uczucia będziesz miała jeszcze czas … Wiem, że takie egzystencjalne sytuacje są ciężkie i zrozumieją je tylko ci, którzy przez to przeszli sami. Wstyd się przyznać, ale ja nie cierpiałam tak po stracie moich bliskich, jak po stracie mojego mądrego i dobrego labradora. Nie, nie chcę mieć już żadnego psa, bo takim jestem typem człowieka, no i mam już swoje lata, a nie chcę, żeby jakikolwiek pies przechodził przez to przez co przechodził np. Hatchiko (jeśli nie znasz tej historii, to film jest w necie). Osobiście nie jestem też zwolennikiem teorii "klin klinem", ale to są decyzje indywidualne i każdy sam czuje najlepiej, czy i kiedy jest gotowy na kolejnego psiaka. To się po prostu CZUJE, Natalia. Wstaniesz któregoś dnia i będziesz TO wiedziała. W życiu nie warto robić nic na siłę - daj sobie czas. Serce Ci powie samo …
Natalia
Ewa .. moja babcia traktuje Grafiego jak swoje najukochańsze dziecko i rozpieszcza go przez 14 lat jak tylko może .. więc wiem jak bardzo będzie cierpiała. Wydaję mi się, że ja tu nie będę w stanie zbyt wiele pomóc i faktycznie będzie potrzebny jakiś psycholog .. Jestem pełna podziwu dla Ciebie, że trwałaś w tej paskudnej chorobie razem ze swoim psiakiem przez 6 lat, że byłaś na tyle silna ! Naprawdę podziwiam. U mnie od diagnozy minął rok .. chociaż i tak jak wspominałam chyba wcześniej lekarz dawał mu maksymalnie 2 miesiące życia. Ja wiem, zdaję sobie sprawę, że nie można płakać bo to tylko pogarsza sprawę, ale nie można też hamować uczuć .. nie można ich tłumić w sobie, czasem trzeba swoje wypłakać, ja na przykład nie raz nie jestem w stanie zatrzymać swoich łez, jestem bardzo wrażliwą osobą na krzywdę ludzi a przede wszystkim zwierząt .. gdybym mogła uratowałabym wszystkie zwierzaki, które chodzą po tej ziemi a są w niebezpieczeństwie ! To przykre .. że odchodzą tak szybko, są nam tak bardzo oddane, wierne i tak mocno bije od nich miłość .. Muszę być teraz silna dla babci i dziadka. Babcia rozpadnie się na kawałki a dziadek chyba jeszcze gorzej . To jego oczko w głowie.. no nic trzeba być dobrej myśli, chociaż jestem bardziej realistką , ale no niestety trzeba zmierzyć się z tą okropną rzeczywistością. Hatchiko? Oczywiście, że znam ! świetny film, ukazuje jak bardzo pies jest oddany człowiekowi i jak bezgranicznie go kocha. Jeżeli chodzi o teorię "klin klinem&quot też raczej nie jestem jej zwolenniczką , ale trzeba spojrzeć na to z tej strony, że życia mojemu kochanemu Lakusiowi nie zwrócę a jest tyle psiaków w schroniskach i może warto za jakiś czas pokazać chodź jednej małej istotce, że człowiek nie jest wcale taki zły i dać małemu nową szansę na dom pełen miłości, której wcześniej nigdy nie zaznał..
Ewa
Natalia, tak się domyślałam, że Grafi dla Babci to oczko w głowie. Tym bardziej więc trzeba się o nich (i Dziadka też) zatroszczyć psychicznie. Ja na Twoim miejscu skontaktowałabym się szybko z terapeutą i porozmawiała, jak im możesz pomóc … a może już teraz - jak jeszcze Grafi jest z nimi - pomogłoby wzięcie jakieś jakiegoś nowego psiaka? Wiem, że sporo ludzi tak robi (zwłaszcza w rodzinach, w których są dzieci) - jeszcze przed pożegnaniem pierwszego biorą szybko kolejnego, żeby strata tego pierwszego nie była dla nich tak bolesna. Wtedy nie ma w domu tej potwornej pustki, a myśli i uwaga są skupione na nowym łobuziaku. To może być jakieś rozwiązanie. Zastanów się nad tym i pogadaj o tym z Rodzicami, terapeutą - zobaczysz co Ci powiedzą. Dla mnie byłoby to logicznie i rozsądne z punktu widzenia ich psychiki. Płakać? - jak najbardziej tak! …. ale nie w obecności Babci ani Dziadka. Ja bym starała się unikać sytuacji, w których widzą Twoje łzy, bo one im na pewno nie pomogą … Wysyłam Ci dużo dobrej energii!!!!
Ewa
Natalia, jeszcze jedno: uzasadnieniem wzięcia nowego psiaka - jak Grafi jest jeszcze z nimi - byłoby to, że taki psiak przeniósłby w swoisty sposób (w umyśle Babci i Dziadka) obecność Grafiego, byłby niejako przedłużeniem jego obecności i może tak byłoby im łatwiej? Ale pomyśl i pogadaj o tym z kimś, bo może to mogłoby pomóc ..
Natalia
Ewa ! Myślę, że to nie było by głupie rozwiązanie ! Porozmawiam z kim tylko będę mogła na ten temat .. myślę, że to faktycznie by im pomogło łagodniej przejść stratę . Tym bardziej, że oni są sami, na emeryturze więc dla nich Grafi i działka to jedyne rozrywki jakie mają i wszystko co mają aby umilić im na starość czas.. Płakać w ich obecności nie będę, staram się być silna ! Dzięki Ewa za pomoc ! Tobie również przesyłam dużo pozytywnej energii !!!
Ewa
Natalia, gdybyś zdecydowała się na to rozwiązanie, to takiego nowego psiaka możesz wprowadzić do domu Babci i Dziadka tzw. sposobem, żeby nie zorientowali się o co naprawdę chodzi, np. powiedzieć im, że to chyba zrządzenie losu :), ale akurat teraz znalazłaś go albo dostałaś od kogoś. Chodzi o to, żeby uwierzyli, że taki nowy psiak nie na żadnego związku z Grafim, a jak uwierzą, że zesłał go los, to myślę, że powinno być im (i Tobie) łatwiej. Już i tak wystarczająco ciężko Ci ... A Grafi będzie miał jeszcze kolegę (albo koleżankę). Trzymam za Was wszystkich kciuki!!
Natalia
Ewa, to dobra rada , na prawdę dziękuje Ci :) !!! chyba tak zrobię .. dam znać jak będzie po wszystkim jak się potoczyło życie !
Ewa
Będę czekać, a moja intuicja mówi mi, że dasz radę. Osobom, które doświadczyły tej tragedii i które siłą rzeczy czytają naszą korespondencję, przesyłam energię spokoju.
B
Ja również musiałam zdecydować się na uśpienie mojej Mufinki. Miała ok. 14 lat, była z nami 11, wzięliśmy ją ze schroniska, po przejściach. Dała nam tyle radości. Półtora roku temu przeszła ostre zapalenie trzustki - cudem przeżyła i później dobrze się trzymała. W lutym grom z jasnego nieba - rak z przerzutami. W marcu zaczęła mieć poważne kłopoty z chodzeniem. Zastrzyki, tabletki, smarowanie. Nic nie pomagało. W nocy nie spałam razem z nią, robiłam wszystko, żeby jej ulżyć, ale mało co pomagało. W nocy z niedzieli na poniedziałek zaczęła się dziwnie zachowywać w nocy, ciągle się prężyła, rano jeszcze trochę chodziła, a potem z godziny na godzinę było coraz gorzej. Czołgała się w kółko po podłodze, śliniła, nie mogła wstać, miała drgawki, jak się napiła, to piszczała, po południu zaczęła przeraźliwie skowyczeć. Pojechaliśmy do weta. Miała atak padaczki. Prawdopodobnie miała już przeżuty do centralnego układu nerwowego i to było przyczyną problemów z chodzeniem a nie zwyrodnienia. Zdecydowałam się wtedy na uśpienie, bo gdybym zabrała ją wtedy do domu, to nie wiem, czy dałabym radę zdecydować się na to drugi raz, a ceną byłoby jej coraz większe cierpienie. Tak mówi mi rozum. A serce wyje z bólu, pyta, i ma wyrzuty sumienia i tęskni tak, że aż dech zapiera. Łączę się z wszystkimi, którzy też to przeżywają.
Yoda
Maria z 3.04 tomasz Gocłowski, znajdź kontakt w internecie. Mnie pomogł odzyskać zaginionego kota.
Joanna
17 kwietnia odszedł nasz ukochany Kaktuś. Miał zaledwie 6 lat. 1 go kwietnia mamy jeszcze filmik jak biega za miotełką... Tydzień później zauważyliśmy, że za szybko oddycha Zaczęliśmy leczenie. Stwierdzono płyn w opłucnej ... Tego dnia wróciliśmy od weterynarza , dostał tabletki następnego dnia chciałam go skonsultować z innym lekarzem weterynarii... Nie doczekał do rana... Wieczorem nastąpiło pogorszenie...Zabraliśmy go do całodobowej kliniki...Zmarł mi na rękach.. Reanimowałam go.. Wcześniej oglądałam film jak to robić... Jednak na próżno... Dojechaliśmy za późno...Może gdybym wcześniej zmieniła lekarza ??? Nie mogę..Minął prawie miesiąc a ja co dziennie płaczę..Gdy się budzę myślę a może to był tylko sen, może to się nie wydarzyło... Mnie nie zdechł kot, dla mnie to zmarło moje kocie dziecko... Mąż przeżywa to inaczej. On chce zapomnieć i nie chce o tym mówić. Powiedział mi wprost, że nie chce o tym słyszeć. W dzień jakoś się trzymam - w nocy nie muszę... Bardzo mi go brakuje. Mojego kochanego Kaktusia - sfinksa z ogromnymi niebieskimi oczami...Nie mogę uwierzyć, że go nie ma... Musiałam go zostawić w lecznicy - mąż nie chciał go zakopać w jakimś miejscu..Miejscu, które mogłabym odwiedzać...Może i jemu byłoby zbyt ciężko..Do tego 17.04. obowiązywała kwarantanna i zakaz wstępu do lasów..O cmentarzu dla zwierząt dowiedziałam się za późno...Ech...
Ewa
Joasiu, bardzo, bardzo Ci współczuję. Mój labrador odszedł 24 kwietnia i też nie mogę sobie z tym poradzić, ale mam pewne przemyślenia. Posłuchaj: 1. najgorsze co możesz robić w takiej sytuacji to obwiniać się .. bo za co? że czegoś nie wiedziałaś? a skąd wiesz czy inny lekarz by pomógł? A skąd wiesz co by było "gdyby" ...? takie obwinianie się jest ślepą uliczką, która prowadzi donikąd. Jak każdy tutaj, wiem jak się czujesz i jak jest ciężko - spróbuj porozmawiać z sobą tak jakbyś rozmawiała o tym ze swoim najlepszym jedynym przyjacielem. Pomyśl: co byś Ty takiemu przyjacielowi powiedziała gdyby jego spotkała taka tragedia? 2. mężowi wybacz, że nie chce o tym rozmawiać - każdy przeżywa żałobę na swój sposób: jeden musi się wygadać, inny - zamyka się. 3. skoro nie udało Ci się pochować Kaktusia, ja na Twoim miejscu zebrałabym Jego zabawki w jedno miejsce i zrobiła z nich "miejsce pamięci". To skupi Twoje myśli właśnie na tym miejscu należącym "tylko do Kaktusia". Ja swojemu Aniołkowi takie miejsce w domu zrobiłam ... może i Tobie jakoś by to pomogło ... ... gdzieś przeczytałam, że "nasi futrzani przyjaciele nie umierają, tylko zasypiają w naszych sercach". Trzymaj się.
Kasia
Dziś jest trzeci dzień jak odszedł mój ukochany 18letni york.. Boli tak straszne jakby przejechał mi cholg po piersiach.. Ciągle płaczę nie jem i leżę w łóżku.. Czuję się jakbym straciła sens do życia
Anna B
13.05.2020 poznym wieczorem odszedl nagle po 7 latach nasz ukochany Kotus Guguś, moj Koci Synek, jeszcze chwile przed smiercia zachowywal sie normalnie, jadl, bawil sie przytulal nagle uslyszalam huk i zobaczylam Go lezacego za sofa w stanie agonalnym ,,przelewal "sue przez rece, probowalam robic masaz serca ale doslownie w kilka minut odszedl
Anna B
13.05.2020 poznym wieczorem odszedl nagle po 7 latach nasz ukochany Kotus Guguś, moj Koci Synek, jeszcze chwile przed smiercia zachowywal sie normalnie, jadl, bawil sie przytulal nagle uslyszalam huk i zobaczylam Go lezacego za sofa w stanie agonalnym ,,przelewal "sue przez rece, probowalam robic masaz serca ale doslownie w kilka minut odszedl
Hania
Płaczę wodospadem łez po przeczytaniu wszystkich komentarzy. Moja Spanielka, z którą jestem już od 15 lat, która towarzyszyła mi przez większość dzieciństwa jest już naprawdę wiekowa. Dostaje dużo leków, ma chore serce i wątrobę. Trzyma się dobrze, oprócz tego czasem potrafi zrobić siusiu w kojcu. Lubi spacery, ma apetyt, szczeka i gania listonosza, wyjada jedzenie kotom... ale widzę jak bardzo się postarzała... jak matowieje, jak siwieje, czuję już nawet ten charakterystyczny zapach starutkiego psiaka... jej utrata to dla mnie najgorsza rzecz, o której mogę pomyśleć. Wiem, jeszcze jest ze mną, ale nie mogę (już teraz) żyć z myślą, ze jej nie będzie, ze nie będę chodzić z nią na spacery, że nie będzie szczekała i biegała po ogródku... Rozpaczam jak dziecko... nie chcę jej tracić. Jest dla mnie wszystkim- dzieciństwem, dorastaniem, przyjacielem, towarzyszem, uśmiechem, łzami szczęścia, sensem, myślą, sercem i miłością. Nie wiem, co będzie gdy naprawdę odejdzie. Zawłaszcza, że jestem ultrawrażliwa i podatna na epizody depresyjne.....chciałabym żebyśmy zawsze mogły być razem. Już teraz myśle, ze gdy będę dorosła to na pewno będę miała taką Spanielkę... tylko czy zaakceptuję fakt, że ona nigdy nie będzie tą, za którą będę tęsknić? Nie daje rady...
Justyna
15 maja uśpiliśmy naszą kochaną kicię. W lany poniedziałek nagle "zatkała się" i nie mogła załatwić. Próbowała wszędzie, zaczęła biegać po domu, wpadła w panikę. Pojechaliśmy do weterynarza i okazało się, po wykonaniu usg, że niestety ma guza w pęcherzu, który wypełnia go prawie w 3/4. Pod narkozą, przez brzuszek miała ściągany mocz. Okazało się, że to kisiel z krwią. Weterynarz dawał jej zapewne wtedy kilkanaście godzin.. Następnego dnia rano, gdyby znów nie mogła się załatwić miałaby ponownie zabieg. Całe szczęście załatwiła się sama, ale na kolejnej wizycie okazało się, że zajęta jest również nerka.. Niestety nie można było nic więcej zrobić, tylko opieka paliatywna. Nasz 15 letni kotek przez kolejne 5 tygodni był bardzo dzielny. Po trzech tygodniach bardzo spuchnęła, kolejna narkoza i ściąganie moczu przez brzuszek strzykawką, niestety nerki poszły całkowicie prawie... Po drugim zabiegu przestała jeść, mimo, że na pewno chciała, z dnia na dzień robiła się coraz słabsza i coraz mniej piła. Pojawiły się objawy mocznicy.. Również chciała żyć. Było widać, że miała nadzieję, że może wstanie rano i wreszcie dobrze się poczuje, i w końcu będzie jak dawniej... W pewnym momencie ból był chyba straszny, widać było ogromny niepokój, dwie noce z rzędu siedziała pod stołem na dywanie i patrzyła przed siebie. Wtedy podjęliśmy decyzję... Przeżycie ogromne, jechaliśmy i płakaliśmy...Z jednej strony żałujemy, zastanawiamy się czy wszystko zrobiliśmy co było można, z drugiej na pewno cierpiała strasznie... Bardzo jej brakuje.... Najgorsze jest to, że nie wiemy czy można było uniknąć tego, że pojawił się guz...
Basia
22 maja 2020 roku musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzję - uśpienie naszej ukochanej 15-letniej Oliwci. Choroba nowotworowa "nadziąślak" zaatakował i nie dał nam żadnych szans, w 30 dni odbierał z niej radość życia, ostatni tydzień bardzo cierpiała mimo podawanych zastrzyków przeciwbólowych, przestała jeść i pić, zrobiliśmy wszystko co było możliwe nie patrząc na koszty leczenia. Ale niestety nic nie mogliśmy więcej zrobić, właśnie dlatego że tak bardzo ją kochaliśmy, nie chcieliśmy przedłużać jej cierpienia. Dała nam tyle miłości, była wyjątkowa i cudowna. I będzie zawsze z nami w sercach i wspomnieniach, nie wyobrażam sobie już nigdy nikogo zamiast niej. Była miłością mojego życia, moją córeczką, serce pękło mi na pół i nie wiem jak bez niej będę dalej żyć, wszędzie ją widzę w domu i ogrodzie, ale jedno wiem - już nie cierpi, usnęła tak spokojnie i nic ją już nie boli. A dom taki pusty.... Oliwciu dziękuję Ci za wszystkie wspólne chwile i miłość, którą odwzajemniałaś. Tęsknię za Tobą.
Sylwia
Po przeczytaniu wszystkich komentarzy wiem że ból związany ze stratą swojego małego przyjaciela jest czymś normalnym nie do opisania.... Moja kochana Kiki odeszła w sobotę 23 maja,ktoś ją potrącił przed samym naszym domem,najdzuwniejsze jest to ze ten zwyrodnialec zabral jej obroze z Adresowka,po co mu bula?nie odzyla
Sylwia
Kontynuacja o moim kocim dziecku Kiki... Jak mogles draniu zatrzymać się zdjac obroże i nie zadzwonić do mnie był nr telefonu i Adres. Zrobiłeś to pod samym domem! Zastanawia nas fakt po co komuś obroza? Dla zatarcia śladów czy może zabral ja dla swojego pupila? Ludzie są wredni... Jest mi bardzo ciężko się pozbierać. Najgorsze że prawie nikt mnie nie rozumie że dla mnie była moim małym kocim dzieckiem. Nie wiem jak sobie poradzę z jej strata. Kiki Byłaś dla mnie spełnieniem najskrytszych marzeń przyszłaś do nas w sylwestra 1.01 I przez te prawie pół roku zmieniłaś całe nasze życie. W życiu nie miałam takiego mądrego,kochanego kotka. Zasypialas na klatce piersiowej z nami przed tv.Calowalas nas swoim kochanym niskiej. Dziekowalas nam że Cię wzięliśmy... Kocham Cię i zawsze będę.. cały czas myślę mam nadzieję że wróci. Czuje jej obecność. Mój mąż podpowiada że trzeba wziąść nowego kota żeby zakryć mój ból serca,tylko ja nie wiem czy jestem wgl gotowa na taki krok? Zawsze może taka sama sytuacja się pojawić.. I jak ja znów to zniose
Żegnaj przyjacielu
Berni, mój najlepszy przyjaciel.. Dziękuję Ci piesku za wspaniałe 18 lat. 25 mają 2020
Danuta
Uśpienie kota jest obciążeniem psychicznym, które pozostaje do końca życia. Zależy jeszcze w którym momencie podejmujemy taką decyzję. I jak do tego podchodzimy. Ja tylko żałuję że nie okazałam bożemu stworzeniu miłości, mimo że czuł co się dzieje, patrzył mi długo prosto w oczy i miałczał, bez skrupułów (w tamtym momencie) to zrobiłam. To był mądry kot,który rozmawiał ze mną. I nie wiem czy stało się to w odpowiednim momencie, czy nie za wcześnie. Chciał żyć. Nawet dla kilku dni życia, kilku głaskań i uczuć ludzkich warto bardzo dokładnie przemyśleć ten ostatni zastrzyk. Zrobić wszystko dla stworzenia (przyjaciela) nim podejmie się ostateczną decyzję.
Bożena
Właśnie dwa dni temu odeszła na stole operacyjnym moja 2-letnia Rudzia. Mimo tego, że mamy jeszcze kilka kotów ,nie mogę dojść do siebie po jej stracie.Zresztą cała rodzina. Rudzia urodziła się z niewykształconą lewa,przednią łapką,takim tylko małym odrostem. Żyła energicznie ,podobnie jak zdrowe kotki.Zaliczała drzewa,ciągle w biegu. Była jednak największą moją pupilą,najkochańszą. Cztery dni przed śmiercią potrącił ją samochód.Znalazłam w rowie kiedy wjeżdżałam z pracy na podwórko. Woziliśmy ja do weterynarza codziennie.Dostawała zastrzyki przeciwbólowe.Rentgen wykazał znaczne uszkodzenie miednicy. Po obejrzeniu przez ortopedę zdecydowaliśmy się ją ratować. Operacja miała kosztować ok. 1500 zł,ale to w tym momencie nie było ważne. Najważniejsze,że doktor podejmie to ryzyko z uwagi na jej już wcześniejsze kalectwo. Po podaniu głupiego jasia kocinka odeszła ,do dziś nie wiemy co było przyczyną. Ja sobie z tym wszystkim nie radzę.Jestem na urlopie,który wzięłam przed operacją,aby się nią opiekować. To jest najsmutniejszy urlop,jaki w życiu przeżyłam.I te wyrzuty sumienia.Obiecywałam jej pomoc, a jak ją urządziłam. Może mogłam czekać,aż miednica się sama zrośnie. Tylko,że bardzo cierpiała.Drażni mnie widok moich innych kotów, chciałabym tulić tylko Rudzię. Serce pęka.Życzę wszystkim w podobnej sytuacji, aby się szybko pogodzili z tym co się stało. Sobie też.Choć wiem ,że Rudzię będę miała w sercu do końca życia.
Amelia
Jest mi ciężko więc też dopiszę swoją historię. Zostawiłam moje 2 szczurki na 3 dni, jak często mi się zdarzało... Wróciłam i znalazłam moja ukochana szczurzyce martwa, druga siedziała obok w kącie... Nie wiem co się stało, czuję się winna, gdy wyjmowałam moją ukochaną martwą szczurzycę jej noga była zaklinowana między prętami, nie wiem czy zmarła przez to, czy stało się coś innego... Nie mogę spać, ciągle płacze, obwiniam sie i nie wiem co robic... Nie mam nawet jak sprawdzić co zaszło, nawet nie mogłam jej godziwie pochować... Biorę leki na uspokojenie ale nic nie dają...
Bozena
Ten blog stal mi sie ostatnio bliski przez moja kotke Rudzie,ktora odeszla tydzien temu. Amelio wiem jak trudno kogos pocieszyc w takiej sytuacji. Mysle,ze Twoje ukochane zwierzatko,z powodu utkniecia i braku mozliwosci uwolnienia,musialo sie odwodnic.Z braku pokarmu chyba w tak krotkim czasie by sie to nie stalo. Wspolczuje Ci,znam taki bol i te cholerne wyrzuty sumienia. Musisz pogodzic sie z tym,ale nie wstrzymuj lez,wyplacz sie ile mozesz.Ja za moja kotka placze kilka razy dziennie.Jak o niej mysle,jak ogladam jej zdjecia.Nawet w pracy o niej mysle. Twoja sytuacja to nauczka dla nas wszystkich,aby nie zostawiac zbyt dlugo zwierzat samych. Zostala Ci druga to skup sie na niej. Choc dla mnie nie pomaga obecnosc moich pozostalych kotkow.Ciagle brak mi tej ,ktora stracilam.
Kasia
I mnie również spotkało to straszne przeżycie. 1 czerwca musiałam uśpić swojego najukochańszego Nerusia. Po rocznej walce z chorobą nerek nie miał siły dalej walczyć. 12 lat z nim to był najwspanialszy okres w moim życiu. Teraz pozostała pustka i smutek.Żegnaj kochany przyjacielu.
Joanna
Ewo, dziękuję Ci za słowa wsparcia..Przykro mi z powodu Twojej straty..Labki to najukochańsze psy... Ech..Wszyscy mamy tu naszą "ścianę płaczu"... Dobrze, że jest to miejsce..To bardzo ważne wiedzieć, że nie jesteśmy same...Mija drugi miesiąc..Nie ryczę już co dzień, najgorszy ból Przysycha, jednak czas wcale nie leczy ran...Pozwala jedynie żyć dalej z bliznami...Racjonalne podejście do życia i tłumaczenie sobie czegokolwiek jest mało skuteczne niestety... Tu działają emocje..One są niezależne od rozumowego pojmowania rzeczy... Jednak zgadzam się z Tobą, że trzeba próbować jakoś sobie ten bezmiar nieszczęścia oswoić, poukładać i pogodzić się z tym..Bo i tak nic nie jesteśmy w stanie zmienić... Czasem w życiu -po czasie żałujemy złych decyzji...Jest to jeszcze większym błędem, niż podejmowanie nietrafnych rozwiązań. Nikt przecież nie jest idiotą i nie chce źle.. Tak więc jeśli nawet zdarzyło nam się we życiu podjąć zła decyzję to po jakimś czasie nie możemy sobie robić wyrzutów... To już kiedyś sobie "wytłumaczyłam" , ale wtedy to była zupełnie inna sytuacja. Jednak zasada jest uniwersalna. Nie rób sobie wyrzutów za podjęcie decyzji. Zwłaszcza jeśli podejmując ją masz przekonanie, że postępujesz słusznie...Bardzo współczuję wszystkim, którzy musieli podjąć decyzję o ostatnim zastrzyku...Pamiętajcie jednak, że kierowaliście się dobrem zwierzęcia.. Oszczędziliście mu cierpienia...
Małgorzta @
Dwa dni temu w niedzielę 7.06 ok 9.30 mój Sasza, Promyczek i Słoneczko mojego życia w nagły i okrutny sposób odszedł.. chorował ale walczyliśmy i parę dni wcześniej kolejne udane usg potwierdziło że wszystko się ustabilizowało. Był silny, szczekał głośno i bawił się a przede wszystkim tak mocno wszystkich kochał. To maltańczyk, mały piesek o bardzo wielkiej osobowości, miał mnóstwo przeróżnych pieszczotliwych imion ostatnio Prezes, bo rządził nami ale zawsze z miłością i wielkim wdziękiem. Nie wiem dlaczego umarł, poszedł spać jako zdrowy pies a rano postępujący niedowład, pisk z bólu, sztywniejące łapunie, szybka wizyta u weterynarza(stan jest bardzo ciężki..prawdopodobnie ucisk na rdzeń..) i okrutna śmierć na moich oczach. Nie wzięlam go na ręcę, żeby nie uszkodzic mu kręgosłupa, lekarz ostrzegał.. biedny umierał sam.. nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie wybaczę sobie, że nie doceniałam jak jestem szczęśliwa gdy On po prostu był, zawsze blisko, przytulony, czekający i pilnujący mnie.. Jak moj syn, gdy był malutki tak i Sasza zawsze dreptał za mną od pierwszych dni i piszczał, żeby go zabrać nawet do łazienki albo pomóc mu wejść na schody jak nie dawał rady i na początku i na końcu, jak już bał się ze względu na zaćmę.. Miałby 14 lat 22.08 i chciałam Go zabrać nad morze, kochał plaże i spacery tam, zawsze z prawdziwym uśmiechem i wielkim z radości oczkami..ganiał wolny i szczęśliwy po pustej plaży Nie jest mi to już dane i nie che mi się żyć, nie umiem wyrazić jak złamała mnie Jego niespodziewana śmierć. To nie tak miało być.. Mam tysiące zdjęć i filmików i rozdzierają mi serce. Jeszcze nie wierzę, nie chcę zaakceptować aż przychodzi moment kiedy czuję jakbym miała wbity nóż, który się przekręca. I znowu szloch, nie tylko mój, cały Jego „Komplet”, czyli bliscy cierpią i płaczą, boję się o zdrowie mojego 93 letniego ojca, dla którego Sasza był wielką radością i motywacją żeby przyjechać i opiekować się nim jak byłam w pracy. Poustawiane miseczki i leki na łyżeczkach do podania, wszysyko zorganizowane, prawdziwa całodobowa opieka, która dał efekty i pomogła Saszy wyjść z niebezpieczeństwa. Weterynarze już mieli mnie dość za pytania, na które nie zawsze umieli odpowiedzieć i sugerowali że jestem naodpiekuńcza. Trudno, jesłi maiło to pomóc Saszy to niech sobie myślą co chcą, konsultacje u znanych specjalistów w Warszawie podróże, czytanie publikacji, opinii i czujność nonstop. Nasze życie było przeorganizowane pod Niego, ale warto było. Mój syn jest zrozpaczony i obwinia się, że wyjechał dzień przed Jego śmiercią, wracał 700 km jak szalony na wieść co się dzieje.. Wszędzie Jego zabawki, miski, ubranka, leki, zapasy jedzenia.. Czuję się już taka zbędna, Jemu byłam bardzo potrzebna, ze względu na choroby przewodu pokarmowego miał swoją dietę, bardzo częste posiłki i różne leki, tylko ja się tym zajmowałam. Miałam po co żyć, robiłam coś sensownego i wartościowego, dbałam o moje Szczęscie a On kochał mnie całym swoim serduszkiem.. Teraz jest tylko pustka i ból. Podobno wszystko się dzieje po coś.. nie rozumiem, nie przyjmuję że jest Mu lepiej tam gdzie jest, najlepiej Mu było ze swoimi bliskimi i na spacerach, na które tak chętnie wyjeżdżal nad pobliskie jeziora. Czytam o komunikowaniu się ze zmarłymi o mistycyzmie odejścia i chiałabym w to wierzyć ale też silny głos w środku mówi mi, że to fizjologia, biochemia, splot nieszczęśliwych okoliczności, które być może teoretycznie można było przewidzieć i usunąć, ale nie zostały usunięte i zawiodłam moje Szczęcie na całej linii, a on tylko chciał być z nami..
Ania
Dwa dni temu po ataku padaczki mąż w porozumieniu z weterynarzem uśpił naszego 10letniego psiaka. Od ostatnich tygodni nasz piesek bardzo podupadł na zdrowiu, nie chcial sie załatwiać na dworze, po wyjściu ciągnął do domu, mial niedoczynność tarczycy, problem z prostatą, bolaly go stawy, kulał na łapki, nie cieszyl się, jego ogon byl zwinięty po same jajka i do tego te ataki padaczki. Dostałam go od chlopaka, obecnie męża na 19 urodziny i nie umiem udźwignąć tej straty :( świat stracił na barwie. Czujemy sie okropnie winni, moze moglismy przedłużać jego życie lekami, przy czym weterynarz powiedział ze nie gwarantuje ze pomogą i ze lat mu nie wrócimy, ale może jednak :( okropnie za nim tęsknimy, nasz przyjaciel, członek rodziny, nasze niesforne,charakterne psisko. Zrobiłabym wszystko zeby go przytulić i okazać jak bardzo go kocham, ale czasu nie cofne chociaż bardzo bym chciała. Odpoczywaj przyjacielu i wróć do mnie kiedyś.
Ania
Ja musiałam pożegnac się z pięknym i mądrym kotem. Był młodziutki nie całe 3 lata. Od wizyty od weterynarza zmarł w ciągu 3 godzin. Odszedł na moich rękach. Obraz nie do zniesienia. Chciałam go jeszcze ratować. Był moim największym przyjacielem. Ból i tęsknota nie do opisania. Każdy mi mówi, że wszystko zrobiłam co mogłam. Ale ja się obwiniam, że mogłam więcej. Mam złość do lekarzy, że widzieli jego stan mnie wypuścili. Domagałam się kroplówki. Nie chcieli dać bo za wcześnie. Mam do nich złość że narazili go na bolesną biopsję, która go dobiła. Biedny z tego wszystkiego posikal mi się w transporterze. Co przed wizytą odwiedził jeszcze na własnych siłach kuwetę. Mam złość do siebie, że im na to pozwoliłam. Ale badania miały dać odpowiedź co robić z leczeniem. Ból i niemoc.
AnnaBS
Juz ponad miesiac jak nie ma Gugusia a ja nie radze sobie z tym.mam jeszcze koteczke, jest cudowna ale to On Gugus byl moim Ukochanym moze przez to ze przezylismy razem wiele chwil, byl przy mnie a ja przy Nim zawsze nawet do porodu bylo mi ciezkp sie z nimi rozstac.Jeszcze 2 dnie przed smiercia gdy karmilam na kolanach coreczke tulil sie do jej nozek i raczek a mnie polizal po twarzy Wiem ze mnie kochal a ja Jego, teraz zycie juz nie jest takie samo...tak tesknie, snie o Nim, chcialabym by choc na chwilke wrocil...zrobilam sie bardziej nerwowa, czesto placze, byl moim Synkiem, byl przy mnie gdy poronilam, gdy walczylismy o ciaze potem gdy cieszylismy sie z kolejnych miesiecy ciazy, tulil sie do brzucha a gdy widzial ze spie bez ruchu to miauczal i probowal mnie obudzic tak jakby sprawdzal czy wszystkonok.Tak tesknie, wiele bym dala by moc pocalowac go jeszcze raz w glowke...
AnnaBS
Juz ponad miesiac jak nie ma Gugusia a ja nie radze sobie z tym.mam jeszcze koteczke, jest cudowna ale to On Gugus byl moim Ukochanym moze przez to ze przezylismy razem wiele chwil, byl przy mnie a ja przy Nim zawsze nawet do porodu bylo mi ciezkp sie z nimi rozstac.Jeszcze 2 dnie przed smiercia gdy karmilam na kolanach coreczke tulil sie do jej nozek i raczek a mnie polizal po twarzy Wiem ze mnie kochal a ja Jego, teraz zycie juz nie jest takie samo...tak tesknie, snie o Nim, chcialabym by choc na chwilke wrocil...zrobilam sie bardziej nerwowa, czesto placze, byl moim Synkiem, byl przy mnie gdy poronilam, gdy walczylismy o ciaze potem gdy cieszylismy sie z kolejnych miesiecy ciazy, tulil sie do brzucha a gdy widzial ze spie bez ruchu to miauczal i probowal mnie obudzic tak jakby sprawdzal czy wszystkonok.Tak tesknie, wiele bym dala by moc pocalowac go jeszcze raz w glowke...
Sylwia
Uśpiłam dzisiaj moja kotkę Tosię 15 lat była ze mną. Kochałam ją strasznie, ból po stracie jest nie do opisania. Ta pustka w domu
Mama Yody
Yodusiu, to już dwa i pół miesiąca, a jest tylko gorzej. Dopiero yeraz dociera do mnie ogrom straty. Już naprawdę nigdy Ciebie nie zobaczę. Już naptawdę nigdy nie będziesz z głośnym krzykiem dobijać się do kabiny prysznicowej. Już nigdy nie przybiegniesz na dźwięk otwieranej lodówki. Miałam niejedno zwierzę i każde przed Tobą odeszło ze starości..dlaczego w Twoim przypadku los był tak okrutny ?Tęsknota jest nie do zniesienia.
Joanna
Uspilismy w środę naszego "synka" kotka przygarniętego ze schroniska. To pierwszy zwierzak w naszym domu. Nauczył nas miłości do zwierzat, tolerancji i opiekowania się żywą istotą. Bardzo się wszyscy przywiązaliśmy.Po stracie płakały i dzieci i dorośli. I nadal dczuwamy ogromny żal i pustkę.
Katarzyna filmanowicz
W poniedziałek musiałam uśpić mojego 16 letniego przyjaciela Maksia kochałam go bardzo. Jest mi ciężko i źle dusi mnie żal że może źle zrobilam choć widziałam że bardzo cierpiał. Jest to straszne bo to ja musiałam z nim jechać niewiem czy poradzę sobie z tym cały czas myślę o nim. Czy mogłam jeszcze coś zrobić by jeszcze mieć przy sobie ukochaną mordkę.
Katarzyna filmanowicz
Ból po stracie mojego skarba Maksia nie do zniesienia.
Katarzyna filmanowicz
W poniedziałek musiałam uśpić mojego 16 letniego przyjaciela Maksia kochałam go bardzo. Jest mi ciężko i źle dusi mnie żal że może źle zrobilam choć widziałam że bardzo cierpiał. Jest to straszne bo to ja musiałam z nim jechać niewiem czy poradzę sobie z tym cały czas myślę o nim. Czy mogłam jeszcze coś zrobić by jeszcze mieć przy sobie ukochaną mordkę.
Mama Yody
Yodusiu, dzisiaj dikładnie trzy miesiąe. Czas niczego nie leczy, czas uświadamia tylko ogrom straty. W szędzie Ciebie widzę i wszystko mi Ciebie prztpomina. Wszystko. Po stracie bliskich tsk nie cierpiałm , jak po stracie Ciebie. Bo oni jednak zawsze, nawet bez intencji potrafili dotknąć urazić...Wybacz mi, jesli potrafisz, bo ja sobie niewybaczę nigdy..
Joanna B
Wczoraj musiałam podjąć decyzję o eutanazji moich dwóch piesków.Zawsze były razem i razem odeszły.Plutko miał 15 lat, nie widział, nie słyszał i ostatnio zachorował na nowotwór przewodu pokarmowego a Lunka 5 letni berneńczyk miała chłoniaka który od 2 dni powodował duszności.Widzialam jak się męczy.Pieski zasnęły w swoim ogrodzie,na naszych kolanach.przytulane i głaskane.Jest mi bardzo ciężko, ciągle płaczę ,nie mogę się pogodzić z ich śmiercią.
Asia K.
Wczoraj jakiś bydlak zabił mojego największego przyjaciela ,ukochanego synka - kotka Bandziora. Wychowałam go odkąd miał tydzień. Jeszcze nie widział na oczka, matka albo go porzuciła albo zginela. Karmiłam butelka , wszystkiego uczylam. Byłam dla niego mamą, a on moim synkiem . Rozumieliśmy się bez słów. Nigdy nie widzialłam tak madrego , czulego i kochającego zwierzatka.Kocham go nadal nad życie i on także mnie kochał. Okazywał to na każdym kroku, zawsze byl ze mna , a ja z nim , wiata jak wracalam z pracy i z radości biegal w kółko , skakal mi na nogi . Byl jak czlowiek . A nawet milion razy lepszy .Nie umiem żyć bez niego. Nie potrafię odnaleźć się w tym bólu i niemocy . Nie wiem co ja poczne bez niego. Zycie stalo sie bez sensu . Inni ignorują mój ból, mąż na mnie krzyczy , że płacze po kocie jak wariatka i mam się ogarnąć- nigdy nie miał serca do zwierząt . Tak bardzo go za to nie lubię ! Nie potrafię się pogodzić że strata mojego Bandziusia , ta potwornie cierpię i tęsknię. Dopiero co to tuliłam a teraz leży biedny w zimnej ziemi . Moje ukochane maleństwo. Miał tylko 2 lata . Kocham Cię Bandzius nad życie, błagam wróć do mnie . Nie umiem bez Ciebie funkcjonować.
Michał P.
Ja też kilka dni temu straciłem moją córeczkę trikolorkę Zuzię. Była kochana,gadala,wskakiwała na plecy... Starałem się kontrolować Jej wychodzenie,ale nadwieczorem wymknęła się przez na chwilę otwarte drzwi balkonowe. Szukałem wieczorem,chodziłem na pobliską ulicę-nie było jej tam,co trochę mnie uspokoiło. Ale na noc nie wróciła,a kiedy rano o 4 wstałem,stwierdzilem,że przejadę się autem i poszukam. Kiedy dojechałem do drogi i zobaczyłem ciałko,to aż mi się niedobrze zrobiło. Zabrałem Maleństwo i pochowałem. I jestem przekonany,że jakiś śmieć zrobił to specjalnie,bo kotka leżała na krawędzi drogi przejechana,jakby specjalnie ktoś skręcił,żeby zahaczyć. Do tego jest tam ograniczenie do 40,więc jadąc zgodnie z przepisami można spokojnie wyhamować. Ból przeplata się z nicością,niedowierzaniem i złością. I mam nadzieję,że karma dopadnie śmiecia,który to zrobił. Będę kierował karmiczne myśli w twoim kierunku bandyto i zwyrodnialcu. I mam nadzieję,że kiedyś z Zuzią i poprzednią kotką Gosią się spotkamy w lepszym świecie.
NVM
dzisiaj odeszła od nas kotka.. niestety jedynym wyjściem było uśpienie :( straszny ból, rozpacz rodziny, wszyscy płaczą..była z nami ponad 16 lat. Trudne chwile przed nami, ale jedyne co pociesza to że już się nie męczy, nie czuje bólu, nie ma cierpienia które tak bardzo było widoczne w oczkach ... kiedyś, jak już wszyscy będziemy w domu Pana wierzę że spotkam swojego przyjaciela, że podejdzie i mruknie jak zawsze to robiła na dzień dobry albo jak przychodziła do mojego pokoju ... była cudnym kotem.. Kocham Cię malutka, ciesz się życiem u Boga, czekaj tam na nas, spotkamy się jeszcze i nie jedną kuleczkę Ci jeszcze rzucę do zabawy ...
Magda Kosiba
24lipca,odszedl moj kochany ptaszek Swiergotek.Biedaczek zachorowal do konca mialam nadzieje ,ze mu pomoge,ze zdarzy sie cud,ze jak.zawsze rano mi zaspiewa,zawrzeszczy I da buziaka ,bo zawsze mi dawal.Niestety nie pokonal choroby I odszedl.Najgorsze ,ze chyba cierpial ,nie moglam patrzec jak ciezko oddychal I do konca juz taki slaby otwieral dziubek aby mi zaspiewac.Mam poczucie winy ,ze moze ja przynoszac mu robaczki czyms go zatrulam.Ciagle placze,czuje taka pustke,zal I cisze,ze juz nigdy nie uslysze jego spiewu!
Paula
Wczoraj musiałam podjąć dezycje o uśpieniu mojej 12-letniej kotki. Guz z przerzutami Żadnych szans. Czuję się strasznie jak wyrocznia.
Magdas
26 lipca umarla moja najukochansza koteczka Zuziunia. Miala 17 lat 7 miesiecy i 7 dni.Byla chora walczylysmy od marca jak lwice. Ratowalam Ja jak moglam nosilam glaskalam przytulalam zeby tylko miala komfort w tych ostatnich tygodniach. Byla moim oczkiem w glowie moim skarbem moja kotkowa coronia. Kocham Ja bardzo jak teraz zyc. Umarla na rekach mojej corki Oli. Nie potrafie zyc bez mojego Aniolka.
Magdas
26 lipca umarla moja najukochansza koteczka Zuziunia. Miala 17 lat 7 miesiecy i 7 dni.Byla chora walczylysmy od marca jak lwice. Ratowalam Ja jak moglam nosilam glaskalam przytulalam zeby tylko miala komfort w tych ostatnich tygodniach. Byla moim oczkiem w glowie moim skarbem moja kotkowa coronia. Kocham Ja bardzo jak teraz zyc. Umarla na rekach mojej corki Oli. Nie potrafie zyc bez mojego Aniolka.
Magdas
Moja Zuziunia odeszla 26 lipca na rekach mojej corciu. Szok nie umiem bez Niej zyc
Basia korcz
Dzisiaj mija trzy tygodnie od śmierci mojego kochanego Tofika ból nadal rozrywa serce
edi
Wszystkie Państwa komentarze rozrywają mi serducho! O moją Kochana Zuzię spanielke walczyłam prawie 4 lata. Zdiagnozowana marskość wątroby, guz na śledzionie. Po drodze babeszjoza. Walczyłyśmy obie. Codzienne leki, syropki, specjalna karma. Biegała, szczekała, cieszyła się życiem. Kolejna badania co raz gorsze, lekarz mówi - tydzień dwa, może miesiąc. Rozważać eutanazję. Zuzia nie spała w nocy, wciskała główkę w ściany, we wszystkie kąty, wymioty, niekontrolowane oddawanie moczu, kału. Była taka słaba. Na spacer po schodach znosiłam ją na rekach. Leżałam z nia, masowalam ten chory brzuszek. Po pewnym czasie już mnie nie zauważała, pogłębiła się encyfalopatia wątrobowa. Brat zaproponował że weźmie ją do siebie na kilka dni. Karmił smakołykami. Iskierka w oczach które już widziałam gasły na chwilę się zapaliła. I odeszła, zasnęła, zamknęła oczy. Sama, gdy wszyscy byli w pracy. Lekarz stwierdził zgon, poddaliśmy ją kremacji a mi został pamiątkowy odcisk łapki.. ;(( Nie potrafię sobie poradzić, znów popadam w depresję, która myślałam że już nie wróci. Zawiodłam Zuze, nie byłam przy niej gdy odchodziła, była sama. Mój Aniołek. Mimo że jestem tylko człowiekiem i puszczały mi nerwy, zrobiłabym dla Ciebie wszystko i tak długo jak trzeba by było. Ale już za późno. Już nie wyczesze tych długich uszek, nie będziemy spać wtulone, już nie wyjdziemy na spacer z pileczka. Umarlas razem z częścią mnie. Przepraszam Zuzia. Kocham Cię!
edi
Wszystkie Państwa komentarze rozrywają mi serducho! O moją Kochana Zuzię spanielke walczyłam prawie 4 lata. Zdiagnozowana marskość wątroby, guz na śledzionie. Po drodze babeszjoza. Walczyłyśmy obie. Codzienne leki, syropki, specjalna karma. Biegała, szczekała, cieszyła się życiem. Kolejna badania co raz gorsze, lekarz mówi - tydzień dwa, może miesiąc. Rozważać eutanazję. Zuzia nie spała w nocy, wciskała główkę w ściany, we wszystkie kąty, wymioty, niekontrolowane oddawanie moczu, kału. Była taka słaba. Na spacer po schodach znosiłam ją na rekach. Leżałam z nia, masowalam ten chory brzuszek. Po pewnym czasie już mnie nie zauważała, pogłębiła się encyfalopatia wątrobowa. Brat zaproponował że weźmie ją do siebie na kilka dni. Karmił smakołykami. Iskierka w oczach które już widziałam gasły na chwilę się zapaliła. I odeszła, zasnęła, zamknęła oczy 31 lipca. Sama, gdy wszyscy byli w pracy. Lekarz stwierdził zgon, poddaliśmy ją kremacji a mi został pamiątkowy odcisk łapki.. ;(( Nie potrafię sobie poradzić, znów popadam w depresję, która myślałam że już nie wróci. Zawiodłam Zuze, nie byłam przy niej gdy odchodziła, była sama. Mój Aniołek. Mimo że jestem tylko człowiekiem i puszczały mi nerwy, zrobiłabym dla Ciebie wszystko i tak długo jak trzeba by było. Ale już za późno. Już nie wyczesze tych długich uszek, nie będziemy spać wtulone, już nie wyjdziemy na spacer z pileczka. Umarlas razem z częścią mnie. Przepraszam Zuzia. Kocham Cię!
Magdas
Ile mial lat Twoj koteczek
Magdas
Moj Aniolek byl starutki ale co i tak mi bardzo ciezko Bylyamy bardzo zzyte ze soba . Moja Zuziunia byla taka sliczna i madra nie umiem zyc bez Niej
Magdas
Asiu k jak ja Ciebie rozumiem ja moja kruszyne mialam ponad 17 lat tak bardzo bylysmy zwiazane ze soba . Jak zyc bez Niej nic nie ma sensu byla moja corcia . Wyje cale d ie i noce bol nie do zniesienia. A moj maz tez nie rozumie tego bo to tylko kot a on jes dla mnie dupkiem. Moj koteczek mija Zuziunia byla dla mnie calym swiatem kocham Ja bardzo bardzo bardzo A co teraz nie wiem
Magdas
Widze ze jest nas duzo co tak bardzo kocha swoje zwierzaczki.Ale jak teraz zyc kochani bez Nich. Ja sobie nie radze kompletnie jestem w rozsypce.Zostal zal smutek pustka co po Naszych skarbach. Placze caly czas nic mi sie nie chce jak dalej zyc
Magdas
Niech mnie ktos pocieszy ze kiedys bedzie lepiej
Magdas
Niech mnie ktos pocieszy ze kiedys bedzie lepiej
Magdas
Niech mnie ktos pocieszy ze kiedys bedzie lepiej
Magdas
Niech ktos mi powie ze bedzie lepiej bo inaczej oszaleje. Nie potrafie zyc bez mojego Skarba.
Ola
Na zawsze pozostanie w Twoim sercu! Z czasem będzie lepiej - potrzeba tego czasu. Trzymaj się mocno!
Karolina
Magdas - mój piesek też miał 17 lat i to były jedne z gorszych chwil w moim życiu :( Najlepszy przyjaciel. Nigdy go nie zapomnę!! Rozumiem co teraz przeżywasz. Z czasem będzie lepiej - zobaczysz!! Ściskam i trzymaj się dzielnie!
Magdas
Dziekuje za dobre slowa. Narazie jest okropnie trzeci tydzien bez Zuziuni masakra jak ja tesknie bardzo. Jestem stara baba a placze jak dziecko. Mam jeszcze kotka Tosie tez ja kocham ma 13 lat. Ale Zuziunia byla moim oczkiem w glowie. Wiem ze trzeba przezycz przeplakac ale jest bardzo ciezka. Ale ciesze sie tez ze sa ludzie co traktuja zwierzeta z sercem u jak czlonkow rodziny.
Ola
Magdas Trzymaj się cieplutko!
Magdas
Olu dziekuje bardzo. Obcy ludzie czasami bardziej pomoga niz rodzina czy znajomi. Bo przeciez to tylko kot a dla mnie to az kot moje dziecko kotkowe. Trzeba je kochac zeby zrozumiec
Magdas
Karolinko a kiedy Twoj piesek umarl. 17 lat to kawal czasu ze zwierzaczkiem a jednak malo i zlecialo tak szybko. Wiem ze to duzo na kotka czy pieska a jednak strasznie aie z tym pogodzic prawda
Marzena
Ja wczoraj straciłam mojego kochanego pieska Dyzia, musieliśmy Go uśpić nie mogę sobie wybaczyć że w pore nie dostrzegłam nic zlego.za krótko z nami był miał tylko 9 lat, tęsknię za Tobą mój kochany i jedyny piesku ,przyjacielu, moja radość życia.
Gosia
Wczoraj dowiedziałam się że moja zaledwie 2 miesięczną kotka Nelly, którą miałam tylko półtorej tygodnia zmarła. Nie wiadomo co się stało. Podobno miała FIP. Była u nas krótko ale bardzo się zżyłam. Od wczoraj nie jem i śpię do późna. Siedzę tylko w pokoju i wcale nie sprzątam. Moje życie jakby straciło sens. Siedzę tylko i oglądam płacząc zdjęcia Nelly których było tak niewiele.
Gosia
Wczoraj dowiedziałam się że moja zaledwie 2 miesięczną kotka Nelly, którą miałam tylko półtorej tygodnia zmarła. Nie wiadomo co się stało. Podobno miała FIP. Była u nas krótko ale bardzo się zżyłam. Od wczoraj nie jem i śpię do późna. Siedzę tylko w pokoju i wcale nie sprzątam. Moje życie jakby straciło sens. Siedzę tylko i oglądam płacząc zdjęcia Nelly których było tak niewiele.
Ola
Gosiu, trzymaj się dzielnie! :( Na zawsze zostanie w Twojej pamięci i sercu! Wiem co czujesz teraz.
Magdas
Dzis minely trzy tygodnie od smierci mojego Skarba a ja jestem wrakiem czlowieka. Nie daje rady zyc bez mojej ukochanej Zuzi. Co bedzie dalej nie wiem.
Karolina
Magdas mój piesek umarł 4 lata temu. Na początku czułam się dokładnie tak samo jak Ty. Uwierz, że z czasem będzie lepiej - i tak będzie na pewno!!!! Mój piesek na zawsze zostanie moim przyjacielem, który gdzieś tam czuwa. Twój kotek również. Ściskam Cię - zobaczysz, że będzie lepiej.
Magdas
Dziekuje Karolka za odpowiedz i dobre slowa. Cale zycie mialam zwierzaczki i pieski tez. Pozegnalam Ich wiele ale Zuzia byla a raczej jest i zawsze bedzie moim Skarbem najwazniejszym. Kocham Ja bardzo i nigdy nie przestane kochac.
Magdas
Dziekuje Karolka za odpowiedz i dobre slowa. Cale zycie mialam zwierzaczki i pieski tez. Pozegnalam Ich wiele ale Zuzia byla a raczej jest i zawsze bedzie moim Skarbem najwazniejszym. Kocham Ja bardzo i nigdy nie przestane kochac.
Marzena
Cztery dni bez Ciebie mój kochany piesku A ja płaczę za Tobą i nie wiem kiedy pogodze się z twoją stratą, smutno ,cicho,ból i tęsknota za Tobą czy kiedyś znajdę ukojenie
Magdas
Marzenko jak ja Ciebie rozumiem i Wszystkich ktorzy tu sa. Laczy nas milosc do naszych Skarbow i okropny bol po Ich stracie . jak zyc nie wiem ale troche mi pomaga to forum. Wspierajmy sie nawzajem bo tak jest troche latwiej . Ile lat mial Twoj pieseczek.
Magdas
Ja tez placze caly czas. Trzy tygodnie minely a bol jest coraz wiekszy. A tesknota ogromna wydaje mi sie ze nie widzialam Zuzi wieki.Pomagajmy sobie wyplaczmy jak trzeba to krzyczmy. A bol zostanie do konca naszego zycia. Moze bedzie slabszy ale bedzie.
Magdas
A doczytalam Marzenko 9 lat mial Twoj piesek. Jeszcze mogl pozyc. Moja koteczka miala 17 lat i 7 miesiecy a i tak bol straszny.Lacze sie z Toba w bolu
Marzena
Tak piszę tu i czytam to daje mi ulgę nie mogę pojąć kiedy to się stało, kiedy tak naprawdę zachorował, taki był radosny pełen życia witał się z nami .spał w pokoju brakuje mi odgłosu pazurków kiedy chodził po podłodze
Mama Yody
Kochana Yodusiu, zbliża się 20.08.,rocznica dnia, którego Ciebie znalazłam i w którym zawitałaś do naszego domu. To miało być wielkie, radosne święto, a będzie wielka rozpacz, bo Ciebie już nie ma. A w domu i w otoczeniu wszystko, wszystko przypomina o Tobie. Tylko w domu pustka i cisza są wciąż nie do wytrzymania, a słowo "nigdy" nabrało nowego znaczenia. Nigdy nie dotknę Twojego mięciutkiego futerka, nigdy nie przywitasz mnie w drzwiach, nigdy już Ciebie po prostu nie zobaczę. Znienawidziłam soboty, każda jest tortura, bo w sobotę odeszłaś. Nienawidzę piątków, bo to był ostatni wspólny dzień, torturują mnie wspomnienia naszego ostatniego dnia, ostatniego wieczoru, wtulona we mnie oglądałaś film dla kotków na youtube, tak bardzo to lubiłaś, tak żywo reagowałaś...Te dwa ostatnie dni będę mieć we wspomnieniach na zawsze. Kocham Cię. zawsze będę Ciebie kochać, do ostatniego dnia życia, do ostatniego oddechu. Magdas, tak , Tobie będzie lepiej, Twoja kotka dożyła pięknego wieku, a ja mam poczucie winy, że przyczyniłam się do śmierci mojej.. Yoda...nie chcę bez Ciebie żyć, bliscy nieraz zawodzili, Ty nigdy.. NIE CHCĘ BEZ CIEBIE ŻYĆ..
Magdas
Jest bardzo ciezko nie daje rady. Wszystko przypomina mi Zuziunie. A dzis mam dola strasznego co robic.Sa ludzie co nie przejmuja sie zwierzetami i wiecie co w tej chwili im tego zazdroszcze. Mi peklo serce wraz ze smiercia Zuzi.
JM
Cześć wszystkim, nie sądziłam że kiedyś będę miała potrzebę podzielenia się swoją tragedia na forum. A na pewno nie ze tak szybko... mój piesek miał 17 lat, chore nerki, anemia, dzięki kroplówkom nerki pięknie się poprawiły ale anemia tak pogłębiła ze w każdej chwili czekała go bolesna smierć, już ciężko oddychał co chwile sprawdzaliśmy czy żyje więc zdecydowaliśmy się na uśpienie :( z tą myślą oswajaliśmy się już jakiś czas wiec łatwiej było poukładać wszystko w głowie. Prawdziwym ciosem jednak jest nagła smierć najukochańszego kota pod słońcem który po wizycie kontrolnej u weta zaczął dziwnie się zachowywać, leży dyszy później głośno płakał, pojechaliśmy szybko do weta ale nie udało się mimo reanimacji, albo wstrząs anafilaktyczny albo zator. Niemniej jednak obwiniam się ze można było temu zapobiec, szybciej zareagować... był zdrowym 8letnim kotem, nigdy nie chorował, ostatnio jedynie troche kaszlał - leczony na zapalenie tchawicy, na kontroli pani go obejrzała i gardło piękne wszystko piękne a po pół godzinie kota już ze mną nie było... ogromny cios nie mogę tego pojąć i sobie z tym poradzić, obwiniam się, nie mogę funkcjonować w nowej rzeczywistości bez niego. Był moim jedynym najlepszym przyjacielem, wszystko robiliśmy razem a teraz zostałam sama, odszedł 3 dni wcześniej niż mój piesek, dwójka przyjaciół na raz, nie mogę się z tym pogodzić, dlaczego mnie to spotkało
JM
Cześć wszystkim, nie sądziłam że kiedyś będę miała potrzebę podzielenia się swoją tragedia na forum. A na pewno nie ze tak szybko... mój piesek miał 17 lat, chore nerki, anemia, dzięki kroplówkom nerki pięknie się poprawiły ale anemia tak pogłębiła ze w każdej chwili czekała go bolesna smierć, już ciężko oddychał co chwile sprawdzaliśmy czy żyje więc zdecydowaliśmy się na uśpienie :( z tą myślą oswajaliśmy się już jakiś czas wiec łatwiej było poukładać wszystko w głowie. Prawdziwym ciosem jednak jest nagła smierć najukochańszego kota pod słońcem który po wizycie kontrolnej u weta zaczął dziwnie się zachowywać, leży dyszy później głośno płakał, pojechaliśmy szybko do weta ale nie udało się mimo reanimacji, albo wstrząs anafilaktyczny albo zator. Niemniej jednak obwiniam się ze można było temu zapobiec, szybciej zareagować... był zdrowym 8letnim kotem, nigdy nie chorował, ostatnio jedynie troche kaszlał - leczony na zapalenie tchawicy, na kontroli pani go obejrzała i gardło piękne wszystko piękne a po pół godzinie kota już ze mną nie było... ogromny cios nie mogę tego pojąć i sobie z tym poradzić, obwiniam się, nie mogę funkcjonować w nowej rzeczywistości bez niego. Był moim jedynym najlepszym przyjacielem, wszystko robiliśmy razem a teraz zostałam sama, odszedł 3 dni wcześniej niż mój piesek, dwójka przyjaciół na raz, nie mogę się z tym pogodzić, dlaczego mnie to spotkało
Magdas
JM wspolczuje Ci bardzo ja nie moge sie pozbierac po mojej Zuziuni a Ty cierpisz podwojnie. Czasem mysle ze lepiej nie miec zwierzat i nie cierpiec po stracie. Ale ja jakos nie umiem ich nie miec. Trzymaj sie kochana.
Magdas
Pustka ogromna prawda. Moze miala chore serduszko jak kaslal. Moze wode w plucach. Kotki ukrywaja dlugo choroby. Ale byl za mlody zeby odejsc. Moja Kruszynka byla starutka ale co brakuje Jej bardzo.Kocham Ja najbardziej na swiecie zawsze bede
Magdas
Kochani jak sobie radzicie bo ja kiepsko nie daje rady naprawde
Karolina
Dziewczyny przekazuję Wam dużoooo siły i pozytywnych myśli!
JM
Magdas u mnie tez bez zmian. Minęło 10 dni od odejścia mojego ukochanego kociego przyjaciela i 6 dni od odejścia pieseczka. Sunia była już stara i schorowana przez co łatwiej zrozumieć i pogodzić się ze strata. Kotek miał zaledwie 8 lat, był zdrowy, jego problemy z oddechem to zapalenie tchawicy - na kontroli informacja ze wszystko ładnie wyzdrowiało, po czym nagle umarł. Nie mogę tego zrozumieć i pogodzić sie ze strata. Od 8 lat dzień i noc był przy mnie, wtulony, najlepszy przyjaciel. Dlaczego tak szybko odszedł. Zawsze mu powtarzałam ze musi żyć jak najdłużej, a tu taki cios. Nie mogę jeść, normalnie funkcjonować, nie daje rady
Magdas
JM wspolczuje ale wiesz jak sie ma zwierzatko 17 lat i pol roku to jest tak niesamowita wiez nie umiem sobie poradzic Zuzia to moje dziecko corcia zawsze byla ze mna spala ze mna ogladala tv rozmawialam z nia byla na spwcjalnych warunkach w domu. Byla bardzo chora juz sparalizowana nie widziala ale nie cierpiala fizycznie lezala sobie na lozeczku mojej corki jadla zupki dla dzieci. Byla w pieluszkach na podkladach i w sliniaczkach. I uwiez byla szczesliwa mruczala machala ogonkiem mij skarb kochany. Przyzwyczaila mnie i corke do tego ze odchodzi. I wiesz co sa takie pozegnania na ktore nigdy nie jestesmy gotowi.Kocham moja Zuziunie i jest mi ciezko. Calym sercem jestem z Toba bo naprawde wiem co czujesz. Placzmy bo trzeba wyplakac ten bol. Ja mam jeszcze kotka w domu ale ma tez juz 13 lat wiec tez juz starsza pani z niej. Ale Ona nigdy nie zaspapi mi mojego Skarba.
Magdas
JM wspolczuje Ci bardzo bardzo mocno. Dwa zwierzaczki ukochane w jednym czasie stracic szok. Trzymaj sie i mysl o nas tu wszystkich bo my tez cierpimy i choc dobrym slowem mozemy sobie pomoc
Krzysiek
Pozostaje tylko silny ból i drążenie rozpaczy w duszy.Daliśmy im wszystko najlepsze co mogliśmy dać.Po drugiej stronie czekają na nas nasi przyjaciele .Kiedyś z nimi się spotkamy.Czekają na nas nasze kotki,pieski,ptaszki............do zobaczenia.
Mama Yody
Krzysiek, mam nadzieję, że jest tak jak mówisz...bo jaki inaczej byłby sens tego, że wystarczy mgnienie oka, jeden moment i znika ktoś, przed kim były jeszcze lata życia w kochającym domu, aświat kogoś innego zmienia się na zawsze...kocha, Yodusiu..
Krzysiek do Mama Yody
Jedynym ukojeniem bólu duszy jest wiara w to że nasi Przyjaciele czekają na nas po drugiej stronie.Cóż nam innego pozostało.Za miłość kiedyś trzeba zapłacić i to jest nasza zapłata.Pisząc to dalej płaczę..........
Magdas
Dzisiaj miesiac od smierci mojej Zuzi a ja no coz nie mam narazie na nic
Magdas
Za nikim tak nie tesknilam Zuziuniu. Jest mi tak bardzo zle tak bardzo tesknie za moim kotkiem kochanym
Magdas
Ja sobie naprawde nie radze
Mama Yody do Magdas
Ja też nie i nie wiem jak się to skończy, czuje się tak bardzo winna i tak strasznie tęsknię, po ludziach tak nie rozpaczałam jak po niej..
Ola
Kochani, trzeba dać sobie czas na przeżycie straty. Tęsknota pozostaje na zawsze, ale czas na pewno pomoże. Dużo siły dla Was! Wspaniali z Was ludzie, którzy mają w sobie tyle empatii i miłości do zwierząt.
Mateo
Mija miesiac jak odszedl moj najlepszy przyjaciel 6 letni airedale,swietnie wyszkolony obronca i stroz. Niestety w duzej mierze przyczynil sie do tego weterynarz-do ktorego poszedlem po raz pierwszy ze wzgledu na oferowane w czasie pandemii sterylne warunki przyjecia psow . Leczyl psa na zapalenie pecherza, a przeoczyl,ze byla to niewydolnosc nerek spowodowana mocznica. Nie zrobil potrzebnych badan na mocznik i kreatynine ,nie zwrocil uwagi na inne sygnaly przy ktorych powinno zapalic sie mu czerwone swiatelko.Kiedy wrocilem do kliniki weterynaryjnej w ktorej zwykle kontrolowalem psa zrobiono mu badania i okazalo sie ma ze poziom mocznika i kreatyniny ma b. wysoki, USG pokazalo, ze maw 90 procentach zniszsczone nerki. To byl wyrok odszedl w ciagu 10 dni. Chcialem wystapic na droge sadowa ,ale zrezygnowalem ze wzgleduna pandemie i obawe jak zniose posowne ponowne przezywanie tej tragedii. To byl cios po ktorym dzi nie potrafie sie posniesc , chociaz przezywalem juz odejscia moich psow , ale bly to 12 i 14 letni seniorzy
Mateo
Mija miesiac jak odszedl moj najlepszy przyjaciel 6 letni airedale,swietnie wyszkolony obronca i stroz. Niestety w duzej mierze przyczynil sie do tego weterynarz-do ktorego poszedlem po raz pierwszy ze wzgledu na oferowane w czasie pandemii sterylne warunki przyjecia psow . Leczyl psa na zapalenie pecherza, a przeoczyl,ze byla to niewydolnosc nerek spowodowana mocznica. Nie zrobil potrzebnych badan na mocznik i kreatynine ,nie zwrocil uwagi na inne sygnaly przy ktorych powinno zapalic sie mu czerwone swiatelko.Kiedy wrocilem do kliniki weterynaryjnej w ktorej zwykle kontrolowalem psa zrobiono mu badania i okazalo sie ma ze poziom mocznika i kreatyniny ma b. wysoki, USG pokazalo, ze maw 90 procentach zniszsczone nerki. To byl wyrok odszedl w ciagu 10 dni. Chcialem wystapic na droge sadowa ,ale zrezygnowalem ze wzgleduna pandemie i obawe jak zniose posowne ponowne przezywanie tej tragedii. To byl cios po ktorym dzi nie potrafie sie posniesc , chociaz przezywalem juz odejscia moich psow , ale bly to 12 i 14 letni seniorzy
Xxxxx
Muszę się wygadać bo nie potrafię się pozbierać. Mieszkam w miescie ale od marca do konca sierpnia mieszkalam na wsi u rodziny. Urodzily mi sie tam male kotki z ktorymi jestem strasznie zwiazana, oprocz tego byly tam juz 3 starsze. Wczoraj dowiedzialam sie ze jednego ktory byl z nami od 7 lat przejechal samochod, caly dzien przeryczalam i nie moglam sie uspokoic. Z kolei dzisiaj jak juz bylo troche lepiej dowiedzialam sie ze odebrali mi moja małą kotkę z ktora bylam bardzo mocna zwizana, poniewaz uratowalam jej zycie. Kiedy sie urodzila, bylam w ciezkim stanie, ale to dzieki mojej wytrwalosci i walce udalo sie ja uratowac i przezyla. Kocham ja tak mocno a teraz dowiedzialam sie ze zabrali ja inni ludzie i nawet nie moglam sie pozegnac
Julia
Straciłam przed wczoraj swojego króliczka, ciągle płacze, nie mogę się pogodzić... Mam ochotę krzyczeć...
Magdas
Ja to tej pory nie moge. Zreszta dopiero 6 tygodni minelo od smierci mojego Aniolka. Ale ja nigdy sie nie pozbieram dla mnie to ogromna strata. Nie umiem zyc bez mojej Zuziuni. Dlaczego to takie trudne co. Niejedna smierc juz przezylam ale moja Zuzia to moj Skarb najwiekszy.
Magdalena
11 odesz mój kot Bestia...musiałam zadecydować o jego uśpieniu...pamiętam jego wzrok który mówił -Zabierz mnie ja dam radę-zabrali go po podaniu zastrzyku...3 razy unikał śmierci mając chore nerki i nowotwór w przedniej łapce...po amputacji dobrze sobie radził, ale dostał katarku i musiał brać antybiotyk i...poddał się..nie jadł nic...mam żal, bo miał tylko 6 lat..nie poddawał się, a ja nawet modliłam się o cud...nie ma cudów...Mieszkanie należało do niego...wszędzie go widzę i wszędzie był...jak żyć dalej...na nic nie mam siły i nic nie jestem w stanie robić...jutro może przejdę się na cmentarz i zapalę znicz...może to pomoże...Zarzucam sobie że wszystkiego nie zrobiłam ...może jakby miał jakiś bodziec-kiedyś miałam papugę i znią dyskutował...może powinnam kupić ptaka...może to moja wina..nie zdążyłam....
Grazyna
Dn.12.09 .2020 odszedl nasz.kochany kotek Pusi.pers byl z nami 16 i pol roku.Jezdzil autem.z nami.na urlopy..Byl bardzo madry ,wierny.Dzis.jest drugi dzien bez.naszego kotka w domu rozpacz.nie ma.granic.Zycie.wywrucilo.sie nam.Mamy z.mezem przed oczami pozegnanie w klinice.Zmarl na naszych.rekach.Nie wiem czy zdecydujemy sie na inne.zwierzatko.Strata boli.,byl dla nas.jak dziecko
Magdas
Moja kochana Zuziunia tez byla persikiem biszkoptowym zyla dlugo jak ma persa ale bol ogromny wczorej minelo 7 tygodni jak umarla a ja jestem zalamana. Nie radze sobie kompletnie. Zyla 17 lat i 7 miesiecy byla syaruszka juz ale strata okropna. Byla taka madra i sliczna. Moja coruchna.
Julia Urbaniak
Wczoraj uśpiła mojego najwspanialszego i jedynego pieska który miał 15 lat. Wychowywałam się z nim od 6 roku życia. Ciężko się pozbierać, cały czas płacz i ból. Wchodzę do domu i pusto... nie widzę jak się cieszy. Zawsze chodził za mną krok w krok aż potykałam się o niego.( czasem mnie to denerwowało), ale teraz chciałbym żeby jeszcze chodził tak za mną. Zawsze lubił się przytulać i wspólnie leżeć. Wiem, że uśpienie go było dla niego dobre bo ostatnie dwa dni bardzo się męczył, lecz ja teraz też się mecze nie mając już go. Był najwspanialszy i najukochańszy na świcie
Julia Urbaniak
Wczoraj uśpiła mojego najwspanialszego i jedynego pieska który miał 15 lat. Wychowywałam się z nim od 6 roku życia. Ciężko się pozbierać, cały czas płacz i ból. Wchodzę do domu i pusto... nie widzę jak się cieszy. Zawsze chodził za mną krok w krok aż potykałam się o niego.( czasem mnie to denerwowało), ale teraz chciałbym żeby jeszcze chodził tak za mną. Zawsze lubił się przytulać i wspólnie leżeć. Wiem, że uśpienie go było dla niego dobre bo ostatnie dwa dni bardzo się męczył, lecz ja teraz też się mecze nie mając już go. Był najwspanialszy i najukochańszy na świcie
Monia
19 wrzesień 2020 rok chyba najgorszy odkąd pamiętam straciłam przyjaciela mojego niuniusia, nic nie wskazywało że odejdzie tak nagle. Mój piesek dopiero miał 9 lat FADO amstaf. Najukochanszy, słodki radosny, pocieszjacy a teraz już go nie ma.Został ból, strata, pustka i cisza. Moje serce jest rozerwane na kawałki łzy
Magdas
Ja sobie nie radze ze smiercia Zuziuni. Co robic jak zyc dalej nie wiem. Codziennie jest gorzej. Tak bardzo tesknie Aniolku za Toba
Kasia
20 wrzesień 2020 Wczoraj odszedł mój największy przyjaciel - kot Kaprys. Był ze mną prawie 17 lat. Nie wiem czy umiem bez niego żyć. Nie wiem czy dam radę, tak bardzo boli... mam wrażenie że pęknie mi serce.
Magdas
Kasiu mi peklo uwierz mi
Kasia
Wierzę. Ja rozpadłam się na kawałki i nie umiem się pozbierać. Jakaś część mnie umarła razem z nim. Nie wierzę że już nigdy do mnie nie przyjdzie, nie spojrzy na mnie tymi wielkimi oczami, nie położy się obok. Ciągle go szukam wzrokiem ale nic z tego...
Magdas
Kasiu przeczytaj moje wpisy od poczatku sa od 26 lipca ja nie wiem jak zyc prawie 2 misiace a ja czuje sie ciraz gorzej. Tak bardzo tesknie za Zuzia
Kasia
Czytałam, wszystkie. Bardzo Ci współczuje. Wiem co czujesz. Ten ból jest nie do zniesienia. Nie wiem jak to będzie, jak mam funkcjonować. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas.
Kasia
Ciagle czytam Wasze wpisy, czytam i płaczę - w jakiś sposób mi pomaga. Nie wiem, może dlatego że wtedy nie czuję się taka samotna w tym co czuję. Wszyscy mówią że to tylko kot, zwierzę, ale to nie prawda. To był mój towarzysz w radości i smutku. Kocie Kaprysie, na zawsze będziesz w moim sercu i głowie. Dziękuję Ci że wybrałeś mnie i żyłeś ze mną tyle lat. Kocham Cię i zawsze będę. Wam wszystkim dziękuję za miłość do zwierząt. Za traktowanie ich jak równych nam, bo kim jesteśmy żeby mówić: „to tylko kot, pies, chomik”....
Magdas
Mi tez pomaga to forum bo milo jest ze jest tylu ludzi dla ktorych to nie pies nie kot tyko najkochansza istotka na ziemi. Mi tez jest atrasznie zle. Mam kacik ze zdjeciem Zuziuni pali sie tam lampeczka i zawsze sa swieze kwiaty. To tez mi poniekad pomaga. Kasiu trzymaj sie i napisz za jakis czas czy u Ciebie lepiej. Trzymajcie sie Wszyscy kochani
Ilona
Ja musiałam uśpić swoją kochaną kotkę, bo nie było dla niej ratunku... nie obwiniam się o to, że ją uśpiłam, wiem że zrobiłam dobrze, cierpiała i chciałam zrobić wszystko, by jej ulżyć w tym bólu... ciekawe jest to, że w tamtym czasie w listopadzie robiłam jej kompleksowe, prewencyjne badania na wszystkie ważniejsze narządy typu wątroba, nerki, trzustka i było ok... w styczniu, tuż po nowym roku kocina zachorowała właśnie na trzustkę, nie pomogło kilkumiesięczne leczenie, wydanie grubych pieniędzy na testy, leki, wizyty...podjęłam decyzję, ale takiego bólu nie czułam nawet wtedy,kiedy umierał ktoś z mojej rodziny... trzy lata wcześniej musiałam uśpić też swojego pierwszego kocura, przeżyłam to naprawdę strasznie... trzymałam go na rękach godzinę, nim pochowałam pod drzewem pod którym lubił sobie leżeć... między jednym a drugim uśpieniem, zaginęła też moja najukochańsza ze wszystkich kotów kotka, choć zrobiłam wszystko co mogłam zrobić, nie odnalazłam jej... a wszystko to miało miejsce po kolei 5,6 i 7 lat temu a kotki były z jednego miotu... można powiedzieć, że jestem weteranką strat tych kochanych stworzeń i że powinnam się z tym uporać...a jednak nie, nie jest to takie łatwe... mam filmiki pożegnalne o każdym z moich kotów i kiedy je oglądam nie mogę zahamować płynących łez, znajomi którym pokazywałam te filmy też wszyscy mieli łzy w oczach... długo trzeba czekać, by ochłonąć po stracie naszych małych towarzyszy, może się też tak stać, że nie ochłoniemy nigdy i ból duszy będzie nam towarzyszył już zawsze.... a jednak jestem zwolenniczką by bić klin klinem, trochę to pomaga... po uśpieniu mojej kotki w kwietniu 2015, w lipcu miałam już nowego malucha, który był mocno podobny z wyglądu do mojej zaginionej kotki i absorbował moją uwagę na tyle, że pozwolił przetrwać ten najgorszy okres... mam tego dziabąga do tej pory i choć jest dość chorowitym kotem z uwagi na struwity, nie myślę że i z nim przyjdzie mi się kiedyś rozstać... generalnie wolę zwierzęta od ludzi, ale człowieka który cierpi po śmierci swojego zwierzaka/ów zawsze darzyć będę dużym szacunkiem,empatią i współczuciem... pozdrawiam Was wszystkich i przesyłam wirtualne uściski dla Was. ...dawno się tak nie spłakałam, czytając Wasze komentarze.
Ilona
Ja musiałam uśpić swoją kochaną kotkę, bo nie było dla niej ratunku... nie obwiniam się o to, że ją uśpiłam, wiem że zrobiłam dobrze, cierpiała i chciałam zrobić wszystko, by jej ulżyć w tym bólu... ciekawe jest to, że w tamtym czasie w listopadzie robiłam jej kompleksowe, prewencyjne badania na wszystkie ważniejsze narządy typu wątroba, nerki, trzustka i było ok... w styczniu, tuż po nowym roku kocina zachorowała właśnie na trzustkę, nie pomogło kilkumiesięczne leczenie, wydanie grubych pieniędzy na testy, leki, wizyty...podjęłam decyzję, ale takiego bólu nie czułam nawet wtedy,kiedy umierał ktoś z mojej rodziny... trzy lata wcześniej musiałam uśpić też swojego pierwszego kocura, przeżyłam to naprawdę strasznie... trzymałam go na rękach godzinę, nim pochowałam pod drzewem pod którym lubił sobie leżeć... między jednym a drugim uśpieniem, zaginęła też moja najukochańsza ze wszystkich kotów kotka, choć zrobiłam wszystko co mogłam zrobić, nie odnalazłam jej... a wszystko to miało miejsce po kolei 5,6 i 7 lat temu a kotki były z jednego miotu... można powiedzieć, że jestem weteranką strat tych kochanych stworzeń i że powinnam się z tym uporać...a jednak nie, nie jest to takie łatwe... mam filmiki pożegnalne o każdym z moich kotów i kiedy je oglądam nie mogę zahamować płynących łez, znajomi którym pokazywałam te filmy też wszyscy mieli łzy w oczach... długo trzeba czekać, by ochłonąć po stracie naszych małych towarzyszy, może się też tak stać, że nie ochłoniemy nigdy i ból duszy będzie nam towarzyszył już zawsze.... a jednak jestem zwolenniczką by bić klin klinem, trochę to pomaga... po uśpieniu mojej kotki w kwietniu 2015, w lipcu miałam już nowego malucha, który był mocno podobny z wyglądu do mojej zaginionej kotki i absorbował moją uwagę na tyle, że pozwolił przetrwać ten najgorszy okres... mam tego dziabąga do tej pory i choć jest dość chorowitym kotem z uwagi na struwity, nie myślę że i z nim przyjdzie mi się kiedyś rozstać... generalnie wolę zwierzęta od ludzi, ale człowieka który cierpi po śmierci swojego zwierzaka/ów zawsze darzyć będę dużym szacunkiem,empatią i współczuciem... pozdrawiam Was wszystkich i przesyłam wirtualne uściski dla Was. ...dawno się tak nie spłakałam, czytając Wasze komentarze.
Monika
Czytam wasze wpisy i płacze bo czuje że mnie tez to czeka
Monika
Czytam wasze wpisy i płacze bo czuje że mnie tez to czeka
Dorota
Dziś straciłam moją 12 letnią kotkę.Nowotwór.Najdelikatniejsza , najsubtelniejsza ,rozkoszna i rozumna kotka świata.Moja kochana kicia do końca moich dni w moim sercu.Kocham cie kitusiu nadal.
Kasia
Trzymajcie się dzielnie, choć wiem że ból rozrywa serce.
Magdalena M.
Płakałam strasznie czytajac Was od poczatku do konca. Padały słowa, ktore ja sama tez wczoraj i dzis krzyczalam/mowilam. Poczucie winy, niemiznosc cofniecia czasu, uczucie jakby czołg przejechał mi klatke piersiowa. Ciagle placze, nie mam motywacji do niczego. Nie tak mial wygladac ten 1wszy tydzien jesieni... Stracilam 2 dni temu mojego cudownego AŻ kota Chino. Boze co to byl za kot. Wielki, gadatliwy, kosmaty rudzielec. Mialam go od malenkosci. W tym roku 6 lat. Zyjemy przy lesie z wielkim ogrodem i nigdy poza ten ogrod nie wychodzil. Az do 2 dni temu. A mialam dziene przeczucia od paru tygodni i dni. Nie sluchalam. Szereg dzienych zdarzen tuz przed i po. Kot zaginal, zawsze wracal co godzine maksymalnie sie meldowal w domu. Straz miejska powiedziala, ze taki wlasnie rudy kot zostal potracony daleko od naszego domu, na skrzyzowaniu w srodku dnia. Posprzatali i gdzies oddali na spalenie....spalili moje kocie dziecko jak śmieci. Nawet nie mam pewnosci czy to On. Ludzie sie zglaszaja, jezdze ogladac rude koty po okolicy, nawet nie wiedzialam, ze tyle ich jest. Wszystkie podobne wiec taki straznik miejski to mogl sie np.pomylic, ale fakt faktem Chino nie wrocil...Nie mam pewnosci jednak, ale gdzies gleboko czuje ze juz go nie ma. Byl dla mnie jak dziecko. Wymarzony od wielu lat, idealny taki jaki chcialam. Trafil przypadkiem jako bezdimny kociak. Totalnie przeznaczenie. Mam jeszcze 2 koty. 17 letnia kotke i 3 miesieczna od tygodnia u nas 3łapa koteczke. Tylko one jakos mnie trzymaja. Jako tako. Ale dramat jest straszny. Mam ataki histerii kilka razy na dobe. Nie radze sobie totalnie. Za nikim tak nie rozpaczalam jak za tym rudym malym synem. Czy to kiedys sie uspokoi? Czy ten bol jakos zelży? Nie umiem funkcjonowac w tej rzeczywistosci. Nie jem. Mam koszmary. Nie chce nikogo widziec. Sciskam Was wszystkich mocno, dziekuje ze podzieliliscie sie tubWaszymi historiami, na chwile bylo mi lżej.
Zosia
Dzisiaj pozwoliłam odejść mojej kochanej kotce.Przez 10 dni walczyliśmy o nią.Jest mi tak bardzo żle.Ból straszny.Pustka.Na pożegnanie przytuliłam ją i poprosiłam żeby czekała na mnie za tęczowym mostem.ŻEGNAJ PRZYJACIELU.
Magdas
Wlasnie umarla mi druga koteczka ukochana Tosia nagle. Dwa rowne miesiace po mojej Zuziuni. Szok
Magdas
Dzis peklo mi serce po raz drugi.
Magdas
Kochani jak ja mam sie teraz uporac z tym wszystkim z ta ogromna strata dwa miesiace temu 26 lipca maja ukochana Zuziunia a dzisiaj 26 wrzesnia moja Tosienka.Nic absolutnie nie wskazywalo na to ze umrze. Od razu jak zobaczylam ze cos jest nie tak pojechalam do weterynarza zastrzyki leki kroplowki i niestety. Wrocilysmy do domu i za 30-40 minut umarla. Szok niedowierzanie zal smutek rozpacz. To byly moje coreczki nie wiem jak sie pozbieram naprawde nie wiem.
Magdas
JM jak ja Ciebie rozumiem.
Kasia
Dzisiaj mija tydzień od śmierci Kaprysa. Nie mogę się pozbierać. W dzień jeszcze „jakoś” daję radę, ale poranki i wieczory to koszmar. Był wielkim prawie 7 kg kocurem. Spokojnym, czasem dostojnym, a innym razem 16-letnim staruszkiem który popycha łapką piłeczkę dziecka, czy biega za gumkami do włosów wystrzelonymi z palca. Tęsknię za ciężarem ciałka leżącego w zgięciu moich nóg, za widokiem mordki w oknie kiedy wracałam do domu. Nawet za budzeniem o 4 rano bo stwierdził że jest głodny. Nie wiem co zrobić żeby było lżej, mam milion myśli w głowie, od takich że już nigdy bo nie przeżyję kolejnego razu, do takich, żeby jak najszybciej pojechać do schroniska i niejako w hołdzie dać kolejnemu kotu najlepsze życie jakie potrafię. Sama nie wiem.... Tęsknię bardzo mój Kocie Kaprysie,
Kasia
Magdas. Nie umiem wyrazić jak bardzo mi przykro. Wiem, że nie ma takich słów które mogłyby Cię pocieszyć/ulżyć. Mogę tylko zapewnić, że sercem jestem z Tobą.
Magdas
Dzieki Kasiu. Dlaczego to zycie jest czasem tak okrutne co. Dzisiaj ledwo poszlam do pracy. Nie wiem jak sie pozbierac moje Aniolki kochane w domu taka pustka. Tosienka to moj persik niebieski najukochanszy labuziak. Moja dziewczynka miala prawie 13 lat chcialabym choc jeszcze jeden jedyny rok byc. I tak wczesnie po Zuzi rowne 2 miesiace.
Magdas
Moje kochane persiczki Zuzia biszkoptowa a Tosia niebieska. Zawsze bede je kochac moje kruszynki.Kasiu dzieki za wsparcie pozdrawiam i caluje.
JZ
Magdas, co się stało z koteczka Tosią, ze tak nagle odeszła ? Ile miała lat? :(((( może tęskniła za Zuzinką, a teraz już są razem... Bardzo Ci współczuje, wiem jak to jest stracić przyjaciół w ciągu tygodnia w moim przypadku, najpierw 8letni kocurek a 4 dni później 17 letnia sunia...
Magdas
JZ Nic jej nie bylo zadnych oznak choroby. Nagle dostala bezwladu i chyba paralizu tak jak Zuzia ale Zuzia jeszcze zyla 5 mieaiecy a Tosia umarla. Niewirze w co sie stalo jesrem zalamana. Serce kardiomiopatia tak jak Zuzia ale nie zdiagnozowana. Sama smierc wygladala u Nich tak samo.Dostalam szoku w sobote jak zyc bez moich splaszczonych noskow.
Magdas
A dawno to sie stalo. Tez przezylas strasznie prawda
Magdas
JZ jak sobie z tym poradzilas powiedz mi prosze pomoz mi bo ja nie wiem dwa moje skarby jak sie pozbierac.
Magdas
A Twoj kocurek chorowal 8 lat to przeciez jeszcze nie stary bo piesek 17 to juz sedziwy wiek jak moja Zuziulka 17 lat i 7 miesiecy na persa to duzo. A Tosia maglaby pozyc jeszcze ze 2 lata chociaz. Tak mi ich brakuje tyle lat a teraz pustka.
Magdas
JZ jak sobie poradzilas dawno to bylo. Tez Cie spotkalo nieszczescie jak mnie.
Magdas
Teraz sie polapalam to Ty pisalas wczesniej o swoim piesku i kotku poplakalam sue tak Ci wspolczulam ze 2 swoje ukochane zwierzatka pozegnalas. Ja jeszcze mialam Tosienke i nic absolutnie nie zapowiadali takiej tragedi
Magdas
Ale u Twojego kotka cos jednak sie stalo a u Tosi nic. Pisalas ze mial zapalenie krtani a ja mysle ze to bylo od serduszka. Skoro tak nagle a mial pewnie kaszel to serce. Moje na serduszka umarly. Zuziunia ze starosci a Tosienka tez pewnie serduszko zachorowalo. Jak zyc nie wiem naprawde nie wiem
Boguś
Dziś odeszła moja Kochana Koteczka nazwana "Szczęściara" bo raz wyszła z opresji. Tym razem Bóg chciał inaczej . Spotkamy się w Niebie. Miałaś tylko 2 latka. Wszędzie było Cię pełno. Została pustka, tęsknota ,żal . Jak mam żyć teraz bez Ciebie. Pamięć o Tobie zachowam do końca moich dni. . . . . . . Zostały w domu dwie Twoje 2-letnie rówieśniczki i kotek też rówieśnik 2-latek . Całą czwórkę zabiedzoną przygarnąłem od jednej osoby, dałem wam dom i odwzajemnioną miłość. Zostawiłaś Kochana Koteczko jeszcze dwie starsze koleżanki : 3-latkę i 6-latkę . Jeszcze wczoraj było Was sześcioro . Jesteś Kochana Koteczko teraz w Niebie i dbaj o pozostałe 5 kotków i o mnie. Serce mi bije jak oszalałe z tęsknoty za Tobą . . . . . Mam żal do siebie ,że odeszłaś w lecznicy, a miałem Cię wziąć na noc do Twojego mieszkanka, przygotowałem ciepłe posłanko, ale zawierzyłem lekarce , podpisałem jakić dokument ( dlatego , że już nie żyłaś ?) i zostałaś u obcych , mieli Cię doglądać, Może kiedy podpisywałem ten dokument to już nie żyłaś . Z dala tylko widziałem , że leżałaś na czymś twardym, a ja Cię nie dotknąłem i nie sprawdziłem. Mam wyrzuty sumienia , że nie zabrałem Cię i nie nacieszyłem się Tobą. Miała byś miłość moją i pozostałej piątki kotków , a Ty byś nas obdarowała Swoją miłością . Odeszła byś wśród naszej miłości w ciepłym posłanku, a nie w samotności u obcych, którzy zostawili Cię samą i poszli spać, nawet lekarka nie potrafiła powiedzieć godziny odejścia. Myślę , że gdybym Cię zabrał to byś przeżyła, bo miłość czyni cuda. Nie wiem co oni z Tobą wyprawiali nocą bo po co podpisywałem jakiś dokument , a może wtedy już nie żyłaś . . . . . Wniosek: brać kotki na noc do domu , a w lecznicy być przy kotku przy każdej czynności i nie nabierać się na piękne słowa , że kotek będzie pod tzw. "fachową opieką " bo to jest ściema . . . . . Rano gdy Cię przyszedłem odwiedzić w lecznicy to była inna lekarka , która sucho zakomunikowała o Twoim odejściu. To chyba jest metoda, że jedna jest dziś ,a jutro już inna, która nic nie wie i tylko spytała czy do utylizacji ,czy wezmę z sobą. Obrzydłiwość . Wziąłem Cię kochana koteczko , więcej Cię nie skrzywdzą. Byłaś kochana koteczko sztywna czyli odeszłaś wiele godzin wcześniej . Nigdy już się nie dowiem, czy wczoraj jak na Ciebie, spojrzałem to jeszcze żyłaś, mam duże wątpliwości , czy chcieli Ci pomóc czy tylko wyłudzić na maksa pieniądze. Nie tylko ja to zauważam ,że . . . . . lekarzy z powołania to już nie ma , są teraz biznesmeny . Najważniejsza czynność w tym zawodzie to teraz siąść przed komputerem i zaśpiewać tak jak mnie 450 zł za nie wyleczoną Kochaną Koteczkę. Po co starać się wyleczyć, jeśli za niewyleczenie są te same pieniądze . Niestety płacimy za czynności , za błędne leczenie konowały nie odpowiadają .Powinniśmy płacić za wyleczenie , wtedy by się starali i najlepsi by zostali w tym zawodzie. . . . . . A reszta konowałów by poszła z torbami . . . . . Jeszcze Cię Kochana Koteczko wygłaskałem i wycałowałem, zrobiłem zdjęcia, patrzyłaś na mnie jak zwykle z zachwytem i zaufaniem chcąc wskoczyć mi na kolanka, albo wyżej na ramiona, bo lubiałaś spacerować na moich ramionach przytulając się do szyi. . . . . Kocham Cię Kochana Koteczko tak jak Ty Nas Kochasz, spotkamy się w Niebie i już nigdy nie rozstaniemy .
Boguś
Dziś odeszła moja Kochana Koteczka nazwana "Szczęściara" bo raz wyszła z opresji. Tym razem Bóg chciał inaczej . Spotkamy się w Niebie. Miałaś tylko 2 latka. Wszędzie było Cię pełno. Została pustka, tęsknota ,żal . Jak mam żyć teraz bez Ciebie. Pamięć o Tobie zachowam do końca moich dni. . . . . . . Zostały w domu dwie Twoje 2-letnie rówieśniczki i kotek też rówieśnik 2-latek . Całą czwórkę zabiedzoną przygarnąłem od jednej osoby, dałem wam dom i odwzajemnioną miłość. Zostawiłaś Kochana Koteczko jeszcze dwie starsze koleżanki : 3-latkę i 6-latkę . Jeszcze wczoraj było Was sześcioro . Jesteś Kochana Koteczko teraz w Niebie i dbaj o pozostałe 5 kotków i o mnie. Serce mi bije jak oszalałe z tęsknoty za Tobą . . . . . Mam żal do siebie ,że odeszłaś w lecznicy, a miałem Cię wziąć na noc do Twojego mieszkanka, przygotowałem ciepłe posłanko, ale zawierzyłem lekarce , podpisałem jakić dokument ( dlatego , że już nie żyłaś ?) i zostałaś u obcych , mieli Cię doglądać, Może kiedy podpisywałem ten dokument to już nie żyłaś . Z dala tylko widziałem , że leżałaś na czymś twardym, a ja Cię nie dotknąłem i nie sprawdziłem. Mam wyrzuty sumienia , że nie zabrałem Cię i nie nacieszyłem się Tobą. Miała byś miłość moją i pozostałej piątki kotków , a Ty byś nas obdarowała Swoją miłością . Odeszła byś wśród naszej miłości w ciepłym posłanku, a nie w samotności u obcych, którzy zostawili Cię samą i poszli spać, nawet lekarka nie potrafiła powiedzieć godziny odejścia. Myślę , że gdybym Cię zabrał to byś przeżyła, bo miłość czyni cuda. Nie wiem co oni z Tobą wyprawiali nocą bo po co podpisywałem jakiś dokument , a może wtedy już nie żyłaś . . . . . Wniosek: brać kotki na noc do domu , a w lecznicy być przy kotku przy każdej czynności i nie nabierać się na piękne słowa , że kotek będzie pod tzw. "fachową opieką " bo to jest ściema . . . . . Rano gdy Cię przyszedłem odwiedzić w lecznicy to była inna lekarka , która sucho zakomunikowała o Twoim odejściu. To chyba jest metoda, że jedna jest dziś ,a jutro już inna, która nic nie wie i tylko spytała czy do utylizacji ,czy wezmę z sobą. Obrzydłiwość . Wziąłem Cię kochana koteczko , więcej Cię nie skrzywdzą. Byłaś kochana koteczko sztywna czyli odeszłaś wiele godzin wcześniej . Nigdy już się nie dowiem, czy wczoraj jak na Ciebie, spojrzałem to jeszcze żyłaś, mam duże wątpliwości , czy chcieli Ci pomóc czy tylko wyłudzić na maksa pieniądze. Nie tylko ja to zauważam ,że . . . . . lekarzy z powołania to już nie ma , są teraz biznesmeny . Najważniejsza czynność w tym zawodzie to teraz siąść przed komputerem i zaśpiewać tak jak mnie 450 zł za nie wyleczoną Kochaną Koteczkę. Po co starać się wyleczyć, jeśli za niewyleczenie są te same pieniądze . Niestety płacimy za czynności , za błędne leczenie konowały nie odpowiadają .Powinniśmy płacić za wyleczenie , wtedy by się starali i najlepsi by zostali w tym zawodzie. . . . . . A reszta konowałów by poszła z torbami . . . . . Jeszcze Cię Kochana Koteczko wygłaskałem i wycałowałem, zrobiłem zdjęcia, patrzyłaś na mnie jak zwykle z zachwytem i zaufaniem chcąc wskoczyć mi na kolanka, albo wyżej na ramiona, bo lubiałaś spacerować na moich ramionach przytulając się do szyi. . . . . Kocham Cię Kochana Koteczko tak jak Ty Nas Kochasz, spotkamy się w Niebie i już nigdy nie rozstaniemy .
JZ
Magdas, tak to właśnie moja historia tylko pisałam chyba pod innym nikiem i teraz jak Ci pisałam to zapomniałam ze miałam inny... ale to właśnie ja. Piesek to prawda, długo i godnie sobie pożył 17 lat u nas, znaleziony nad morzem...na koniec siadły nerki i anemia. I powoli godzę się ze strata, tęsknie tak samo ale jest troszkę lepiej bo miała tez godna smierc bez bólu. Ale kotka nie mogę przeżyć, miał dopiero 8 lat, nigdy nie chorował i to stało się tak nagle jeszcze po wizycie u weta.... przez co nachodziły mnie myśli ze weterynarze to zło ze zabrali mi kocurka, ale wiem ze to nieprawda, chcieli mu pomoc ale się nie udało. Tak jak piszesz tez teraz myśle ze mogło to być coś z sercem... dlatego tak nagle i szybko umarł, zła diagnoza i przede wszystkim jak widać za późno... miał sporadyczny kaszel wiec to mogło być właśnie serce. Tej śmierci nie mogę przeżyć bo to była moja bratnia kocia dusza, jego brak jest okropny, brakuje mi tchu, od 2 mc płacze codziennie w nocy, nie mogę w to uwierzyć i nawet nie mam futerka do przytulenia, dwa zwierzaki w ciągu tygodnia z czego jeden dorodny zdrowy jak się wydawało kocurek, miał żyć jeszcze drugie tyle albo i dłużej, pragnęłam tego z całego serca, oddałabym wszystko żeby tu ze mną był. Po prostu był. I nie wiem jak odpowiedzieć ci na pytanie jak sobie poradziłam, bo sobie nie radzę... ból jest taki sam, jedynie codziennie uczę się powoli z nim żyć i oswajam się z myślą ze już naprawdę do mnie nie wrócą, co jest najgorsze na ziemi. Straty kocurka nie mogę przeżyć bo było to nagłe i niespodziewane, rozumiesz wracam od weta z kotkiem, na wizycie usłyszałam ze wszystko pięknie zaleczone ja zadowolona a godzinę później mój świat się zawalił bezpowrotnie, nikomu nie życzę takiego doświadczenia. Myślałam o wizycie u psychoterapeuty ale jeszcze się nie zdecydowałam, próbuje sama przez to przejść, choć jest ciężko i nigdy się z tym nie pogodzę, jedynie dalej będę żyć. Ale pamiętać będę zawsze, pozostały mi wspomnienia i zdjęcia. Nawet się z nim nie pożegnałam co dobija jeszcze bardziej. Kocurek zawsze był typem leniwca nie chciał się bawić może to był znak ze coś nie tak z serduszkiem, gdybym tylko wiedziała to wszystko co wiem teraz... wydają mi się ze moglam zmienić kolej rzeczy ale to chyba złudne wrażenie :((((( łącze się w bólu bo naprawdę wiem co przezywasz, ja jestem w takim stanie od 2 mc
Magdas
Kochana jezeli mial kardiomipatie tak jak moja Zuziunia to tez by umarl za jakis czas bo to smiertelne. Ale Zuzka moja dostala to ze starosci. Byla zdiagnozowana miala echo sreca rozne badania i byla leczona . Po zatorze lezala sparalizowana ale byla szczesliwa.A po 3 miesiacach zaczela chodzic wiec mialam nadzieje ze dozyje 18 ale niestety kolejne zatory mu ja zabraly. Bylam przygotowana na Jej smierc pozegnalam sie z Nia. Umarla w domku na rekach mojej corki. Ale przezycie straszne. A Tosienka to szok totalny ale smierc miala taka sama. Wiec to serduszko bo kotki czesto maja chore serce ale my o tym nie wiemy bo ukrywja chorobe. Caluje Cie mocno
Magdas
Kardiomiopatia przerostowa tak nazywa sie ta wstretna choroba ktora zabiera nam nasze kotki. Niektore nagle tak jak moja Tosienke a niektore leza biedne sparalizowane jak moja Zuziunka. Moja Zuziunia byla pod opieka kardiologa. JZ poczytaj o tym ja juz wyczytalam chyba wszystko. Nie ma ratunku dla kotkow z ta choroba. Ja mialam to szczescie w tym nieszczesciu ze moja Zuzia zachorowala ze starosci i byla ze mna dlugo.Antoninka szok chociaz tez jak juz pisalam byla starsza pania.13 lat na persa to tez niezle.Ale bardzo trudno to przezyc. Twoj kotek byl jeszcze mlody mogl pozyc.Nic jednak nie mozemy zrobic. Ja placze caly czas prawie oczy mam spuchniete ledwo wstaje do pracy.Tak bardzo nie lubie mojego domu bez moich Skarbow. Tez mysle o psychologu.
Grzegorz
Piszę to by po prostu było mi lżej. Parę godzin temu pożegnałem moją towarzyszke od dziecka, miała 17lat. Od kiedy pamiętam opowiadałem jej wszystkie ważne wydarzenia w moim życiu, bawiłem się z nią i chodziłem na spacery. Ostatnio dostała paraliżu tylnych łapek i z weterynarzem robiliśmy co się dało by postawic ją na nogi. Rano jak wstałem zobaczyłem że moja kora zaczęła chodzi, przez parę godzin było dobrze, a później zaczął wracać paraliż. Gdy moją przyjaciółkę zaniosłem do weterynarza to powiedział że to że dostała silne dawki w zastrzykach. Postanowiłem żeby ją uśpić by skrócić jej cierpienie. Ciężka decyzję musiałem podjąć, lepsze to niż patrzenie jak cierpi. Tęsknię za moją przyjaciółka i czuje straszną pustkę, jak by ktoś zabrał cząstkę samego Mnie.. Dziękuję ze ktoś to przeczyta.
Krzysiek
Kochajmy Nasze Zwierzęta tak szybko odchodzą.
Beata
7 lipca odszedł mój ukochany kocurek Tiguś. ocalił mi życie po śmierci mojej najdroższej Mamusi. Mijają trzy miesiące, a ja nie potrafię żyć. Tiguś był ostatnią żywą istotką w mim życiu. Znalazłam go w krzakach 1 .08.2008r. tego samego roku odeszła moja Mama. Był wyjątkowy. Odszedł w klinice, nie było mnie przy nim. Był kotkiem domowym, nie wiem co zrobiłam źle. Walczyłam o niego do końca, pewnie coś spaprałam. Boże jak boli...Tydzień temu przywiozłam małego kociaka, nie potrafię go pokochać. Wyleczyłam go z choroby i dbam tak jak o Tigusia, ale płaczę i chce go oddać. Nie chce mi się żyć.
Beata
Tigusia znalazłam 1 sierpnia 2008 roku, a maluch urodził się 1 sierpnia 2020r. 1 sierpnia zawsze obchodziłam urodziny Tigusia, tego roku mojego Kocurka zabrakło, czy to znak?
impala1533
Piątego pażdziernika uśpiłam moją osiemnastoletnią kotkę Lisię. Jestem zrozpaczona. Chorowała, wiem, że już była wiekowa, miała straszne problemy z trawieniem i coraz większe z poruszaniem się, zdałam sobie sprawę, że nie nastąpi poprawa. Teraz zastanawiam się, czy ten pierwszy zastrzyk rzeczywiście sprawił jej oszołomienie, że przestała cierpieć. Chciałam jej sprawić koniec cierpienia, ale mam wyrzuty sumienia. Tęsknię za nią bardzo, była moją kocią przyjaciółką.
Beata
Bardzo współczuje wszystkim, dobrze wiem jak strasznie boli całe ciało, serce, nawet myśli po stracie... Dzisiaj mijają trzy miesiące bez mojego kochanego kocurka Tigusia, 7 lipca 2020 roku odszedł, zostawił mnie zupełnie samą. Zawsze prosiłam go żeby mnie nie nigdy nie zostawił, jednak mnie nie posłuchał... mam wrażenie, że z dnia na dzień boli coraz bardziej i tęsknie mocniej.
Magdas
Kochani jak sobie radzicie. Ja jestem w rozsypce. Stracilam dwa moje Skarby. W domu tak strasznie smutno i zle.
Beata
Cześć kochana. Łączę z Tobą w bólu. U mnie też kompletne załamanie. Nie potrafię żyć bez Tigusia. Był ze mną w najgorszym czasie mojego życia. Nie mam już nikogo. Trzymaj się, wiem,że to durne gadanie...
Magdas
Moze i durne ale pomaga. Bo nie jestesmy same w cierpieniu tez lacze sie w bolu z Toba i ze wszystkimi. Ja naprawde wiem co to znaczy. Tak bardzo kocham moje dziewczynki. Narazie nie wiem jak zyc ale mam nadzieje ze bedzie lepiej. Zamowilam sobie malenka dziewczynke perska jest sliczna. Mysle ze mi pomoze. Bede ja miala za 2 tygodnie moja Stefcie. Kolejna corcie do kochania ale moje skarby beda zawsze najwazniejsze. Tyle lat do czegos zobowiazuje. Caluje Cie Beatka i Wszystkich. Odzywajmy sie nieraz by sobie pomagac
Magdas
Beatko wiem tez co znaczy smierc ukochanej Mamy. Moja nie zyje juz prawie 21 lat. Mialam male dzieci jak Mama mi zmarla i miala tylko 58 lat. Tata umarl rowne 3 lata po Mamie. Po smierci Taty kupilam Zuzinka bardzo mi pomagala moja koteczka kochana. A teraz bol okropny
Magdas
Beatko nie oddawaj koteczka On Ci pomoze. Ja bede miala malenstwo niedlugo. Dziewczynke perska Stefcie. Juz Ja bardzo kocham. Ona nie bedzie Zuzia ani Tosia ale tez bedzie moim Sloneczkiem. I Ty tez tak zrob. Zycia naszym Koteczkom nic i nikt nie zwroci a te inne kotki tez zasluguja na nasz dom i milosc.
Karolina
Wiem jak to boli dnia 5 10 2020 musiałam uspac swojego kotka... Lis roszarpal mu przednia łapkę pojechałam jak najszybciej do weterynarza ale stwierdził że mimo operacji nie przeżyje to było najgorsze co mogłam usłyszeć zaczęłam płakać o dzieciach nie wspomnę nie zapomnę twarzy córki bo jadąc z nim do lekarza wierzyła ze wróci nawet bez łapki wszyscy już już się pogodziliśmy że będziemy mieć go z 3 łapkami tak się nie stało.. Na moich oczach musieli go uspac nie zapomnę tego do dziś mam wrażenie że wskakuje przez okno i prosto kładzie się kolomnie na łóżku córka płaczę codziennie mimo że mamy jeszcze jednego kotka nie wiem ale mimo to każdy jest inny oczywiście nasz czarnulek był całkowicie inny lubił strasznie się przytulać a dziś mogę tylko przez okno patrzeć na ogród gdzie jest zakopany i wspominać go i codziennie się modlę żeby z moim kolejnym kociakem nie było tego sameg codziennie jest brany do domu na noc mimo że strasznie miauczy żeby wyjść ale mam nadzieję że z czasem mu przejdzie....
Mama Yody
Magdas, naprawdę łączę się w bólu, wiem, co czujesz. Dziś mija dokładnie pół roku od śmierci mojej Yodusi. Karolimko, ona została zabita przez psa w biały dzień, w miejscu, gdzie inne koty późnej starości. Więc wychodzenie w dzień to żadna gwarancja. Nie mogłam jej nawet pochować, bo ten bandyta, właścicil psa zabrał jej ciałko. I nawet nie przyszedł powiedzieć, co się stało... Wcale nie jest mi lepiej. A tu jeszcze do opowiedzenia historia odejście dwóch tutejszych psów...pęknie mi serce, to pewne,,,
JZ
Ech, zaczął się trzeci miesiąc bez moich przyjaciół (pisałam o nich wyżej piesek 17 letni i kotek zaledwie 8 letni, który odszedł nagle po wizycie u weta bez diagnozy poważnej choroby, zagrażającej życiu... leczony na zapalenie tchawicy, gdzie prawdopodobnie był to problem z sercem - stad taka nagła niespodziewana smierć...co boli stokroć bardziej...) Nadal nie mogę uwierzyć, normalnie funkcjonować. Mój świat się zawalił, nie boje się używać tego określenia. Choć mam 24 lata, to czuje jakby moje życie w pewnym stopniu zatrzymało się/ skończyło wraz z ich odejściem. Cały pogląd na świat się zmienił. Nie jest różowo, wesoło i kolorowo tak jak widziałam zanim odeszli. Byłam pełna motywacji, optymizmu, chęci do działania, a teraz nie mogę zwlec się z łóżka... przygarnęłam szczeniaka z wiejskiej stodoły, jest troche weselej w domu, ale to uświadomiło mi ze choćbym oddała wszystko co mam to nie przywrócę im życia, nie zmienię biegu wydarzeń, nie cofnę czasu i nic już nie będzie takie samo. Mój piesek odszedł ze starości wiec łatwiej mi patrzeć na młodego pełnego życia psiaka. Nie boli aż tak bardzo, ale mimo wszystko boli. Bardzo brakuje mi kota bo to za nim tęsknie jak szalona ale bałam się przygarnąć małego kota bo tak samo widziałabym ze to nie mój Grubcio, z drugiej strony to właśnie w nowym kociaku mogę znaleźć cząstkę mojego Grubcia, a nie w psiaku. Boje się ze podjęłam zbyt szybko decyzje o adopcji psiaka. Nie żałuje tej decyzji ale myślałam ze będzie to większa ulga gdy nowy psiak będzie w domu, a tymczasem jeszcze bardziej tęsknie za kotem bo piesek dwóch miejsc nie zapełni...chyba oszaleje
Arek
24.09.2020.Odszedł mój ukochany przyjaciel piesek Reksio,o godz 7 rano zostal potracony przez samochod zyl jeszcze 50 min, umarl w drodze do kliniki na kolanach mojej mamy, mial zaledwie 3 lata.Akurat tego poranka jak sie przebudzilem i Reksio lezal na fotelu obok wziolem go na rece mocno przytulilem i dluzej niz zawsze wyglaskiwalem ucalowalem tak jak bym mial jakies przeczucie czy cos takiego a on radosny wybiegl za mna na podworko, potracil go samochod 10 min pozniej. Reksio byl czarnym kundelkiem byl u mnie od szczeniaka.Byl moim najlepszym przyjacielem w tych dobrych i w tych zlych chwilach, najwierniejszym ,spal co noc przy moim lozku a nad ranem dotykal mnie noskiem zeby go wpuscic pod kolderke,uwielbial biegac jezdzic samochodem gonic za motorkiem jak jezdzilem po polach czy lesie,zawsze jak gdzies pojechalem to klad sie przy oknie balkonowym obserwowal przez nie i czekal az wroce byl niespotykanie lagodnym pieskiem wrecz bojazliwym bardzo bal sie burzy i petard ,mimo ze mam ponad 30 lat plakalem jak dziecko,strasznie mi go zal okropnie za nim tesknie byl bardzo do mnie przywiazany a ja do niego.Nie moge sobie darowac ze go nie upilnowalem. Pochowalem go w ogrodku codziennie do niego zagladam tak bardzo mi go brakuje.... mam nadzieje ze mu jest tam dobrze i wierze ze sie kiedys spotkamy i znowu go mocno przytule. Zegnaj Reksiu najukochanszy moj piesku i do zobaczenia ganiaj tam za teczowym mostem i czekaj na mnie cierpliwie az uslyszysz pewnego dnia jak co ranek od 3 lat slowa hej Reksiu
Beata
Trzymaj się Arku. Wiem jak boli strata futrzanego przyjaciela. Mój kocurek Tiguś odszedł 3 miesiące temu w klinice, w Poznaniu. Walczyłam o niego,po śmierci mojej mamy mieliśmy tylko siebie. Jest ze mną, ale na ogródku.Każdego dnia przed pracą idę się przywitać, przed snem przykucam nad grobem i mówię do niego.Będę go kochała po wieczność. Łączę się z Tobą w bólu.
Gośka
Witajcie , bardzo wam wszystkim współczuję. Naprawdę bardzo Moj Max miał 13 lat nie zdążył uciec przed autem listonoszki, chciałabym się tylko pogrzać w słońcu , potrąciła go na mojej posesji i odjechała . Ciągle to sobie wyobrażam i strasznie boli . Byłam z nim u weterynarza i miał żyć bo miał połamana miednicę, ale umarł po 4 godzinach. Byłam z nim do końca , bałam się mu przerywać umierania, ale chciałam zeby czuł ze jestem . Wycałowany po śmierci przezemnie i przez wnuki , nawet syn płakał który ma już prawie 30 lat . Pochowałam go w specjalnym miejscu, gdzie leży 7 letni Dżeki zabity przez psa sąsiada,który to ukrył go ,a ja szukałam go przez dwa tygodnie. Nie umiem sobie poradzić ze stratą Maxa bardziej niż ze stratą Dżekiego. Chciała bym krzyczeć ale nie wypada, ledwo żyję , depresja wróciła, wszystko jest bez sensu . Ciągle płaczę, myślę, obwiniam siebie , przeklinam czwartek 22 października, przeklinam listonoszkę , która zamiast wyrazić skruchę groziła mi policją , bo napisałam na fb że zabiła go pani listonoszka, ale mam to gdzieś. Chcę żeby przestało boleć, on był moim sensem życia.
Dorota
25.10.2020 r.o godzinie 7.00 przestało bić serduszko mojego Szczęścia Lakusia. Odszedł za wcześnie, bo w wieku 10 lat i 4 miesięcy. Mój labrador amerykański. Tak Go nazywaliśmy. Bo był mixem czarnego labradora. Był moim promyczkiem. Był moim największym szczęściem. Miziakiem i obrońcą wszystkiego, co się rusza. Nawet nie dał muchy zabić. Kochał piłeczki tenisowe i swojego piszczącego kurczaka, z którym witał mnie w progu, no i moje spodnie dresowe, którymi uwielbiał trzepać, jak je złapał. Mój Prezesik kochany, prosiaczek, bo niestety zjadał wszystko. Miał problemy z jelitami ale jakoś udawało mi się je zaleczać. Niestety, po operacji usunięcia tłuszczaka wystąpiły komplikacje. W drugiej dobie po operacji zaczął, biedak, wymiotować. Poszliśmy do lecznicy. Tam, ze względu na wcześniejsze problemy z jelitami, dostał kroplówkę. Pomagało doraźnie. Na te kroplówki chodziliśmy codziennie. Lakuś był jednak coraz słabszy. W środę w nocy, zwiniętego w koc, bo nie mógł chodzić, zawieźliśmy do szpitala. Stan był już zły. Pani Doktor nie dała nadziei ale zapewniła, że będą walczyć. Walczyli. Codziennie do niego przychodziliśmy. Nawet nastąpiła leciutka poprawa. Do niedzieli rano. Rano serduszko mojego Lakusia przestało bić. Nie pomogła reanimacja. A jeszcze w sobotę zjadł troszkę i się napił. Do dzisiaj ryczę. Widziałam go w sobotę. Głaskałam. Ale nie sądziłam, że to będą nasze ostatnie wspólne chwile. Mam też wyrzuty, że zaprowadziłam Go na tę operację. Może powinnam to odłożyć.....ale z drugiej strony usunięty tłuszczak był taki duży, że wykrzywiał już łapkę.....Boże, nie spodziewałam się, że stracę mojego przyjaciela w 10 dni....Pustka, cisza i ogromny żal.....
Gośka
Dorotko bardzo współczuję, nasze pupile zawsze odchodzą za wcześnie ,a człowiek nigdy nie jest na to gotowy . Wczoraj minął tydzień jak Max odszedł , a ja ciągle płaczę jak nikt nie widzi, schudłam 6 kg, codziennie go odwiedzam , codziennie o nim myślę. Myslałam żeby wziąć nowego psa , ale chyba już nie dam rady , bo pożegnania są najgorsze . Pozdrawiam
Zuzia
Znalazłam moją kotkę na ulicy 20.11.2019r. miała wtedy ok. 2 miesiące. Miesiąc po znalezieniu była już wysterylizowana i zaczęłam ją wypuszczać, bo chciałam żeby była kotem wychodzącym. Teraz tego żałuję. Co wieczór wracała, i na noc przychodziła do domu, a rano znowu ją wypuszczałam. Czasem wracała po 2 dniach, ale najdłużej nie było jej 4 dni. 20.05.2020r. czyli równe pół roku od znalezienia wyszła z domu tak jak zawsze i do teraz nie wróciła... Nie wiem czy coś ją potrąciło, czy się przestraszyła jakiegoś psa i uciekła i nie mogła wrócić czy jeszcze coś innego... Chyba wolałabym już wiedzieć że umarła, niż ciągle przegrzebywać wszystkie ogłoszenia od maja o znalezieniu kota... 20.11.2020r. mija rok odkąd ją znalazłam i pół roku odkąd jej z nami nie ma... Jeszcze mam odrobinę nadzieji że jednak wróci. Może wróci 20.11 tak jak przyszła... Mam nadzieję. :(
Kasia
Dziś mija 3 dzień od straty mojego Maluszka. Moj piesek - Molly miala zaledwie 2 latka i 8 miesiecy. Byla nieprawdopodobnie kochana, mądra, mega energiczna (zawsze wszedzie bylo jej pelno), taka piekna i tyle szczęścia wnosila w życie ludzi, zwłaszcza w moje. Teraz pozostała po niej tylko pustka i niewyobrażalny ból. Była ze mną zawsze, codziennie (W łóżku ze mną, do rodziny ze mną, do znajomych ze mną i po lasach, po górach, nad jeziorami, uwielbiala morze i kopać na plaży). Jeszcze mogła byc ze mna przez kilkanaście lat, jeszcze tyle w zyciu mogla doświadczyć, tyle poznać, tyle ludzi pokochać i otrzymac od nich to samo... A juz jej nie ma i nigdy nie będzie. Jeszcze tydzień temu, tak niedawno... gdybym tylko wiedziała, mogłaby tu jeszcze być. Jeszcze w piątek rano biegała za ptakami, a w poniedziałek sama wyraziłam zgodę na eutanazję. Czuje niewyobrażalny żal, że ostatnimi dniami poswiecalam jej tak mało uwagi, gdzie właśnie wtedy potrzebowała mnie najbardziej, tak bardzo cierpiała, a ja nie miałam zielonego pojęcia o tym co się z nią dzieje... Rezonans magnetyczny wykazal autoimmunologiczne zapalenie mózgu i opon mózgowych, ogromne uszkodzenia w mózgu, pniu, rdzeniu kregowym i przedłużonym, brak oddechu po narkozie, bezskuteczna walka o przywrócenie jej tchu, a później najtrudniejsza decyzja - żeby ukrocic jej męki. Nie potrafię poradzić sobie z jej odejściem, tak bardzo mi jej brakuje. Nie wiem co mam robić. Nie potrafię o niej rozmawiać, bo głos mi się łamie, zalewam się łzami... Była ze mną tylko 2,5 roku, a dała mi więcej niż niektórzy ludzie przez całe moje życie. Obwiniam siebie, że to ja dałam jej za mało, że mogłam więcej, że czasami się na nią zloscilam, że czasem podniosłam głos... W piątek jest jej pogrzeb. Co mam zrobić? Jak się pogodzić? To wszystko jest takie ciężkie i przykre. Dalej szukam jej wzrokiem, dalej mam wrażenie jakby gdzieś była. Brakuje mi jej głosu, jej mokrego noska, tych pięknych niewinnych oczek, ciągle merdajacego ogonka, tego jaka była szczęśliwa i pełna życia... Była taka młoda, taka mała. Tak chciałabym ja jeszcze zobaczyć... :(
Magdas
Ja ja tesknie za moimi kotkami
KingaS
Dzis umarl tragicznie moj ukochany koteczek Simba. 10 listopada mialby 6 miesiecy. Sasiad z ulicy jechal jak debil i przejechal go, uderzyl mu w glowe, przed domem sie to stalo... Ja wyje jak dzik za moim Simba, kotkiem, ktory uwielbial ludzi, nie bal sie psow, potrafil mizianiem o policzek, brode czy reke obudzic, ktory potrafil zasnac z czlowiekiem. Chodzil za moja corka.jak pies, sledzil ja, chowal sie, robil uniki... Nie moge tej straty ogromnej przebolec... Uwielbial sie wtulac, jak go wziac i polozyc na ramie czy szyje to tak sie przytulal. Charakter mial cudowny, taki dostojny, nigdy sie nie wpychal, czekal na swoja kolej, szukal kontaktu z czlowiekiem, patrzyl prosto w oczy, byl piekny, przystojny, futro mial mieciutkie, bo jego mama wygladala jak kot lesny miala takie pregi grube i kice na uszkach jak wiewiorka, on tez to mial i te futro....cud nie do opisabia, dwukolorowy nosek, piekne wyraziste zielono-lekko rozowe oczy, miekkosc futra po ojcu pol Persie i mial takie jakby o hraniacze na przednich kolanach takie pregowane na bualych futerkowych nogach. Wszyscy za nim wyjemy, corka mowi, ze bedzie miec zalobe, ja dzis placze juz 12 godzine, idczuwam bol serca,jakby mi ktos czastke mnie zniszczyl na zawsze. Ten kotek byl znami tylko niecale 6 miesiecy ale charakterem swoim skradl nasze serxa na zawsze. Takie koty zdarzaja sie bardzi rzadko, nam sie taki przytafil,alebol po jego stracie jest nie do wytrzymania. Simba, to imie oddawalo calego Ciebie: pieknego, madrego, dostojnego, cudowbego, kochanego i jedynego kota-przyjaciela. Mam 45 lat ale chyba nigdy w zyciu tak nie rozpaczalam. Tak kochac mozna, ale takiej straty trudno jest sobie wyobrazic. Szczerze, to mam tylko jedno marzenie, nie chce bez Ciebie zyz. Kocham. Tęsknię. Boze Moj, pomoz mi z tym bolem! Blagam...! Mam jeszcze Twojego brata, i dwie kochane siostry, najbardziej do Ciebie podobne, ale to Ty patrzyles w oczy najdluzej i to Ty zachowywales sie jak pies chodzac za nami i przychodzac na kazde wolanie. Kazdy Cie pokochal, kazdemu skradles serce. I tak juz pozostanie. Bez Ciebie kawalek naszego serca umarlo. Nawet nie wiedzialam, ze mozna tak kochac Kota. Zaluje, ze jakos nie zatrzymalam go w domu, na pewno by zostal, on rozumial czlowieka, ale bylo cieplo i wiedzialam, ze chcial wyjsc na dwor na spacer. Serce peka, bo Simba byl duzym ale jednoczesnie bardzo mlodym kotkiem, mial przed Simba cale zycie. Imie wyrabe przez corke Sare, ona zawsze wybierala dla zwierzatek te najpiekniejsze. Simba, kocham Cie z calego serca, duszy i rozumu. Mam nadzieje, ze kiedys bedziemy razem. Boze, daj sile, bo moj rozum tego bolu nie pojmuje. Simba, jeszcze raz, kocham Cie i moje dzieci tez. Spoczywal w spokoju. Na zawsze w Naszych sercach...
Mama Yody
Zuziu, a dlaczego tak bardzo Tobie zależało na tym, aby Twoja kotka była kotem wychodzącym ? Wiesz, ile rzeczy mogło ją spotkać ? Samochód, pies mogł ją zabić , nie tylko wystraszyć, mogła zjeść trutkę i umireała w męczarniach, mogła wpaścw ręce psychola ale grupki psycholi..nie rozumiem ludzi.
Mama Yody
Kto był kiedyś na bułgarskiej prowincji, teń wie, jak to wygląda. Setki błąkających się bezdomnych psów, czasem nawet karmionych, ale patrzących oczyma pełnymi czasem rozpaczy, czasem tylko beznadziei. W złych miejscach trute, przejeżdżane. W pobliżu naszego kompleksu dla cudzoziemców, w ogrodzie opuszczonego domu znalazły sobie schronienie, wątpliwe, dwa takie nieszczęścia. Chico był pinczerem austriackim, rasa bardzo popularna na Bałkanach, Luna, z wybitym jednym okiem była jeszcze większa. Kiedyś czyjaś, miała na sobie bardzo starą obrożę.Schronienie było bardzo wątpliwe, bo dom zamknięty, ot, kawałek dachu, ściana chroniąca od jednej strony.Chico faktycznie szczekał na ludzi gdy był akurat u siebie, Luna, skóra i kości, była tak przerażona, że do jedzenia podchodziła gdy się odeszło spory kawałek.Chico natomiast..po pierwszym karmieniu przestał szczekać, po trzecim pokochał mnie bez pamięci, z wzajemnością. Przewraxał się na grzbiet nadstawiając brzuszek do głaskania, Chodził za mną po całym mieście, siadając przed miejscem, gdzie akurat byłam i czekał. Głaskany, tulił się z oddaniem patrząc w oczy.Podchodził do budynku, gdzie mieszkam, kładł się i patrzył w moje okna. Chico, NIE MOGŁAM Ciebie zabrać, wybacz. Na początku grudnia 2019r. zorientowałam się, że obydwa psy zniknęły.Pozbył się ich człowiek, sąsiad, którego Chico witał machaniem ogona i radosnymi podskokami. Zdrajca, śmieć. Czy zgłoszono was do urzędu gminy jako agresywne psy i zostałyście uśpione ? Czy może otrute, popularny tutaj sposób ? Wycierpiałyście tyle, a chciałyście tylko mieć dom i swojego człowieka.Będę o was pamiętać i kochać was do końca życia. A tamtemmu śmieciowi posyłam życzenia szybkiej, bolesnej karmy. Niech uderzy szybko.
Dorota
To już dwa tygodnie jak mój świat stał się pusty, beznadziejny i czarno biały. Nic nie cieszy. Jak bardzo mi brakuje tego czarnego nochala kradnącego moje skarpetki. Jak bardzo mi brakuje wieczornych pochrapywań spod łóżka. I poszczekiwań na idącego daleko listonosza. Lakusiu, tak bardzo bym chciała jeszcze chociaż raz Cię zobaczyć. Dowiedzieć się, czy jest Ci tam dobrze. Móc się pożegnać i prosić o wybaczenie za moje błędy wobec Ciebie. Odszedłeś tak nieoczekiwanie, bo ja, chociaż byłeś bardzo chory po operacji, miałam jednak cichutką nadzieję, że powolutku dojdziesz do siebie a ja będę się opiekować Tobą najlepiej, jak potrafię. Niestety, nie udało się. Myślę sobie, że może jednak szczęśliwy biegasz po tęczowych łąkach i bawisz się z innymi pieskami i że nic Cię już nie boli. Taką mam nadzieję. Ps. Gosiu, Ja także po cichutku płaczę, jak nikt nie widzi, choć minęły już dwa tygodnie i jeden dzień. Pozdrawiam Cię.
Ania
5 dni temu musiałam pozwolić odejść mojej przyjaciółce i córeczce - prawie 13 letnie yorczce Gai.Wczesniej żadnych objawów, w czwartek załamanie, okazało się że wątroba cała w guzach. Jestem załamana. Dwa dni nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nie jadłam, nie spałam, nie wstawałam z kanapy. Od wczoraj jest ze mną malutka, roczna sunia. Zaadoptowana z fundacji. Czuję się przy niej lepiej, ale nie potrafię jej jeszcze pokochać tak, jak kochalam Gajke. Czy to się zmieni? Ona jest tak we mnie wpatrzona, chodzi za mną krok w krok i czuje się bezpieczna. Wiem, że żałoba minie, ale jest ciezko. Chciałabym mieć swoją Gajke przy sobie. Chciałabym pokochać nowa sunie....staram się.
Krzysiek
Dzisaj 10.10 2020 godz 15/40 trudna decyzja ,która odkladalem pół roku moj kochany kundelek *** sparalizowalo go a byl z nami 19 lat żegnaj Dżeki
Ewelina Palacz
Nie wiem od czego zacząć, miałam psa mieszańca (york i sznaucer) wabił się Fredi i był strasznie kochanym pieskiem przed wczoraj minął rok od kiedy pierwszy raz pojawił się w domu, i w tym samym dniu (10.11.2020) wpadł pod samochód. Do tej pory słyszę jego pisk to była chwila moment. Niech ktoś mi powie jak się z tego otrząsnąć ?
Weronika
Wczoraj musiałam uśpić mojego kochanego Kitka...przegraliśmy z przewlekłą niewydolnością nerek...jest mi tak ciężko, był ze mną 12 lat od maleńkości...wraz ze swoim odejściem Kitek zabrał cząstke mnie...:(
Monika
W piątek 13 ego w ten pechowy dzień odszedł na zawsze mój ukochany kot Zdzisław. Był z nami dwa i pół roku...zabił go samochód pod domem. Spał z nami jadł z nami. Całą ciążę spał na moim brzuchu a potem bronił maleństwa. Moja córka skończy zaraz dwa latka wychowywali się razem...cały czas go wola. Nie potrafię sobie z tym poradzic...nie wiem jak to znieść. Ta tęsknota to patrzenie w okno. Czuję bezsens
Monika
W piątek 13 ego w ten pechowy dzień odszedł na zawsze mój ukochany kot Zdzisław. Był z nami dwa i pół roku...zabił go samochód pod domem. Spał z nami jadł z nami. Całą ciążę spał na moim brzuchu a potem bronił maleństwa. Moja córka skończy zaraz dwa latka wychowywali się razem...cały czas go wola. Nie potrafię sobie z tym poradzic...nie wiem jak to znieść. Ta tęsknota to patrzenie w okno. Czuję bezsens
Jola
A jak mam żyć z tym, wczoraj sama potrąciłam mojego pieseczka umarł na miejscu wszystko miał całe ale dostał wewnętrznego krwotoku nie płakałam ale wyłam parę godzin jak mam żyć?
Darek
Dzisiaj o 10.00 odeszła moja ukochana kotka po prawie 13 latach życia. Towarzyszy mi smutek i tęsknota. Zegnaj kochany koteczku.
Magdas
Ja straciłam dwa moje skarby.Jest mi ciężka. Dziś jest 4 miesiące od śmierci Zuziuni a dwa od Tosienki. Jest mi bardzo ciężko i smutno.
Magdas
Mam maleństwo koteczka Stefcie. Jest cudowna śmieszna i kochana. Wniosła do domu dużo radości ale ból za moimi kotkami nigdy nie minie.Stefcia to też persik jak moja Zuziunka i Tosienka.
Ania
Współczuję wszystkim, strasznie smutne historie ja wczoraj straciłam króliczka 6 letniego pupil całego domu był jak piesek chodził za ludźmi,odszedl szybko tsk już miało być, ciężko z tym żyć wszędzie ma się go w oczach musimy żyć tylko tym że zrobiliśmy wszystko aby to zwiwrzatko które mieliśmy przeżyło jak najlepszy czas bo przecież mógł go kupić ktoś inny i może już dawno by odszedł, to że dajemy im te wspaniałe życie powinno pomóc nam po ich odejściu i tak róbmy mając zwierzęta w domu. Pozdrawiam
Magdas
Masz rację Aniu ja też tak mówię choc żal smutek i ból okropny. Ale wiem że moje koteczki miały ze mną cudowne życie. Dałam im wszystko co dobre. I też mówiłam do corki że może u kogoś innego nie miały by tak dobrze. A być może by już nie zyly. Zrobiłam dla nich wszystko włącznie z zapewnieniem opieki lekarskiej.Jakbys przeczytała moje wpisy to będziesz wiedziała o czym pisze. Całuje mocno wszystkich co kochają zwierzęta ale mądrze.
Dora
30 listopada 2020 musiałam podjąć najgorsza decyzję w moim zyciu. Uśpienie przyjaciela to jak zabicie samej siebie. Miał tylko 11 lat i nic nie wskazywalo,że odejdzie. Na szczepieniach obowiązkowych weterynarz zasugerował żeby zrobić test na cushinga. Od paru dni pies trochę więcej pił i sikał. Po wykonanym teście odbierając go od lekarza mój kochany Łobuz nie chciał jeść nawet swojego ulubionego przysmaka a parę godzin później zaczął wymiotować. Od razu z rana kolejna wizyta u lekarza. Podał leki na wymioty i kazał obserwować. Niestety nie ustąpiły i potrzebna była kolejna wizyta. Badania USG i do dziś pamiętam nogi się pode mną ugięły: diagnoza ostre zapalenie trzustki. Mój synus został przewieziony do calodobowej kliniki gdzie lekarz stwierdził że ma 50% szans że przeżyje. Pojawiła się nadzieja która niestety szybko umarła. W ciągu dwóch dni stan pogorszył się nie reagował na leki i stan agonalny. Nie byłam przy uśpieniu umierał przy obcych mu ludziach i nie mogę sobie wybaczyć że go zostawiłam. On zawsze był przy mnie. Mam wyrzuty sumienia że zawiozłam go do kliniki wiedząc jak bardzo nie lubi obcych miejsc. Może stwierdził że go zostawiłam i nie walczyl. Codziennie przyjeżdżałam do niego w odwiedziny uśmiechałam się glasklalam i prosiłam by walczyl. Raz tylko westchnął jakby się uspokoił i zero reakcji nic leżał nie mając siły jesc pić podnieść się. Wizyty były krótkie bo bałam się że go mecze a teraz nie mogę sobie wybaczyć że nie poświęciłam mu więcej czasu. Z radosnego psa w ciągu kilku dni stał się smutnym cieniem. Wiem że nie zrobiłam wszystkiego co mogłam i gdyby zauważyła wcześniej że coś jest nie tak pewnie by żył a ja z miłości do niego nie chciałam tego widzieć. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zostałam sama. Nie chce żyć.
Marta
Dora Trzymaj się mocno i bądź dzielna! Twój przyjaciel na pewno wiedzial, że byl dla Ciebie najwazniejszy. Zrobilas bardzo duzo a Twoj piesek mial cudowne zycie z toba. Trzymaj sie!
Dora
Marta dziękuję za słowa wsparcia. Jutro jadę do schroniska przekazać rzeczy po moim serduchu i pomoc tym którym jeszcze mogę. Łobuz został pochowany z innymi psiakami by nie czuł się sam a w jego urodziny i śmierć obiecałam mu że będę jeździła do schroniska z datkami i pomoca. Przynajmniej w ten sposób przeproszę że nie byłam przy moim serduchu gdy mnie potrzebował.
Dora
Nie ma dnia żebym nie myślała o moim serduchu. Analizuje co źle zrobiłam a poczucie winy jest coraz większe. Wiem że to moja wina, że nie żyje. We wrześniu 2019 roku weterynarz zasugerował już by zrobić test na cushinga bo ma brzuszek duzy. Nie był bombka ale brzuszek wystawał mu troche. No i w wynikach wyszedł wtedy poziom acth 370 reszta w normie. Fakt lubił jeść ale miał tak od urodzenia. Otwierałam lodówkę on już był przy mnie. I żadnych objawów. Nic. Ani łysienia ani czestomoczu, pił normalne ilości wody takie jak zawsze. chętnie się bawil. Jak tylko zauważyłam że dużo pije i sika udałam się do weterynarz. I nie mogę uwierzyć że w ciągu paru dni straciłam najlepszego przyjaciela. A najgorsze że to moja wina. Tak jak pisałam wcześniej tak go kochałam że wygląda na to że wyparlam chorobę. Zamiast go chronić to go zabiłam. Z tym nie da się żyć.
Dominika
6 grudnia 2020 straciłam najcenniejsze co miałam-moją 8-letnią suczkę Roxi. Została potrącona przez jakiegoś idiotę, który bardzo szybko jechał.Wielka plama krwi... Była ze mną pół życia, zawsze wesoła, zabawna, kiedy byłam smutna kładła się obok, a kiedy płakałam zlizywała łzy. Nigdy jej nie zapomnę, była najważniejszą istotą w moim życiu i zawsze będzie w moim serduszku. Mam nadzieję, że tam gdzie jesteś jest ci dobrze psinka, a człowiekowi, który to jej zrobił życzę aby karma jak najszybciej wróciła, nawet się nie zatrzymał aby zobaczyć co zrobił, czemu jechał tak szybko, gdyby jechał te durne 40 km/h jak jest na ograniczeniu,możliwe,że moja psinka dalej by była obok mnie... Roxi kocham cię i bardzo tęsknię za tobą...
Dora
Nie daje już rady. To jest trudniejsze ode mnie. Mój synek mi ufał a ja go zawiodłam. Nie zasługuje by żyć.
Marta
Kochana Doro! Zrobiłaś wszystko co było w Twojej mocy i Twój piesek miał z Tobą najcudowniejsze życie jakie tylko mógł mieć - jestem przekonana, że to doceniał i czuł! Trzymaj się dzielnie. Wiem z doświadczenia, że czas ukoi ból. Na zawsze będziesz go mieć w swoim sercu. Trzymaj się!!
Asia
Dora musisz byc silna! Bardzo dobrze to rozumiem bo tez musialam podjac taka decyzje. To prawda ze czas leczy rany a nasza milosc do pupila na zawsze pozostanie z nami. Najwazniejsza jest nasza pamiec i tesknota. Potrzeba czasu
Dora
Dziękuję za słowa wsparcia. To niesamowite że tyle zrozumienia potraficie dać. Tylko ja czuję się jak w potrzasku. Wszystko psuje i nie mam siły naprawdę. Chciałabym być tak silna jak Wy. Widok umierającego psiaka, kruszyny mojej mnie zabija. Zawsze byłam mega wrażliwa ale śmierć mojego skarba to chyba za dużo. zmuszam się do jedzenia czegokolwiek, w nocy mam koszmary. Ciągle płacze. Niszczę siebie na własne życzenie. Przepraszam że smece. Nikt z mojego otoczenia nie wie co ja czuję i mnie nie rozumie.
Asia
Doskonale Cie rozumiem bo tez jestem mega wrazliwa i czulam sie dokladnie tak samo jak Ty (naprawde). Musisz uwierzyc, ze codziennie bol bedzie mniejszy i uwierz, ze z czasem bedzie lepiej. A pamiec o psiaku pozostanie na zawsze w sercu. Pamietaj -jestes silna Dora. Trzeba przejsc ten najgorszy czas i potem bedzie z dnia na dzien lepiej.
Magdas
Ja straciłam moje skarby w tak krótkim czasie. Moje ukochane koteczki. Jest bardzo ciężko. Ale z dnia na dzień tłumacze sobie że wszystkich nas to czeka. Mi daje siłę moja malStefJest cudowna a pamięć o Zuziuni i Tosiuni nigdy nie minie. Były są i będą zawsze najważniejsze.
Kasia
Trzymaj się Dora! Ja straciłam mojego Kaprysa, który był ze mną prawie 17 lat, ponad dwa miesiące temu. Pękło mi serce i rozsypałam się na kawałki. Teraz jest lepiej, ale tęsknię bardzo. Codziennie o nim myślę i dalej kocham. Moim zdaniem czas nie leczy tej rany ale codziennie uczę się tej nowej rzeczywistości bez Niego. Niejako w hołdzie jego pamięci postanowiłam, że wezmę kolejnego bezdomniaka i dam mu najlepsze życie jakie potrafię. I mam, malutką bidulę. Poznajemy się. Jest inaczej, ale mi to pomaga. Bądźcie silni.
Dora
Okazało się że mój skarb już wcześniej miał w badaniach widoczna chora trzustkę i gdybym poszła do innego lekarza szybciej pewnie by żył. No i kolejny raz udowadniam sobie że zawiodłam . Ja moja intuicja. Wiedziałam, ze coś jest nie tak a jedyne co zrobiłam to latanie do weta który nic z tym nie robił tylko podawał lek przeciwwymiotny. W tej chorobie każdy dzień się liczy a ja jak ta idiotka czekałam chyba na cud. Odjęła mi mozg kiedy skarb zachorował.
Marcin
Mój kochany Springer Spaniel Guster odszedł we śnie. Miał 16 lat. Serce mi krwawi. Przeczytałem Tęczowy Most i wierzę, że kiedyś się spotkamy i zawsze będziemy razem. Czeka tam na mnie już trzech moich największych przejacieli. Łajka, Lajla i Guster. Do zobaczenia.
Marcin
Mój kochany Springer Spaniel Guster odszedł we śnie. Miał 16 lat. Serce mi krwawi. Przeczytałem Tęczowy Most i wierzę, że kiedyś się spotkamy i zawsze będziemy razem. Czeka tam na mnie już trzech moich największych przejacieli. Łajka, Lajla i Guster. Do zobaczenia.
Wiki
W piątek 13 listopada 2020 musiałam uspać mojego 10 letniego króliczka Scoobiego . Miał raka jamy ustnej . Ciężko walczyłam za każdym razem gdy coś się działo. Był dla mnie wszystkim . Bardzo cierpię z powodu ze już go ze mną nie ma i nie będzie . Za każdym razem gdy się budzę , patrze w stronę gdzie była klatka . Za każdym razem gdy otwieram okno to w głowie myśle ze muszę zamknąć żeby on się nie przeziębił . Gdy siedze w domu to myśle ze muszę mu jedzenie do strzykawek zrobić . Minął ponad miesiąc a jestem dalej w ogromnym cierpieniu i bólu . Ale wierzę w to że ułożyłam mu w cierpieniu i teraz jest szczęśliwy .. Bardzo mu dziękuje za wspaniałe 10 lat ze mną :(
Anna
8 grudnia pożegnałam się z moją ukochaną sunią pitbulla. Nie przechodzi, jest ciężko. Dobijają mnie wyrzuty sumienia, że mogłam poświęcać Jej więcej czasu na codzień, być bardziej wylewna...
krystyna
ja miesiac temu musialam uspac moja 11-letnia sunie do dzis nie umiem sobie tego wybaczyc ze ja uspalam ale sunia chorowala dziennie mysle o niej tesknie od niedawna mam nowego ale jakos nie ciesze sie z niego on jest kochany ale nie umiem go tak mocno pokochac jak moja sunie
Dora
Zbliżają się święta,które dla mnie będą zupełnie inne. Bez Łobuza którego trzeba było pilnować, by nic nie ukradł ze stołu. Bez choinki,która zawsze skarb trącał ogonkiem. Bez uśmiechniętego ryjka który pchał się by usiąść między ludźmi ze swoim kocykiem. Zawsze gdy goście przychodzili biegł szybko do drzwi ciekawy kto to machając szczęśliwie ogonkiem. Chcialabym żeby te święta już minęły szybko. I nowy rok również. Czas nie leczy bólu ani nie zmniejsza go. Nic już nie będzie takie same. Wszystkim którzy stracili najlepszego przyjaciela życzę dużo siły i wytrwałości.
Ada
Minnie, malutka koteczka długowłosa, odebrana interwencyjnie w wieku 2 lat, przeżyła u mnie kolejne dwa, a dziś musiałam podjąć najtrudniejsza decyzję, wiem, że już nie było szans żeby wyzdrowiala, ale tak ciężko się żegna...dwa miesiące wcześniej udało jej się pokonać ostre zapalenie nerek, nawrotu już nie, dom taki pusty ...już nie cierpi Miniuszku.
Agnieszka
28.8.2020 zginął mój kocurek, mój jedyny powód do życia. Od tamtego czasu nie funkcjonuję normalnie.
Magdas
Ja po śmierci moich kotków też nie potrafię żyć normalnie. Jest mi okropnie źle nie jestem już sobą. Życie jest takie szare do niczego. Nic już nie będzie takie samo. Żyłam też tylko dla nich bo one jedne mnie nigdy nie skrzywdziły. Nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram.
Ania
Wczoraj mój Chomiczek odszedł na moich oczach. Czuję się fatalnie psychicznie. Najgorsza jest świadomość, że kilka godzin przed śmiercią bardzo cierpiał.
Magdas
Jak bardzo ciężko jest po śmierci ukochanych zwierzaczkow. Czy powie mi ktoś jak sobie radzić.
Dora
Magdas może fakt że nie jesteś sama Tobie pomoże. Ja miesiąc temu straciłam mojego skarba i codziennie płacze i tęsknię.
Arkadiusz
Mój świat zawalił się 26 listopada 2020r. Kochany Igorek (cocer spaniel) miał 15 lat, cztery miesiące i 12 dni. Przetrwał ze mną najgorszy okres w życiu, kiedy odeszło troje moich bliskich. W ciągu pół roku miałem trzy pogrzeby. Piszę, że przetrwał, bo tuż przed śmiercią moich najbliższych, sam zachorował na niewydolność nerek. Już wtedy udało się odratować niemal cudem i wierzę, że była to Boża Opatrzność! Nie poradziłbym sobie w zupełnie pustym domu. Przez trzy lata miał specjalne wlewy (ringera), brał mnóstwo leków i był na specjalnej diecie. Serce coraz słabsze a w miarę czasu pojawiły się jeszcze miolkonie (rodzaj padaczki). Pomimo wszystko trwaliśmy tak przez kolejne, trzy, piękna lata. W ostatnim roku już nie słyszał, ale potrafił zrozumieć polecenia na migi. Na każde siku i spacer znosiłem go na rękach...I przyszła anemia a ja niepotrzebnie zmieniłem weterynarza...Poprzestawiał leki i naszpikował go różnymi lekami. W ostatniej chwili dostał padaczki, której nie dało się zatrzymać inaczej jak tylko usypiając go jak do operacji. To była padaczka gromadna. Po takim ataku nie odzyskałby już świadomości. Atak trwał prawie godzinę. I wtedy przyszła myśl o eutanazji... Boże jakie to było straszne... Została mi smycz, szelki i kubraczek...Nie jestem w stanie wchodzić do swojego mieszkania. Każda próba kończy się płaczem i uczuciem, które można porównać do tego, jakby mi ktoś wyrwał kawałek serca. Myślę, że tam w jego trumience jest pochowana jakaś część mnie samego. Zostały kosmyki sierści, które zbierałem już od dawna...Zostały fotki, które robiłem myśląc o tym momencie. Bo musicie wiedzieć, że bałem się tego dnia kiedy Igor miał zaledwie 8 lat. To skutek traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Nigdy w życiu nie pojechałem na urlop dłużej niż tydzień, bo tęskniłem za nim...Łzy ciekły mi już w samolocie...A teraz po prostu go nie ma. Serce pęknięte na tysiąc kawałków! PS. Brałem relanium, ale chyba bez skutku. To trzeba przepłakać. Najbardziej pomaga mi modlitwa. Pozdrawiam wszystkich z wyrazami współczucia. Arkadiusz Jurek
Arkadiusz
Mój świat zawalił się 26 listopada 2020r. Kochany Igorek (cocer spaniel) miał 15 lat, cztery miesiące i 12 dni. Przetrwał ze mną najgorszy okres w życiu, kiedy odeszło troje moich bliskich. W ciągu pół roku miałem trzy pogrzeby. Piszę, że przetrwał, bo tuż przed śmiercią moich najbliższych, sam zachorował na niewydolność nerek. Już wtedy udało się odratować niemal cudem i wierzę, że była to Boża Opatrzność! Nie poradziłbym sobie w zupełnie pustym domu. Przez trzy lata miał specjalne wlewy (ringera), brał mnóstwo leków i był na specjalnej diecie. Serce coraz słabsze a w miarę czasu pojawiły się jeszcze miolkonie (rodzaj padaczki). Pomimo wszystko trwaliśmy tak przez kolejne, trzy, piękna lata. W ostatnim roku już nie słyszał, ale potrafił zrozumieć polecenia na migi. Na każde siku i spacer znosiłem go na rękach...I przyszła anemia a ja niepotrzebnie zmieniłem weterynarza...Poprzestawiał leki i naszpikował go różnymi lekami. W ostatniej chwili dostał padaczki, której nie dało się zatrzymać inaczej jak tylko usypiając go jak do operacji. To była padaczka gromadna. Po takim ataku nie odzyskałby już świadomości. Atak trwał prawie godzinę. I wtedy przyszła myśl o eutanazji... Boże jakie to było straszne... Została mi smycz, szelki i kubraczek...Nie jestem w stanie wchodzić do swojego mieszkania. Każda próba kończy się płaczem i uczuciem, które można porównać do tego, jakby mi ktoś wyrwał kawałek serca. Myślę, że tam w jego trumience jest pochowana jakaś część mnie samego. Zostały kosmyki sierści, które zbierałem już od dawna...Zostały fotki, które robiłem myśląc o tym momencie. Bo musicie wiedzieć, że bałem się tego dnia kiedy Igor miał zaledwie 8 lat. To skutek traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Nigdy w życiu nie pojechałem na urlop dłużej niż tydzień, bo tęskniłem za nim...Łzy ciekły mi już w samolocie...A teraz po prostu go nie ma. Serce pęknięte na tysiąc kawałków! PS. Brałem relanium, ale chyba bez skutku. To trzeba przepłakać. Najbardziej pomaga mi modlitwa. Pozdrawiam wszystkich z wyrazami współczucia. Arkadiusz Jurek
Agnieszka
26 grudnia musiałam podjąć najtrudniejszą decyzje, skrócić cierpienie Gacka, leki, kroplówki już nie działały.Umarł w domu, w moich ramionach niby wiem że zrobiłam dobrze ale został ogromny ból i pustka, do zobaczenia przyjacielu♥️na zawsze w moim sercu!
Dors
Magdas myślę tak samo jak Ty że już nigdy nie będzie tak samo. Moj Sesuniu, skarb największy, moja psinka, też był moim sensem życia, moja oaza, moim lekiem na smutki. Zawsze był przy mnie. Teraz gdy nie ma Łobuza nie umiem zyc. Budzę się płacze, jadę do pracy płacze, wracam do pustego domu ryczę. I tak codziennie. Nie umiem sobie znaleźć miejsca, nic mnie nie cieszy. Zmuszam się do wyjścia do pracy bo muszę. Wszystko mi go przypomina, każdy skrawek mojego mieszkania, auto, którym wspólnie jeździliśmy na wakacje, miejsce przed blokiem gdzie razem spacerowaliśmy, dosłownie wszystko. Nie ma dnia bym nie czuła wyrzutów sumienia, bezsilności, tęsknoty, smutku, żalu że straciłam mojego skarba. Zawsze cieszył się dobrym zdrowiem- tak myślałam. Aż nagle choroba zabrała mi go w ciągu kilku dni. Też codziennie sobie zadaje pytanie jak żyć. I wiem jedno że nigdy nie przestanę plakac i tęsknić za moim skarbem. Nigdy nie zapomnę o nim. W końcu nauczę się myśleć o nim bez bólu tylko trzeba na to dużo czasu, cierpliwosci. I choć nigdy nie będzie już takie samo to życie to nie tracę nadziei że będzie poprostu dobre. Nie tak szczęśliwe jak z psinka ale spokojne. Dajmy sobie czas.
Magdas
Wiem Dors że nie jestem sama dlatego tu jestem bo jest mi lżej po prostu. Ale i tak ciężko bo straciłam moje dziewczynki w tak krótkim czasie. Mam teraz malutka Stefcie też persika pisałam już o niej. Jest kochana śliczna i cudowna ale mój ból za Zuziunka i Tosienka nie minie nigdy. Pozdrawiam wszystkich.
Dora
Mam wrazenie, że ostatnio ból jaki czuje po stracie Łobuza jest silniejszy. Nachodzą mnie myśli czy gdybym wiedziała że tak będe tęsknić po jego stracie zdecydowałabym się na posiadanie pieska. I wiem na pewno nie żałuję. I nigdy nie będę, niezależnie jak długo będę czuła się źle to każda sekunda która spędziłam z moim sesuniem była czymś niedocenionym i wyjątkowym wartym bólu, który teraz czuję. Nawet gdybym do końca życia miała tęsknić płakac. Nikt nie dał mi tyle szczęścia i radości co mój skarb. I nigdy już nie da. Gdybym mogła go przeprosic za to, że nie byłam przy nim gdy umierał może było by mi łatwiej. Gdybym wierzyla, że jeszcze się spotkamy też. Od pierwszego dnia kiedy umarł czeka na niego przysmak i za każdym razem kiedy się budzę mam nadzieję że jakimś cudem zniknie, że Sesuniu po niego przyjdzie i da mi znać że u niego wszystko ok. Ale tak się nie dzieje. Chyba już wariuje. Mówią, że nadzieja umiera ostatnia a ja powoli ja tracę i dochodzi do mnie fakt że go nie ma i nie wróci. Wiele błędów popełniłam w życiu i jakoś sie z nich podnosiłam ale śmierć Łobuza czując że przeze mnie tak się stało jest czymś zbyt tragicznym by sobie z tym poradzić. Ja już nie umiem żyć.
Asia
Dora trzymaj się mocno! Pamiętaj, że jesteś silna.
Asia
Bardzo dobrze Cię rozumiem i uwierz, że z czasem będzie lepiej.
Dora
Asia dziękuję za słowa wsparcia.
Magdas
Nauczymy się żyć z bólem po stracie. Nauczymy się żyć na nowo. Ale tęsknić będziemy zawsze. Ja nie mogę się pogodzić chodź teraz będzie pół roku od śmierci Zuziuni i cztery od śmierci Tosiuni 26 stycznia. Płacze i tęsknię. Dobrze że ma Stefcie. Ona mi bardzo pomaga.
Dora
Ja pogodziłam się ze śmiercią Łobuza. Ale nigdy sobie nie wybaczę, że zostawiłam go w klinice samego. Wiedziałam że boi się obcych miejsc. Nie raz jak żył miałam okazję się przekonać jak reaguje na takie sytuacje - piskiem ciągnięciem do wyjścia. Chciałam by miał całodobowa opiekę by mogli go monitorowac, by w każdej sytuacji mogli mu od razu pomoc lekarze. Teraz wiem że to najgorsza decyzja w moim życiu.owszem był chory ale jak go oddawałam miał 50% szans a już na drugi dzień lekarz stwierdził że musiałby się zdarzyć cud żeby wyszedł z tego. Łobuz pomyślał że go oddalam i się poddał nie chciał żyć wsrod obcych ludzi. I gdybym nie była tchórzem i zadbala o niego tak jak powinnam, przede wszystkim być przy nim to by walczył. Przyjeżdżałam do niego codziennie ale na krótko a dlaczego? Wtedy myślałam że tak jest dobrze bo go nie mecze. A teraz wiem że tęsknił płakał a mnie nie było przy nim. On zawsze był a ja kiedy raz w życiu potrzebował mojego zapachu i obecności przez mój egoizm i głupotę po prostu go zostawiłam. I z tą myślą nie daje sobie rady. Nie umiem sobie wybaczyć. Wtedy nie docierało do mnie że może umrzeć że te chwile które spędzam z nim w klinice to ostatnie. Że już nigdy go nie przytulę. Nie umiem z tym żyć. Nie daje rady. Zasypiam z nadzieją że mi się przyśni ale tak się nie dzieje. Budzę się codziennie z nadzieja, że jego przysmak zniknie (w miejscu gdzie lubił odpoczywać położyłam) ale tak się nie dzieje. Wstaje płacze kładę się spać płacze. Zazdroszczę ludziom którzy dali radę i nauczyli się żyć od nowa, ja wiem że nie dam rady- nie umiem. Tęsknię i wiem że odszedł i go już nic nie boli. Ale z tym że umierał sam nie wybaczę sobie nigdy. Wiedząc że miłość czyni cuda zostawiłam go. Z tym nie da się żyć.
arkadiusz
Utracilem swoja kotke po 15 latach ciezko chorowala byla moim naj przyjacielem cierpie i tesknie musialem przeprowadzic eutanazje bo zrezygnowalem ze swych uczuc by ograniczyc jej cierpienie minely dopiero 2 dni jej przyjaciel kocur szuka jej wszedzie i tez teskni a ja ???wziolem malutka kotke w adopcje i tez nazwalem ja Pipi mysle ze damy rade by pamiec nie zaginela i z czasem bedzie ok !!moze to glupie ale kochalem swego przyjaciela i cierpie ale jest juz jej dobrze spi spokojnie na zawsze w sercu pozostanie !!
Jaga
Dziewczyny,przezywam to samo.17 wrzesnia 20roku uspilismy ukochanego pieska.mial 12lat7miesiecy.Byl w spiaczce.Mam wyrzuty sumienia i tez rozmyslam czy aby ta eutanazja jest slusznym wyborem.Czy to nie jest tak ze jednak jest pewna presja otoczenia ze to dla dobra zwierzaka.Czy poprostu nie potrafimy zapewnic calodobowej opieki,czy to faktycznie ulga dla nich czy moze dla nas,a potem zyc sie nie da z tym poczuciem winy.Mam wiele mysli,wiem ze on lezal i nic juz nie mogl,ale jestem pewna ze mial swiadomosc uwieziony w swoim cialku.kocham go tęsknie. Sciskam wszystkich ktorzy przezywaja załobe po przyjacielu i męczą sie z roznymi dylematami.Mam nadzieje ze kiedys sie spotkamy z nimi.
Dora
Cokolwiek zrobilibysmy dla naszych przyjaciol czuje że i tak byśmy się winili że za mało. To jest miara ogromnej i bezwarunkowej miłości. I co boli niemiłosiernie to bezsilność wobec śmierci i strata, patrzenie na bol największego skarba. Mowi się że tonący brzytwy się chwyta. Gdy chorował mój skarb modliłam się o niego mimo że jestem osobą niewierząca. Próbowałam wszystkiego ale niestety. Noszę go w swoim sercu w myślach tule i czuje jego zapach ( uwielbiałam jego słodki zapach i mięciutka sierść i tuląc się do niego często odwzajemniał kładąc głowę na moim ramieniu). Moze fizycznie nigdy już nie poczuje go to myślami jest ze mną. I zawsze będzie i ja również. I nic nie jest w stanie mi zabrać moich wspomnieć i sprawić że zapomnę. Zawsze w sercu będziemy razem.
Magdas
Jest bardzo ciężko ja nie potrafię się pozbierać. Codziennie myślę placze i tęsknię za Zuzia i Tosia. Stracilam ja obie prawie naraz. I codziennie się pytam dlaczego. Jak to boli a dom już nie ten sam
Agnieszka
Wczoraj odszedł nasz kochany chomiczek Franio
urica
Dziś w nocy pożegnałam mojego kota - nasza relacja to nie była typowa "miłość", bo każde z nas zaznaczało swoją przestrzeń, kot nie był pieszczochem, ale "udzielał" zgody na to, by go pogłaskać i okazać sympatię. Bardzo cierpiał przed śmiercią i robiłam co mogłam, aby mu ulżyć...jednak czy nie dało się więcej? Nie wiem. Wiem, że już mi go brakuje i, że będę bardzo tęsknić...
Magdas
Urica ile lat miał Twój kotek. Chorował pewnie a na co. Ciężko Ci będzie mi jest do tej pory.
Paweł
Dzisiaj w nocy straciłem przyjaciela. To był mój najwierniejszy przyjaciel. Byliśmy razem 15 lat. Nie mogę się pogodzić ze stratą mojego pieska. Był członkiem mojej rodziny. Zawsze będę o nim pamiętał
...
W piątek 15 stycznia odszedł mój ukochany kot, mój mały syneczek. Nie potrafię przestać płakać, tak bardzo za nim tęsknię.
Honorata
Dziś zmarł mój mały aniołek, moja miłość, nie mohe się przebolec żeby nawet podać jego imię. Mial poważny obrzęk płuc i lekarka powiedziała że jest szansa jeśli go zostawimy u nich w szpitalu w klatce tlenowej, ale mi nie wolno tam wejść, a że zabranie go do domu to znęcanie się nad zwierzęciem, więc zostawiłam go tam, by jak się okazuje umarł, w samotności, dezorientacji gdzie jest mama? Stresie nowego miejsca i obcych ludzi. Czuję się obrzydliwie, mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie byłam przy nim jak odchodzil, nie mogłam go pocałować, pogłaskać. W tej chwili to mam ochotę umrzeć, bo to tak bardzo boli. Jak ja mam z tym brzenieniem na mojej duszy żyć? Chyba nigdy już nie będę miała psa bo nie dam rady drugi raz czecos takiego przejsc... Kocham Cie Myszeczko moja i mam nadzieje ze jeszcze się spotkamy
Danuta
Wczoraj pożegnaliśmy naszego ukochanego Gabusia ,był naszym towarzyszem życia prawie przez 16 lat.Ból i tęskonota nie do opisania.Dziękujemy ci piesku ,jesteś i będziesz w naszych sercach bo w domu pozostała czarna dziura......i łzy. Spotkamy się za tęczowym mostem. Na zawsze będziesz w naszych sercach!
Beata
Niestety jutro ja muszę podjąć tą trudną decyzję mam termin o 18:30 aby pożegnać moje Kochaną Jamniczkę ajsze nie je od trzech dni nie piję a jak już coś wypije to wymiotuję chodzi po kątach w nocy i w dzień płacze przewraca się na nóżki na bok też próbowałam kroplówkami zastrzykami dało jej to dodatkowo pięć miesięcy życia jak na nią patrzy to płacze że nie mogę jej pomóc byłam przy jej narodzinach I chce być z nią do końca nie mogę się z tym pogodzić co muszę zrobić nigdy nie miałam takiej sytuacji że będę musiała uśpić mojego kochanego pieska bo ona w tym momencie 17 lat i cztery miesiące nigdy nie miałam dzieci ona je zastąpiła nie wiem jak Sobie z tym poradzę tym bardziej że ten dzień już nadchodzi jutro bardzo wam wszystkim współczuję wiem co przeżywacie pozdrawiam was serdecznie
Magdas
Ja nie potrafiłam podjąć tej decyzji. Czekałam aż Zuziunka odejdzie sama. Byłam z Nią 24 godziny na dobę. Akurat było zdalne nauczanie i maglam być z Nią na zmianę a to ja a to córka.Zuzia moja córciu kotkowa była ze mną 17 lat i 5 miesięcy. Teraz będzie pół roku od śmierci a ja nie potrafię żyć bez Niej i bez Tosi. Pisałam wcześniej o tym co mnie spotkało. Jestem już nie ta osoba co kiedyś. Bez moich kotków nie potrafię cieszyć się życiem. Basiu trzymaj się współczuję Ci bardzo że musisz podjąć taką decyzję. Będzie Ci ciężko.
Magdas
Beatko do Ciebie pisałam pomyliłam się i napisałam Basiu. Trzymaj się kochana.
Beata
Dziękuje magdas jest po było i jest mi ciężko nie miałam wyjścia przeciągnęłam to do 2o dziękuje za wsparcie jest czas aby powspominać ile radości mi dała moja mała ajszunia zawsze będzie w moim sercu
Dorota
To już trzy miesiące jak nie ma Lakusia. Moje myśli są z Nim zawsze..... To nieprawda, że czas leczy rany....Kocham Cię mój Maleńki...Wierzę, że się kiedyś spotkamy....
Magdas
Nie leczy tylko przyzwyczaja do bóle. 26 stycznia będzie pół roku od śmierci Zuzi i 4 miesiące od śmierci Tosi. I jest mi bardzo ciężko. Trzymajcie się kochani. Kocham moje koteczki bardzo i zawsze będę do końca mojego życia. Całuski dla Was.
Anna KJ
Witam wszystkie osoby, które straciły swoich przyjaciół i członków swojej zwierzęcej rodziny.Kiedy czytam smutne historie Waszych zwierzaków jest mi szalenie,szalenie przykro.Tyle tu bólu i żalu.Jestem w takiej samej sytuacji jak każdy z nas tutaj.9 dni temu pochowaliśmy z mężem naszą kotkę.To albo aż albo tylko 9 dni. Teraz już nie płaczę,teraz jest mi po prostu smutno i odczuwam pustkę.Nasza kotka miała 10 lat i była zdrowa. Nic nie wskazywało na to że jej życie tak nagle się zakończy.Adoptowalismy ją kiedy miała około 5.5 lat, a żyła z nami 4.5 roku.W sumie więc niedługo,10 letnia kotka powinna pożyć dluzej.Przepraszam jeżeli dla Wielu z Was piszę trochę bez emocji ale wylałam już morze łez i po raz pierwszy od jej śmierci patrzę na całą tą sytuację trochę bardziej na spokojnie.Nie wiem jak to robię, szczególnie,że czuję się po części odpowiedzialna za śmierć naszej Łatki.Nasza kotka miała fetysz na punkcie nitek i sznurka.Przed Świętami miałam robótkę do wykończenia.Nie dopatrzyłam torby w której trzymam przybory i nici i w nocy z 24 na 25 go nasza kotka ukradła pasek materiału.Prawdopodobnie obgryzała go z nici przez noc i co obgryzała to zjadła.Rano pojechaliśmy z mężem do pracy.Pracujemy w służbie zdrowia.Mielismy 14 godzinne dyżury przez całe Święta.Kota mało widzieliśmy.Kiedy tylko doszło do nas,że kot czuje się źle zaczęła się jej gehenna z weterynarzem.Okazło się ,że kot zjadł dużo nici,która opuściła po części żołądek i niestety weszła w jelita. Operacja byłaby kontrowersyjnym krokiem, prawdopodobnie zakończonym śmiercią naszej kici.Weterynarz starał się jak mógł,my tez.Były 3 tygodnie poprawy a potem nagle pogorszenie. Nie mogła jeść,chociaż była bardzo głodna, schudła,nie mogła się wypróżnić.To było okropne.Po kolejnej wizycie u weterynarza pani doktor powiedziała ,że nie ma szans na uratowanie Łatki i podjęliśmy decyzję uśpienia naszej futrzanej przyjaciółki.Nie chcieliśmy by cierpiała dłużej.Sam proces był dla nas bardzo bolesny psychologicznie.Ona się męczyła,mam nadzieję i myślę że zrozumiała dlaczego nie kontynuujemy leczenia.Teraz kiedy to piszę to znowu płaczę.Potem pochowaliśmy biedactwo w ogrodzie...i nadszedł szalenie smutny tydzień numer 1.Płacz i smutek,ale też próba zracjonalizowania tego co się stało.Mi po prostu to pomaga.Szukajac stron w internecie weszłam tutaj.Jestem trochę zadziwiona ,że jest niewiele stron w języku polskim gdzie można poruszyć temat śmierci futrzaka i spotkać się ze zrozumieniem.Mieszkamy za granicą od 20 lat i stron anglojęzycznych jest bardzo dużo.Można popłakać, dostać porady,jest dużo pomocy w kwestiach radzenia sobie z obwinianiem za śmierć zwierzęcia.Ja nadal czuję się winna,ale dzięki słowom wsparcia i otuchy walczy my się z negatywnymi emocjami lepiej.Sporo ludzi płacze,nie radzi sobie i wyrzuca sobie że czegoś nie zrobili,albo właśnie że coś zrobili i przez to nasz kochany przyjaciel nie żyje.Jest bardzo smutne gdy to się czyta.Pamietajcie kochani, że nasze zwierzaki są nam wdzięczne za wszystko co dla nich zrobiliśmy.Patrzą teraz na nas ze swojego "raju" i nie myślą o tym że coś spieprzyliśmy,pamiętają miłość i dobro którego dzięki nam zaznały.Nie myślą o tym,że może powinniśmy byli wydać więcej na weterynarza,albo że może powinniśmy nie wypuścić ich na dwór tego dnia gdy zginęły pod kołami.Wspominają ciepło i nasz zapach.Spacery,pieszczoty,zrozumienie, przyjaźń,opieka...to to co pamiętają i są nam za to wdzięczne.Nasi futrzani przyjaciele żyją chwilą i nie myśleli ani o przyszłosci ,ani o przeszłości gdy byli z nami.Liczyła się chwila a dzięki nam te chwile były dla nich najwspanialsze.. Wierzę,że gdyby mogły znowu by nas wybrały i wierzę,że znowu je spotkamy.Mam też nadzieję,że wszyscy tak jak tu płaczemy w końcu znowu odnajdziemy futrzaną miłość.Niektorzy z nas nie wierzą ,że czas leczy rany,ale to nie jest prawda.Jestesmy silni i pozbieramy się.Nasze futrzaki nie chcą nas widzieć w łzach i bólu.Chcą nas widzieć szczęśliwymi.Wszystkim nam tego życzę.
Anna KJ
Witam wszystkie osoby, które straciły swoich przyjaciół i członków swojej zwierzęcej rodziny.Kiedy czytam smutne historie Waszych zwierzaków jest mi szalenie,szalenie przykro.Tyle tu bólu i żalu.Jestem w takiej samej sytuacji jak każdy z nas tutaj.9 dni temu pochowaliśmy z mężem naszą kotkę.To albo aż albo tylko 9 dni. Teraz już nie płaczę,teraz jest mi po prostu smutno i odczuwam pustkę.Nasza kotka miała 10 lat i była zdrowa. Nic nie wskazywało na to że jej życie tak nagle się zakończy.Adoptowalismy ją kiedy miała około 5.5 lat, a żyła z nami 4.5 roku.W sumie więc niedługo,10 letnia kotka powinna pożyć dluzej.Przepraszam jeżeli dla Wielu z Was piszę trochę bez emocji ale wylałam już morze łez i po raz pierwszy od jej śmierci patrzę na całą tą sytuację trochę bardziej na spokojnie.Nie wiem jak to robię, szczególnie,że czuję się po części odpowiedzialna za śmierć naszej Łatki.Nasza kotka miała fetysz na punkcie nitek i sznurka.Przed Świętami miałam robótkę do wykończenia.Nie dopatrzyłam torby w której trzymam przybory i nici i w nocy z 24 na 25 go nasza kotka ukradła pasek materiału.Prawdopodobnie obgryzała go z nici przez noc i co obgryzała to zjadła.Rano pojechaliśmy z mężem do pracy.Pracujemy w służbie zdrowia.Mielismy 14 godzinne dyżury przez całe Święta.Kota mało widzieliśmy.Kiedy tylko doszło do nas,że kot czuje się źle zaczęła się jej gehenna z weterynarzem.Okazło się ,że kot zjadł dużo nici,która opuściła po części żołądek i niestety weszła w jelita. Operacja byłaby kontrowersyjnym krokiem, prawdopodobnie zakończonym śmiercią naszej kici.Weterynarz starał się jak mógł,my tez.Były 3 tygodnie poprawy a potem nagle pogorszenie. Nie mogła jeść,chociaż była bardzo głodna, schudła,nie mogła się wypróżnić.To było okropne.Po kolejnej wizycie u weterynarza pani doktor powiedziała ,że nie ma szans na uratowanie Łatki i podjęliśmy decyzję uśpienia naszej futrzanej przyjaciółki.Nie chcieliśmy by cierpiała dłużej.Sam proces był dla nas bardzo bolesny psychologicznie.Ona się męczyła,mam nadzieję i myślę że zrozumiała dlaczego nie kontynuujemy leczenia.Teraz kiedy to piszę to znowu płaczę.Potem pochowaliśmy biedactwo w ogrodzie...i nadszedł szalenie smutny tydzień numer 1.Płacz i smutek,ale też próba zracjonalizowania tego co się stało.Mi po prostu to pomaga.Szukajac stron w internecie weszłam tutaj.Jestem trochę zadziwiona ,że jest niewiele stron w języku polskim gdzie można poruszyć temat śmierci futrzaka i spotkać się ze zrozumieniem.Mieszkamy za granicą od 20 lat i stron anglojęzycznych jest bardzo dużo.Można popłakać, dostać porady,jest dużo pomocy w kwestiach radzenia sobie z obwinianiem za śmierć zwierzęcia.Ja nadal czuję się winna,ale dzięki słowom wsparcia i otuchy walczy my się z negatywnymi emocjami lepiej.Sporo ludzi płacze,nie radzi sobie i wyrzuca sobie że czegoś nie zrobili,albo właśnie że coś zrobili i przez to nasz kochany przyjaciel nie żyje.Jest bardzo smutne gdy to się czyta.Pamietajcie kochani, że nasze zwierzaki są nam wdzięczne za wszystko co dla nich zrobiliśmy.Patrzą teraz na nas ze swojego "raju" i nie myślą o tym że coś spieprzyliśmy,pamiętają miłość i dobro którego dzięki nam zaznały.Nie myślą o tym,że może powinniśmy byli wydać więcej na weterynarza,albo że może powinniśmy nie wypuścić ich na dwór tego dnia gdy zginęły pod kołami.Wspominają ciepło i nasz zapach.Spacery,pieszczoty,zrozumienie, przyjaźń,opieka...to to co pamiętają i są nam za to wdzięczne.Nasi futrzani przyjaciele żyją chwilą i nie myśleli ani o przyszłosci ,ani o przeszłości gdy byli z nami.Liczyła się chwila a dzięki nam te chwile były dla nich najwspanialsze.. Wierzę,że gdyby mogły znowu by nas wybrały i wierzę,że znowu je spotkamy.Mam też nadzieję,że wszyscy tak jak tu płaczemy w końcu znowu odnajdziemy futrzaną miłość.Niektorzy z nas nie wierzą ,że czas leczy rany,ale to nie jest prawda.Jestesmy silni i pozbieramy się.Nasze futrzaki nie chcą nas widzieć w łzach i bólu.Chcą nas widzieć szczęśliwymi.Wszystkim nam tego życzę.
Grazyna Pietrzak
1 lutego 2021 o 12 10pm odszadl Seba .byl pieknym kocurkiem .Mial 10 lat w niedziele wieczorem zle sie poczul pojechalismy do weterynarza .Okazalo sie ze musi miec opreacje .Nawet nie zrobili mu badan jak ze stresu serduszko przestalo mu bic .Nigdy nie pogodze sie z tym .Zostaly jeszcze dwa kotki 12 Letni Ginger I 7 Letni Pitus .Caly czas placze serce boli krwawi .A I kotki leza smutne wyszedl I juz nie wrocil
Baśka
10.02.2021 około godziny 2 .00 w nocy odszedł mój skarb piesek Snajperek miał 12 lat . Została mi jeszcze Princesa ma 11 lat razem się wychowały ale ból jest tak ogromny ze serce czuje mi pęka Mam jego kocy na którym leżał w ostatni dzień i nie chce go wyprać bo czuje ze wtedy wszytko po nim stracę W dzień przed śmiercią tuliłem go do siebie i czułam to maleńki serduszko jak biło teraz tule jego kocyk i mam wrażenie ze choć trochę realności mi po nim zostało ,coś co mogę dotknąć i poczuć Chyba wariuje bo mam uczucie ze odeszło moje dziecko mimo ze to pies Piewszy raz serce mi pękło z bólu bo wiem ze go już nie dotknę Drugi piesek jest tez cudowny i jest ze mną daje mnóstwo radości ale ona chyba sama go szuka i czeka aż się zjawi bo wszędzie gdzie on był wacha ale na jego legowisko nie idzie na ogrodzie tez szuka jego zapachu, pod drzwiami czeka jakby miał wrzucić Niewiem ile czasu to potrwa spale ten ból jest ogromny i nie wiem jak sobie z nim poradzi bo wiecznie płacze i nie wiem ile jeszcze dam radę ponieś Życzę wszystkim ulgi na sercu może i ja kiedyś ją otrzymam bo może tym bólem zatrzymuje go na ziemi i nie może odejść do miejsca gdzie będzie szczęśliwy z innymi zwierzętami KOCHAM CIĘ MOJA KRUSZYNKO ❤️❤️❤️
Aleksander
Tydzień temu odszedł mój przyjaciel Roki który był ze mną od 10 lat. Przygarnąłem go ze schroniska i znalazł nowy dom. Był moim przyjacielem który wniósł wiele do mojego życia, był ze mną w wielu ważnych momentach, dorastałem z nim i poznawałem z nim świat bo trafił do mnie jak miałem zaledwie 8 lat. Miałem wrażenie że jest on ze mną od zawsze i na zawsze zostanie, nie mogłem się pogodzić z myślą że go zabraknie nawet gdy zaczął chorować. Niestety nie ma go już z nami i pozostała niesamowita pustka, bardzo ciężko mi się z tym pogodzić ale wiem że czas leczy rany dlatego życzę sobie jak zarówno wam którzy pewnie przechodzicie przez to co ja, dużo wytrwałości i pamiętajcie że może naszych przyjaciół już z nami nie ma, ale są one w lepszym miejscu i będą na nas czekać:) Smutek po stracie pupila, członka rodziny i przyjaciela jest dla mnie taki sam jak po śmierci bliskiej osoby, Roki zostanie w mojej pamięć do końca mojego życia i bede wspominał jego obecność i czas który mieliśmy okazje spędzić razem. Trzymajcie się, pamiętajcie o swoich przyjaciołach i bądźmy pozytywnej myśli ze jeszcze się z nimi spotkamy. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających i przesyłam dużo ciepła:)
Beata
Bardzo współczuje Grażynko miałam trzy jamniki,najpierw zostały dwa później jeden a 23 stycznia musiałam oddać w ręce aniołka moja kochana Ajszunie,co noc rozlewam łzy ,aby wypełnić moją pustkę w sercu odbieram malutka Ajszunie w marcu ,wiem że jest za szybko ale mam nadzieje że bóg zesłał mi ją drugi raz ,najgorsza jest jednak ta myśl o tym ze musiałam ja dać usp. pozdrawiam was
Magdas
Weź pieseczka ja wzięłam kotka miesiąc po śmierci mojej Tosiuni i trzy po śmierci mojej Zuziuni. Wniosła tyle radości do domu. Codziennie płacze za moimi kotkami ale teraz mam Stefcie. Dzięki niej chce mi się wracać z pracy do domu.
Grażyna Turzyńska
Witam, może ktoś będzie mi w stanie pomóc wyjaśnić co zrobiłam jestem po uśpieniu kotki 12 letniej Opiszę krótko historię. Ponieważ zauważyłam że kuleje od jakiegoś czasu wybrałam się z nią do weterynarza. Kulała od kilku miesięcy, poza tym jadła tak jak dotąd nic jej nie dolegało. Lekarz , zresztą ja także nie potrafiłam stwierdzić na którą łapkę kuleje. Prosił o zrobienie rtg u zaprzyjażnionego weterynarza gdyż sam takowym nie dysponował. Trochę się zdziwiłam, że lekarz wykonujący rtg nie pytając o zgodę a tylko o wagę kota (6,7 kg) zrobił jej zastrzyk podobno to "głupi jaś". Zaznaczam, że kotek był bardzo grzeczny i żaden zastrzyk uspakajający nie był potrzebny. Tym bardziej, że nie zadziałał w przeciągu 10 min, które dał weterynarz. Ja wraz z mężem kotka trzymaliśmy w odpowiedniej poz. aby wykonał zdjęcie. Stwierdzono stany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Przed opuszczeniem gabinetu zrobił szybko następny zastrzyk. Gdy spytałam co to, odpowiedział, że antidotum na ten pierwszy zastrzyk. Po powrocie do domu ( około godz. 18) kotek był smutny i cały czas spał. Akcja zaczęła się w nocy. Kotek cały czas wymiotował śliną, pianą, flegmą. Nic już nie jadł następnego dnia. Po południu poszłam z nim do mojego weterynarza, tego który skierował nas na rtg. Zrobił kotu badanie krwi i dał jakiś zastrzyk. Na drugi dzień poszłam z kotkiem po odbiór wyników. Kotek cały czas smutny, słaby i nic nie jedzący. Okazało się, że ma podwyższoną kreatyninę i mocznik. Kreatynina była 400 a mocznik 26. Był to początek końca mojego kotka. Dodam, że działo się to na początku grudnia. Kotek dostawał kroplówki. Najpierw dożylnie. Była seria 7 kroplówek. Zaczął odrobinę jeść. Chodziłam tylko na zastrzyki przez kolejne dni. Po paru dniach znowu przestał jeść i znowu seria kroplówek dożylnych, nawet w Święta Bożego Narodzenia. Pobudziło to trochę kotka do jedzenia ale nieznacznych ilości. Zaznaczam, że cały czas pił i siusiał dość dużo. Kolejne badania krwi po kroplówkach kreatynina 175 mocznik 15. Czyli tylko nieznacznie ponad normę. Kot jednak w dalszym ciągu smutny, apatyczny i nic nie jedzący. Zaczęły się kroplówki podskórne, które na początku trochę pomagały i pobudzały do jedzenia. Było około 10 wlewów podskórnych i zastrzyki. Wyniki kolejnych badań kreatynina 168 mocznik 15.Morfologia i wątrobowe były w porządku. Lekarz sugerował, że wyniki są zadawalające ale kotek był słaby i nie widziałam żadnej poprawy a wręcz przeciwnie doszło jeszcze moczenie się. Nie panował nad tym. Weterynarz w dniu 12.02.2021 zrobił kolejne badanie które pokazało kreatynina 225 a mocznik 26. Powiedział, że szkoda męczyć kota i lepiej go uspać. Ponieważ mam zaufanie do tego lekarza i widziałam stan kotka, któremu już wszystko było obojętne, oboje z mężem zdecydowaliśmy, że tak. Kotek został uśpiony w dniu 13.02.2021- spawa jest świeża. Moje serce krwawi nie mogę sobie z tym poradzić, że poszłam z kotkiem utykającym na nóżkę a po 2 miesiącach z martwym. Proszę o radę, wiem, że to już nic nie zmieni, ale czy gdzieś na jakimś etapie nie został popełniony błąd. Czy przed podaniem "głupiego jasia" nie trzeba było sprawdzić przy pomocy badania krwi jaki jest stan kotka. Proszę o poradę gdzie tkwił błąd co było nie tak. Mam w domu jeszcze jednego kotka 14 letniego i nie chciałabym już aby powielić błędy. GT
Grażyna Turzyńska
Witam, może ktoś będzie mi w stanie pomóc wyjaśnić co zrobiłam nie tak, jestem po uśpieniu kotki 12 letniej Opiszę krótko historię. Ponieważ zauważyłam że kuleje od jakiegoś czasu wybrałam się z nią do weterynarza. Kulała od kilku miesięcy, poza tym jadła tak jak dotąd nic jej nie dolegało. Lekarz , zresztą ja także nie potrafiłam stwierdzić na którą łapkę kuleje. Prosił o zrobienie rtg u zaprzyjażnionego weterynarza gdyż sam takowym nie dysponował. Trochę się zdziwiłam, że lekarz wykonujący rtg nie pytając o zgodę a tylko o wagę kota (6,7 kg) zrobił jej zastrzyk podobno to "głupi jaś". Zaznaczam, że kotek był bardzo grzeczny i żaden zastrzyk uspakajający nie był potrzebny. Tym bardziej, że nie zadziałał w przeciągu 10 min, które dał weterynarz. Ja wraz z mężem kotka trzymaliśmy w odpowiedniej poz. aby wykonał zdjęcie. Stwierdzono stany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Przed opuszczeniem gabinetu zrobił szybko następny zastrzyk. Gdy spytałam co to, odpowiedział, że antidotum na ten pierwszy zastrzyk. Po powrocie do domu ( około godz. 18) kotek był smutny i cały czas spał. Akcja zaczęła się w nocy. Kotek cały czas wymiotował śliną, pianą, flegmą. Nic już nie jadł następnego dnia. Po południu poszłam z nim do mojego weterynarza, tego który skierował nas na rtg. Zrobił kotu badanie krwi i dał jakiś zastrzyk. Na drugi dzień poszłam z kotkiem po odbiór wyników. Kotek cały czas smutny, słaby i nic nie jedzący. Okazało się, że ma podwyższoną kreatyninę i mocznik. Kreatynina była 400 a mocznik 26. Był to początek końca mojego kotka. Dodam, że działo się to na początku grudnia. Kotek dostawał kroplówki. Najpierw dożylnie. Była seria 7 kroplówek. Zaczął odrobinę jeść. Chodziłam tylko na zastrzyki przez kolejne dni. Po paru dniach znowu przestał jeść i znowu seria kroplówek dożylnych, nawet w Święta Bożego Narodzenia. Pobudziło to trochę kotka do jedzenia ale nieznacznych ilości. Zaznaczam, że cały czas pił i siusiał dość dużo. Kolejne badania krwi po kroplówkach kreatynina 175 mocznik 15. Czyli tylko nieznacznie ponad normę. Kot jednak w dalszym ciągu smutny, apatyczny i nic nie jedzący. Zaczęły się kroplówki podskórne, które na początku trochę pomagały i pobudzały do jedzenia. Było około 10 wlewów podskórnych i zastrzyki. Wyniki kolejnych badań kreatynina 168 mocznik 15.Morfologia i wątrobowe były w porządku. Lekarz sugerował, że wyniki są zadawalające ale kotek był słaby i nie widziałam żadnej poprawy a wręcz przeciwnie doszło jeszcze moczenie się. Nie panował nad tym. Weterynarz w dniu 12.02.2021 zrobił kolejne badanie które pokazało kreatynina 225 a mocznik 26. Powiedział, że szkoda męczyć kota i lepiej go uspać. Ponieważ mam zaufanie do tego lekarza i widziałam stan kotka, któremu już wszystko było obojętne, oboje z mężem zdecydowaliśmy, że tak. Kotek został uśpiony w dniu 13.02.2021- spawa jest świeża. Moje serce krwawi nie mogę sobie z tym poradzić, że poszłam z kotkiem utykającym na nóżkę a po 2 miesiącach z martwym. Proszę o radę, wiem, że to już nic nie zmieni, ale czy gdzieś na jakimś etapie nie został popełniony błąd. Czy przed podaniem "głupiego jasia" nie trzeba było sprawdzić przy pomocy badania krwi jaki jest stan kotka. Proszę o poradę gdzie tkwił błąd co było nie tak. Mam w domu jeszcze jednego kotka 14 letniego i nie chciałabym już aby powielić błędy. GT
Grażyna Turzyńska
Boże, jak dobrze że znalazłam takie miejsce ten blog, wiem że inni też tak przeżywają śmierć swojego ukochanego zwierzaczka. Myślałam, że ze mną jest coś nie tak. Jeszcze nie minął tydzień od uśpienia mojej koteczki Nikity a ja cały czas płaczę. W pracy jak nikt nie widzi to popłakuję i całuję zdjęcia mojej koteczki w tel. w domu jest podobnie. Mam ogromny żal do samej siebie, że poszłam z kulejącym kotkiem a skończyło się tak tragicznie. Miała dopiero 12 lat. Poprzedniego kotka miałam 18 lat więc i Nikitka może by dożyła takiego wieku. Myślałam, że to że w domu mam drugiego kotka pomoże mi łatwiej przejść przez ten żal, to cierpienie. Ale nie jest łatwo. Wiem, że po tym poprzednim kotku też tak rozpaczałam aż w końcu przygarnęłam rodzeństwo 2 małe koteczki ( dziewczynka i chłopczyk). Dziewczynka to Mika, która mi została i patrzy wiernie w moje zapłakane oczy po stracie Nikity. Niestety chłopczyk z tej parki nie przeżył zmarł na koci tyfus po 2 tygodniach od przygarnięcia. Bardzo to wtedy przeżywałam i rok póżniej córka przywiozła mi taką mała kruszynkę, której nikt nie chciał była to właśnie Nikita. Mika po wielu perturbacjach zaakceptowała jej towarzystwo i tak przez 12 lat żyły sobie prawie jak siostry. Cały czas zastanawiam się czy może za wcześnie nie podjęłam decyzji o uśpieniu. Może trzeba było iść jeszcze do innego weterynarza. Myślę, że byłoby mi łatwiej gdyby Nikitka odeszła sama, a tak to jest bawienie się w Pana Boga. Jutro będzie tydzień odkąd jej nie ma a ja tak strasznie tęsknię..............
Magdas
Wiecie co już minęło trochę czasu od śmierci moich Skarbów a ja tak bardzo za nimi tęsknię. Jak trudno się z tym pogodzić. Zuziunke mialam ponad 17 lat a Tosienke prawie 13. A najgorsze jest to że odeszły w tak krótkim czasie po sobie.
Asia K.
Rudii tak mial na imię nasz kot ,który był z nami ponad 6 lat!Typowy Garfild!Mial gdzies kolo 10 lat!Przez te wszystkie lata nie bylo z nim żadnych problemów!Kochany spokojny kot który trzymał się bardzo blisko domu!Pewnego dnia inny wolnozyjacy kot zaraził go kocim katarem!oboje musieli jechac do weta a ze transporter jeden i ze Rudii mniej chory pojechal w tekturowy zastępczym ze strychu!po dwóch dniach zaczął bardzo ciężko oddychać i strasznie się sinic!pojechaliśmy do weteryniarza tam zatrzyk ba opuchnięte płuca komora tlenowa zdjęcie rtg i badanie laryngologiczne!okazało się że ma poparzony przewod oddechowy i pokarmowy i nawet powietrze w żołądku!Po długich poszukiwaniach przyvxyn doszliśmy,że to transporter wywołał takie powikłania,a to dlatego ze 3 lata temu maz aby wypłoszyć kuny wystrzelał cały magazynek pieprzowych kulek na strychu gdzie stal transporter!po dwóch dniach tlenoterapi z zastrzyków bylo lepiej na 3 dzien kontrola zastrzyki do domu i można było pomyśleć ze koniec!Ale kot nie chciał jesc tym bardziej przez strzykawke tylko pil wode(mleko dla kotow tez odpadalo).mial malo siły wiec w poniedziałek znowu do weta!tam dali mu kroplowke i kazali zostawić na kilka dni!przez dzien bez zmian tylko trochę lepiej oddychal na wieczór podali mu coś przeciwwymiotnego i próbowali karmić na siłę ale bez rezultatów!Rano gdy zadzwoniłam okazało się że jest bardzo źle zrobili badania krwi i wyszło ze ma ostra niewydolnosc nerek!lekarz powiedział że on już się na oglądal takich wyników i czy go udypiamy czy czekamy na cud!Powiedzislam ze będę walczyć do końca i ze niech coś zrobić!Ironicxnym głosem odparł ze robią...podają kroplówki!Siedziałam w necie czytałam byłam nawet gotowa jechac 500 km do Warszawy na dializy!Złożyliśmy niespodziewana wizytę w lecznicy lekarz byl jakiś dziwny z opuszczoną głową...powiedzieliśmy ze chcemy zobaczyć kota i o dializach to stwierdził ze nerki nie są takim wuelkim problemem jak niejedzenie i ciezki oddech(i tu już niezgodność bo kilka godz prędzej chciał go uspac przez niewydolnosc)kot wyglądał dużo lepiej niż dzien prędzej jak go zostawialiśmy!I tu popełniłam błąd którego nue potrafię sobie wybaczyć...nie zabrałam go do domu!kot zaczął nawet wyciągać język na znak ze albo chce pic albo jesc a weteryniarz dal bam tylko wyniki krwi powiedział że i tak mamy przygotować się na ostatecznisc i trochę bezczelnie pozegnal !w połowie drogi do domu przez głowę przechodziły mi myśli ze on tej nocy nie przeżyje!zadzwoniłam rano i lekarz powiedział że mial dzwonić ale wiecznie cis na głowie i ze koteczek nie dal rady ,ze byl u niego o 23.40 to bylo bez zmian i ze zmarl w nocy!zapytał czy go zostawiamy czy przyjedziemy!nie bylo opcji żebym go zostawiła!Gdy przyjechaliśmy skasował 450 zł bez żadnych dokumentów co bylo robione bez paragonu dal karton z kotem i nara!kot byl juz sztywny i zimny mial zamknięte oczy i buzie!odebraliśmy go 1,5 godz po tym jak lekarz przyszedl do pracy!i zastanawiam się dlaczego on mial zamknięte oczy przecież koty umierają z otwartymi!czy może oni sami go nie uspali podając mu coś?wiec pytanie do was...koty poddane eutanazji umierają z zamkniętymi oczami?Czy kotu po smierci jak jest sztywny i zimny można zamknąć oczy?moj bol cierpienie ta niemoc i wyrzuty sumienia są tak wielkie ze umieram ,z każdym dniem jest coraz gorzej!,widzę ta jego mordkę jak wytyka jezyk jak chce zeskoczyć z tego stołu i isc z nami!Nie potrafię sobie tego wybaczyć,że go tak zawiodłam!Bol rozrywa mi serce tym bardziej że 5 stycznia pochowałam innego kota i tez mogłam zrobic wiecej moze by żył!nie wiem co oni robili z tym kotem , czy mu sami czegoś nie podali...zaluje ze nue zrobiłam sekcji zwlok a za 2 dni minie tydzień jak go nie ma!Proszę pomóżcie mi to przetrwać...bo jestem z tym bólem zupełnie sama
Magdas
Nie jesteś sama. Widzisz ile osób tu jest pisze szuka pocieszenia. Wszyscy tu tak samo cierpimy po stracie naszych ukochanych zwierzątek. Ja straciłam dwa kotki prawie na raz. Cierpię bardzo. A to forum mi pomaga. Całuski dla wszystkich.
Grażyna Turzyńska
DO ASIA K. Bardzo Ci współczuję, że w tak krótkim czasie straciłaś 2 kotki. Z tymi weterynarzami już tak jest, że mają takie przypadki na co dzień i czasami gubi ich rutyna i liczy się tylko kasa. Tak jak w przypadku mojej Nikity, której niepotrzebnie przed rentgenem podano głupiego jasia i zniszczono nerki. Minęło 10 dni od jej uśpienie a ja wciąż za nią bardzo tęsknię, przytulam jej kołderki i płaczę. Drżę też o drugiego kotka, który mi pozostał. Asiu jeśli to były chore nerki to pewnie i tak by się skończyło śmiercią a tylko biedny kotek męczył by się. Jeśli chodzi o oczy to moja Nikitka miała oczka otwarte po uśpieniu i tak zostały. Boże ja ciągle jestem w tym gabinecie u weta, kiedy był usypiany. Budzę się w nocy i rozmyślam, płaczę. Ból jest straszny dlatego, że to my podejmujemy decyzję o chwili śmierci. Wolałabym, żeby sama odeszła i jeśli będę przed takim wyborem przy drugim kotku to chyba nie zdecyduję się na uśpienie niech tak jak człowiek sama odejdzie. Będę tylko łagodzić ból. Trzymaj się dzielnie Asiu oraz Wy Wszyscy, którzy przeżywacie ból rozstania z najlepszym przyjacielem.
Asia K.
Dziekuje Pani Grażyna Turzyńska za tak wspaniałe słowa otuchy!Sek w tym ze to była ostra niewydolnosc nerek,ktora mozna we wczesnym stadium wyleczyć!Wyniki tez nie były az tak kiepskie kreatynina 238 a mocznik 38,tylko ze trzeba tez wziąć pod uwagę to ze kot przyjmował sterydy dostawał kroplówki i to z glukoza,stresował się do tego glodowka a to wszystko ma wpływ na wynik badan właśnie nerek(przeczytałam bardzo dużo artykułów juz po smierci pierwszego kota)weteryniarz tez najpierw chciał go uspac przez nerki a później jak poprosiłam o wyniki to powiedział że to nie jest najwiekszy problem i ze one nie są az tak tragiczne!Gdybym nie widziala tego kota to bym niczego się nie doszukiwała a on byl naprawdę w dużo leoszej kondycji!W domu pozostaly mi 3 koty 7 letni Ignacy i 4 lotnie Zuzia i Iga!Jest jeszcze bardzo samotna Misia,która straciła dwóch kolegów z którą zyla!Strasznie się o nie boje!Juz po smierci pierwszego kota zastanawiałam się co lepsze...ich smierc pod kolami auta(na którą ja nie mam wplywu)czy właśnie taką gdzie moje decyzje maja wielki wplyw na ich życie!Dzis wiem ze odpowiedź jest tylko jedna!koty co całe moje życie...każdy nie tylko ten moj!codziennie chodzę dokarmiać obce bezdomne koty...gdy biegną z daleka w moja stronę to radosc moja jest nie do opisania!a kiedy kot umiera z zamkniętymi oczami?nigdy?
Gosia vd
Moja ukochana koteczka odeszla 19 lutego...jestem kompletnie zdruzgotana. Hopusia byla leczona na chloniaka zoladka trzy lata temu...chemie przeszla jak maly dzielny rycerz! Byla calkiem "zdrowa" myslalam ze naprawde nam sie udalo, ze bedzie w remisji jeszcze dlugo...nagle przestala jesc, zwymiotowala...po dwoch dniach pedem do lekarza...echo...badania i ten telefon...zapalenie otrzewnej, sciany zoladka dziesiec razy powiekszone...Boze jak ona musiala cierpiec a nic nie pokazala. Rak wrocil podstepnie, bez zadnych znakow. Podjelam decyzje zeby pozwolic jej odejsc, uchronic od cierpienia... teraz miotaja mna wyrzuty sumienia, czuje sie strasznie...Hopulka bardzo bala sie weterynarza, nie moglam zniesc mysli ze mialaby cierpiec z niewielka szansa na poprawe...czy ja dobrze zrobilam? Juz zawsze bede sie pytac. Hopusia wybrala mnie jako swojego czlowieka, rozumialysmy sie jednym spojrzeniem, dala mi pieknych 11 lat milosci i zaufania. Blagam aby czas zaleczyl ten bol i pustke...Zaloba to cena za milosc...bardzo wysoka
Asia K.
Czas moze i leczy rany,ale blizny pozostają!Uważam,że już nigdy nikt inny nie zajmie miejsce wcześniejszego zwierzaka!Każdy kot jest inny(miałam ich mnóstwo)jedyny w swoim rodzaju,z zupełnie innym charakterem!Moze to źle zabrzmi,ale cenie je bardziej jak ludzi!One "są" zawsze z nami...nawet gdy ich nie widzimy!One potrafią kochać okazać wdzięczność i wybaczyć...w przeciwieństwie do ludzi!Gosia vd nie zadręczaj się...ona była z tobą tyle lat i wiedziala ,ze zrobiłaś to dla niej...z milosci!Mówią,że koty wracaja ...wiec czekaj aż na twojej drodze stanie mały kotek(z wyglądu zupełnie inny)lecz z sercem identycznym! Zastanawiam się jak to jest możliwe,że koty żyją z wami tyle lat?Mi nigdy nie było dane ich mieć tak długo:(Zawsze gdy zachorowały,pomimo szybkiej reakcji,żyły gora tydzień!Zastanawiam się czyja to wina moja czy lekarzy,czy może to kara...tylko za co!?Piekne słowa Gosia vd"zaloba to cena za milosc...bardzo wysoka"!Cierpi ten co potrafi kochać!Dlatego to nam tu wszystkim w zamian ,dano miłość plynaca z serc naszych zwierzaków!I to powinna być dla nas nagroda,ktora nie każdy może otrzymać!
Marysia Z
Grażyna Turzyńska - ja tez musiałam uśpić pieska, niewydolność serca, nerek i anemia. Weterynarz wprost powiedział ze na moim miejscu decydowałby się na eutanazje. Wcześniej mówiłam tak jak Ty - wole żeby umarła w domu, wśród swoich po swojemu, ze nie chce podejmować takiej decyzji. Jednak wet otworzył mi oczy, bo moje podejście było egoistyczne - chce żeby odeszła sama bo nie chce mieć na sumieniu tego ze zaniosłam ja do gabinetu na smierć. A wet mówił ze jeśli nie eutanazja to wkrótce umrze - udusi się przez anemię, a to bardzo bolesne. I cieszę się ze zasnęła spokojnie i bez bólu. Byłam z nią do końca. Z kolei mój kot odszedł sam... obrzęk płuc czy zator płuc, nawet nie wiadomo, ale tez wyglądało jakby się dusił, widziałam to i mam to codziennie przed oczami - gdybym miała wybór zdecydowałabym się na uśpienie żeby się nie męczył nawet jeśli było to kilkanaście minut bólu. Nie dał mi wyboru, a wcale nie jest lżej. I to spokojna smierć pieska jest mi łatwiej przetrawić niż to ze kot odszedł nagle sam, dusząc się, mimo adrenaliny i reanimacji odszedł.
Grażyna Turzyńska
Do Marysi Z. Pewnie masz rację, że zwierzę odchodzi nie cierpiąc, ale zawsze pozostaje ta niepewność czy zrobiło się wszystko. Może trzeba było pójść jeszcze do innego weta, lub może wydarzyłby się jakiś cud... Mimo, że upłynęły już prawie 3 tygodnie to ja ciągle jestem myślami w tym gabinecie podczas usypiania Nikitki. Myślę, że moja psychika jest do tego za słaba, ale gdybym nie była z nią do końca to też bym cierpiała, że w ostatnich chwilach swego życia kotka nie widziała mnie przy sobie. Bardzo za nią tęsknię i w każdej wolnej chwili myślę o niej. Mam nadzieję, że tak kotka, która mi została Mika, mimo że ma już 14 lat będzie z nami jak najdłużej.
Marysia Z
Do Grażyna Turczyńska, doskonale Cie rozumiem, chciałam przedstawić tylko dwie strony medalu - kazda smierć ukochanego zwierzątka niezależnie od jego wieku i okoliczności boli tak samo okropnie. Od śmierci moich zwierząt minęło 8 miesięcy, a czuje się jakby to było miesiąc temu, co drugi dzień płacze cała noc, wszystkie obrazy wracają w pamięci. Jest bardzo ciężko a najgorsza jest bezsilność - nic nie mogę z tym zrobić. Nie wiem kiedy zdjęcie psa czy kota nie będzie wywoływało fali łez i czy wgl kiedykolwiek... Straszne uczucie. Jeszcze wieczne wyrzuty sumienia a można było to a mozna było tamto a można było więcej przytulać bardziej rozpieszczać ...
Grażyna Turzyńska
Do Marysia Z. Widzę, że doskonale się rozumiemy. Marysiu a nie myślałaś żeby przygarnąć jakiegoś biedaka ze schroniska lub jakiegoś innego przytuliska. Powiem Ci, że poprzednim razem ukoiło mi trochę smutek. Poprzednia kotka miała 18 lat jak została uspana i od samego początku była z nami. Też to przeżywałam bardzo i płakałam dopóki nie przygarnęłam 2 sierotek ze schroniska. Ja teraz rozpieszczam Mikę, kupuję jej wszystko co lubi, głaskam, przytulam, rozmawiam z nią, bo wiem, że nasz czas wspólny się pomału kurczy.
Iza
Dziękuję za ten blog. Może obecność tylu ludzi ,którzy borykają się ze smutkiem,tęsknotą i trochę ukoi mój żal, rozpacz i złamane serce . 3 marca 2021 uśpiłam moją ukochaną Balbinkę -moje serdeuszko najdroższe ,moją przyjaciółkę ,powierniczkę . Balbinka miała 14,5 roku była bardzo mądrą kotką . Wyjątkową gadułą. Nie lubiła specjalnie głaskania , nie była kotkiem który przyszedł by na kolana . Oj nie . Ale usiadła obok i rozmawiała i to wystarczyło , to była jej miłość. Przez kilka lat chorowała na cukrzycę ,ale byliśmy wszyscy dzielni a ona najbardziej . Chętnie nadstawiała uszka aby zbadać jej glukozę a potem nie oponowała przy zastrzykach z insuliny. Wiedziała kochana Balbinka ,że to dla jej dobra . Nie pokonała jej cukrzyca , pokonał ją rak. Ostatnie dni ciągłe wizyty u lekarzy ,badania i z każdym dniem gasła w oczach ,choć teraz nie wiem czy to ja się za szybko poddałam ,może wcale nie ona . Tak ciężko o tym pisać, mówić ... Mam wyrzuty sumienia ,że może to jeszcze nie był jej czas, może mogłam zrobić coś więcej ? Nie chce się zadręczać ,ale cały czas mam te myśli w głowie. Cały czas się zastanawiam ,czy nie ukradłam jej tygodni, miesięcy życia . Z drugiej strony nie chciałam ,żeby się męczyła bo na to nie zasługiwała na pewno. Czy wyrzuty sumienia kiedyś miną ? Nie wiem. Jak ciężko jest żyć , pusty dom ,brak jej kochanego ciałka na łóżku, brak jest sensu życia ...
Grażyna Turzyńska
Popłakałam się Iza czytając twój wpis. Jakbym słyszała samą siebie. Czy nie za szybko pozwoliłam uśpić kotkę, czy może...a i z opisu wynika , że moja Nikitka była podobnego charakteru jak Twoja Balbinka. Była bardzo mądra, jako jedyny z moich wszystkich kotów potrafiła otwierać drzwi wskakując na klamkę a jak ją gdzieś zabierałam np. do weta to robiła się jak meduza, że nie mogłam jej dobrze chwycić. Nie lubiła też zbytnio pieszczot i głaskania potrafiła pokazać pazurki jak było o jeden raz za dużo. Ja w podobnym czasie straciłam moją Nikitkę. Jutro będą 3 tygodnie. I tak bardzo mi smutno. Ciągle mam jej zdjęcia w komórce otwarte i jak tylko mam chwilkę to całuję i płaczę. Też się cieszę, że znalazłam to miejsce. Bo wiem, że wiele osób przeżywa to co ja. Trzymajmy się wszyscy dzielnie.
Marysia Z
Ja nie wiem jak to dalej będzie, ból jest okropny a u mnie minęło już 8 miesięcy, z jednej strony jak cała wieczność a z drugiej mam wrażenie jakby wszystko działo się dwa dni temu i tak tez się czuje, te same emocje ten sam ból, smutek, gniew, bezradność i okropne wyrzuty sumienia. Ze można było to i tamto a gdyby to i tamto to by żyli. Nie daje rady. Mam już kolejnego pieska, pomaga ale boli tak samo. Jak ktoś czytał mój post wyżej to miałam i pieska i kotka. Pies odszedł ze starości wiec może dlatego łatwiej było mi przetrawić i zdecydować się na nowego. Kot odszedł nagle, jak grom z jasnego nieba, wyzdrowiał z zapalenia tchawicy (niby...) i odszedł po wizycie kontrolnej. I nie mogę się z tym pogodzić i hamuje mnie to przed przygarnięciem nowego kotka. Sekcji nie było - szok, niedowierzanie brak racjonalnego myślenia i nikt tego nie zaproponował... Żałuje bo przynajmniej wiedziałabym co go zabiło (a może nie ? bo nie kazda sekcja daje wszystkie odpowiedzi?) sama nie wiem, kolejny zarzut do siebie... a minęło tyle czasu. Ale myśle ze jakby była sekcja to musiałabym sama zawieźć go na sekcje, widzieć martwego, nie wiem czy bym to przeżyła, już nic nie wiem... Trzymajcie się wszyscy. Mi serce pękło dwa razy w odstępie kilku dni i zostało takie połamane.
Anita
Muniek tak miał na imię chihuahua o wielkim sercu. W maju 2018 r dostałam go od koleżanki, która nie potrafiła zająć się nim po stwierdzeniu padaczki. Zajęliśmy się nim od razu, miał robione badania krwi,uszu,kontrolne, badanie dna oka w którym wyszło, że siedzi mu coś w główce i od tego może mieć ataki padaczki. Był na luminalu, po pół roku weterynarz stwierdził, żeby stopniowo odstawić leki jak nie ma napadów. W międzyczasie wyszło, że ma chore serduszko i tomograf odpada bo może nie wybudzić się po narkozie. Zaczął brać leki na serce. Wszystko przebiegało dobrze do 16 grudnia 2020,dostał ataku padaczki w nocy. Pojechaliśmy na nocny dyżur do weterynarza, udało go się uratować. Wyszedł z tego, bardzo byłam szczęśliwa. Lekarz nam zaproponował powrót do luminalu albo olejek cbd. Zdecydowaliśmy się na olejek bo nie miał ataków przez 2,5 roku. Dostaliśmy dodatkowo leki do stosowania odbytniczego i wykupiliśmy luminal, gdyby atak powrócił. Przez dwa miesiące Muniek czuł się dobrze. Jednak atak powrócił 24 lutego, dostał lek odbytniczy. Wstał, był zdezorientowany. Myślałam, że to jeden atak i się uspokoi. Przyszedł kolejny, od razu do weta. Przez całą noc miał ataki, walczyliśmy o niego do niedzieli. Weterynarz mówił, żeby walczyć. Od czwartku nie ruszał się, robił pod siebie. Codziennie wizyty, kroplówki,aż do niedzieli. Spadła mu temperatura ciała, weterynarz stwierdził, że za duże jednak zmiany zaszły w główce . Mam wyrzuty sumienia gdyby dostał luminal w grudniu może inaczej by było, gdybyśmy pojechali od razu po pierwszym ataku w lutym inaczej by się to zakończyło. Muniek potrzebował miłości, spał ze mną, wtulał się, bunkrował pod kocem, wył na nasz widok. Serce mi pękło, za mało zrobiłam. Kochany Muniek.
Magdas
Mi też Marysiu pękło serce dwa razy bo moje kotki umarły w ciągu dwóch miesięcy. Zuziunka chorowała ze starości. Miała kardiomiopatie była sparaliżowana. Leczyłam ja do końca umarła w domu na rękach mojej córki otoczona do końca miłością. Zrobiłam dla Niej wszystko. Miała lepszą opiekę niż niejeden człowiek. Była ze mną 17 lat i 5 miesięcy. Doznałam szoku mimo że wiedziałam że umiera. Ale miałam Tosienke prawie 13 letnia persiczke tak ja Zuzia. Musiałam się zebrać i zająć drugim kotkiem. Niestety równe dwa miesiące po Zuzi umarła Tosia nagle. Weterynarz natychmiast zastrzyki kroplówki i nie dało się uratować. A ja myślałam że ogłupieje. Miałam dwa ukochane kotki i nagle zostałam sama. Mam teraz Stefcia kocham Ją jest cudowna. Nie zastąpi mi nigdy moich Skarbów. Ale mam ochotę wracać do domu dzięki niej. Stefusia to też persik.Trzymajcie się kochani. Wszystkim nam tu jest ciężko.
Magdas
Nie umiem się pogodzić z tym co mnie spotkało codziennie pytam dlaczego. Ale mam Stefcia która mi bardzo pomaga. Radzę Wam wziąć zwierzaczka bo inne kotki czy pieski też zasługują na naszą miłość.
Anita
Muńka przygarneliśmy w wieku 10 lat. Od razu Nas pokochał. Pod naszą opieką był nie całe 3 lata. Skradł mi serce. Bardzo tęsknię. Cieszę, że spotkałam tu ludzi, którzy to rozumieją. Pozdrawiam wszystkich.
Barba
Marysia,Iza ,Grażynka,ja tak jak wy,mam okropne wyrzuty że dałam uśpić moją kiciunie,pytałam wetwrynarza co dla niej najlepsze,że nie chodzi o mnie,chcę tylko żeby ona nie cierpiała,czy na pewno,potwierdził,pojechałam ją uśpić do innego,bo byłam pewna że zrobi to tak żeby ją nic nie bolało,byłam przy niej do końca,zawinęłam w kocyk,który zawsze mućkała,nie mogę spać jeść,dzisiaj poszłam do weta zapytać czy to było dla niej najlepsze,wiem że to głupie,czasu sie nie cofnie,ale ja mało nie zwariuję,mam momenty że myślę że dobrze,ale to tylko momenty,tak bardzo chciałabym cofnąć te dwa dni,ciągle myślę że nie trzeba było,
Ewik
10 marca zginęła tragicznie moja kochana sunia....żal smutek...
Placzaca
Dziekuje , ze jest takie miejsce gdzie mozna wyrazić swoj bol postracie najwiekszego przyjaciela...przeczytalam wszystkie wpisy bo jestem trzeci dzien po odejsciu mojego ukochanego kotka...wszystkich Was sciskam...walczylam o swojego towarzysza dnia codziennego do konca, na moich rekach, bylam przy nim przytchnieniu
Placzaca
Dzień dobry jak czytam ten blog aż serce ściska...ja tez straciła swojego ukochanego przyjaciela kotka trzy dni temu...chorował na białaczkę od 1,5 roku, ale dzielnie walczył do końca.Odszedł na moich dłoniach przytulony do serca, był ogromnym przytułkiem i gadulka i miał bardzo dużo miłości do przekazania...Teraz pozostał tylko obrony bol, pustka i mnóstwo zdjęć które ciągle przeglądać bo tylko tak na chwile obecna mogę odrobinę się uspokoić.Został z nami w sercu i dal nam ogromna ilość pięknej miłości. Wspolczuje Wam wszystkim, bo sama tez doświadczamy dojmujacego smutku, bólu i pustki.
Sylwia
Kilka dni temu naszego psa Kilera potrącił samochód. Diagnoza - niefortunnie złamana łapa z odłamkami. Zdecydowaliśmy się na operację, polegającą na wstawieniu drutu i złożeniu kości. Wczoraj, gdy się z nim żegnałam prosiłam go, żeby dał radę, żeby wytrzymał. Dziś, w dzień operacji nie chciał wsiąść do samochodu. Być może coś przeczuwał? Operacja się udała, noga naprawiona, ale serce... nie wytrzymało. Mimo reanimacji odszedł. Miał tylko cztery lata, był zdrowym, bardzo wesołym i aktywnym psem, nigdy nie było z nim problemów. Nie mogę sobie tego darować, cały czas rozmyślam, co by było, gdybyśmy nie zdecydowali się na operację... Łączę się w bólu ze wszystkimi, którzy właśnie przeżywają stratę czworonożnego przyjaciela.
Maja
28 lutego odszedł moj ukochany króliczek Zenek, mial miec za miesiąc 6 lat, nie byl taki stary... Nie wiem co mu sie stało, rano wszystko było w porządku i na nic nie chorował, po prostu odszedl... Nawet sie z nim nie pożegnałam, dalej nie wiem co mu sie stalo i bardzo to przezywam, zaraz minie miesiąc od tej tragedii, a ja dalej nie umiem sie pogodzić z tym ze go nie m, czuje pustkę i samotność. Takze czuje poczucie winy, bo mysle ze gdybym przyszła wcześniej do pokoju itp. to by dalej ze mna tu byl, boje sie teraz wszystkiego, ciagle placze i nie moge przestać o nim myslec... nie moge patrzec teraz tak samo na moj pokoj jak wczesniej, wszystko mi jego przypomina. Boli mnie to tak bardzo, ze nie potrafię sie z tym pogodzić, chciałabym zeby teraz byl ze mna:((( Gdyby on chociaż pokazał ze coś mu dolega , a tu nic... Nigdy za nikim tak bardzo nie płakałam jak za nim.
Maja
28 lutego odszedł moj ukochany króliczek Zenek, mial miec za miesiąc 6 lat, nie byl taki stary... Nie wiem co mu sie stało, rano wszystko było w porządku i na nic nie chorował, po prostu odszedl... Nawet sie z nim nie pożegnałam, dalej nie wiem co mu sie stalo i bardzo to przezywam, zaraz minie miesiąc od tej tragedii, a ja dalej nie umiem sie pogodzić z tym ze go nie m, czuje pustkę i samotność. Takze czuje poczucie winy, bo mysle ze gdybym przyszła wcześniej do pokoju itp. to by dalej ze mna tu byl, boje sie teraz wszystkiego, ciagle placze i nie moge przestać o nim myslec... nie moge patrzec teraz tak samo na moj pokoj jak wczesniej, wszystko mi jego przypomina. Boli mnie to tak bardzo, ze nie potrafię sie z tym pogodzić, chciałabym zeby teraz byl ze mna:((( Gdyby on chociaż pokazał ze coś mu dolega , a tu nic... Nigdy za nikim tak bardzo nie płakałam jak za nim. Ile bym dala zeby cofnac czas:(
Ela
wczoraj odeszła moja ukochana kotka Murcia.Była piękna syjamką o niezwykłych niebieskich oczach.Spędziłyśmy razem prawie 9 lat.Cudownych lat.Od połowy grudnia 2020 ciągłe wizyty u weterynarza,stwierdzono wadę serca,potem chore płuca i pęcherz moczowy od tych ciągłych wizyt w lecznicy w tę mrożną zimę.Przeżyła obrzęk pluc.Nawet po stwierdzonej anemii zaczęła powoli jeść coraz lepiej, przybierać na wadze.Tak bardzo się cieszyłam ,ze wraca do zdrowie ,widziałam jak była szczęśliwa.znów radośnie witała mnie pocałunkiem przy wejściu do domu.W niedzielę 21 marca wieczorem zaczęła mieć przyśpieszone ruchy klatki piersiowej.zadzwoniłam do weterynarz,kazała podać lekarstwo.Rano lepiej była w klinice.Po południu już ciężko jej było chodzić,znów pobiegłam do kliniki.Po nocy trochę się uspokoiła ,następny ranek znów w lecznicy..Miałam przyjść w środę 24 marca na pobranie krwi i nawadnianie.Poszłyśmy.Po wizycie dostała w domu silnej zapaści.Pobiegłam z powrotem do lekarki.Nic nie można było już zrobić.Nie chciałam ,żeby cierpiała.Jej piękne niebieskie oczy już nie przywitają mnie w domu.Bardzo ją kochałam.
Anita
Maja też mija miesiąc prawie od odejścia mojego Muńka, niestety też to był 28 luty. Mam tak samo jak Ty, wszędzie go widzę i myślę o nim cały czas. Mam jeszcze dwie świnki morskie adoptowane oraz dwunastoletniego pieska Leona i staram się jakoś funkcjonować dla nich. Tylko z Muńkiem łączyła mnie wyjątkowa więź jak z nikim innym. Bardzo za nim tęsknię. Wiem, że muszę pogodzić się sama ze sobą i przestać się obwiniać ale sama wiesz jak to jest. Mam nadzieję, że mają wspaniałe życie za tęczowym mostem. Pozdrawiam
Ania
Właśnie odeszedł od nas ukochany kotek nasz skarb nie umiem się pozbierac wszędzie go widzę każde miejsce mi go przypomina po 3 miesiącach walki o jego życie odszedł od nas czuje ogromną pustkę i samotność serce mi pęka i ciągle płaczę
Ala
Po walce z okrutnym podstepnym koronawirusem odszedł mój ukochany, malutki kotek. Miał tylko 2 lata - walczyliśmy z chorobą, ale FIP jest straszną chorobą i nagłą. Nie mogę się z tym pogodzić, płaczę za nim i tęsknię za malutkiem.
Jolanta
18 marca moja Kochana 7- miesięczna koteczka Lusia została napadnięta na spacerze ze mną przez starego kocura sąsiadów , który pogryzł ją- leczylis Lusiunie 9 dni,zrobił się ropień,później przetoka i najprawdopodobniej sepsa i trzeba było ją uśpić 27 marca. Płakała cała rodzina,a ja-jak jej mama najbardziej. Była tak wyjątkowa,kochana i śliczna. Pustka po niej jest aż boląca. Nie mogę sobie darować,że ta tragedia stała się przy mnie,a ja nie przewidziałam, kiedy obcy kocur nadchodził. Płaczę codziennie i mam w sobie poczucie winy, które mnie dobija.Znajomi współczują ale cierpienie zostało w naszej rodzinie,we mnie . Pozdrawiam wszystkich którzy odwiedzili ten blog i rozumieją co to znaczy strata czworonożnego PRZYJACIELA- RODZINĘ
Karolina
1 czerwca urodzil się mój kicius Antuś, 1 sierpnia zabraliśmy go do siebie, a 1 kwietnia zginął pod kolami samochodu na naszych oczach. Ten ból, smutek, żal i zlosc na samych siebie jest niewyobrażalny. Dlaczego szybciej go nie zabrałam stamtąd? Juz szlam.. nie zdążyłam... Nie mogę poradzic sobie, znaleźć miejsca. Był taki mądry, kochany.. czysta, bezwarunkowa miłość. My mieliśmy wszystko, on tylko nas.. Antusiu, dziękuję ze pokazałeś mi te miłość. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Spotkajmy się kiedyś, proszę
Magda
Czytam Wasze komentarze i trochę mi lżej, że jest tyle osób, które przeżywają stratę ukochanego zwierzęcia jak ja.Wczoraj odeszła moja kotka Mira, była z nami 3 lata, pojawiła się jak anioł w najtrudniejszym momencie mojego życia,przygarnęłam ją i na moje szczęście przeżyłyśmy razem te 3 piękne lata.Od wczoraj nic nie jem, śpię z przerwami,i cały czas płaczę,nie jestem w stanie funkcjonować.Co zrobić aby ukoić ten straszny czas?nie wiem, chciałabym ją choć jeszcze raz zobaczyć,nawet we śnie
Magdas
Madziu a co się stało taki młody kotek. Moje Aniołki były staruszki szczególnie Zuziunia ale jest mi bardzo ciężko. Minęło już kilka miesięcy od ich śmierci a ja nie mogę się z tym pogodzić.
Magdas
Madziu a co się stało taki młody kotek. Moje Aniołki były staruszki szczególnie Zuziunia ale jest mi bardzo ciężko. Minęło już kilka miesięcy od ich śmierci a ja nie mogę się z tym pogodzić.
Karolina
U mnie właśnie mija tydzień.. czasem jest trochę lepiej, ale wyrwanego serca nie da się wyleczyć..
Magda
Przybłąkała się do nas,kiedy wprowadziliśmy się do domku, niestety nie byłam w stanie oduczyć ją wychodzenia z domu.Niestety we wtorek po świętach wstałam rano,i zobaczyłam, że nie ma jej na oknie,a ona po godzinnym spacerze zawsze wskakiwała na okno na śniadanie.Gdy wyszłam na dwór, zobaczyłam widok, którego nie zapomnę do końca dni, Mira leżała na ulicy przejechana, cała we krwi
Monika Joachimiak
Dziś o 7 rano, w miesiąc po swoich 13 urodzinach, odszedł mój najukochańszy Przyjaciel, koteczek Polly. Byliśmy razem dzień w dzień, rozumieliśmy się bez słów, razem przeżywaliśmy troski i radości. Polly nie odstępowajawówł mnie na krok, darzyliśmy siebie bezwarunkową miłością, najpiękniejszym i najszczerszym uczuciem. Dbałam o Niego najlepiej jak tylko mogłam, dbałam o Jego bezpieczeństwo i o zdrowie. Choroba przyszła nagle. Nie dawała żadnych objawów które mogły świadczyć o tym, że dziej się źle. Pytałam lekarza czy mogłam coś przeoczyć? kiedy? Nie bo chłoniak złośliwy zaatakował po cichu czyniąc liczne szkody wewnętrzne. Polly przez 13 lat noc w noc ogrzewał mnie swoim ciałem w łóżku, dzisiejszej nocy to ja grzałam na podłodze Jego ciałko sobą. Byłam Mu to winna. Nie mogłam pozwolić by odszedł w samotności, bez mojego dotyku i bez słowa. Walczyliśmy we dwoje do końca...do ostatniego oddechu i ostatniego spojrzenia. Czuł, że jest kochany do końca. Moje serce rozsypane na milion kawałków długo jeszcze będzie krwawić. Chcę wierzyć, że Polly przeszedł na lepszą stronę kociego bytu, ponoć za tęczowy most...kocham, tęsknię, tulę...POLLY
Grażyna Turzyńska
Wczoraj minęły 2 miesiące od śmierci mojej Nikitki. Nie ma dnia żebym o niej nie myślała i nie rozpamiętywała tego co się wydarzyło. Ciągle bardzo za nią tęsknię. Wspominam oglądając jej zdjęcia i prawie jak relikt traktuję wąsa, który w ostatnim czasie jej się odłamał. Odwiedzam jej mogiłę na mojej działce i rozmawiam z nią . Opowiadam jej co się u nas ostatnio wydarzyło... no i płaczę. Czytam Wasze wpisy i łzy napływają do oczu. Nikitka została uśpiona i to bardzo mnie boli, ale gdybym miała przeżyć taką tragedię jak Magda czy Karolina to chyba bym musiała skorzystać z pomocy psychologa, bo nie dałabym rady udzwignąć tego dramatu. Pozdrawiam Wszystkich, którzy muszą radzić sobie jakoś po śmierci najwierniejszego przyjaciela jakim jest kotek czy pies. Dlatego szanujmy ten czas, który dany jest nam przeżyć razem z naszym ukochanym zwierzaczkiem, okazujmy mu miłość na każdym kroku. Została mi jeszcze koteczka Mika, która ma już 14 lat i to na nią przelałam nadmiar uczucia.
Magdas
Ja płaczę cały czas a tyle czasu już minęło. Nie rozumiem dlaczego obydwa moje koteczki umarły prawie naraz. Codziennie myślę o nich mówię do nich i płacze. Jest ciężko ale mam Stefcia która mi bardzo pomaga. Też jest persikiem tak jak moja Zuziunia i Tosienka. Kocham ją bardzo ale moje Skarby zawsze będą dla mnie najkochańszy i najważniejsze.
Magdas
Nawet nie wiedziałam że tyle ludzi kocha kotki. Ona są fantastyczne nie każdy może je mieć. Kotki są dla wybrańców. Koleżanka kiedys spytała mnie jak mogę mieć koty bo one to takie wredne. A ja tylko jej odpowiedziałam że wredni są ludzie. Przeżyłam 17 lat i 5 miesięcy z Zuziunia i prawie 13 z Tosienka i nic złego z ich strony mnie nie spotkało. Najwierniejsze na świecie i mądre bo obierają sobie tylko jednego właściciela.
Grażyna Turzyńska
Bardzo dobrze odpowiedziałaś Magdas, że to ludzie są wredni a niektórzy to wręcz zwyrodnialcy i sadyści. Jak widzę nieraz w mediach co wyprawiają i to jeszcze nagrywają to całkowicie tracę wiarę w człowieka. Ja całe życie byłam otoczona zwierzakami miałam w dzieciństwie i koty i psy ale nie ukrywam, że to właśnie koty skradły mi serce i dla nich zrobiłabym wszystko. Praktycznie nie było w moim życiu dłuższej przerwy niż miesiąc czy dwa, żebym nie posiadała kota. Chyba już tak pozostanie do końca. Ja też spotkałam się z opiniami ludzi (którzy nigdy nie mieli żadnego zwierzaka), że koty to śmierdzą, a zwłaszcza ich odchody. Może i tak jest jak ktoś raz w tygodniu zmienia zawartość kuwety i jej nie myje to zapewne tak może być. Ja miałam przez ostatnie 12 lat 2 koty ( aktualnie mam jednego), ale nigdy u mnie w domu nie śmierdziało, a moje kotki naprawdę pachniały. Wiele razy wtulałam się w ich piękne futra i zawsze im powtarzałam, że pięknie pachną, bo tak naprawdę było. Pozdrawiam wszystkich z tego bloga - trzymajcie się.
Karolina
U mnie mijają 2 tygodnie, co do godziny..:( Jakbym tylko mogła cofnąć czas :( Na drugi dzień od śmierci naszego Antusia zadzwoniła moja mama, ze u jej dalszej znajomej okociła się kotka. Uznałam to za jakieś przeznaczenie, nasz umiera 01.04 a nowy rodzi się 02.04.. Czekamy na niego z utęsknieniem. Czy uważacie, że to głupie? Czy tylko tak sobie tłumaczymy? Wiem, ze nie można porównywać bo to juz nie Antuś, ale chcemy dać kochający dom innej istotce.
Magdas
Grażynko ja też miałam cały życie zwierzaczki. I też kotki są moimi wybrańcami. Miałam i mam psiaki ale to nie to co kotki. Wiesz co tak sobie pomyślałam że ludzie śmierdzą gorzej od kotów.Moje koteczki też pachniały i też wysyłałam się w ich futerka. I ja tak jak Ty zawsze będę miała kotki do końca mojego życia. I nie uważam się za jakas wariatkę. Bo kocham je mądrze. Całuski dla kociarzy.
Magdas
Wiesz Grażynko bo ludzi jest dużo ale człowieka w nich coraz mniej.
Magdas
Karolinko weź kotka. Pomoże Ci bardzo uwierz mi. Ja wzięłam chociaż tak bardzo kochałam i kocham moje Skarby.Ale dzięki Stefci chce mi się wracac do domu. Nigdy nie będzie to samo ale będzie lżej.Nawet się nie zastanawiaj tylko bierz i kochaj.
Magda
Droga Karolino, myślę, że Tw9j kotek Antuś ucieszyłby się,gdyby widział, że kolejny kotek dostał szansę na dobre życie i dom.Poza tym,nowy zwierzak wypełni choć trochę tą pustkę po stracie przyjaciela,wiadomo to już nie będzie Antuś ale na pewno ktoś równie doskonały
Grażyna Turzyńska
Według mnie Karolino to najlepsza decyzja. Jeśli czujesz taką potrzebę to jak najbardziej. Ja miałam poprzedniego kotka 18 lat i musiał być uśpiony bo miał bardzo już zaawansowanego raka macicy. Dokładnie tydzień po uśpieniu Pusi w moim domu zagościł nowy kotek, który towarzyszy mi do dzisiaj to właśnie jest Mika. Była to najlepsza decyzja w życiu. Przestałam już tak rozpaczać po stracie Pusi, bo musiałam wychować następne pokolenie. Życzę Ci z całego serca abyś pokochała nowe maleństwo i otoczyła opieką a radość będzie naprawdę wielka. Pozdrawiam G.T.
Magdas
Ja na swoją Tosie dziewczynke też mówiłam Antuś.
Magdas
Ja na swoją Tosie dziewczynke też mówiłam Antuś.
Karolina
Bardzo Wam wszystkim dziękuję, aż mam łzy w oczach. Antek to był mój pierwszy kot i musze przyznać że go nie chciałam, zawsze się bałam kotów. A to wspaniałe Stworzonko dalo tyle miłości i przyjaźni.. Nie wyobrażam sobie juz życia bez Kotów. Dziękuję Wam raz jeszcze i mocno ściskam!
Becisław B
Witam W dniu 16.04.2021 o godzinie 18:50 dostałam telefon z przychodni... przez cały tydzień jeździłam tam z moim krolikiem Dizlem bo była kruszynka zatkana, od niedzieli się zaczęło, w poniedziałek jadę oddaje ją na kroplówkę wieczorem odbieram i nic, w domu tak samo, wtorek tak samo oddaje przez cały dzień nic, wieczorem odbieram, przesiadywanie pół nocy w nadzieji ze coś zrobi, w środę przed wyjazdem do kliniki zrobiła w końcu bobka, szczęśliwa dzwonię do kliniki, proszę ją przywieść na kontrole, wiec spędziła kolejny dzień wieczorem odbiór, w czwartek normalnie jadła bez strzykawki i sama piła wode, wiec wróciła do żywych, tylko SMS do kliniki ze jest już w porządku ale leki pozostają do pełnego powrotu do zdrowia, w piątek miałam ciężka noc wiec wstałam bardzo późno ide mu nasypać jedzenia a tam armagedon w klatce wszystko wywrócone mokre i ona leżąca na kurkę i skręcają się, wzięłam najdelikatniej jak się dało wyciągnęłam z klatki szybko na koc, i patrzę oczy przymyka cierpi, jak się ja delikatnie dotknęło to wydawała dźwięki, podchodzę ze strzykawka z karma daje do pyszczka zero prostestow ale nie jadłam siedziała i patrzyła w jeden punkt tam samo z woda. Załamałam się zaczęłam płakać prosić ją żeby nie się poddawała, do otwarcia kliniki jeszcze niecała godzina, szybka ocena sytuacji Dizel była strasznie zimna, bardzo spowolniony oddech i przymulające się oczy wiec wzięłam gruba wełniana bluzę zawinelam jak i grzałam, siedziałam tak z nią pół godz a ona nie protestowała, włożyłam z tym swetrem do neseserka szybko do samochodu i jedziemy! Pędzimy przez miasto byle zdążyć moja maja gaśnie, niestety do otwarcia jeszcze 15min, nikt nie otwiera pusto wiec spowrotem do samochodu i czekam, czekam razem z nią i płacze ze wszystko będzie dobrze, ze jesteśmy na miejscu... neseserek nie był zamknięty przez sweter No wystawał a chciałam żeby miała luźno bez ściskania niepotrzebnie, trzymałam na kolanach żeby ją widzieć i prosić żeby wytrzymała. A ona mimo wielkiego bólu i cierpienia wyszła o swoich siłach z transporterka pokicala na moje kolana oparła zmęczona głowę o moja rękę i leżała, wiec ją głaskałam delikatnie, dotykałam uszów i wąsików tam gdzie lubiła siedziałyśmy tak do otwarcia kliniki, potem podstawiłam jej transportem i sama weszła bez słowa wiec pędzę do kliniki i zaraz mnie wszyscy obsługują na szpitalu co się dzieje, kiedy otworzyły transporterem i wyciągnęły Dizla widziałam ze jest zagubiony, przestraszony chciał ciszy i spokoju a ja go jeszcze ratowałem, podczas badań zamiast bobkow z odbytu wylatywała z niego galaretka zaczęłam płakać pytać co się dzieje, potwierdzenie tylko niskiej temperatury królik na skraju życia odwodniony itp wiec zostawiam go pod opieka licząc ze jesscze po nią wrócę. I właśnie 18;50 telefon, mam obawy ale odbieram...-Halo, z tej strony przychodnia, niestety nie mam dobrych wiadomości... Dizel odeszła.. tego nie zapomnę do końca życia serce mi stanęło oczy pełne łez, przepraszam malutka ! Tak bardzo wierzyłam ze tym razem uda Ci się z tego wyjść. Jadę po nią odebrać nie chciałam jej zostawiać. Zachodzę na miejsce jedna z osób bierze mnie do szpitala a tam na stole już neseserek i widzę ze leży zawinięta nie rusza się, nie kopie, nie protestuje, taka spokojna.. dowiaduje się ze przez zatkanie. Przez zęby które miała pilnie mieć usuniete ( operacje miała mieć w poniedziałek ale w niedziele przez zatkanie zostało to przesunięte na kolejny poniedziałek) rozszczelnienie żołądek, powiększona przepona ucisk na narządach stad trudności z oddychaniem, prawdopodobnie zapalenie jelit i stad ten śluz, nie zdążyły zeobic dodatkowych badań bo Dizel miała często duszności, była podłączona do kroplówki na macie grzewczej i jeszcze miała podawany tlen, w pewnym momencie przestała oddychac dziewczyny udzieliły pierwszej pomocy, reanimują ale ona nie wraca... w końcu pozwoliły jej odejść bo nawet adrenalina nic nie dawała. A ja teraz stoje i staram się nie płakać. Dziękowałam zespołowi ze byli z nią do końca, ze miała dobra opiekę żegnam się ze wszystkimi i wracam. Trzymam transporterek jest ciężki ale nikt się w nim nie rusza, ucisk serca w samochodzie wybuch płaczu, dlaczego odeszłaś !? Przepraszam ! W domu otwieram i patrzę na Ciebie głaszcze ostatni raz, futerku już nie jest mięciutkie a ty nie oddychasz noe ruszasz się, nie ma Cię...cdn
Becislaw B
Cnd2 Rano wysprzątalam cała klatkę z bólem w sercu wyrzuciłam wszystko, w ogrodzie już wybrałam dla niej miejsce, wykopaliśmy dół wzięłam jej ostatnie siano którego nie zdążyła zjeść i wykładam ładne gniazdko potem znowu biorę moja kruszynkę i wyciągam całą i myśle sobie dam radę, widzę ze na łapce jeszcze zostały wenflony itp ale zostawiam, zostawiam jak było, kładę ją na tym sianki... ten zapach siana delikatny zawsze kojarzący się z nią, układam ją wyglada jakby spała, nie udało mi się oczow zamknąć, puste, czarne a miała piękne błękitne, głaszcze ja ostatni raz, zakrywam reszta siana. Zakopuje delikatnie przysypuwalam ziemia, zaczynam czuć lekka ulgę, byliśmy razem 6 lat byłam z Tobą od początku do końca. Posadziłam kwiatka posprzątałam w koło, stoje koło kwiatka i patrzę, patrzę i widzę Ciebie jak wolna i zdrowa borykasz po ogrodzie jak kiedyś z tą różnica że nie muszę już Cie pilnować. Wiec odchodzę i Cię zostawiam
Becislaw B
Dziękuje ze miałam okazje się z Tobą pożegnać, pocieszałas mnie do samego końca, nigdy tego nie zapomnę. Tak bardzo za Tobą tęsknie, nie ma dnia żebym nie oglądała wszystkich twoich zdjęc. Nie umiem się przywyczaić, nie ma dla kogo wstawać, nie mam dla kogo funkcjonować, zawsze byłaś najważniejsze w moim życiu a teraz Cię nie ma w nim i nie potrafię się pozbierać. Przepraszam ze takie długie, była jedynym zwierzątkiem które miałam od początku do samego końca, mam wyrzuty, ze w ten czwartek jej nie zawiozłam ze czuła się dobrze, ale to była przykrywka a potem taki stan, odwrót o 180 mam wyrzuty sumienia ze za późno wstałam, ze nie zeszłam rano jak zawsze tylko trochę później ;-; Bądź szczęśliwa za tęczowym mostem, będę o Tobie pamiętać ! Kochałam Cię całym sercem Puszaczku i ciężko będzie mi się naprawdę pozbierać. Wszystkich którzy dotrwali do końca bardzo dziękuje, powyższe kondolencje wasze oposy bardzo utrzymują na duchu, to jest najgorszy etap do przejścia, najgorszy bo przechodzimy go sami, bez naszych pociech i jest naprawdę ciężko. Trzymajcie się ciepło, jest mi tak bardzo przykro jak wam, i wierze, ze kiedyś ten ból bedzie mniejszy, wszystkich was ściskam!
Magdas
Smutek żal tęsknota do końca życia.To nasza zaplata za miłość. Ja do tej pory się nie pozbierałam nie potrafię. Żyje jakoś ale to już nie to samo niestety.
Magdas
Dobrze że jest to forum. Mnie bardzo pomaga bo wiem że jest nas tak dużo i nie jestem sama w cierpieniu. Jak czytam Wasze wypowiedzi to płacze za każdym razem. I też cieszę się że nasze zwierzaczki miały cudowne życie i były tak bardzo kochane. Moje kotki żyły długo i też się ciesze z tego powodu. Nie każde zwierzątko miało szczęście trafić na nas. Jak sobie pomyślę jak ludzie traktuja zwierzęta to mi się niedobrze robi. Ludzie nie musicie kochać zwierząt ale nie macie prawda się znęcać nad nimi. A tu są wszyscy dobrzy ludzie co traktuje je jak swoją rodzinę. Moje koteczki to moje coreczki które będę kochała do końca życia. I te które umarły i ta która obecnie mam. Całuski dla Wszystkich.
Ewa
Mija miesiac i szesnascie dni jak odszedł moj buldozek francuski Zginął smiercia tragiczna miał dopiero połtora roku i był całym moim swiatem jak i reszta moich zwierzakow W sobote musiałam podjac decyzje o uspieniu Alexa owczarka niemieckiego ktoey był z nami dziewięć lat przegrał walke z chłonniakiem W jednym miesiacu odeszło dwoje moich przyjacioł Pozostał smutek ogromny tesknota i żal.. Zostały jeszcze dwa przygarniete kundelk i koty Tylko dla nich mam siłe zaczynac kazdy nowy dzien..
Ewa
Mija miesiac i szesnascie dni jak odszedł moj buldozek francuski Zginął smiercia tragiczna miał dopiero połtora roku i był całym moim swiatem jak i reszta moich zwierzakow W sobote musiałam podjac decyzje o uspieniu Alexa owczarka niemieckiego ktoey był z nami dziewięć lat przegrał walke z chłonniakiem W jednym miesiacu odeszło dwoje moich przyjacioł Pozostał smutek ogromny tesknota i żal.. Zostały jeszcze dwa przygarniete kundelk i koty Tylko dla nich mam siłe zaczynac kazdy nowy dzien..
Ewa
Mija miesiac i szesnascie dni jak odszedł moj buldozek francuski Zginął smiercia tragiczna miał dopiero połtora roku i był całym moim swiatem jak i reszta moich zwierzakow W sobote musiałam podjac decyzje o uspieniu Alexa owczarka niemieckiego ktoey był z nami dziewięć lat przegrał walke z chłonniakiem W jednym miesiacu odeszło dwoje moich przyjacioł Pozostał smutek ogromny tesknota i żal.. Zostały jeszcze dwa przygarniete kundelk i koty Tylko dla nich mam siłe zaczynac kazdy nowy dzien..
Ewa.A.
Mija miesiac i szesc dni jak odszedł na zawsze moj najukochanszy buldozezek francuski Zginał smiercia tragiczna a moje zycie w tym dniu zmieniło sie na zawsze Spejsik jak miał siedem miesiecy zachorował na zapalenie mozdrzku Walczyłam o niego dwa tygodnie Wyszedł z tego ale zostaly drobne sprawy neurologiczne Jezdzilismy na rechabilitacje szeptalismy do ucha ze musi walczyc dla siebie dla nas ze tak bardzo kochamy. Był dzielny i wracał do normalnosci. 20 marca wybiegł za kotem i juz nigdy nie wrocił.Została rozpacz zal i obwinianie sie ze dlaczego nik t za nim nie wyszedł. W sobote musielismy podjac straszna decyzję o uspieniu Alexa owczarka niemieckiego miał 9 lat Przegral walke z chłonniakiem. Od soboty Spejson jest juz ze swoim najlepszym przyjacielem Pewnie razem broja jak to mieli w zwyczaky A my tak bardzo cierpimy .. Mamy jeszcze dwa przygarniete kundelki i kilka kotow tez trafiły z koszmarnych warunkow. To dla nich mam jeszcze siłe wstawac kazdego ranka bo nez nas nie ma ich. Nie mam juz łez zeby płakac Tak bardzo was kochamy Żegnajcie na jakis czas Spejsiku Aleksie Kochamy na zawsze
AmelaW
26 kwietnia umarła nagle moja kotka. W nocy zaczęła głośno krzyczeć, tak krzyczeć, nie miauczeć. Po czterech takich okrzykach bólu odeszła na zawsze. Wcześniej normalnie się zachowywała, jadła, myła się, nie była apatyczna, nic nie wskazywało na to, że coś ją boli, że tak się nagle może stać. Od zawsze dużo piła, ale ona zawsze lubiła krany z bieżącą wodą. Robiliśmy wtedy badania i nic nie wskazywało na choroby nerek. Lekarz mówił, że nie jest odwodniona. Trochę wymiotowała, odkłaczaliśmy ją, zmieniłam jej pastę na taki proszek, który jest o wiele zdrowszy. Zwymiotowała kłaki. Jak ja się wtedy ucieszyłam... Stwierdziłam, ze to dobra droga. Wydawała mi się jednak trochę chudsza... Ale zawsze charakterna, zadziorna, pełna życia, skupiająca uwagę na sobie. Dlaczego nie poszłam po roku na badania, tak jak trzeba? To poczucie winy już nigdy mnie nie opuści. Skremowaliśmy ją, lekarz obecny przy kremacji, zauważył nowotwór w tkankach miękkich, ale niezbyt rozległy. Ja mam podejrzenia ze może to wskutek zakłaczenia, które chciałam zniwelować na własną rękę. Przepraszam Cię Maleńka. Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.
bszary2410@wp.pl
Grażyna Turzynska . Kotek mógł mieć cukrzyce i przez retinopatię kulał . Przez cukrzyce wysiadły nereczki
Małgorzata Czarnecka
Trzy dni temu pożegnałam moją najukochańszą Kitusię.Była ze mną 12 lat.Pół roku temu zdiagnozowamo u Niej niewydolność nerek.Zaczęliśmy walkę z tą okropną chorobą.Codzienne.kroplówki bardzo dzielnie znosiła,choć kreatynina i mocznik były dużo poza normą,moje serduszko czuło się dobrze.Aż tydzien temu przyszedł kryzys,kicia odmawiała jedzenia,picia,była coraz słabsza,wcześniej calymi dniami była przy mnie a teraz się izolowała.Z wysokiego mocznika dostała zapalenia żołądka i przełyku.Wyniki kreatyniny i moczu poszły w górę o 100%.Kroplówki zaczęły robić obrzęki i się nie wchłaniały,nerki produkowały coraz mniej moczu.Przez dwa dni woziłam Ją na całe dnie na kroplówki dożylne+frosemid,niestety moczu było dalej coraz mniej,kicia miała problemy z przełykaniem.Drugiego dnia,kiedy mialam po Nią jechać,dostałam tel od wet,że musi uśpić kiciunie,ponieważ dostała ataku mocznicowego,zaczynały się problemy neurologiczne.Dojechałam do lecznicy w ostatniej chwili.Moje serduszko leżało pod tlenem,miała podany relanium.Wet powiedział,że to już koniec,niema ratunku,pożegnałam się z moją iskierką,przytuliłam do Niej i poczułam ostatni oddech;(((Tak bardzo jest mi z tym źle,nie potrafię się z tym pogodzić,że juz Jej niema.Codziennie ze mną spała,uwielbiała się przytulać.Była najwierniejszą przyjaciółką.Nie potrafię bez niej żyć.Cały czas biję się z myślami,czy dobrze zrobiłam,podejmując tą najtrudniejszą decyzję.......;((((((Czikuniu,Kochanie,biegaj szczęśliwie za tęczowym mostem;(((
Iza
3.5.2021 uspilismy nasza 16 letnia suczke - czuje jakby ktoś mi wyrwal serce czuje się taka winna ze poszła ze mną bo mi ufała a ja ją uśpiłam. Nie umiem sobie poradzić z poczuciem winy choc wiem ze byla bardzo chora nie mogła chodzić miała liczne infekcje i nie kontrolowała juz nawet swoich potrzeb fizjologicznych, ja nie umiem sobie z tym poradzić.wciaz mam wrażenie że zaraz wyskoczy z za rogu i będzie macha ogonem ze bedzie czekac na mnie pod drzwiami gdy wrócę z pracy .
Grażyna Turzyńska
Do bszary2410@wp.pl Dzięki, że zainteresowałeś się smutnym losem mojej kotki. Sprawdziłam wyniki cukier był trochę podwyższony, ale nie na tyle, żeby było to powodem kulenia. Glukoza wynosiła 8,60 a norma to 3,05-6,1 mmol/L. Weterynarz widział wynik. Natomiast kreatynina dzień przed uśpieniem wynosiła 225,10 a norma 1-168 umol/l a mocznik 19,30 a norma 5-11,3 mmol/L. Także wyniki wcale nie były tragiczne, a kot umierający. Niedawno dowiedziałam się od innego weterynarza, że nie ufają naszym laboratoriom, gdyż nie stosują odpowiednich odczynników czy czegoś podobnego i wysyłają wyniki badań do analizy do Niemiec. Koszt takiego badania to 180 PLN a w Polsce 150 PLN. Gdybym wcześniej o tym wiedziała to bym zrobiła badania w Niemczech. Teraz przy drugiej kotce tak zrobię, gdyż ma 14 lat i nadczynność tarczycy i podwyższone parametry wątrobowe. Podaję jej 2 razy dziennie Apelkę i Hepatiale forte. Ale co jakiś czas trzeba kontrolować krew czy podaje się odpowiednią dawkę Apelki, żeby nie przesadzić. Cały czas nie mogę sobie z tym poradzić, że Nikitki już nie ma, że może za mało zrobiłam i nie trzeba było ufać jednemu weterynarzowi , chociaż ma bardzo dobrą opinię w rejonie i szukać potwierdzenia u innego.
Cozadzien
Dzisiaj pożegnałem jedną ze swoich świnek morskich. Była przecudnym rudym us teddy. Jedna z niewielu które żywo cieszyły się na kontakt, straszny łasuch. Śmierć świnek jest nagła, żegnalem wiele, ale ta nie była stara czy schorowana. Miała ledwo 3 lata i kilka msc. Wybieg dla świnek jest w sypialni mojej i narzeczonej. Są dla nas jak małe siostrzyczki. W nocy podejrzewałem, że coś jest nie tak, nie do końca widać było że jest chora, po prostu nie wyszła po jedzenie, a zawsze pierwsza leciała i domagała się smakołyków zajrzałem do niej, wydawała się ok, może ciut markotna, sam już nie wiem. Mam straszne wyrzuty że mogłem coś zrobić, pojechać z nią, ale zbagatelizowałem sprawe. Ustawiłem budzik na wcześnie rano by sprawdzić czy dalej będzie marudna, a ona już nie żyła. Nie umiem sobie teraz wybaczyć. Cały dzień mam złamane serce. Staram się wypełniać obowiązki w pracy, ale do niczego nie mam głowy. Po prostu myślę, że gdybym w nocy nie racjonalizował sobie, że pewnie jest śpiąca czy najedzona to może... może właśnie bym ją karmił i śmiał się, że ledwo była u weterynarza i już jest głodna. A tak będę z tym teraz żył i dręczył siebie. Wiem, że to minie, wiem, że każdy ma to w głębokim poważaniu. Tak cholernie mi teraz źle i nic na świecie nie może mnie pocieszyć, dać jakąś ulgę. Trzeba wstać i żyć dalej, same obowiązki w ciągu dnia. Chciałbym tak zasnąć i obudzić się jak cały ten ból minie. Ludzie myślą, że to psy i koty, a reszta to takie ot zabawki, nic bardziej mylnego. Każda świnka jest inna, ma inny charakter, lubi co innego. Ta była wspaniała w każdym wymiarze. Dzisiaj świat jest dla mnie tak pustym i okrutnym miejscem, to nie jest miejsce dla wrażliwych ludzi. Przeczytałem wasze komentarze, mogę tylko powiedzieć, że to co piszecie świadczy o waszym głębokim człowieczeństwie i ogromnej miłość i którą w sobie macie.
Beata Sz
Do Grażyna Turzyńska Mój Mruczuś przy normie 100-130 miał 170 glukozę i miał neuropatię . Niestety lekarz leczył go na reumatyzm , bagatelizował inne objawy - dużo siusial , pił ... Był osłabiony - lekarz twierdził , ze to stawy . Nigdy później nie zrobił już badania glukozy , ani porządnego moczu - mocz był badany paskiem , wiec nie było ciężaru właściwego moczu , który by wskazywał cukrzyce . Dopiero jak Mruczek przestał jesc, na moja prośbę zrobił cała biochemię . Wyszedł wysoki cukier , nerki zniszczone . Zdążyliśmy tylko na 1 kroplówkę . Po odebraniu Mruczka z kroplówki był już stan beznadziejny . Jego lekarz nawet ode mnie nie odebrał tel . - była 21 godz . Lekarka , która przyjechała pomoc mu odejść - stracił już przytomność - z wyników sprzed 8 mięs wywnioskowała cukrzyce . I wszystko zaczęło się zgadzać - kulawizny , osłabienie , siisianie , picie , chodzenie na całej łapce .. Na wszystko było już za późno , a ja zostałam z poczuciem winy na całe życie. Żałuje , ze nigdzie nie zgłosiłam niedbalego leczenia , że oddałam go ten ostatni dzień na te kroplówki / tęsknił za mną - miauczał / dziś pozostaje mi tylko złamane serce . Mruczek był w typie maine coone - miał około 9 lat .
Beata Sz
Do Grażyna Turzyńska Zapomniałam napisać , że tych ostatnich wyników mi nie oddano - powiedziano mi tylko w rejestracji , że Mruczek ma bardzo wysoki cukier i tragiczny stan nerek i mam na drugi dzień zaczacc kroplówki . Bardzo dużo zaniedbań , niewłaściwych badań - , nietrafione diagnozy . Żałuje tak jak Ty , że nie poszłam do innego weta ale Mruczek był już i tak zestresowany ciągłymi wizytami w lecznicy - dostawał środki przeciwbólowe bo kulał Ciagle ...i nie chciałam go dodatkowo sterować innym wetem . Dziś wiem , że to mój największy błąd . Mruczek odszedł 1/5 roku temu . Mój największy przyjaciel . Została mi Jego współtowarzyszka - kotka Kubusia - 9 lat / wyniki wzorcowe .
Grażyna Turzyńska
Dziękuję Ci Beato za kontakt. Nic już nie zrobimy, czasu nie cofniemy ale zostaliśmy o to doświadczenie bogatsi i może bardziej czujnie będziemy patrzeć na ręce weterynarzy. Tak Ty przy twoim drugim przyjacielu jak i ja przy mojej Mikuni. Ostatnio byłam z nią u weta , ale u innego niż chodziłam z Nikitką, bo strasznie drapała się w okolicach uszu. Bałam się, że to jakiś nie daj Boże świerzb czy inne cholerstwo ale okazało się, że to uczulenie na jedzenie ale ja doczytałam też, że to może mieć związek z nadczynnością tarczycy. Koty są bardziej pobudzone, wylizują i wydrapują sobie do krwi miejsca na ciele i to by się zgadzało bo moja kotka tak ma. Kocham ją nad życie i codziennie dziękuję Bogu, że ją mama i szepczę jej do ucha, żeby była z nami jak najdłużej. Cieszę się każdą chwilą, bo wiem, że nasz wspólny czas się kurczy. Wracając do wizyty u weta- sprawdziła pod mikroskopem i nic grożnego nie widziała. Dała do uszu maść i chciała dać zastrzyki przeciwbólowe ale prosiłam, że jeśli mają tylko ją uspokoić to może lepiej nie dawać, bo bardzo boję się żeby nie uszkodzić jej nerek. Potwierdziła, że rzeczywiście może lepiej nie dawać zastrzyku. Teraz jestem bardziej czujna. Nie pozwolę skrzywdzić mojego kotka. Niech ta śmierć Nikitki będzie nauczką, że mimo wszystko trzeba mieć do lekarzy ograniczone zaufanie. Dla nich to tylko kolejne zwierzę do uśpienia a dla nas ból i żal na długi czas a może do końca życia. Pozdrawiam Wszyskich a Ciebie Beato szczególnie.
Beata
Dziękuję Ci Grażynko za te słowa. Czasem trzeba się ze swoim bólem z kimś podzielić . I wiedzieć , że człowiek nie jest z tym sam . Pozdrawiam Cię cieplutko
Ewa
Dzisiaj zmarł nasz 13 letni Alfi.king Charles Daniel cavalier, wierny czuły i kochający.chorowal od ponad roku na serce i płuca.3 tygodnie temu odratowany kroplówka lecz starosc i choroba go pokonały.na szczęście zasnął cichutko przy mnie. Obeszło się bez bólu, konwulsji, eutanazja.milosc ktora dawała byl nieziemska bardzo tesknie i nadal nie mogę ufać ze go nie ma. Pozdrawiam wszystkich planujących swoich czworonoznych członków rodziny.
Ewa .A
Czy to kiedys minie? Czy bedzie jeszcze normalnie? Jest mi tak ciezko kazdego dnia zasypiam myslac o moim małym przyjacielu Budzac sie tak samo I jescze te nocki kiedy sie obudzę i mysle dlaczego pan Bog mi go zabrał Mojego małego Spejsika miał dopiero półtora roku Tak bardzo boli nic niejest lzej..
Magdas
U mnie minęła już kilka miesięcy od śmierci moich koteczkow Zuziuni i Tosiuni i co jest bardzo ciężko cały czas. Myślę o Nich i płaczę codziennie i tak już będzie do końca życia.
Janusz
Dzisiaj musiałem podjąć decyzję o uśpieniu naszego kochanego psiaka Homera który był z nami 14lat,zastanawiam się czy nie lepiej by było aby umarł w domu. Nie mogę się z tym pogodzić.
Grażyna Turzyńska
Jak każdy z nas na tym blogu nie możemy się z tym pogodzić. Myślę podobnie jak Ty Janusz i mam wyrzuty sumienia, że przerwałam to gasnące życie. W moim przypadku kotka. Wczoraj minęły 3 miesiące od uśpienia a ja nadal nie mogę dojść do siebie i bardzo tęsknię za moją Nikitką.
Magdas
A ja jak czytam kochani Wasze wypowiedzi to cieszę się moja Zuziunia umarła sama w domku na moim łóżku. Tyle osób mi mówiła żeby ją uśpić a ja byłam uparta. Otoczylam ja razem z córką opieka i nie żałuję. Inaczej bym oszalała. Tosienka moja odeszła nagle. Dwa równe miesiące po Zuziuni. Wiecie jak mi było źle. Myślałam że zwariuje.
Ewa.A.
My po smierci naszych psiakow Spejsika i Aleksa dalismy dom adopciakom ktore miały trafic do schroniska poniewaz starszy pan nie miał rodziny i trafi do domu opieki Od tygodnia sa z nami Wera i Igor Ktore wniosły dużo chaosu i radosci Jednak smutek po stracie tamtych psiakow jest caly czas bardzo duzy Nie ma dnia zebym nie plakala za moim malenstwem spejsikiem i alexem.My co tak bardzo kochamy psiaki koty i inne zwierzaczki mamy ciezej w zyciu Kazdrgo dnia trzeba godzic sie z ta wielka strata naszych przyjaciol
Monika
dziś mija miesiąc odkąd jestem sama bez mojego kochanego koteczka Polly. Nie ma chwili abym o Nim nie myślała , nie ma dnia abym za Polly nie płakała...ból nie mija i nie wiem kiedy czas zagoi moje zranione serce. Wszędzie widzę mojego koteczka, czekam co noc aby położył się obok mnie jak to robił przez 13 naszych wspólnych lat. Oddałabym wiele aby mógł wrócić do mnie choć na chwilę. Tak bardzo tęsknię za Polly i nie potrafię sobie w tym cierpieniu pomóc.
Ewa.A.
Do Moniki Tak bardzo rozumiem co czujesz Ja tez tak bardzo tesknie za moim małym aniołkiem.Kazdy dzien bez niego wydaje mi sie bez sensu stracony.Tez bym oddała wszystko zeby moc chociaz jeszcze raz go zobaczyć przytulić pozegnac sie. Mi nie było to dane bo Spejson zginął tragicznie. Miał dopiero półtora roku. Wszyscy na tym forum pisza ze trzeba nauczyc sie zyc z ta tesknota ze rana nie zagoi sie nigdy troche zablizni i tak do konca.Mnie pociesza to ze wierzę ze sie spotkamy i bedziemy juz zawsxe razem.
Ewa.A.
Do Moniki Tak bardzo rozumiem co czujesz Ja tez tak bardzo tesknie za moim małym aniołkiem.Kazdy dzien bez niego wydaje mi sie bez sensu stracony.Tez bym oddała wszystko zeby moc chociaz jeszcze raz go zobaczyć przytulić pozegnac sie. Mi nie było to dane bo Spejson zginął tragicznie. Miał dopiero półtora roku. Wszyscy na tym forum pisza ze trzeba nauczyc sie zyc z ta tesknota ze rana nie zagoi sie nigdy troche zablizni i tak do konca.Mnie pociesza to ze wierzę ze sie spotkamy i bedziemy juz zawsxe razem.
Monika K.
Moja Kikusia miała 14 lat, zmarła 16 maja 2021 r. Minął tydzień a ja ledwo staję z łóżka..cały czas zastanawiam się czy zrobiłam wszystko co możliwe by Ją uratować, czytam artykuły..porównuję.. Najgorsze, że widzę kotka w każdym miejscu..wydaje mi się, że Ją słyszę.. Kardiomiopatia ..nie wykryta wcześniej..usg serca nic nie wykazywało, dopiero jak miała wodę w płucach lekarz wdrożył leki na serce i usunięcie płynu..Wydawało się, że jest poprawa..leczenie szło w dobrą stronę...i ogromna strata. Pocieszeniem jest to, że byłam przy niej w tej strasznej chwili...zdążyłam się pożegnać, ale tak bardzo bym chciała by przy mnie była.
Magdas
Moniko moje oba koteczki umarły na kardiomiopatie. Pisałam już o tym.Zuzia miała zdiagnozowana umierała powoli. Tosienka nagle parę godzin i mimo pomocy umarła. 26 lipca Zuziunia i 26 września Antoninka 2020r. Jest mi ciężko do tej pory.Mam teraz Stefcia która mi bardzo pomaga. Miałam kiedyś pekińczyka miała na imię Kikunia miała 12 lat jak umarła. Ciężko jest jak żegna się zwierzątko. Ja swoje kotki traktowałam jak takie małe córeczki.A teraz ból żal smutek i ogromna tęsknota została do końca życia.
Monika K.
Dziękuję Magdas. Jestem tak rozbita, że co chwilę płaczę, nie mogę jeść..choć wiem, że muszę. Mąż z synem cieszą się, że zjadłam miseczkę zupy. Spać nie mogę..a zawsze byłam śpiochem...a przy koteczce to jeszcze bardziej..Ledwo wstaję z łóżka a muszę chodzić do pracy...(w szkole)...hałas i 100 pytań do.. (może to dobrze?) Widzę po tym blogu, że są ludzie wrażliwi jak ja...i że rozumieją ten smutek i żal..i pytania, czy zrobiłam wszytko co się dało? analizuję, szukam momentu, w którym można było te leki na serce podać wcześniej.. Wiem, że może zbyt mocno to wszystko analizuję, ale nie mogę się pogodzić z Jej stratą...14 lat to sporo ale jakże mało..mogła przecież jeszcze pożyć..
Magdas
Moniko też pracuje w szkole. Tosia umarła w sobotę wieczorem a w poniedziałek ledwo wstałam do pracy. Oczy spuchnięte miałam od płaczu ledwo żyłam. Będzie lepiej ale nigdy tak samo. I uwierz mi nic nie moglas zrobić. Ta choroba jest wyrokiem.Moja Zuziunia była leczona co jakiś czas odrywały się jej skrzepy i dostawała bezwładu. Trwało to prawie pół roku. Miła opiekę lepsza niż niejeden człowiek. Ale nie chciałam jej uśpić za bardzo ja kocham. Czekałam aż sama umrze ale nie cierpiała fizycznie. Tosia odrazu umarła. Sama śmierć była jak u Zuzi. Tyle miesięcy już a ja płaczę codziennie. Mam ich zdjęcia stoją tam kwiatki i palę lampeczke. Mam gdzieś co myślą inni mi jest lżej. Mam Stefcie teraz też persika jak Zuziunia i Tosienka bardzo ja kocham ale inaczej.Moniko potrzebujesz czasu ale nigdy tak naprawdę ból nie minie przynajmniej u mnie tak jest. Moje kotki były bardzo zżyte ze mną. Zuzia żyła 17 lat i 7 miesięcy a Tosia niecała 13.Caluje Cię mocno.
Monika K.
Bardzo Ci dziękuję...to już 9 dni bez Niej...my pochowaliśmy w "Tęczowej Krainie", ma swoje miejsce wśród innych zwierząt. Jak patrze na zdjęcia i filmy...to mimo, że łzy lecą ciurkiem ...to mi lżej, bo widzę jaka była szczęśliwa i kochana. Ciągle zaglądam w miejsca gdzie przebywała, nasłuchuję czy idzie...pocieszam się, że już nie cierpi. A z pracą ..wiadomo..trza robić swoje...gdy w poniedziałek zobaczyła mnie P. dyrektor leki chciała mi dawać na ciśnienie - musiałam naprawdę źle wyglądać. Mąż i syn chcą bym niedługo wzięła jakieś zwierzę do domu, bym zajęła myśli i czas. Czy jestem gotowa - nie. Tak jak napisałaś minie sporo czasu...a i tak nie da się zastąpić Kitusi. Wiem, że jest dużo wspaniałych istnień, które potrzebują domu.. Przeżyłaś podwójną stratę w krótkim czasie...mam nadzieję, Stefcia choć w części koi Twój ból. Bardzo mi pomogłaś, dziękuję...
Magdas
Moniko jeszcze za wcześnie ale za jakiś czas weź kotka on Ci pomoże. Mi dzięki Stefusi chce się wracać do domu. Jak to pisze to płacze. Tak bardzo żal że coś się skończyło i juz nie będzie tak samo. Tym bardziej że ja jestem na codzien sama. Mąż z synek wyjeżdżają do pracy na trzy tygodnie a córka jest na studiach i pracuje w Łodzi i też jej nie ma. A ja sama więc ze Stefcia jest mi lżej i weselnej. I wiesz miło jest wiedzieć że jest tylu ludzi ci kochają kotki. To kochane wspaniałe i mądre zwierzątka. I są tylko dla wybrańców.
Monika K.
To tak jak i ja...mąż z synem jeżdżą ciężarówkami..2, 3 tygodnie. Dzisiaj mija 10 dni, próbuję pracować, coś robić w domu... ale ciągle ten żal i pytania..zasypiam z płaczem i ciągle o Niej myślę...
Monika K.
Ten ostatni rok trudny...ale mówiłam, że mi dobrze, że żadna pandemia nie jest mi straszna, bo mam Ją.
Magdas
Ja o pandemii nie myślałam wogole bo 4 marca 2020r. Zuziunia zachorowała. I zaczęła się walka o Jej życie i o komfort życia żeby było jak najlepsze. Była biedna chora i niewidoma już od roku i chciała żyć. Cieszyła się jak się z Nią siedziało jadła zupki dla dzieci strzykawka. Była w pampersie i po 3 miesiącach paraliżu wstała i chodziła. Ale znowu zakrzep i płyn w płucach parę razy. Zuzia miała opieka 24 godziny na dobę bo zdalne nauczanie więc byłyśmy z córką w domu. I tak odchodziło moje biedactwo powoli. A Tosia już pisałam nagle parę godzin mimo pomocy umarła. Kardiomiopatia to wyrok dla kotka. Kotka mojej koleżanki też na to zachorowała ale ona ja uśpiła bo lekarz powiedział że tak będzie lepiej. A ja chciałam żeby moja Zuziunia sama umarła. Nie potrafiłam inaczej. Drugi raz też bym tak postąpiła.
Monika K.
Ja też nie zdecydowałabym się na uśpienie..., ale wiem, że bywa różnie. Podziwiam, że tak o Nią walczyłyście. Ja w strzykawce wodę podawałam...ale tydzień przed...piła z miseczki. U mojej ten płyn w płucach spadał..zastanawiam się, czy gdyby diagnoza była wcześniej, leki wprowadzone wcześniej...wiem teraz i tak za późno. Byłam dzisiaj na cmentarzu, zaniosłam polne kwiaty...spłakałam się i tyle...serce mnie boli - dosłownie..liczę dni bez Niej..12.
Love1500sto900
Wszyscy koty psy chomiki a ja ? Musiałam uśpić Melke.. moja koze ;( tak kozę.. kochałam ja bardzo tuliła się, jak opowiadałam jej coś to kładła się i słuchała, jak by rozumiała co mówię.. tak bardzo tęsknię ;(
Monika K.
To, że Twoje cudowności było kozą....i co z tego..najważniejsze, że kochałyście się nawzajem. Zwierzęta zawsze nas rozumieją i tak jak one, to nikt nas nie wysłucha...wspieram Cię w bólu...każdy kto tu napisał jest wrażliwym człowiekiem i rozumie co przechodzisz. Ta tęsknota jest najgorsza....mojej Kitusi nie ma już 16 dni.
Ewa.A.
Wszyscy na tym forum tesknia za przyjacielem Czy to wazne czy to koza kot czy pies chomik krolik itd Dobrze ze jest gdzie podzielc sie tym bolem Zobaczyc ile jest osób co kochaja zwierzeta tak bardzo Co wpis to tak bardzo wzruszajaca historia Czytam te wpisy kiedy tak bardzo tesknie zs moim Spejsikiem choc trochę jest mi lzej
Karolina
Wczoraj 31 maja 2021 musielismy uspic nasza kochana suczke airedale terier Tebunie liczne choroby w tym 5 operacji i rak z ktorym dzielnie walczyla wycienczyly moje malenstwo. Moje serce rozsypalo sie na tysiace kawalkow. Te 15 lat ktore bylo nam dane skonczylo sie w jednej chwili. Ciagle nie moge sie pogodzic z tym, ze jej juz nie ma. Pozostalo mi ogladanie filmikow i zdjec z moim skarbem. Tak bardzo mi jej brakuje.
Monika K.
Współczuję straty...
Ktos
Mój piesek odszedł ok 3 tyg temu bardzo tęsknię za nim był dla mnie jak dziecko którego nie mam musiałam podjąć decyzję o uśpieniu miał kardiopatie wiem że się męczył miał podawany tlen bo nie mógł oddać był najlepszym osemy jakiekolwiek miałam pomimo 3 tyg widzę go wszędzie brakuje mi spacerów więc idę sama by rytuał był w ten dzień jak odszedł nie mogłam być z nim przez pandemię jest bardzo ciężko nawet myślę że to nie normalne wczoraj napotkałam 2 pieski gdzie moja niunia uwielbiała się z nimi bawić łzy same płynęły jest bardzo ciężko chciałam go zabrać do kraju gdzie wracam za 2 lata musiał się urodzić w Kanadzie i zostać w Kanadzie. Takie miałam plany a on odszedł - morze łez tak bardzo tęsknię wiem że kupię następnego ale będę go kochać za zdwoje Wiem że będzie inny ten był jedyny ale dam mu większą miłość bo mam żal że mojemu pimposzkowi nie pokazałam wystarczająco mojej miłości pomimo że był powyżej mojego męża. kochuje paniusia mysia
Monika K.
Czas mija...ale czy jest lepiej...nie sądzę...Mąż mówi byśmy się przeprowadzili, a ja mam tyle wspomnień. To już 22 dni..Łzy lecą mi codziennie.. Współczuję..
Magdas
Moniko i tak już będzie myślę że do końca życia. W lipcu będzie rok jak umarła moja Zuziunia a ja codziennie o Niej myślą płacze. I moja kochana Tosia. Tak mi smutno ale nie cofniemy czasu. Dziś od rana szaleje moja Stefcia jest taka kochana. Teraz jest inaczej ale dobrze że Ja mam i tez kocham Ją bardzo.
Agnieszka
Wczoraj musiałam uśpić mojego psa Hektora , we wrześniu by miał 12 lat , od 4 lat chorował na zwyrodnienia i dostawał sterydy , okazało się że wyleciał mu dysk,choć był na lekach , tak bardzo płakał i szczekał tak żałośnie , bo go bolało ,robiłam wszystko ale się nie udało , z jednej strony chciałam go mieć przy sobie ,z drugiej wiedziałam jak cierpi , była to najtrudniejsza decyzja dla mnie ,tłumaczę sobie że mu teraz lepiej , że jest szczęśliwy , a gdy zamykam oczy widzę jego mordkę , wszystko w domu mi go przypomina , zawsze mówiłam że jest miłością mojego życia do niego , a najgorsze jest to że nigdy już go nie przytulę , ból , pustka i cisza jest niesamowita jaka się odczuwa , wiem że zostały piękne wspomnienia ,ale gdybym miała te lata jeszcze raz przeżyć ,zrobiła bym to . Tak bardzo tęsknię .
Monika K.
Bardzo Ci Magdas dziękuję...ostatnio jesteś moją opoką...zaglądam tu codziennie. Masz rację, że tak już zostanie do końca życia...Rozmawiając z osobami, które straciły swoje cudeńka, jakby lżej..wspierają mnie. Rozmowy pomagają... Agnieszko rozmawiaj, wspominaj...i nadal kochaj...
Ewa.A.
Moj Spejsik odszedł prawie trzy miesiace temu A bol jest wciaz taki sam Tak bardzo tesknie za moja mała myszka ze sa dni ze niechce mi sie zyc bo kazdy dzien bez niego jest taki smutny .
Magdas
Kochana i nawzajem. Musimy sobie pomagać i choć dobrym słowem wspierać.My tu wszyscy cierpimy i wiemy że nie jesteśmy w tym sami. Dobrze jest też wiedzieć że tyle ludzi kocha swoje Skarby nawet po ich śmierci. Ja tęsknie bardzo bo straciłam moje dziewczynki w tak krótkim czasie. Ale Stefcia mi pomaga. Jak już będziesz Monisiu gotowa to weź kotka. Wszyscy wescie kotki pieski bo inne zwierzaczki też zasługują na nasze domy i nasza miłość. Całuje Was wszystkich. I Ciebie Moniko bardzo bo jesteś mi bliska na tym forum.
Grażyna Turzyńska
..... a ja ciągle tęsknię za Nikitą mimo, że już mijają 4 miesiące. Wszystkich zasmuconych obejmuję swoim sercem. Codziennie tu zaglądam, mimo, że nie zawsze piszę, ale cierpię Kochani z Wami i niejednokrotnie płaczę z Wami.
Monika K.
Nawet w pracy zauważają moją zmianę...smutek...ale jak mówię o co chodzi otrzymuję wsparcie, pocieszenie. Wtedy inni opowiadają o swoich skarbach...tych co zabrakło. Myślę, że wezmę kotka lub pieska (najlepiej oba. Ta Stefcia to jakieś cudeńko, bo Ją zachwalasz...to dobrze..Bardzo dziękuję za wsparcie.
Magdas
Tak wszystkie moje zwierzątka to cudenka i Wasze tez oczywiście. I nie chodzi o wygląd tylko o to że są nasze kochane najpiękniejsze i najmądrzejsze.Stefcia to persika szyrkletowy. Jest bardzo grzeczna i taki pieszczoch. Zuzia była persem biszkoptowym a Tosia niebieskim. A ja kocham wszystkie kotki dachowce też. Miałam kiedyś przyblede kotka i pieska i też były moimi cudenkami. Ale Zuzia i Tosia były nadzwyczajne.I mój pekińczyk kochany Kikusia. Ach brak słów...
Magdas
I jest cudenkiem dlatego że jest. Tyle lat miałam kotki i zostałam sama.Zuzie miałam 17 lat i 5 miesięcy. Tosie prawie 13 lat. Jak ja się zżyłam z nimi i raptownie pustka. Pisałam już że większość czasu jestem w domu sama. Dlatego kupiłam kotka i dzięki niej chce mi się wracać z pracy do domu.
Monika K.
Jak dobrze, że Was znalazłam...mimo codziennego bólu jakoś mi lżej..mimo wszystko. To wsparcie jest niesamowite.
Iwona
3 dni temu straciłam swoją wspaniałą suczkę. Wabiła się kora. Miała 5 I pół roku i była przecudownym psem. Od szczeniaka była trochę lękliwa i bała się chodzić na smyczy. Dlatego nauczyłyśmy się chodzić bez niej. Nie miałam z nią żadnych problemów. Gdy mówiłam żeby się zatrzymała, robiła to. Nigdy mi nie uciekała. Zawsze czuwała przy mnie. Spacery z nią były bezpieczne. Rozumiałyśmy się bez słów. We wtorek wyszła rano na spacer z mężem i nie wróciła. Mąż spuścił ja z oka a ona chcąc wrócić do domu gdzie spałam z synkiem probowala przebiec przez ulice. Nieszczęśliwie. Pogracilo ja auto. W domu mam malutkiego synka i powinnam się teraz cieszyć macierzyństwem ale wciąż myślę o korze. Nie mogę się z tym pogodzić i obarczam się wina. Bo gdyby chodziła na smyczy nie doszłoby do tego. Dałam jej ogrom miłości, wspaniałych przeżyć. Była z nami zawsze i wszędzie. Na wycieczkach, w górach, nad jeziorem. Pływała łódka, rowerkiem wodnym, spala pod namiotem. Była jak moje dziecko. Oddałam jej swoje serce i przez moją głupotę, straciłam ją. Będzie trudno mi zbudować taką więź z innym pieskiem. Kora była dla mnie idealna w każdym calu. W domu wszystko jest po staremu. Kojec, miski, jej zabawki. Wszystko na swoim miejscu. A w moim sercu ogromną pustka i bol jakbym straciła czesc siebie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas.
Monika K.
Każdy z nas zastanawia się czy wszystko zrobił co trzeba. Ja miałam wcześniej króliczka o imieniu Węgielek i syn z nim wyszedł na dwór (nie miał szelek, nic) wystraszył się psa sąsiada i tak rozpędził, że uderzył w chodnik, miesiąc później umarł bo połamał szczękę i wdarł się rak czy coś innego. I ja dlatego moją Kiki (kota) nauczyłam chodzić na smyczy.. Moi rodzice mieli cudownego pieska Perełkę i ona też bała się chodzić na smyczy i to też skończyło się tragicznie (wpadła pod motor) moja mamusia do końca życia nie mogła sobie tego wybaczyć. Wiem, że to Cię nie pocieszy, ale czasami tak już jest. Nie zadręczaj się, tylko wspominaj i kochaj...potrzeba czasu...u mnie to już 26 dni..
Ewa.A.
Iwono wiem co czujesz moj Spejsik tez zginał tragicznie Kazdego dnia obwiniam siebie że go nieprzypilnowałam a miał całe zycie przed sobą przezył tylko połtora roku.Jedyne co mnie pociesza to ze był tak kochany rozpieszczany ze niektore psiaki nie zaznaja tego przez całe swoje zycie.Tez łaczyła mnie z nim silna więź wystarczało ze nasze oczy w danej sytuacji sie spotkały a on juz rozumial o co chodzi Pisałam juz kiedys ze bardzo zachorował majac siedem miesiecy Zapalenie mozdrzku byłam z nim dwa tygodnie non stop Szeptałam do ucha ze musi walczyc bo tak bardzo go kochamy Wyzdrowiał ale zostały sprawy lekkie neurologiczne ale dzieki rehabilitacji były coraz mmiejsze Dwudziestego marca to był nasz ostatni wspolny dzien.Serce pekło mi na milion kawałkow.Wciaz nie moge sobie poradzic z poczuciem winy Nie ma dnia zebym nie płakała Tak bardzo za nim tesknie Kochałam go tak bardzo
Anna
4.6.2021r straciłam moją ukochaną kotkę Cleo. W tym roku skończyła by 4 lat. Znalazłam ją na drodze (ktoś ją prawdopodobnie wyrzucił), miała wtedy może niecałe 2 miesiące. Cleo odeszła z dnia na dzień. Nagle zaczęła bardzo niechętnie jeść (pomyślałam że może coś zjadła albo po prostu jej nie smakuje bo bywała wybredna). Niestety kolejnego dnia było gorzej zrobiła się osowiała, przestała biegać (a był to bardzo energiczny kot) i miauczeć (zawsze tak mnie witała z rana). Miałam zamiar jechać z nią do weterynarza, niestety po tym jak rano ją widziałam, później nie mogłam jej nigdzie znaleźć (była wychodzącym kotem). No i w piątek z rana znalazłam ją leżącą razem z moim psem, niestety kotka już nie żyła. Nie mam pojęcia co było przyczyną śmierci (co mnie bardzo dręczy) możliwe że się zatruła lub ktoś ją otruł. Bardzo za nią tęsknię i żałuję że od razu nie pojechałam do weterynarza. :(
Monika K.
Niestety wszystko możliwe...a może serce...ta kardiomiopatia przerostowa też daje takie objawy. Musiała kochać Twojego psa, że to właśnie z nim spędziła ostatnie chwile. Bardzo Ci współczuję..
Irena
Czytam Wasze komentarze i raz się uspokajam, to znów płaczę.Uspokaja mnie to, że inni też tak przeżywają, a dręczy wciąż pytanie, dlaczego w porę nie zauważyłam, co przeoczyłam? Zdiagnozowano nowotwór u mojego 2 letniego kocurka i nie ma nadziei, że przeżyje operację. Męczy się, opada z sił, mało je, troszkę pije. Pokazuje się na chwilę i znów się chowa pod stołem; leży na chłodnych panelach... Jak dostał zastrzyk, to dzień było lepiej. Dziś znów jedziemy... aż się boję, bo to dla niego duży stres. Pytam siebie, czy to ma sens, by tak męczyć zwierzę...? Jego oczy mówią, że wie, iż odchodzi... Boli, tak bardzo boli...Kiedy podjąć tę decyzję?
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo mi przykro z powodu Twojego kocurka. Jest taki młodziutki...decyzja jest straszna, ale jeżeli trzeba ją podjąć..to trudne, bolesne...moja koteczka odeszła sama, choć próbowałam Ją jeszcze reanimować, syn także..jedno mnie uspokaja, że miałam możliwość się z Nią pożegnać, powiedzieć Jej jak bardzo Ją kochamy, że zawsze będziemy ...i podziękować za miłość jaką nam okazywała przez te wszystkie lata. To już miesiąc i 2 dni..
Basia k
Wczoraj samochód potrącił moją roczną kotkę..nie umiem sobie z tym poradzić ;( jesteśmy na wakacjach, zostawiliśmy ją pod opieką sąsiada...mam wyrzuty sumienia :( jak teraz żyć ?
EWA M.
Wczoraj, 20.06.2021 r. odeszła nasza koteczka Amber. Była z nami tylko 3 lata - prawdopodobnie zator. Wszystko przebiegło ekspresowo. Znalazłam ją rano w niedzielę ciężko oddychającą, szybko do samochodu i do kliniki. Mój synek trzymał ją na kolanach, głaskał uspokajał. Po przybyciu na miejsce, pani lekarz powiedziała, że to wygląda na agonię, zaczęła ją reanimować, musiałam opuścić salę. Nie mogłam powstrzymać łez, a w zasadzie łkania, synek też płakał, tuliłam go mówiąc- wszystko będzie dobrze...nie było. Dzień wcześniej jeszcze psociła, co zrobiłam nie tak? Mogłam wcześniej wstać, na pewno coś mogłam zrobić. Nie mogę przestać płakać, tak bardzo boli. Wiem, mam rodzinę i muszę się ogarnąć, a zresztą wszystkim nam jej brakuje. Przedtem nie spałam, bo mnie bardzo wcześnie budziła, a to łaskotała pyszczkiem, a to próbowała odkryć kołdrę żeby dostać się do mojej ręki, która właśnie w tej chwili powinna ją kiziać. Teraz nie mogę spać, bo jej nie ma. Dzisiaj wróciłam z pracy i nie było jej, nie przybiegła do otwieranych drzwi...tylko pustka, smutek i ból taki silny. Na zawsze pozostanie w moim sercu.
Gosia
8 czerwca odeszła nasza ukochana kicia Łatunia, potrącona przez samochód. Nie mogę wyobrazić sobie życia bez niej. Jest tak ciężko, serce boli... Pojawiają się wyrzuty sumienia. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas, żeby ją uratować.Nie mogę opanować łez.Jednocześnie wspominam cudowne chwile, kiedy była blisko, spała słodziutko zwinięta w kłębuszek, tuliła swój pyszczek do mojej twarzy.Teraz doceniam jeszcze bardziej, jak wiele znaczyła, jak wiele radości wnosiła w nasze życie. Kiedy minie ten ból po jej stracie? Łatko, tęsknię tak bardzo, pamiętaj,że na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci...
Magdas
Ból nie minie, ale nauczymy się z nim żyć. W lipcu będzie rok jak umarła moja Zuzia i cały czas tęsknie myślę i płacze. We wrześniu będzie rok jak umarła moja Tosia. Do tej pory nie moge się pogodzić z ich odejściem. A Wam wszystkim też będzie ciężko bo widać że kochacie bardzo swoje zwierzątka. Musimy tak żyć do końca naszego życia. Całuski do wszystkich. Moniko a Ty kochana jak się trzymasz już lepiej chociaż troszkę?
Magdas
Ewuniu moje kotki też miały zatory od serca. To kardiomiopatia. Zuzia leżała sparaliżowana parę miesięcy a Tosia nagle odeszła. Tyle tylko że moje koteczki były już starutkie. A Twój taki mlody biedny. Trzymaj się.
Magdas
Słuchajcie mam takie dni że muszę tu napisać to tak jakbym łączyła się z Wami w naszym bólu. Jesteście dla mnie wsparciem i myślę że wzajemnie. Wchodzę tu codziennie i czytam i współczuję wszystkim.
EWA M.
Madziu, dziękuje bardzo za dobre słowo. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!
Monika K.
Jestem, jestem Magdas. Ja też zaglądam tu codziennie. Czy ból zmalał? - nie. Liczę dni bez niej..kładę się z płaczem, wstaję z płaczem...wchodzę do domu i Jej szukam, myślę o Niej w każdej minucie...ale czas leci, brakuje mi Jej "uśmiechu" tak, tak wiem co piszę, Wy też pewnie to widzieliście u swoich cudeniek. Zaglądając tutaj jest mi lepiej bo mam ogromne wsparcie...bo wiem, że nie jestem sama w bólu. Bardzo współczuję tym którzy stracili swoje skarby, wiem, że kochać będziecie do końca swoich dni, ale wspominajcie Je...
Karolina K.
Wczoraj odeszła nasza ukochana koteczka Yuki potrącona przez samochód. Była z nami zaledwie od listopada zeszłego roku a wniosła tyle uczucia w nasze życie. Energiczna, mądra, wydawało się ze rozumie moje słowa. Nie umiem sobie z tym poradzić. Przed nią w październiku wzięliśmy miesięcznego kotka który przeżył z nami tylko 3 tygodnie i umarł z powodu zaawansowanej kardiomiopatii. Tez to bardzo przeżyłam. Dlaczego to wszystko się dzieje… miało być dobrze, Yuki miala przeżyć z nami wiele lat. Nie mogę przestać płakać i się obwiniać że ją wypuszczalismy. Jednal przy tym temperamencie trzymanie jej w mieszkaniu byłoby jej unieszczęśliwieniem. Żyła chwilę ale była tak szczęśliwa…
Ewa.A.
Moj Spejsik tez odszedł za szybko O ironio loau czesto z córką zartowalismy gdzie bedzie mieszkał jak ona sie wyprowadzi Zawsze mowiłam ze bedzie ze mna tu był jego dom. Tu wszystkiego sie uczył Los zadecudował inaczej Mineły trzy miesiace a ja dalej sobie nie radze Tak bardzo za nim tesknie Nasz dom to takie małe schronosko miłosci dla zwierząt Mieszka u mas spora gromadka Wszystkie kochamy ale ten mały łobuz miał to cos Codziennie pytam boga dlaczrgo Jest z nami tyle zwierzat jak odchodziły to ze starosci nigdy nic się nie stało az do tego strasznego dnia Pozdrawiam wszystkich co zagladaja na forum Sercem jestem z wami
Monika K.
Bardzo Ci współczuję...nie obwiniaj się..., taki temperament. Potrzeba czasu...mojej niema już miesiąc i 8 dni a serce pęka na pół. Trzymaj się..
Martyna
Dzień dobry. Wczoraj odszedł mój Pies... Był z nami 15 lat. Jak sobie z tym poradzić? Bardzo cierpię.
Ewa.A.
Martyno potrzebny jest czss Te pierwsze dni sa najgorsze Musimy sami to przecierpiec bo inaczej nie da rady Trzeba nauczyc sie zyc bez naszych przyjacioł chociaz jest bardzo ciezko Dobrze ze mozna podzielic sie tym co czujemy z innymi na forum Jest nas tak duzo Wszyscy na tym forum przechodzimy to samo tęsknote bol łzy
Magdas
Mama Yody
Kochani, jeszcze jedno miejsce, gdzie mozna upamiętnić swojego zwierzaczka poprzez krótkie epitafuim i dodajac zdjecie. https://wiecznyogrod.pl/
Ewa.A.
Moniko dziękuję za dobre słowo Sama przeżywasz strate kotki a jeszcze pocieszasz innych Pisałam kilka dni temu do ciebie ale chyba były jakies problemy z netem. Zadna wiadomosc nie doszła
Magdas
Właśnie a moja pusta
Sklep internetowy e-hunter.pl
Być może pojawiły się jakieś problemy techniczne z siecią, gdyż taki pusty komentarz otrzymaliśmy niestety. Wszystkie komentarze, które były przez Państwa napisane i zarejestrowane w systemie - zostały dodane (staramy się je dodawać na bieżąco w godzinach pracy od poniedziałku do piątku od 7:30 do 15:30). Pozdrawiamy serdecznie!
Monika K.
Dziękuję Ewo...mi też ktoś pomógł (prawda Magdas:-) nadal bardzo cierpię, ale Wasze wsparcie jest nieodzowne, bardzo mi pomaga...bym mogła wstać z łóżka.. Ty i kilka innych osób także pomagacie swoim dobrym słowem, to ważne. Każdy dzień jest jak walka..i to samym ze sobą...od pytań: czy zrobiliśmy wszystko co trzeba, do tego czy nasze słoneczko było z nami szczęśliwe...wczoraj spotkałam "małego" sąsiada..pytał: kiedy będę szła na spacer z koteczkiem? Lubili się wzajemnie..po rozmowie przepłakałam pół nocy...dni są puste i nijakie bez Niej..to już miesiąc i 16 dni.
Magdas
Jestem Moniko myślę że wszyscy tu sobie pomagamy. Ja mam dzisiaj gorszy dzień jakoś tak mi źle czasami nie daje rady. Myślę o tych moich koteczkach i nie mogę się pogodzić ze już nigdy ich nie zobaczę. Zapewne też tak macie. 26 lipca będzie rok od śmierci Zuziuni a ja nie poradziłam sobie ani że śmiercią Zuzi ani Tosiuni.Siedze i płacze jak dziecko.Monisiu cieszę się bardzo że Ci choć trochę pomogłam i Ty mi też.
Magdas
Moniko kochana ja odczuwam pustkę cały czas. Bez Zuzi i Tosi świat jest mdły i taki bury. Dom też jakby inny. Nigdy już nie będzie tak samo. A to już prawie rok. Całuski dla Was.
Magdas
Moniko kochana ja odczuwam pustkę cały czas. Bez Zuzi i Tosi świat jest mdły i taki bury. Dom też jakby inny. Nigdy już nie będzie tak samo. A to już prawie rok. Całuski dla Was.
Monika K.
Myślałam o Twoich koteczkach i Tosi, że odeszła tak nagle. A ja myślę, że tak bardzo tęskniła za Zuzią, że poszła do Niej. Nie ma dnia bym nie płakała...koleżanki robią mi terapię swoimi pociechami....ale to nie to samo...moja Kitusia to Kitusia i Jej zielone oczka..Pierwszy raz od 18 lat nie cieszy mnie urlop i wolne..
Magdas
Moniko dziękuję Ci bardzo. Ja też myślę o Tobie i Twoim koteczku. Czasami mam gorsze dni i muszę napisać. A tak jak Ty myślę i płaczę codziennie. Boże kochany jak to ciężko jest przeżyć i pogodzić się z taką ogromną strata. Ale czy można się pogodzić?. Ja chyba nie potrafie. A do tego wszystkiego są inne zmartwienia i problemy. Och życie,...
Ewa.A.
Moniko Magdas wy opłakujecie koteczki ja mojego małego Spejsika pieska Wszystkim nam jest ciezko Ja jeszcze musze codziennie zmagac sie z poczuciwm winy ze nieprzypilnowałam mojego malenstwa Ze doszło do nieszczescia nie moge sobie darowac ze zamiast za nim zaraz wyjsc cofnełam sie do domu po kurtke Kilka minut a zycie całej naszej rodziny zmieniło sie na zawsze A co najgorsze juz nigdy nie zobaczymy naszego łobuza Ostatnio rozmawiałam ze znajoma i powiedziała zdanie ktorego nie moge zapomnieć Ze zwierzęta tak jak my ludzie maja gdzies u góry zaplanowany los Ale ja sie pytam dlaczego on był taki młody całe zycie było przed nim Wygral walke z chorobą tak dzielnie walczyl dwa tygodnie wtedy powstała miedzy nami ta niesamowita więź Nie ogarniam tego nie radzę sobie tak bardzo chciałabym chociaz moc sie z nim pozegnac przytulic Nie ma dnia zebym nie myslała wspominała Dzieki naszym innym zwierzakom mam siłe zeby zaczynac kazdy nowy dzien bo one mnie potrzebuja Pozdrawiam was serdecznie i łacze sie z wszystkimi co opłakuja swoich przyjaciół.
Magdas
Ewuniu każdy z nas opłakuje swojego skarba. Czy kotek czy piesek świnka chomiczek kózka czy ptaszek ale to nasze kochane zwierzątka które dały nam szczęście. Też pozdrawiam wszystkim i myślę o Was bardzo serdecznie. Bo jesteście wspaniali bo kochacie zwierzęta.
Monika K.
Mówią, że dobrzy ludzie zawsze się znajdą. Mój dziadek powiedział kiedyś ze jeżeli ktoś nie lubi zwierząt nie może być dobrym człowiekiem...coś w tym jest..
Monika K.
Bardzo Ci Ewo współczuję, rzeczywiście to nie sprawiedliwe, że odszedł tak młodo..ja też myślę ze moja Kiki też mogłaby jeszcze pożyć z 5 lat, ale widać taki los...pewnie i tak się nie pogodzę...
Ulka K.
W ubiegły poniedziałek (28 czerwca)odszedł mój kochany kocurek Baltazar (miał 9 lat i 7 miesięcy, ze mną był od 4,5 roku), a raczej to ja pomogłam mu odejść. Leczyliśmy się na jego chore nereczki, ale niestety ostatnie dni, były dla niego ciężkie nie chciał już praktycznie nic jeść, w sobotę i w niedzielę już nic nie jadł (podskórną kroplówkę miał podaną, w niedzielę dla jego dobra po konsultacji z lekarzem zostawiłam go w szpitalu, aby lekarze mogli podawać mu kroplówkę wyłącznie dożylnie). Kreatynina 945,5 (10,68), mocznik 84,4 (508,93). Nawet nie mogłam przy nim być. W poniedziałek dostałam telefon, iż po konsultacji z nefrologiem - jego lekarzem prowadzącym, nie można mu już pomóc. A jedynym, co mogę zrobić to pomóc mu odejść, gdyż leczenie farmakologiczne nie przyniesie poprawy. Do dzisiaj się zastanawiam, w którym momencie zawiodłam, co przeoczyłam. Teraz kojarzę niektóre zachowania Baltazara, których wcześniej nie znałam i najprawdopodobniej mogły się przyczynić do tego. Zabrałam Baltazarka do domu, usnął w moich ramionach, wtuleni w siebie. Nigdy go nie zapomnę, dał mi tyle szczęścia, radości. Zawsze pozostanie w moim serduszku. Zdecydowałam się na kremację i teraz Baltazarek jest w swoim domku na zawsze.
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo Ci współczuję...
Magdas
Wiecie co kochani są takie pożegnania na które nigdy nie jesteśmy gotowi. Moja Zuziunia miała 17 lat i 7 miesięcy więc dożyła pięknego wieku jak na persa. I dobrze o tym wiem ale czy jest z tym łatwiej nie wiem. Przez taki czas człowiek zżyje się tak bardzo a potem pustka. Tosia mogłaby pożyć chociaż ze 2 lata jeszcze bo miała niecała 13. Wiem że żyły długo i miały fajne szczęśliwe i nygusowate życie to to mnie trochę pociesza. Nie każde zwierzątko ma tak dobrze jak nasze prawda.
Monika K.
Ja też tak analizowałam, szukałam przyczyn, czy mogłam coś zrobić wcześniej...i też widzę teraz dopiero, zachowanie, symptomy...nawet to czy byłam u tego lekarza co trzeba...bo może inny wcześniej wprowadził by leki na serce... O tym, że jesteśmy odpowiedzialni za nasze cudeńka...na pewno Go nie zawiodłaś, zrobiłaś wszystko co w twojej mocy by Go uratować...trzymaj się.
Ewa.A.
Magdas masz racje nasze zwierzeta miały dobre i szczesliwe życie. Mnie pociesza troszke to ze moj Spejsik zaznał w swoim krotkim zyciu tyle miłosci wiedzial ze go kochamy ze jet wazny w naszym zyciu. Mieszkam na wsi i na codzien widze cierpienie zwierzat Pieski na krotkich łańcuchach czesto bez wody w ciasnych skojcach latami nie wypuszczane na wolnosc.Czym one zawiniły że trafiły własnie do takich ludzi. Nasze mialy szczescie..
Ewa.A.
Magdas masz racje nasze zwierzeta miały dobre i szczesliwe życie. Mnie pociesza troszke to ze moj Spejsik zaznał w swoim krotkim zyciu tyle miłosci wiedzial ze go kochamy ze jet wazny w naszym zyciu. Mieszkam na wsi i na codzien widze cierpienie zwierzat Pieski na krotkich łańcuchach czesto bez wody w ciasnych skojcach latami nie wypuszczane na wolnosc.Czym one zawiniły że trafiły własnie do takich ludzi. Nasze mialy szczescie..
Ewa.A.
Moniko w mojej rodzinie to babcia zawsze powtarzała Ze kto nie kocha zwierzat ten nie moze byc dobrym człowiekiem .. Taka prawda pozdrawiam
Kasia
Ja jestem przed tym wyborem.... mój Alexiu miał wylew chyba w niedziele ( jeszxze w sobotę przed 21 bylismy na spaxerze, wróciliśmy - napił sue wody, zjadł swoja nagrodę)- chciałam z nim wyjść na spacer a on nie mógł wstać, a jak wstał to łapki mu się rozjechały na boki. Pojechalismy do weterynarza. Diagnoza wylew , zastrzyki, kroplówka. Cała niedziele pies leżał, nie chcual jesc, pic , dopiero koło 22 zjadł trochę, trochę popił. W nocy wszystko zwymiotował. W poniedziałek próbował się podnieść, ale przewracał się. Czołgał się , byle zejść z posłania. Dopiero po godz. 15 wypróżnił pęcherz... znow nie chcual jesc ani pic . Wieczorem dostal kolejne zastrzyki. Lekarz stwierdził obniżona tem. Ciała, słabe przewodnictwo mięśniowe, nadal oczoplas, słabszy ale nadal, trzymuhace się przekrzywienie twarzy, języka. We wtorek podobne badanie, leki . Pies zaczął cos ( znikome ilosvi) jesc ale nie miał siły wstawać, sikał pod siebie . Dzis mamy środę, lekarz sugeruje zakończenie męczarni psa , nie widząc postępów leczenia .... a ja nie wiem co robić.... widze jego zmęczone smutne oczyska i nie chce aby cierpiał, nie mając radości z życia. A jednocześnie boje się że za szybko na te decyzje ... czytalam wywiad z jednym z weterynarzy, który mówi ze lepiej tydzień wcześniej niż godzinę za późno... może ma rację, ale jednak to tylko słowa
Ewa.A.
Moniko w mojej rodzinie to babcia zawsze powtarzała Ze kto nie kocha zwierzat ten nie moze byc dobrym człowiekiem .. Taka prawda pozdrawiam
Monika K.
To prawda..
Danka Kaszubowska
Wczoraj(07.07.2021) pojechałam zawieść o 5,40 rano na działkę wodę dla mojej suni Saby, gdy wchodziłam było cicho, podeszłam do jej budy, a tu leży martwa moja ukochana niunia. Wczoraj byłam w południe u weterynarza, leczyliśmy ją sterydami, wszystko było w porządku, wróciliśmy, Sabinka strasznie dyszała, bałam się o nią, ale psy w czasie upałów tak się zachowują, później była u niej o 21 Pani Irenka, która przychodziła do niej po południu mówiła, że Saba zjadła sucha karmę ,szczekała, biegała po ogrodzie, a miała dla siebie 5 arów. I nagle umarła, prawdopodobnie w nocy. Nie wiem na co, co mogło być przyczyną, chociaż od trzech dni miała czarne kupy, mówiłam o tym wet. Teraz niestety już jej nie ma, żal mi serce ściska, wyryczałam się ,aż zabrakło mi łez. Kochałam ją, w czasie , kiedy leżałam na covid-a, przez 36 dni w szpitalu, tęskniłam za nią, wtedy nie chodziła na długie spacery, jak to robiłyśmy we dwie, tęsniłyśmy za sobą na pewno, a teraz została mi w sercu rysa po mojej ukochanej "Rybci".Pozdrawiam wszystkich, którzy utracili swoje ukochane niunie.
Ulka K.
Mi nadal jest ciężko. Wyrwa jaka w sercu powstała, chyba nigdy się nie zamknie, tak bardzo kocham swojego Baltazarka. Łączę się z Wami wszystkimi, w tych trudnych dla nas chwilach.
Aleksandra Olczyk
4 lipca pożegnałam mojego Maksia. W marcu skończył 17lat. Był uroczym jamnisiem. Serce rozleciało mi się na kawałki. Nie mogę uwierzyć, że już go nie ma. Co rano zmuszał mnie do wstania z łóżka. Biegaliśmy razem naokoło fotela. Bawiliśmy się w chowanego. Był taki żywotny i energiczny mimo swojego wieku. Tydzień przed śmiercią widziałam jak słabnie. Nie pomogły zastrzyki. To stało się tak szybko, że nie mogę w to uwierzyć
Aleksandra Olczyk
4 lipca pożegnałam mojego Maksia. W marcu skończył 17lat. Był uroczym jamnisiem. Serce rozleciało mi się na kawałki. Nie mogę uwierzyć, że już go nie ma. Co rano zmuszał mnie do wstania z łóżka. Biegaliśmy razem naokoło fotela. Bawiliśmy się w chowanego. Był taki żywotny i energiczny mimo swojego wieku. Tydzień przed śmiercią widziałam jak słabnie. Nie pomogły zastrzyki. To stało się tak szybko, że nie mogę w to uwierzyć
Magdas
Mój kotek Olu w południe się bawił jadł i nic nie wskazywała że wieczorem umrze.Tosia miała niecałe 13 lat załamałam się. Już minęło trochę czasu a ja no cóż nie radzę sobie tym bardziej że przed Tosia umarła moja ukochana Zuzia. Pytam się codziennie dlaczego?.
Aleksandra Olczyk
I to jest ta ciemna strona posiadania zwierzątka. W chwili śmierci łamie Ci serce na milion kawałków. Nie wiem kiedy nie będzie tak bolało, ale narazie jest strasznie ciężko. Pozdrawiam cieplutko wszystkich, którzy czują to samo.
Mama Cwaniaczka
6.07.21 to najgorszy dzień w moim życiu, tego dnia przeze mnie utopił się mój najukochańszy i najcudowniejszy piesek. O1.03 skończył 16 lat, był moim oczkiem w głowie, nie daruję sobie że go nie dopilnowałam i żałuję, że to ja się nie utopiłam zamiast niego. Zawiodłam Go, obiecywałam że mamusia się będzie nim opiekować, że będę jego oczami gdyż już nie widział odbieżącego roku przez zaćmę i niedosłyszał mój ukochany Psi Dziadziuś
Mama Cwaniaczka
6.07.21 to najgorszy dzień w moim życiu, tego dnia przeze mnie utopił się mój najukochańszy i najcudowniejszy piesek. O1.03 skończył 16 lat, był moim oczkiem w głowie, nie daruję sobie że go nie dopilnowałam i żałuję, że to ja się nie utopiłam zamiast niego. Zawiodłam Go, obiecywałam że mamusia się będzie nim opiekować, że będę jego oczami gdyż już nie widział odbieżącego roku przez zaćmę i niedosłyszał mój ukochany Psi Dziadziuś
Mama Cwaniaczka
6.07.21 to najgorszy dzień w moim życiu, tego dnia przeze mnie utopił się mój najukochańszy i najcudowniejszy piesek. O1.03 skończył 16 lat, był moim oczkiem w głowie, nie daruję sobie że go nie dopilnowałam i żałuję, że to ja się nie utopiłam zamiast niego. Zawiodłam Go, obiecywałam że mamusia się będzie nim opiekować, że będę jego oczami gdyż już nie widział odbieżącego roku przez zaćmę i niedosłyszał mój ukochany Psi Dziadziuś
Monika K.
M.C. nie możesz się obwiniać...nie zawsze dajemy radę. Tyle różnych sytuacji tu opisano, że aż płakać się chce i to za każdym razem...Czasami choćbyśmy starali się z całych sił to nic nie pomoże. Strata zawsze jest tak bolesna...serce na tysiąc kawałków rozszarpane...
Monika K.
Olu nie napiszę, że z czasem będzie lepiej, bo pewnie nie...ale to, że napisałaś to już dużo...pomaga sama możliwość wygadania się...i to że są na świecie ludzie, którzy też kochają zwierzęta i rozumieją nasze cierpienie...mojej koteczki nie ma już prawie 2 miesiące a ja ledwo żyję...robię wszystko mechanicznie... choć zaglądając tutaj jest mi nieco lżej..dzięki wsparciu od Was.
Wiktor
9.07.2021 odeszła Nasza ukochana Ciapata...Ból jaki mnie przeszywa jest nie do opisania!!!Była z nami prawie 5 lat...Wszędzie za mną chodziła, do serwisu , do sąsiadów , gdy kosiłem trawę itp. itd...Nie wiem , co było przyczyną jej śmierci , ale w czerwcu poddaliśmy ją sterylizacji...Jeszcze na kilka dni przed jej odejściem byliśmy u weta , bo pojawiła się ropa na brzuchu. Podał antybiotyk , drugi zrobiłem jej kilka dni później.I wydawało się , że wszystko będzie dobrze.Mieliśmy z Nią pojechać w piątek do weta ale nie zdążyliśmy!Nad ranem zaczęła krzyczeć i już wiedzieliśmy , że to koniec...Gdy już z żoną byliśmy pewni ,że odeszła pogłaskałem ją bardzo mocno , a ona zaczęła mruczeć!!!To było jej pożegnanie z nami...Nigdy tego nie zapomnę...Brakuje mi jej tak bardzo , że nie daję już rady...
Smutna Pani
Wczoraj odszedł mój najukochańszy kotek Miluś. Był wspaniały, mądry, kochany. Dał mi tyle miłości. Wychowałam go od małego. Zawsze był blisko mnie. Wczoraj potrącił go samochód. Leżał w rowie pod domem. Miał zmiażdżony łebek. Moje serce pękło. Nie wiem jak dalej żyć. Został jeszcze jego brat ale to nie to samo. Milusiek był wyjątkowy.
Milucha
Jestem bezdzietna. Rok temu żeby wypełnić pustkę w sercu przygarnęłam do domu dwa kotki. Wcześniej nie miałam żadnych zwierzątek. Te kotki były dla mnie całym światem. Opiekowałam się nimi jakby to były moje dzieci. One przywróciły mi radość w życiu. Tak świetnie się dogadywały. Gdy nadeszła wiosna postanowiliśmy że wypuścimy je na ogród. Widziałam że tęsknią za przestrzenią. Nie chciałam żeby całe życie spędziły w domu skoro mamy piękną dużą posesję. Wczoraj wydarzyło się najgorsze. Jak zwykle rano wypuściłam kotki na dwór. Nakarmiłam. I pojechałam do pracy. Kotki zawsze siedziały pod domem. Miały tam swoją bazę. Witały mnie radośnie gdy wracałam do domu. Tym razem. Przywitał mnie tylko jeden. Zmartwiona szybko zaczełam poszukiwania. Nie trzeba było długo szukać. Mój kochany Miluś leżał w rowie martwy. Potrącił go samochód. Miał zmiażdżoną główkę. Serce mi pękło. Zdawałam sobie sprawę że z kotami różnie bywa ale nie sądziłam że mój kochany misiu odejdzie tak szybko i to w taki sposób. Mój kotek miał tylko rok. Kochałam go jak własne dziecko. On też mnie bardzo kochał. Pokazywał to na co dzień. Nie mogę się pozbierać. Tak bardzo za nim tęsknie bo był wyjątkowy. Szukam następnego podobnego ale nie wiem czy to dobry pomysł. Został mi jeszcze jeden kotek ale ten nie zastąpi mi ukochanego Milusia. Gdybym mogla cofnąć czas...
Monika K.
Nie szukaj na siłę, tylko sercem...
Magdas
Nie szukaj podobnego kotka bo każdy jest inny. Moje Skarby też były dla mnie wszystkim i muszę żyć dalej bez nich. I wszyscy musimy bo nie mamy wyjścia. Ja mam teraz Stefcie która też bardzo kocham ale inaczej. Zuzia i Tosia zawsze będą dla mnie ważne. Ale Stefusia sprawiła że się uśmiecham znowu. Życzę Wam wszystkim abyście nauczyli się żyć po tak wielkiej stracie. Ja też się uczę choć jest bardzo trudno. Całuski.
Dorian
Ja dziś pożegnałem się rano z moją ukochaną myszką - Mysią :
Monika K.
Bardzo Ci współczujemy..
Monika D.
Piątek 16 lipca 2021 Wizyta z moim kochanym kotkiem Rysiem u weta onkologa … z wynikiem biopsji …nowotwór plaskonablonkowy dziąsełka …bardzo słabe rokowania … wiedziałam już od jakiegoś czasu, ze nie jest dobrze i intuicyjnie czułam, ze nie usłyszymy nic dobrego … cała drogę miauczeliśmy sobie na zmianę. To taka nasza zabawa. Po zajrzeniu do pyszczka wet określił stan jako bardzo kiepski … tak kiepski, ze trzeba mu ulżyć jak najszybciej … ewentualnie z dwoma mocnymi przeciwbólowymi wrócić na pare dni do domu … widziałam po jego minie, ze jest naprawdę zle… decyzja serca starając się wcale nie myśleć o sobie zapytałam czy to powinno być dzis ? Powiedział, ze tak byłoby najlepiej … i stało się … to się dzieje szybciej bo emocje i to co zaczyna się dziać z nasza głowa i sercem wtedy to jak film… pamietam, ze nosiłam Go na rękach …. Pokazywałam jeszcze drzewa za oknem i ptaki … czuł bicie mojego serca … głaskałam i przeprosiłam … ale i tak dzis mam poczucie, ze potrzebowałabym dłuższego pożegnania … strasznie to ciężkie … człowiek potem to wszystko analizuje. Bardzo Go kochałam ! Liczę, ze czeka na mnie i spotkamy się jak przyjdzie na mnie pora. Przywita mnie machając ogonkiem i brykajac na tych swoich nóżkach
Kasia Ś.
Przypadkiem trafiłam na tą stronę…Łzy ciekną po policzkach aż piecze…Niby jestem dojrzała, mąż, dzieci i kotka… była, bo od dwóch godzin jej nie ma;(((. Obrzęk płuc, ukryta wada serca, po 13 latach nie dała rady, odeszła w szpitalu…jak sobie z tym poradzić…nie znam odpowiedzi na to pytanie…Czy z czasem będzie bolało mniej…???
Magdas
Kasiu to tak jak moja Tosia kardiomiopatia bez objawów. W ciągu kilku godzin mimo szybkiej pomocy odeszła. Też miała 13 lat. Zuzia też ale zdiagnozowana i leczona. Jak byś miała czas to poczytaj o moich kotkach. Przytulam Cię i całuje będzie ciężko.
Monika K.
To tak jak u mojego skarba - serce. To już 2 miesiące i 4 dni. Moja Kikusia też miała 13,5 roku, też analizowałam, czy zrobiłam wszystko by Jej pomóc, czy wcześnie, czy ten lekarz. Zadręczamy się...wiem, że to oznacza jak bardzo kochaliśmy...Pytasz czy będzie lepiej...tak, z czasem..czy będzie mniej bolało - nie. Zaglądam na tę stronę od maja, trochę pomaga, to wsparcie, ale każdy z nas z tym bólem już zostanie do końca... Moniko trzymaj się...ja też miałam z 15 minut na to by się pożegnać, wiedziałam że to koniec, a Ona mnie jeszcze obejmowała, tak jakby chciała mnie pocieszyć...co wtedy mówić? Ty pokazywałaś drzewa, ptaki...ja do lustra, że jest najpiękniejsza, najwspanialsza i dziękowałam za miłość i oddanie. Teraz najbardziej brakuje mi Jej miziania, mrużenia oczkami, wibrującego ogonka, wieczornych rytuałów (kolana, leżenie na piersi) i trzymania za łapkę - zawsze i wszędzie. Nie boli mniej, a świat jest, tylko co z tego? Czas...i zajęcie..czymkolwiek.
Ewa.A.
Nigdy mie bedzie juz tak samo Kazdy musi połkładac zycie jakby od nowa... Mi tak bardzo brakuje mojego Spejska ze sa dni ze niechce mi sie zyc Mineły cztery miesiace a boli dalej tak bardzo. On odchodzi tak naprawde kazdego dnia Tak bardzo cie kocham Spejsuku
Magdas
U mnie będzie 26 lipca rok od śmierci Zuzi i 26 września rok od śmierci Tosi.l ja się nie pozbierałam niestety. Za bardzo je kocham. Jest mi bardzo ciężko i będzie aż do mojej śmierci. I Wam z tego co widzę też. Kochani całuje i pozdrawiam.
Joanna
Wczoraj odszedł najdzielniejszy z dzielnych - mój mysz Alfred. Postanowiłam mu pomóc - chciałam być dzielna, żeby on nie musiał - a teraz nie mogę sobie z tym poradzić. Taka mała myszka, a razem z jej obecnością zabrakło w moim życiu sensu. Chciałabym iść już do niego. I do mojej kochanej psinki, którą pożegnałam prawie 8 lat temu. Myślę, że już się poznali i razem hasają po zielonych łąkach... chciałabym już pohasać z nimi. :)
Kasia Ś.
Magdas jak ja doskonale rozumiem co czujesz;(((;*…pozostaje tylko pustka i wyrwa w sercu…i ta ogromna tęsknota nie do opisania…;*
Monika D.
Monika K. Kochana bardzo dziekuje Ci za te słowa … sama nie wiem ile to trwało … emocje tak buzują, ze serio przypominam sobie tylko slajdy … Czy po pierwszym zastrzyku myślicie, ze kot jeszcze coś słyszy co Mu mówimy ? Monika trzymaj się, oby było trochę lepiej z czasem … tez szukam tu pocieszenia ….
Monika K.
Wczoraj jak widzę nie tylko ja miałam gorszy dzień...Alfred choć był myszką musiał być cudownym stworzeniem, który już zawsze, ale to zawsze będzie Asiu w Twoim sercu, ja też chcę do mojej Kiki. Ból nie mija, ale robię i robię by mieć zajęcie, zasypiam tylko z myślą o Niej - myślę, że mi nadal pomaga.
Joanna
Monika K. Dziękuję. Z czasem do nich dołączymy. I to będzie piękny dzień. :)
Magdas
Moniko K. Kochana ja mam codziennie gorszy dzień a teraz tym bardziej bo zbliża się rocznica śmierci mojej kochanej Zuziuni a za dwa miesiące Tosiuni. Dlaczego je straciłam obydwie.Dlaczego???. Ale jest nam wszystkim ciężko prawda. I musimy z tym żyć. A Ty Moniko też nie możesz się pozbierać. Oj ciężko bardzo to przeżyć. Życzę Wam wytrwałości i sobie też. Dobrze tu zajrzeć i wiedzieć że nie jest się samemu. Musimy sobie pomagać. Ja mam dzisiaj doła.
Magdas
Dobrze że jesteśmy tu na tym forum razem. Kto inny by nas zrozumiał. Pomagamy sobie wzajemnie.
Kasia Ś.
Dla mnie 20 lipca był najgorszym dniem w życiu…nie wiem jak mam się pozbierać. Mam małe dzieci, które mnie potrzebują, ale w domu bez Truskawki jest tak pusto i cicho…to była jedyna najprawdziwsza kocio-ludzka miłość i nigdy już nic nie będzie takie samo;(;*
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo Wam dziękuję...Magdas to prawdziwy Anioł wśród nas, który mimo własnego bólu wspiera nas wszystkich. Madziu pamiętam o Twojej Zuzi...wspieram Cię, będę myśleć o Was. Kasiu jak ja Cię rozumiem...zawsze byłam i jestem psiarą, serio..całe życie przewijały się psy...w kota zostałam wrobiona...bo koleżanka szukała dobrego domu...i znalazła (tak myślę)i co Kiki była tak cudownym stworzeniem, które codziennie udowadniało jakie koty są cudowne, miłość i wsparcie jakie od niej dostawałam było..jak 8 cud świata. Mój mąż mówił , że to koto - pies...aportowanie, witanie, podawanie łapki, chodzenie na smyczy..i codzienne spacery..i miłość okazywana na każdym kroku..macie rację już nic nie będzie takie samo.....
Magdas
Monisiu dziękuję Ci bardzo też myślę o Tobie i Twoim koteczku. Kika jakie to bliskie imię dla mnie. Mam też psiaki i miałam całe życie a Kikusia była moim ukochanym pekinczykiem. Oj kochani mocno Was przytulam wszystkich a Ciebie Moniko szczególnie bo jesteś mi bliska na tym forum. Stefcia mi pomaga jak może i Wy oczywiście. Ale musimy się czasami popłakać i wyżalić. Kiedyś napewno będzie lepiej. Całuski.
Magdas
Aniołem pewnie nie jestem ale uwielbiam i szanuję ludzi którzy kochają zwierzęta i traktuje je jak swoją rodzinkę. I naprawdę nie wiedziałam że tylu nas jest dopóki tu nie trafiłam. I to jest prawda że Ci co Je tak kochają są dobrymi ludźmi.
Monika D.
Dziewczyny jak dobrze, że tu na Was trafiłam … i tak rozmawiam i dzielę się moim bólem tylko ze znajomymi, którzy maja koty lub psy a przeszli temat straty … inni patrzą na mnie dziwnie. Minął dokładnie tydzień … nie słucham muzyki i kiedy rozmawiam z kimś i jest zabawny temat… czuję się nie na miejscu bo w sercu jest ból a wypada się uśmiechnąć … tam gdzie siadał mój Przyjaciel Rysio… w serwetniku - mieścił się z cała dupką, na parapecie lizał doniczkę … tam dzis mam zapalone świeczki … nadal nie mogę umyć Jego spodeczka, który jest na balkonie.. z niego ostatnio jadł. Pod poduszka mam koszulkę w której byłam kiedy ostatnio Go przytuliłam. Eutanazja jest dla Nich wybawieniem a z drugiej strony chciałyby być z nami tak jak my z Nimi … śmierć wogole to straszna rozłąka. Ja ostatnio nie płakałam na pogrzebach ludzi … wiem, ze w nas są również wady, pamiętamy o nich a kot, pies, nasze zwierzątka to czystość totalna … Bardzo brakuje mi Rysia … w Jego spojrzeniu była miłość do mnie zawsze Chciałabym Was przytulić i dodać otuchy
Magdas
Dzisiaj rok jak umarła moja Zuzia. Jest bardzo ciężko. Tęsknota ogromna mimo czasu. Kochani są momenty że naprawdę jest trudno ale trzeba żyć mimo wszystko. Każdego dnia ludzie przeżywają tragedię i każdy z nas musi jakoś sobie radzić. Ja też wiele już przeżyłam i Wy zapewne też. Życzę siły i zdrówka. Jutro może będzie lepiej.
Monika K.
Magdas jestem z Tobą...
Monika K.
Moniko masz rację, tego bólu nie zrozumie ktoś kto nie doświadczył straty. Ja też widzę moją Kiki jak siedzi na oknie, na balkonie czy łóżku. Jak rozbijam jajko...czekam, bo Ona w 3 sekundy była przy mnie...tak lubiła żółtko. Kuwetę umyłam po kilku dniach...nie śpiesz się..czas..
Kasia Ś.
Monika D., Magdas, Monika K. - dziś minął tydzień od omdlenia mojej Truskawki w domu i zawiezienia jej do kliniki w zaledwie 10 minut…o 4 rano odeszła…;( i tak jak Wy jestem w rozsypce i rozumiem w każdej sekundzie…ja w ogóle nie mam siły z nikim rozmawiać…mężowi kazałam powyrzucać wszystko, naprawdę wszystko: kuwetę, drapaki, kocyki, miseczki, zabawki, karmę poprosiłam żeby zawiózł do schroniska(miałam zapas na 3 m-ce;()…robiłam dziś obiad…i jak głupia rzuciłam kici kawałek mięska i się rozpłakałam…mój synek ciągle pyta co ma zrobić żebym nie była smutna… próbuję się zmusić żeby mu poczytać i się z nim pobawić, ale myślami ciągle jestem z moją koteczką…;* p.s. Dzięki Dziewczyny, że jesteście;*
Magdas
Moniko dziękuję Ci bardzo za wszystko za to że myślisz o mnie. Kasiu dużo czasu upłynie za min będzie lepiej. Widzisz u mnie rok a ja ciągle nie umiem się pozbierać. Za dwa miesiące będzie rok jak nagle umarła moja Tosia. Wczoraj rocznica Zuzi. Jest bardzo ciężko. Ale musisz dać radę masz synka którym musisz się zająć. My z Monika jesteśmy same bo mąż i syn pracują za granicą a moja córka studiuje i pracuje w Łodzi i nie ma jej w domu. Ja kupiłam Stefcie i z tego się bardzo cieszę pomaga mi bardzo. Jest inaczej ale kocham ją bardzo. Ma dopiero roczek więc muszę bawi się rozrabia i mam zajęcie. Dziewczyny będzie lepiej ale za jakiś czas. A kochać i wspominać będziemy zawsze. Też się ciesze ze jesteście.
Monika K.
Ja po pogrzebie też kazałam wynieść koszyczek i zabawki a stojak wyrzucić (ktoś zabrał go w pół godziny)....jedzenie mam bo schronisko było zamknięte..tylko czas...ale tych naszych skarbów nie da się pozbyć z myśli ani serc...
Ewa .A
Magdas trzymaj sie myslami jestem z Tobą Kazdy z nas wie co przeżywasz i czujesz w te dni Ale trzeba zyc dalej i liczyc ze spotkamy nasze kochane zwierzaczki ibedziemy kiedys zawszw5 razem Mi tez jest cały czas ciezko Ciagle mysle o Spejsiku potrafie zalac sie łzami robiac zakupy dla reszty moich zwierzaczkow patrzac na jego ulubione przekaski I jeszcze to poczucie winy ze go niedopulnowałam Fajnie ze masz ta Stefcie masz do kogo wracac Dziewczyny moze wy tez z czasem zdecydujecie sie pokochac kogos nowego co czeka na swoj dom Ja jakbym nie miała tej mojej gromadki chyba by było bardzo zle A tak wiem ze trzeba zajac sie reszta one nadaja sens rytm dnia Ale ciagle mysle tesknie i zadaje pytanie dlaczego Boze mi go zabrałes..miał dopiero półtora roku jeszcze mogliśmy tyle przezyc fajnych chwil..
Kasia Ś.
Magdas mam pytanie, po jakim czasie od odejścia Twoich Skarbów kupiłaś Stefcię? Mój synek ciągle pyta kiedy będziemy mieli kota…a to dopiero tydzień minął…powiedział mężowi, że w tym kocie będzie dusza Truskawki i mama nie będzie smutna… maskara…nie wiem skąd u niego taka wyobraźnia, ale widzę, że też cierpi, choć na swój dziecięcy sposób. Ja na razie nie chcę żadnego kota, choć ta pustka i cisza są po prostu straszne. Oglądam jej zdjęcia i płaczę i kocham ją nad życie…;* Ale macie rację, trzeba żyć dalej i stawiać czoło teraźniejszości, synek mnie potrzebuje i nie mogę non stop płakać w poduszkę…ból jest ogromny, ale jak piszecie czas….dużo czasu…potrzebujemy;*
Sylwia K L
W sobotę odeszła najukochańsza suczka na świecie Klio, dwa tygodnie temu świętowałyśmy 16 urodziny. W zależności od dnia nazywałam ją krówcią (bo miała łatki), kangurkiem (bo na starość jak skakała to rozstawiała tylnie nogi jak kangur, aby móc utrzymać równowagę). Była wygadana, uparta, miała swoje zdanie na każdy temat, upierdliwa, wiecznie zadowolona z życia, żarłoczek, kazała się masować po brzuszku, uwielbiała węszenie, jedzenie, bieganie, tarzanie się w śmierdzących rzeczach, łagodna, oczy jej błyszczały na mój widok, a ogon robił z radości wielkie okręgi. Czas to przyspieszał, aby dodać jej siwych włosów na łatkach, to zatrzymał się na wiele tygodni. Do samego końca nie widziałam w niej staruszki, może dlatego do tej pory była pełna energii i wigoru. Nie jedną przygodę przeżyłyśmy, z niejednych tarapatów cię wyciągnęłam. Jak na przykład rok temu, gdy wciągnęłaś pełno kociej karmy, gdy nocą koty zrzuciły worek i potem błagałaś mnie o ratunek, lekarz powiedział, że miałaś szczęście, że nie uszkodził się żołądek, skończyło się na parodniowej diecie i śmiechów z obrazu usg, na którym widać było kocią karmę. Niestety tym razem nie mogłam Ci pomóc, czas jest nieubłagalny nawet dla tak wspaniałej istoty. Badania kontrolne były fatalne, ty nie miałaś siły i położyłaś się po prostu u weterynarza i chciałaś spać. Pozwoliłam. Tuliłam do samego końca, śpiewając Twoją ukochaną piosenkę, patrząc jak zamykasz na zawsze oczy. Przepraszam, że nie mogłam i tym razem nic zaradzić. Będę kochać na zawsze.
Magdas
Kasiu po miesiącu już ja kupiłam. W domu było tak pusto że od razu szukaliśmy kotka. Syn mi ja kupił i to była bardzo dobra decyzja. Życia tamtym kotkom już nic i nikt nie zwróci. Inne zwierzątka tez jest zasługuja na takie domy jak nasze. Wiadomo to już nie to samo ale jest dużo lepiej. Ja dopóki żyje będę miała kotki to cudowne zwierzęta.
Magdas
Kasiu jak też mówię że w Stefci jest trochę Zuzi i trochę Tosi. Weź kotka od razu w domku będzie weselnej. Też oglądam zdjęcia i rozmawiam z nimi i nie wstydzę się tego. Ale one już nie wrócę. Moje Skarby żyły długo i tym się pocieszam i miały szczęśliwe życie. Teraz przyszedł czas aby podarować takie życie następnemu koteczkowi. Musimy żyć i dać radę. Kasiu trzymaj się i pomysł i tym co mówi synek.
Monika K.
U mnie minęło 2 miesiące i z jednej strony bardzo, bardzo tęsknie, płaczę, a z drugiej chciałabym skarba i żeby to była Kiki..wiem, że to niemożliwe ale gdzieś w środku..
Kasia Ś.
Magdas dziękuję Ci bardzo!!!Naprawdę jesteś tutaj dla nas Aniołem;*. Kotka na pewno mieć będziemy, ale wewnętrznie czuję, że potrzebuję czasu…zobaczymy ile…dam znać. Trzymajcie się Dziewczyny i radosnego dnia dla wszystkich, pomimo tych wielu nieszczęść jakie nas spotkały;*
Magdas
Kochani ja naprawdę zachęcam do wzięcia kolejnego zwierzątka. Mówię to ze swojego doświadczenia. Naprawdę mimo wszystko wtedy będzie Wam lepiej tak jak mi. A o Naszych Aniołkach będziemy zawsze pamiętać. Ja nie wyobrażam sobie nie mieć Stefci. Wiadomo jest obawa o kolejnego kotka czy pieska ale też tak nie można myśleć i gdybać.
Magdas
Dziewczyny moje kochane bardzo Wam dziękuję za takie słowa. Jesteście dla mnie ważne bo też mi pomagacie bo rozumiemy się nawzajem. Naprawdę jest lżej razem. Trzymajcie się. Myślę o Was każdego dnia.
Ewa.A.
Moniko.k Tak bardzo cie rozumiem Tęsknisz za Kiki ale z drugiej strony brakujw kogos w domu. Kogos do kochania przytulania Nowy kotek pomoze ci odzyskac choc trocge radosci a przede wszystkim zajmnie Ciebie W moim domu jest juz nowy buldozek Bogus po jakims czasie dołaczyła siostra Bogusia Boni.Sa inne niz Spejsik Lapie sie czesto na tym ze je porównuje My zdecydowalismy się na kupno z tej samwj hodowli jest to rodzenstwo młodsze Spejsona Jest inaczej nasz dom juz jest inny pewnie potrzeba czasu zeby nauczyc sie zyc tak jakby od nowa O Spejsiku nie zapomne nigdy zawsze będę go kochać Spejson lezy teraz w ogrodzie w swojej ulubionej miejscowce Jeszcze nie czuje sie na siłachzagladac tam czesto
Ewa .A
I nie skonczyłam bp moja kotka lola grzebała w teledonie Wiem jedno ze jakby nie moje pozostałe psiaki Roki11 lat Michu nie wiemy bo został wyzucony z samochodu ale wet szacuje na piec No i nasze dwa nowe nabytki Wera i Igor pisałam kiedys o nich pan szedł do domu opieki a ich nikt nie chciał No i najnowsi lokatorzy buldozki Boni i Bogus Oprócz tego gromadko kociakow Bez nich wszystkich byłoby smutno i zycie takie bez sensu .Mieszkam na wsi tak ze mam to szczescie ze jest ta spora gromadka ktora znalazła ciepły mysle ze fajny dom Spejsk bedzie takze z nami na zawsze w naszych sercach myslach Tak ze dziewczyny jak bedziecie gotowe dajcie miłosc komus innemu Bedzie inaczej to na pewno ale bedziecie szczesliwsze..
Ulka K.
28 lipca minął miesiąc od śmierci Baltazarka, nadal ryczę. Po trzech tygodniach adoptowałam dwie kotki Torę (4 latka) i Maribelkę (Luśkę - 3 latka). W jakiś sposób wypełniają pustkę jaka nadal w moim sercu jest. W każdej z nich, widzę zachowania jakie Baltazar miał i się wtedy rozczulam. Ktoś ostatnio mi powiedział, że szybko zdecydowałam się na adopcję. Powiem tak, owszem szybko, ale nie wiem, kiedy jest ten odpowiedni moment. Ale wiem, że Baltazarek chciałby abym pomogła drugiej istotce. Nigdy Baltazarka nie zapomnę i tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Codziennie czytam dziewczyny Wasze wpisy, i Wasze wsparcie oraz słowo jakim potraficie wesprzeć pozostałe osoby jest bezcenne. Pozdrawiam Was bardzo mocno.
Magdas
Ula ja swoje kotki kochałam nad życie i kocham cały czas ale po miesiącu od śmierci Tosi a trzy od Zuzi kupiłam Stefcie. I to była super decyzja bez niej nie dała bym sobie rady. Nasze Aniołki już nie wrócą a inne zwierzaczki też chcą mieć takie domy i nas. Ja byłam bardzo zżyta z Zuziunia miałam Ją 17 lat i 5 miesięcy z Tosia też miałam ją niecałe 13lat to szmat czasu prawda. I nagle zostałam bez nich. A już pisałam że dzięki Stefusi chce mi się wracać do domu.
Magdas
Ula super zrobiłaś że wzięłaś koteczki.
Kasia D.
W piątek straciłam moją ukochaną psinkę suczkę owczarka niemieckiego. Dwa miesiące temu przeszła zabieg usunięcia sledziony, na usg widoczne były guzy. Myślałam, że najgorsze już za nami. Zaczęła troszkę lepiej jeść, stała się bardziej aktywna. Niestety od mniej więcej dwóch tygodni było już tylko gorzej. Brak apetytu, zmęczenie. Na spacerze potrafiła położyć się na trawniku na boku i nie chciała wstać przez 10-15 minut, patrzyła gdzieś w dal. Tłumaczyłam sobie, z to pewnie przez upał. Jednocześnie męczyłam się razem z nią, psychicznie wykanczalo mnie kazde karmienie (a w zasadzie wmuszanie jej posilku). W piątek wysłałam męża do weterynarza na kontrolne badanie krwi. Nawet się nie pożegnałam. Byłam pewna że wróci, ale nie wróciła... Badanie krwi wykazało anemię. Okazało się, że wątroba ma zmiany nowotworowe, a na jajnikach są cysty. Lekarz na prośbę męża podjął próbę ratowania jej zabiegiem sterylizacji. Niestety serce nie wytrzymało kolejnej operacji. Moja sunię dwukrotnie reanimowali, została podłączona pod aparaturę podtrzymującą życie, tylko po to żebym mogła się z nią pożegnać. Pojechałam do kliniki. Była zaintubowana, oczy otwarte, ale spojrzenie puste. Wytuliłam, wycałowałam, mówiłam do niej, że jestem, ze będę do końca. Odłączono aparaturę, przestała oddychać, jej serce stanęło, a moje rozpadło się na milion kawałków. Od pół roku przyjmuje leki antydepresyjne. Już czułam się znacznie lepiej, a po śmierci mojej psinki wszystko wróciło, bezsenność, wahania nastrojów, problemy z koncentracja, płaczliwość. Mam straszne wyrzuty sumienia, że mogłam dać jej więcej, bardziej o nią zadbac, zrobić więcej badan, żeby szybciej wykryć to co ja zabiło. Żyła z nami 10 lat i 6 miesięcy. Jak poradzić sobie z taką stratą? Jak to poukładać w głowie zeby nie bolało? Wszedzie ja widzę. W każdym miejscu w mieszkaniu, na osiedlu, slysze jak wstaje, chodzi, jak pije wodę. Koszmar. Tak bardzo tęsknię i chce by wrocila :(
Ulka K.
Magdas, zawsze potrafisz wesprzeć dobrym słowem jak i pozostałe dziewczyny. Warto dać dom jakiemuś zwierzątku. Pomimo, ze nie czuje jeszcze takiej więzi z kićkami to z czasem ona powstanie. Baltazar był i będzie dla mnie tym jedynym, takim moim pierworodnym synkiem. Tak jak dla kazdego z nas, co utracili Swoje kochane szkraby.
Ewa.A.
Kasiu bardzo ci współczuję Wiem jak boli strata ukochanego przyjaciela.Najgorsze sa te pierwsze dni .Potem jest troszke lepiej zaczniesz wspominac te fajne momenty Mogłaś sie pozegnac mi nie było to dane bo moj Spejsik zginał tragicznie. Bedzie ciezko kazdy musi z nas to odchorowac ale czas leczy rany Pocieszeniem jest to ze twoj piesek był z toba szczesliwy kochany i miał dobre zycie. Przytulam cie mocno trzymaj sie.
Monika K.
Kasiu tylko czas...teraz płacz, bo trzeba...Zaglądaj tu...jest nas wielu, którzy wesprą Cię dobrym słowem...wiesz mi to bardzo ważne...
Kasia D.
Dziękuję Ewo. Również przytulam i bardzo wspołczuje. Czasem dobrze wiedzieć, że ktoś inny czuje to samo. Troszkę lżej się robi na sercu. Wydawało mi się, ze jestem świadoma tego, że już czas się żegnać i przygotowana na jej odejście, bo chorowala, ale jednak na coś takiego nie idzie się przygotowac. To właściwe pożegnanie powinno nastąpić w momencie jak wychodziła z domu o własnych siłach. Straciłam ten moment. Później było już tylko puste spojrzenie, to już nie była moja Yoda. Mam nadzieje, ze czuła że przy niej jestem, że nie jest sama i że pomogłam jej przejść w to lepsze miejsce.
Ewa.A.
Kasiu ja tez te pierwsze dni myslałam ze oszaleje Teskniłam tak bardzo Starałam sie jak najwiecej zajmowac głowe czyms innym Tu czas jest najlepszym lekarstwem A kochac i pamietac bedziemy o nich zawsze..
Grażyna Turzyńska
Bardzo Wam wszystkim współczuję, jesteście na świeżo po stracie ukochanego przyjaciela. Ból jest ogromny dlatego, że tak bardzo te zwierzątka kochaliśmy. Były dla nas najważniejsze. Trzeba na to spojrzeć inaczej, że daliśmy im chociaż krótki czas dobrego życia. Były kochane i miały wszystko. Ja mimo, że już od odejścia mojej kochanej kotki Nikity minęło 5 miesięcy to nadal popłakuję za nią i bardzo tęsknię. Wspominam najwspanialszy zapach jej pięknego białego futerka, w które wtulałam się mocno, a ona cichutko mruczała, to nic, że póżniej miałam całą twarz w futerku. Nic tak pięknie nie pachnie , no może futerko drugiej kotki Miki, która mi pozostała. Dobrze, że jest to miejsce, ten blog, bo my się tutaj doskonale rozumiemy. Ja już nawet ze znajomymi na ten temat nie rozmawiam, bo twierdzą, że to tylko kot i nie ma co przesadzać. A tutaj znajduję ludzi, którzy mają podobny stosunek do zwierząt jak ja. Bardzo często czytając Wasze wpisy na tym blogu płaczę razem z Wami kochani. Trzymajcie się, rany kiedyś się zabliżnią.
Ewa.A.
Kasiu na pewno twoja Yoda czula że jestes przy niej w tej ostatniej drodze Miała dobre zycie kochałas ja One wiedza czuja to ze jestesmy zawsze Moj Spejsik mial dopiero półtora roku nie było nam tane przezyc razem wiecej Wspominaj te dobre momenty jak byłyscie razem a czas troche zelzy twoh bol wiem to z doswiadczenia u mnie nie długo bedzie piec miesiecj jak osszedł moj mały łovuziak.
Magdas
Dziewczyny kochane trzymajcie się wiem że wszystkim Wam jest ciężko. Ale musimy żyć ja płaczę do tej pory a już rok. Myślę o Was codziennie i codziennie czytam Wasze historię i płacze. Oj ciężko się pogodzić ze strata. I tak jak piszemy cieszmy się że Nasze Aniołki miały cudowne życie z nami. Dajmy takie życie kolejnym zwierzaczka.
Monika K.
Cała Magda...nasz Anioł...
Kasia D.
Myślicie, że adopcja psiaczka ze schroniska, krótko po stracie to dobry pomysł? Nie ukrywam, że przeszło mi to przez myśl, ale nie jestem pewna. Nie wiem czy dobrze bym się czuła zastępując Yodę innym psem :(
Magdas
Monisiu moja kochana dziękuję Ci za te słowa. Jesteś kochana i wszyscy jesteśmy. Kasiu ja już się wypowiedziałam na ten temat. Pewnie że tak i nie po to aby zastąpić nasze Skarby bo się nie da ale po to żebyśmy kochac kolejne. Nam będzie lżej i kolejne stworzonka będą miały wspaniałe domy. A Twój psiaczek napewno się nie pogniewa. Jest przecież Aniołkiem a One się nie mogą gniewać. Ja mam Stefcie i kocham Ją bardzo. A Zuzię i Tosie kocham najmocniej i zawsze będę. I z czasem powstanie wież jak któras z Was dziewczyny pisała. Trzeba czasu.
Ewa .A
Kasiu ja uwazam w takich sytuacjach nie czas jest wazny a to co ci podpowiada serce Kieruj sie własnie sercem Jest takie cos jak testament psa Jesli nie znasz warto przeczytac Do mojegp domu trafily tez dwa nowe buldozki Nie zastapia Spejsona ale mi jest jakos łatwiej i czesciej sie uśmiecham .. Yoda na pewno by była szczęśliwa ze dałas dom i miłosc kolejnemu przyjacielowi A ci co odeszli i tak beda z nami do końca..
Ewa.A.
Bogaci ludzie maja na ubraniach metki Szczesliwi maja na nich siersc Autor nieznany
Kasia Ś.
Kasiu D. ja niedawno straciłam moją Najkochańszą Koteczkę Truskawkę…płaczę non stop…nikt nie zastąpi Twojej psinki…ja też pytałam tutaj po jakim czasie Dziewczyny wzięły nowego futrzaczka… powiem Ci tak…czteroletni Syn powiedział mi, że w nowym kotku będzie na pewno dusza naszej Truskaweczki i wtedy nie będziemy tak płakali…znaleźliśmy koteczkę rosyjską do odbioru pod koniec września i po Nią pojedziemy…Nigdy o Truskawce nie zapomnimy, bo to 13 lat wspólnego życia…nic już nie będzie takie samo…jednak nowy rozdział trzeba zacząć i dzielić się naszą miłością z innym futerkiem…Przytulam Cię mocno i tak jak tu napisano, tylko czas…dużo czasu minie, a Twoja psinka i nasz kotek zawsze będą w naszych serduchach;*
Kasia Ś.
Kasiu D. ja niedawno straciłam moją Najkochańszą Koteczkę Truskawkę…płaczę non stop…nikt nie zastąpi Twojej psinki…ja też pytałam tutaj po jakim czasie Dziewczyny wzięły nowego futrzaczka… powiem Ci tak…czteroletni Syn powiedział mi, że w nowym kotku będzie na pewno dusza naszej Truskaweczki i wtedy nie będziemy tak płakali…znaleźliśmy koteczkę rosyjską do odbioru pod koniec września i po Nią pojedziemy…Nigdy o Truskawce nie zapomnimy, bo to 13 lat wspólnego życia…nic już nie będzie takie samo…jednak nowy rozdział trzeba zacząć i dzielić się naszą miłością z innym futerkiem…Przytulam Cię mocno i tak jak tu napisano, tylko czas…dużo czasu minie, a Twoja psinka i nasz kotek zawsze będą w naszych serduchach;*
Magdas
Dziewczyny bierzcie kotki pieski bo z nimi będzie lepiej łatwiej. Nikt i nic nie zastąpi naszych kochanych Skarbow. Ja miałam moje koteczki długo i zżyta byłam z nimi bardzo mocno. Brakuje mi ich okropnie. Ale jak patrzę na moją Stefcie jak słodko śpi to wiem że zrobiłam dobrze. Bez Niej byłoby w domu strasznie. I kupiłam ją dość szybko po śmierci moich kotków. Bardzo ja kocham jest rzeczywiście inaczej ale lepiej. I ja też tak sobie myślę jak Twój synuś Kasiu że trochę tamtych koteczkow w niej jest.
Grażyna Turzyńska
Święte sława Magdas. Potwierdzam to moim przykładem. Miałam kotkę 18 lat niestety w 2007 roku musiała zostać uśpiona miała nowotwór. Bardzo po jej stracie rozpaczałam. Prze 7 dni wracałam do domu z pracy i płakałam, wychodziłam na balkon z którego miałam widok na las w którym spoczywała moja Pusia. W końcu po kilku dniach, a dokładnie po tygodniu wzięłam się w garść i powiedziałam sobie, że nie wrócę do domu bez kotka. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Tyle tylko, że przywiozłam 2 kotki - rodzeństwo dziewczynkę i chłopca. Z tej rozpaczy po stracie Pusi chciałam dać miłość innym zwierzątkom. Ale miałam trochę pecha, bo chłopczyk z tej parki był poważnie chory i po 2 tygodniach odszedł. Był bardzo wątły i miał biegunki. Mimo, że latałam z nim do Weta 2 razy dziennie na nawadnianie a potem rozmasowywanie tej wody w domu to kotek nie przeżył. Natomiast ta kotka która przeżyła to Nikita, która aktualnie weszła w 14 rok życia. Bardzo ją kocham. Po roku dołączyła do naszego domu Nikita. Niestety odeszła w Walentynki ( została uśpiona). Dzisiaj cieszę się, że miałam 2 kotki, bo rozpacz jest może trochę mniejsza, bo mam dla kogo żyć, starać się przygotowywać jedzenie podsypkę. A co najważniejsze przytulać się i kochać całym serduchem. Nie przekreślajcie już na wstępie nowych zwierząt, szybko okaże się, że nie możecie bez nich żyć i że to była dobra, właściwa decyzja. Pozdrawiam trzymajcie się.
Ewa.A.
Hej tak jak napisała Magdas Grazyna dajcie dom miłosc nowym zwierzaka Ja tez jak wczesniwj pisalam mam juz nowe dwa buldozki plus dwa psiaki z adopcji One sa inne ale tez tak bardzo chca miłosci Na pewno pomaga to tyle mie myśleć o tym co sie stalo W domu jest weselej i powrociła jakas namiastka normalnosci Spejsona kocham najbardziej na świecie ale wiem ze byl by szczesliwy ze dalismy miłosc dom...
Magdas
Super Ewcia popieram to co napisałaś. A Ty Grażynko miałaś kotka 18 lat to wiesz dobrze jak człowiek się przywiąże do zwierzaczka. Ja mam dwa owczarki na podwórku Helenkę i Lucynke . Są super takie moje pieszczochy. A w domku Stefanie. Zawsze od dziecka byłam otoczona zwierzakami bez nich życie jest smutne. Ale Zuzia i Tosia były i są takie ukochane. Całuski dziewczyny.
Ela Bogunia
Nie potrafię sobie poradzić ze stratą naszego Pieska. Uciekł z posesji przez otwartą bramę, był w domu, spał, zamknął mąż dwoje drzwi. Przekonany ,że zamknął na klucz te wejściowe, a nasz Spiki otwierał każde drzwi i to był moment, nie wiem co go obudziło i wybiegł przez otwierającą się bramę. Komenda stój nie zadziałała ,wpadł prosto pod koło ścigaczem. Uderzenie w jamę brzuszną. Akcje ratowania szybkie, zawiezienie do kliniki weteranryjnej, wszystkie badania, oględziny i nadzieja,że wyjdzie, trzeba tylko zoperować przepukline urazową. Nasz Piesek zaczął jeść, spacerował w druga dobę, załatwiał potrzeby fizjologiczne. Była wielka nadzieja. Kolejne rtg, też super miednica w porządku. Lekarz wierzył,że będzie dobrze. Pies przyjaźnie reagowałna naszych znajomych, którzy przychodzili do Psinki. I we wtorek pogorszenie stanu, wymioty. Decyzja lekarska przyspieszamy operacje. Kolejne badania, nerka do usunięcia, kolejny problem temperatura 41 stopni. Zespół lekarski podaję leki zbijające gorączkę, jeszcze Kolejne badania . Pies wszystko znosi bardzo cierpliwie. Zespół lekarski mocno wierzy ,że się uda. I.. W trakcie końcowej fazy , czyli szycia nasz Spiki odszedł. Jest nam bardzo trudno z tym się pogodzić. Zespół lekarski też z zakończeniem tej akcji pomocy nie potrafiłsie pogodzić. Byłz ni 6lat. Przygarnęliśmy go jak był szczeniakiem wałęsającym się, cudem uniknąć wtedy smierci pod kołami traktora. Trafił do nas. Był bardzo lubianym Psem przez otoczenie, Niesamowitym przyjaznym stworzeniem,ale Miał tendencje ucieczki,czy w czasie spacerów dalekich, posesję zabezpieczyliśmy, ale potrafił znaleźć zawsze sobie możliwość, nieuwagę i czmychnąć, oczywiscie my natychmiastowa akcją przyprowadzenia lub wręcz przyniesienia go domu. Jest już cztery dni jak Go z Nami nie ma, my czujemy się fatalnie. Tłumaczę sobie ,że życie składa się z takich momentów,że kogoś kogo kochamy musimy na zawsze pożegnać, ale to bardzo boli.
Ela B
Nie potrafię sobie poradzić ze stratą naszego Pieska. Uciekł z posesji przez otwartą bramę, był w domu, spał, zamknął mąż dwoje drzwi. Przekonany ,że zamknął na klucz te wejściowe, a nasz Spiki otwierał każde drzwi i to był moment, nie wiem co go obudziło i wybiegł przez otwierającą się bramę. Komenda stój nie zadziałała ,wpadł prosto pod koło ścigaczem. Uderzenie w jamę brzuszną. Akcje ratowania szybkie, zawiezienie do kliniki weteranryjnej, wszystkie badania, oględziny i nadzieja,że wyjdzie, trzeba tylko zoperować przepukline urazową. Nasz Piesek zaczął jeść, spacerował w druga dobę, załatwiał potrzeby fizjologiczne. Była wielka nadzieja. Kolejne rtg, też super miednica w porządku. Lekarz wierzył,że będzie dobrze. Pies przyjaźnie reagowałna naszych znajomych, którzy przychodzili do Psinki. I we wtorek pogorszenie stanu, wymioty. Decyzja lekarska przyspieszamy operacje. Kolejne badania, nerka do usunięcia, kolejny problem temperatura 41 stopni. Zespół lekarski podaję leki zbijające gorączkę, jeszcze Kolejne badania . Pies wszystko znosi bardzo cierpliwie. Zespół lekarski mocno wierzy ,że się uda. I.. W trakcie końcowej fazy , czyli szycia nasz Spiki odszedł. Jest nam bardzo trudno z tym się pogodzić. Zespół lekarski też z zakończeniem tej akcji pomocy nie potrafiłsie pogodzić. Byłz ni 6lat. Przygarnęliśmy go jak był szczeniakiem wałęsającym się, cudem uniknąć wtedy smierci pod kołami traktora. Trafił do nas. Był bardzo lubianym Psem przez otoczenie, Niesamowitym przyjaznym stworzeniem,ale Miał tendencje ucieczki,czy w czasie spacerów dalekich, posesję zabezpieczyliśmy, ale potrafił znaleźć zawsze sobie możliwość, nieuwagę i czmychnąć, oczywiscie my natychmiastowa akcją przyprowadzenia lub wręcz przyniesienia go domu. Jest już cztery dni jak Go z Nami nie ma, my czujemy się fatalnie. Tłumaczę sobie ,że życie składa się z takich momentów,że kogoś kogo kochamy musimy na zawsze pożegnać, ale to bardzo boli.
Ulka K.
Ela B, wiem jak bardzo boli po stracie najkochańszego szkraba, niezależnie od tego w jaki sposób odszedł. Ja do dnia dzisiejszego płaczę i tęsknię - jest to silniejsze ode mnie. Na wiele czynników nie mamy wpływu, zawsze przychodzi ten moment pożegnania, tylko dlaczego tak nagle i tak wcześnie. Pozdrawiam
Monika K.
Elu potrzeba czasu...Ula ma rację..nigdy nie wiadomo jak i dlaczego. Nigdy też nie będziemy wystarczająco gotowi...jesteśmy z Tobą..
Magdas
Kiedyś już napisałam że na pewne pożegnania nigdy nie jesteśmy gotowi. Zawsze jest na nie za wcześnie. My kochani za bardzo kochamy. Czas jest potrzebny bo zagoi trochę rany ale one też bola. I będą boleć do końca życia. Ale musimy żyć i płakać. Trzymajcie się.
Ulka K.
Jak powiedział Borys Pasternak - "Nauczono nas kochać i marzyć, a tęsknoty nie oduczono". Tęsknimy i tęsknić będziemy zawsze.
Magdas
Tak będziemy i to bardzo. U mnie tyle już czasu i są momenty że wydaje mi się że oszaleje. Płacze czytam o Waszych zwierzątkach i przytulam mojego nowego kotka. Ale Zuzi i Tosi nic mi nie zastapi. Dobrze że jest nasze forum bo razem jest trochę lżej prawda.
Ulka K.
To prawda Magdas. Dzięki Wam, wiem że nie jestem jedyną osobą, która tak bardzo emocjonalnie i z całym serduszkiem podchodzi do tych kwestii. Nie wszyscy potrafią zrozumieć, że nasze cudeńka są dla nas ważne i zawsze będą, choć już ich z nami nie ma. Wiele bym dała, aby cofnąć czas i jeszcze się do Baltazarka poprzytulać, kiziać, wycałować i powiedzieć że zawsze będę z nim, zawalczyć o niego . Rany, jak mi jest ciężko.
Magdas
Wiem Ula że ciężko ale co możemy poradzić. Nic tylko płakać wspominać. Tak tutaj można się wyzalic i nikt Cię nie wyśmieje że płaczesz i rozpaczasz po psie i kocie. Miałam koleżankę kiedyś też miała persa i jak jej zachorował to nawet nie poszła do weterynarza. Stwierdziła że szkoda kasy na kota i niestety kotek umarł. Był młody i śliczny mial 6 lat. Nawet nie zapłakała za nim. Śmiała się ze mnie że wydaje pieniądze na leczenie że powinnam uśpić.Ja nie rozumiem takich ludzi ostatni grosz bym dała na moje zwierzaczki. Dlatego tutaj jest z Wami lżej bo nikt nie krytykuje i nie ocenia. Rozumiemy się nawzajem. A do koleżanki no cóż nie gadam z nią.
Monika K.
Myślę, że już nie jest Twoją koleżanką...ja też dałabym wszystko co mam by uratować Kiki.
Magdas
Ula kiedyś będzie trochę lżej. Też ciężko ale lżej. Jak umarła Tosia dwa równe miesiące po Zuzi nagle doznałam szoku. Mimo pomocy niestety odeszła. I wrócę do poprzedniej mojej wypowiedzi wydałam 390 zł za wizytę a kotka nie mam. I nie żałuję bo wiem że chciałam ją ratować i może jak dostała leki przeciwbolowe to mniej ja bolało. Jak ja wtedy cierpiałam nie chciało mi się żyć. Straciłam dwa skarby. Szok niedowierzanie bezradność. Teraz też mam chwile załamanie. Przytulę Stefcie i Was przytulam. Moniko a jak kochana u Ciebie.
Monika K.
Tak jak piszesz..niby lżej- dzięki Wam, ale płaczę codziennie...teraz też. U ludzkiej mamy Kiki urodziły się kotki, wezmę jakiegoś..byłam w schronisku, ale nic..pustka. Były 2 kotki, cudne ale mąż chce kocicę.. Moją synową wyśmiano w pracy, że płacze za kotem...ja miałam wsparcie i to ogromne...czas dla mnie jest straszny, smutny...dzieci i mąż co chwilę podsuwają mi zdjęcia malutkich kuleczek...a ja wciąż nie jestem gotowa...
Magdas
No właśnie płacze za kotem co. Jakie to dziwne co. Dlatego super jest tu się wyzalic. Szkoda że jeszcze nie jesteś gotowa. Widocznie potrzebujesz więcej czasu. Ale jak się już zdecydujesz to będziesz kochała nowego kotka bardzo.Ja nie żałuję że wzięłam Stefcie. Moniko napisz jak będziesz miła już kicie ok. Trzymaj się.
Monika K.
Dziękuję Ci Magda...
Ewa.A.
Elu wiem jakie to straszne stracic pieska tragicznie . Bardzo ci wspłoczuje i tak jak dziewczyny pisza czas troche pomoze ale rana pozostanie w serduchu na zawsze. Obwiniam siebie kazdego dnia ze gdzies zatraciłqm czujnosc Zawsze zaraz za nim wychodziłam jak mi uciekał a w ten tragiczny dzien zawoodłam.Wybiegł za kotem i juz nigdy wiecej go mie zobacze. Kocham go bardzo i tesknie kazdego dnia ale trzeba nauczyc sie zyc z tym bolem bo juz nic nie mozna zrobic. Ściskam cie mocno i trzymaj sie te pierwsze dni sa najcięższe .
Ewa.A.
Do Moniki Ta decyzja na przyjecie nowego zwierzaka do domu jest ciezka. Ja gdy córka przywiozła Bogusia czułam się jakbym zdradziła Spejsika chociaz z drugiej strony chciałam miec choc namiastke jego Bogus to młodszy brat. Po miesiącu pojechalismy po ich siostre Boni .Dzisiaj wiem ze to były dobre decyzje ukoiły w duzym stopniu bol tęsknote. Daja tyle radosci i usmiechu. Zobaczysz jak dasz dom nowej kici bedzie ci lzej a twoja Kiki i tak bedzie z toba na zawsze.
Ewa.A.
Do Moniki Ta decyzja na przyjecie nowego zwierzaka do domu jest ciezka. Ja gdy córka przywiozła Bogusia czułam się jakbym zdradziła Spejsika chociaz z drugiej strony chciałam miec choc namiastke jego Bogus to młodszy brat. Po miesiącu pojechalismy po ich siostre Boni .Dzisiaj wiem ze to były dobre decyzje ukoiły w duzym stopniu bol tęsknote. Daja tyle radosci i usmiechu. Zobaczysz jak dasz dom nowej kici bedzie ci lzej a twoja Kiki i tak bedzie z toba na zawsze.
Ewa.A.
Magdas na takie kolezanki to szkoda czasu energii. Jak to mowia karma wraca niewyobrazam sobie jak mozna nie pomoc zwierzakowi w potrzebie Ludzie sa okropni okrutni. U mnie jest trochę tych zwierzakow i czesto słyszę komentarze ze jestem stuknieta bo ile to pieniędzy na karmy opiekę weterynarza.I wiesz co mam to gdzies najwazniejsze ze ja jestem szczesliwa i sie spełniam i mam satysfakcję ze te ktore do nas trafiły psiaki i koty sa szczęśliwe i maja spokojne zycie. Dobrze ze masz Stefcie pozdrawiam cieplutko.
Magdas
Ewuniu dzięki. I nie obwiniaj się bo wydaje mi się że każdy ma swoje przeznaczenie zwierzaczki też. Wydaje mi się że My tu wszyscy zrobiliśmy wszystko dla naszych skarbów. My też kiedyś odejdziemy z tego świata. Ja też czułam się winna na początku. Ale teraz wiem że nie jestem. Tak musiało być. Jest ciężko nam wszystkim ale musimy sobie jakoś radzić. Pozdrawiam.
Kasia D.
Ktoś z rodziny pocieszając mnie po stracie Yody powiedział, żebym nie trzymała jej na siłę przy sobie myślami, żeby pozwolić jej odejść w spokoju, nie obciążać naszymi żalami i wyrzutami. Jakoś bardzo to do mnie trafiło. Kupiliśmy z mężem balonik z helem. Napisaliśmy na nim, że kochamy, tęsknimy, przepraszamy i dziękujemy za wszystko. Balonik puściliśmy na ulubionej polance Yody, gdzie codziennie tarzała się w trawie. Poleciał i zniknął w chmurach. Takie symboliczne pożegnanie i oczyszczajace doświadczenie. Może skorzystacie. Trzymajcie się. Pozdrawiam
Monika K.
Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie...tak pomyślałam, że wezmę kotka z rodziny Kiki...sama nie wiem dlaczego. A co do durnych ludzi...nie ich sprawa na co wydajesz swoje pieniądze. Ja kiedyś kupowałam dla biednej rodziny karmę , bo zwierzaki były głodne, mój pracodawca był zdziwiony, że wydaję kasę na obce zwierzęta...
Magdas
Bierz kotka i juz Moniko. My jesteśmy stworzone żeby mieć te kochane zwierzątka. Kto ma je kochać jak nie my. Ja też dokarmialam kotki i pieski bezdomne to sąsiadki się dziwiły że wydaje pieniądze. A szkoda gadać jacy są ludzie nie trzeba się nimi przejmować i robić swoje. A ja im bardziej poznaję ludzi tym mocniej kocham zwierzęta.
Monika K.
To tak jak ja...
Ewa.A.
I ja tez Wole towarzystwo zwierząt niz ludzi..
Ewa.A.
Kasiu fajny pomysł z tym balonem. Tez gdzies wyczytałam ze powinniśmy pozwolic odejsc zwierzaczkowi po tęczowym moście na druga stronę. A gdy rozpaczamy płaczemy on czeka w takim zawieszeniu. Fajnie ze ci to pomogło Trzymaj sie pozdrawiam.
Ewa.A.
Magdas Moniko dziekuje za dobre słowo. Cieszę sie ze znalazłam to forum. Jakos robi sie cieplej na sercu jak mozna sie wyzalic i nikt nas nie krytykuje ze to tylko pies czy kot. Pozdrawiam cieplutko
Bogna
Witam czytam wasze rozmowy i jest mi lepiej wczoraj musiałam uśpić mojego Hektorka amstaffa z łagodnym usposobieniem miał 11 lat padaczka mi go zabrała nie daję rady dziś go pochowałam masakra boli jak cholera
Bogna
Witam czytam wasze rozmowy i jest mi lepiej wczoraj musiałam uśpić mojego Hektorka amstaffa z łagodnym usposobieniem miał 11 lat padaczka mi go zabrała nie daję rady dziś go pochowałam masakra boli jak cholera
Ulka K.
Bogna, doskonale Ciebie rozumiem. Trzymaj się. Jak coś to pisz, tutaj Wszyscy starają się wesprzeć drugiego człowieka.
Magdas
Bogna boli i będzie bolało długo. Ale nauczysz się żyć z tym bólem jak my wszyscy. Mnie boli do tej pory a już rok. Jak czytałaś nasze historie to wiesz że straciłam moje Skarby w krótkim czasie. Wszyscy tutaj cierpimy i pomagamy sobie. Z czasem będzie trochę lżej. Trzymaj się kochana.
Monika K.
Bardzo Ci Bogna współczuję...to będzie boleć...długo..Twój Hektorek na pewno był cudowny..to zawsze jest kwestia wychowania. Dzisiaj mija 3 miesiące - kiedy straciłam moją Kiki...bardzo boli...
Magdas
Dziewczyny nawet nie wiecie jak ja się cieszę że jesteście ze Was mam. Niby tylko parę słów się napisze żeby komuś pomóc a jednak to tak dużo. Teraz wspieramy Bogne która jest tuż po śmierci swojego pupila. I to jest cudowne. Bogna jesteśmy z Tobą.
Monika K.
Tak, to wsparcie jest niesamowite...i bardzo ważne, dziękuję i pozdrawiam.
Ewa.A
Bogna wszyscu tu rozumiemy co przeżywasz. Bedzie ciezko te pierwsze tygodnie sa najgorsze. Z czasem jest lzej chociaz pewnie nikt z nas nigdy nie pogodzi sie z odejściem swojego najlepszego przyjaciela. Pisz jak bedzie ci ciężko to pomaga.U mnie 20 sierpnia minie piec miesiecy jak odszedł moj mały Spejsik.
Kasia Ś
Jutro mija dokładnie miesiąc od odejścia Truskawki i wiecie co…ja dalej płaczę…boli…i boleć będzie…jak tu wszyscy piszą czas to nasz jedyny sprzymierzeniec…i to forum…Dziś za namową męża i Synka pojechaliśmy zobaczyć koteczkę…i urzekła nas…jest malutka i odebrać będziemy ją mogli pod koniec września, ale patrząc na błysk w oczach mojego dziecka, wiem, że postępuję słusznie, choć radość miesza się z bólem i smutkiem…Przytulam Was dziewczyny wszystkie;*
Magdas
Kasiu super że bierzesz kotka. Ja też jak zamówiłam Stefcie to płakałam z bólu i radości. Dała mi tyle szczęścia z nią jest po prostu trochę lżej. A tęsknota za moimi Skarbami chyba nie minie nigdy. Ale zobaczysz że będziesz kochać też bardzo ale inaczej.Nigdy nie będzie tak samo. Też przytulam Was bardzo mocno wszystkie.
Magdas
Kasiu ja nie wyobrażam sobie już domu bez Stefci. Dobrze robisz uwierz mi. Wiesz że u mnie już rok a płaczę codziennie wspominam i tęsknie.Ale cóż czasu nie cofniemy. Pisałam już ze mnie pociesza to że moja Zuzia żyła długo a Tosia też juz sporo jak na persa. I to że były ze mna szczęśliwe. Twój nowy kotek też będzie kochany i cudowny. I pomoże Wam bardzo zobaczysz
Magdas
I oczywiście Wy kochane mi pomagacie i to bardzo. Tu jest niesamowito wsparcie jak pisała Monika. Myślę że wszystkim tu razem jest nam lepiej.
Ewa.A
Kasiu podjełas super decyzje. Zobaczysz ze bedzie ci lzej na sercu i wiecej bedziecie sie usmiechac.U mnie dzisiaj mija piec miesiecy jak nie ma Spejsona a ja tak bardzo tesknie i płacze codziennie.Mamy dwa buldozki rodzenstwo młodsze Spejsika.Sa inne jest inaczej ale kochamy tak samo. Myślę ze Spejsik byłby szczesliwy ze dalismy dom tym łobuza.Twoja Truskawka tak samo i jeszcze to szczescie w oczach twojego synka bezcenne.. Pozdrawiam wszystke kociary.
Krzys K
19 sierpnia zdechl moj Feluś świnka morska... nie mogę sobie z tym poradzić... wyjechaliśmy nad morze-wtedy już zaczął mniej jeść... 2 tygodnie później pojechaliśmy w Bieszczady, Felkiem opiekowała się ciocia... w dzień naszego wyjazdu, Feluś dostał biegunki, był u weterynarza, dostał dietę, zastrzyki... ważył 400g mniej... na drugi dzień widział poprawę rano, a wieczorem-nie jadł nic, musiał być karmiony przez strzykawkę...w kolejnych dniach było tak samo,był u innych weterynarzy, a po naszym przyjeździe, pojechaliśmy do zaufanego weterynarza i okazało się, że ma przerośnięte ząbki i choroby z wątrobą, nerkami. w ten sam dzień Feluś musiał pojechać do szpitala, gdzie musiał zostać. był karmiony przez 2 dni, było nie najgorzej i nie najlepiej. podcięli mu ząbki i zaczął mieć apetyt. w kolejnym dniu-Feluś nie przełykał jedzenia, chudł. pojawił mu się guz, który okazał się być nowotworem... Feluś leżał pod respiratorem i inkubatorem, nie było szans na odratowanie... 19 sierpnia Feluś zdechł, mając 4 latka... Nie umiem sobie poradzić, ciągle płaczę i mówię sobie, że już niegdy go nie dotknę, nigdy się z nim nie powyglupiam nigdy się z nim nie pobawię...
Monika
W piątek musiałam uspac moja kochana koteczkę Mango traktowałam ja jak moje dziecko czuje ogromny smutek nie mogę się z tym pogodzić choć wiem że jest jej luz lepiej że już nie cierpi kocham ją i tęsknię bardzo
Monika K.
Najważniejsze jest to, że kochamy nasze aniołki, że zawsze będą w naszych myślach i sercach..każdy dzień bez nich jest jak stracony...a żyć trzeba..łączę się w bólu....
Kasia Ś.
Tak jak piszecie…każdy dzień, bez naszych futrzanych przyjaciół jest jak stracony…tak baaardzo baaardzo tęsknię za Truskawą, za jej mądrym spojrzeniem, przytuleniem, gdy byłam smutna…rozumiałyśmy się bez słów…to już nie wróci…Magdas to tak cholernie boli i wraca jak bumerang…mam nadzieję, że ta nowa mała koteczka wniesie trochę radości i nowego życia do naszego domu…zostały 3 tygodnie do jej odbioru. Synek codziennie wymyśla co trzeba kupić, a to kuwetę, a to kocyk, a to zabaweczki…przynajmniej On nie jest już taki smutny. Ściskam Was mocno;*
Monika K.
U mnie to samo...tęsknota aż do bólu..oczywiście myślę o nowym zwierzaku...czas mija a ja nie jestem gotowa... My tez się rozglądamy.. Pozdrawiam..
Magdas
Wiem kochane mam to samo. Bardzo bardzo tęsknię.
Ewa.A
Kasiu zobaczysz ze bedzie radosniej .Wiem bo to przerabiam jest inaczej te nowe zwierzaczki sa inne a pokochasz tez mocno aczkolwiek napewno inaczej. Ja tez tesknie tak bardzo za moim malenstwemi zawsze będę go nosic w sercu myslach.Wiem jedno gdyby nie Bogus i Boni ktore wniosły radosc i usmiech byłoby gorzej otrzasnac sie nam po smierci Spejsika.
Magdas
Ewuniu podpisuję się pod Twoją wypowiedzią. Zgadzam się z tym co napisałaś. Gdyby nie Stefcia to bym oszalała. Jest inaczej ale lepiej. Bierzcie zwierzaczki i je kochajcie. Całuski dla Was wszystkich.
Andrzej
17 lat temu żona przyniosła 2m-c szczeniaczka byłem przeciwny ale po 2 dniach zakochałem się w nim.Teraz mam łzy w oczach jak to piszę bo dwa dni temu MUSIAŁEM!!!!! ulżyć mu w cierpieniu byłem z nim do końca widziałem jego oczy i chyba mi dziękował ale jak mam z tym żyć nie ma już Ferbiego......
Andrzej
Dziękuję że jest takie forum bo nie każdy rozumie co my czujemy My razem z żoną nie możemy dojść do rzeczywistości
Monika K.
Potrzeba czasu... Mojej Kitusi nie ma już prawie 4 m-ce a ja nadal płaczę...
Andrzej
szkoda że nie można umieszczać zdjęć (tych pięknych i wspaniałych) ale najważniejsze że jesteśmy razem w tych dniach.ja tylko wiem że dałem mu 17 lat pięknego i wspaniałego życia Ferbuś kocham cię
andrzej
trzymajmy się razem
Magdas
Tak my sobie tu bardzo pomagamy. Nie wiem jak bym sobie poradziła bez naszego forum. Andrzej u mnie dużo czasu upłynęło a ja nadal cierpię. I wtedy czytam i piszę i jest mi lżej. Tak po prostu. Życzę Tobie i Twojej żonę wytrwalosci.
Ewa.A
Andrzej bardzo wspłoczuje. Najdorsze sa te pierwsze dni czas jest najlepszym lekarstwem.Twoj piesek przezył wspaniałe siedemnaście lat był kochany miał wspaniały dom za jakis czas bedzie to dla ciebie jakieś pocieszenie.Zaczniesz wspominac te fajne chwile. Jak będzie ci ciezko pisz to tez pomaga.
Monika K.
Tutaj możesz pisać co myślisz, nikt nie powie, że przesadzasz ani nie będzie się się z Ciebie wyśmiewał -jak moja teściowa. Trzymajcie się..
Kasia Ś.
Andrzej tak jak dziewczyny tutaj piszą, to forum pomaga nam zmierzyć się z bólem i cierpieniem po ogromnej stracie…nie jest łatwo, ale dasz radę! Płacz ile możesz, pisz tutaj…ja po śmierci mojej kociej przyjaciółki płaczę dalej…choć już mniej, bo Synek bardzo przeżywa stratę i nie chcę dodatkowo tego potęgować. Przytulam mocno;*
Monika K.
Tu na prawdę są Anioły, bez nich byłoby znacznie ciężej...
Magdas
Dziewczyny to prawda że to nasze forum jest cudowne. Ja bez Was bym sobie nie poradziła. I to szczera prawda. Kocham Was za to że kochacie zwierzęta. I nikt nie ocenia.
Justyna Z
Dziękuję za ten wpis. Wczoraj odeszła moja kochana króliczka. To się stało tak szybko. Ani myslalam, że to może nastąpić. U weterynarza próbowałam wyprzeć ten fakt, nie mogłam uwierzyć, że ona właśnie zmarła. Płakałam tak mocno, że pies z kolejki do psiego weterynarza(ja bylam u króliczego) zaczął wyć razem ze mną. Czuję potworny ból, zasnęłam tylko na chwilę, ona mi się przyśniła, obudzilam się i na nowo przekonywałam, że to się stało naprawdę. Ten artykuł o tym mówi i dlatego czuję poniekąd okład na duszy, po przeczytaniu tego do końca. Była moją małą radością, przyjacielem, wsparciem, przytulaskiem, miziaczkiem, małym foch mistrzem, zaczepiaką, którą kocham z całego serca. Nie wiem jak wracać do domu. Nie umiem usunąć rzeczy po niej jeszcze, ale rozumiem, że potrzebuję trochę czasu.
Monika K.
Po prostu płacz...ile trzeba.. Tulę w bólu..
Ewa.A
Trzeba przejść wszystkie etapy żałoby..
Dominika W
Był słoneczny poniedziałek z moją kotką widziałam się tego dnia nie wiele w sumie tylko rano przy misce, jakoś wtedy nie zwracałam na nią większej uwagi tym bardziej że stresowalam sie bo mialam wykonać dwa ważne telefony, rozmowy udały sie po mojej myśli więc bylam zadowolona pozniej wszystko szło swoim rytmem do czasu gdy po wyjściu z kąpieli wrócił mój brat ze szkoły i powiedział : punia leży zabita na drodze, chwila szoku i mnóstwo myśli w głowie nie to nie może być ona, pytania napewno to ona ? Może jeszcze żyje ? Trzeba ją ratować ! Odpowiedź : nie, Nie żyje ma cała buzie rozwaloną. Oczy pełne łez, strach przed zobaczeniem jej w takim stanie, chciałam ale nie dałam rady. Popłakałam chwile w pokoju , z kuchni słychać było przekleństwa roziców co za idiota to zrobił. Później przeniosłam sie z płaczem do łazienki ogarnęłam sie troche ale w pokoju znów to samo. Musiałam sie ogarnąć bo córka wychodziła właśnie z przedszkola. Reszta dnia minęła w bardzo smutnej atmosferze. Nie dałam rady nawet nic zjeść. Pół nocy nie przespanej kolejny dzień znów płacz oglądanie zdjęć na których zawsze gdzieś była, wspomnienia płacz, dzień mija ale jakoś tak nijak wszystko jest bez sensu. Mam inne kotki ale jakoś nie mogę sie nimi cieszyć. Bardzo brakuje mi mojej najkochańszej koteczki. Wszędzie nam towarzyszyła chodziła na spacery jezdziła w wózku na rowerze na sankach lubiła z nami przebywać była bardzo cierpliwa często nosiły ją dzieci. Już myśleliśmy o wspólnych wykopkach lubiła wtedy biegać w polu i się wygłupiać, zresztą towarztszła nam przy każdej pracy domowej czy to koszenie czy grabanie, czy inne zawsze była obok. Wystarczyło włączyć suszarke do włosów a ona już była i próbowała atakować ją łapkami. A teraz.. teraz jej nie ma jest mi tak źle, chciała bym normalnie funkcjonować ale nie moge dziś śniła mi sie ale rano znów ta okropna rzeczywistość była ukochanym kotkiem mojej córki towarzyszyla jej od małego. Nie mówiłam jej co się wydarzyło i raczej nie powiem :( Nie potrafie sobie z tym poradzić odniechciało mi się wszystkiego nie potrafie normalnie rozmawiać z ludźmi ciągle jestem zamyślona,przeszukałam już cały internet za takim samym kotkiem choc wiem że tak wspaniałego kotka już nie znajde :((obok nas jest las jakieś 300metrów ona lubiła tam chodzić ale zawsze uciekała przed samochodami nie wiem jak to sie mogło stać ten idiota musiał nieźle sunąć żeby jej nie zauważyć tak bardzo chce cofnąć czas jestem smutna i wściekła jest tyle opcji a gdyby ... bardzo tęsknie za nią wchodząc do domu wydawalo mi się że ją widze to jest okropne tak bardzo chciała bym ją przytulić. Wszystko mi o niej przypomina :(((((((((( gdybym mogła cofnąć czas :((((((
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo Ci współczuję.
Kasia Ś.
Dominika W. czasu niestety nie cofniesz…każdy tutaj się z tym mierzy…wszystko byśmy oddali, żeby nasi przyjaciele mogli być nadal z nami…Ja też mam w domu przedszkolaka i umarła nam nagle ukochana kotka…Synkowi powiedziałam jak tylko się obudził i spytał, gdzie jest Truskawka - bo zawsze nas budziła…dzieci są baaardzo baaardzo mądre…wszyscy tutaj piszą, że czas…tylko czas zaleczy ból i smutek…ale każdy przeżywa swoją żałobę inaczej. Trzymam za Ciebie i Twoją córeczkę kciuki:*, płaczcie ile możecie i piszcie tutaj…to naprawdę pomaga. Są tutaj CUDOWNI ludzie, którzy jak nikt inny Ciebie rozumieją i wspierają słowem i choć się nie znamy, to jesteśmy sobie bliscy;*…
Magdas
Oj tak Kasiu jesteśmy sobie bliscy.
Magdas
Ja gdyby nie Wy to chyba bym oszalała. A tak z Wami to jest trochę lżej. Całuski dla wszystkich.
Monika K.
Nawet nie wiecie, jak bardzo pomogliście mi...dziękuję.
Magdas
Mi też i mam nadzieję że z wzajemnością. Pomagacie mi każdego dnia.
Magdas
Tak Moniko kochana to forum jest bezcenne. Jak dobrze że jest że Wy jesteście.Zbliza się rocznica śmierci mojej Tosiuni więc znowu ból wraca ale jesteście ze mną wiem o tym i jest lepiej. Myślę o Was każdego dnia.
Kasia Ś.
Dziewczyny, a zwłaszcza Magdas, Monika K. i Ewa A. Wy nawet nie wiecie jak mi pomogłyście…dziękuję Wam za to każdego dnia;*;).Dziś dokładnie mija 2 miesiące odkąd nie ma z nami Truskaweczki…łezka się w oku kręci…czasu nie da się cofnąć…niestety;(…trzeba dalej żyć…pojechaliśmy odebrać kicię…Synek tak bardzo ją tuli, jest taki uśmiechnięty…a ona delikatna, łagodna, przytulaśna, także Bianka zamieszkała z nami.Nigdy już nie będzie tak samo i ja na pewno potrzebuję dużo więcej czasu, żeby się z tym oswoić, ale próbuję…
Magdas
Kasiu i nawzajem. Super że masz kotka cieszę się bardzo że Twój synek jest szczęśliwy. Tak będzie inaczej ale lepiej uwierz mi. Myślę o Was codziennie tak jak już pisałam. Przytulam.
Monika K.
:-)
Magdas
Ja do tej pory przestawiam się na Stefcie a już za miesiąc będzie rok jak ja mam. To wcale nie jest takie proste. Tyle lat byłam z Zuzia i Tosia tak bardzo byłam zżyta z nimi. A teraz jest zupełnie inaczej. Też bym chciała cofnąć czas ale niestety nie da się. Musimy się nauczyć żyć jakby na nowo. Dziewczyny trzymajcie się i odzywajcie. Moniko daj znać jak będziesz miała nowe kociątko. Kasiu pokochasz maleństwo mocno napewno. Truskaweczki Ci nie zastąpi ale patrz na Synka jaki jest szczęśliwy i ciesz się razem z Nim. A nasze Aniołki są z nami w naszej pamięci i sercach.
Ewa.A
Kasiu fajnie ze kotek jest juz z wami.Wszystko przyjdzie z czasem zobaczysz .Blanka wa dam duzo radosci w domu bedzie inaczej weselej i czesciej będziesz się usmiechac.Truskawka zostanie na zawsze w twoim sercu myslach a to malenstwo ma duzo szczescia ze trafiło do wspaniałego domu gdzie bedzie kochane.Pisz co tam u was . Pozdrawiam
Ewa.A
Magdas zaglądam na to forum codziennie. W rocznice smierci Twojej Tosi bedziemy z toba myslami serduchem.Wspominaj te najfajniejsze chwile.Twoje kotki były szczesliwe kochane miały wspaniałe życie. Może patrza gdzies z gory i się cieszą ze dałas teraz dom Stefci..
Magdas
Ewuniu dziękuję Ci za te słowa. Nawet nie wiesz jak są dla mnie cenne. Też myślę o Was codziennie. Jesteśmy razem. Jest ciężko ale takie życie niestety. Dziękuję Wszystkim.
Magdas
Ewcia popłakałam się jak przeczytałam co napisałaś. Dziękuję Ci z całego serca.Damy sobie jakos radę prawda bo sobie pomagamy i jesteśmy razem.
Monika K.
Naprawdę jesteście wspaniałe..dam znać, chyba za 3 tygodnie..i z 1 strony cieszę się a z 2 czy pokocham, a jeszcze z innej...chciałabym by Kiki wróciła.
Ewa.A
Magdas kto zrozumie nas lepiej jesli nie ten kto przezył śmierć swojego kociego, psiego dziecka. Członka rodziny najlepszego przyjaciela. Nie cofniemy czasu ale mozemy zrobic jeszcze cos dobrego dac miłosc dom nastepnemu zwierzaczkowi.Tak jak ty dałas Stefci, Kaśka Blance ja Bogusiowi i Boni.Nigdy nie zapomnimy o tych co odeszły ale musimy zyc dalej ..
Kasia Ś.
Monika K., tak jak Magdas, Ewa A. i ja… uwierz pewnie każda z nas się nad tym zastanawiała czy pokocha nowego futrzaczka…ja przyznam szczerze nadal nie potrafię się otworzyć…ale jak Dziewczyny piszą, jest lepiej o tyle, że nie jest puuusto i tak przeraźliwie smutno…u mnie jeszcze Synek, który naprawdę odżył, aż mu się oczy śmieją…Kotka jest malutka, śpi z moim dzieckiem, bawi się z Nim (to ruska, więc dzieci uwielbia;)... Trzymam kciuki za nas wszystkie ;*;)
Magdas
Kasiu ja też do tej pory nie pokochałam Stefci tak mocno. Ale myślę że musimy się przyzwyczaić nauczyć i przyjdzie to z czasem. Jak przeżyjemy z nimi kilka lat też pokochamy bardzo te nasze nowe kotki. Powiem tak że Stefcia mi bardzo pomogła i zapełniła pustkę. Kocham ją ale inaczej. Ewcia też coś o tym wie prawda.
Ewa.A
Tak jak Magdas pisze kocha sie inaczej te nowe zwierzaczki.Sa z nami krócej maja inne nawyki i przede wszystkim inne charaktery. No ale wszystkie czujemy ze jest lepiej radosniej i majac kolejne obowiazki tyle sie nie mysli. Moniko super decyzja bedziesz mniej smutna zobaczysz idajesz miłosc kolejnej istotce.Pozdrawiam was wszystkie serdecznie.
Ewa.A
Monkko ja tez bym dużo oddała zeby Spejsik wrocił.Boli tym bardziej ze w październiku miałby dwa lata.Mam jeszcze dni ze wyje i niechce mi sie żyć ale wiem że czekaja na mnie moje wszystkie zwierzaki i musze isc dalej.Bedzie lepiej zobaczysz pokochasz z czasem tak jak Kiki to nowe malenstwo tylko trzeba dac sobie na wszystko czas.
Magdas
Ewuniu ja płaczę do tej pory a już rok minął u Zuzi a w niedzielę będzie rok jak umarła Tosienka. Wiem Twój Spejsik był malutki. Maje kotki były staruszki już ale tyle lat razem ze teraz jest bardzo ciężko. A Twoje maleństwo powinno być. Ale nic nie możemy zmienic zrobić. Wydaje mi się że zawsze będziemy wracać myślami do naszych Skarbów. Bo jak mogłoby być inaczej. Właśnie mamy inne zwierzaki i musimy mobilizować się żeby się nimi zajmować. Tak potrzeba na wszystko czasu.
Magdas
Moniko kochana pokochasz napewno i to bardzo.
Ewa.A
Magdas w niedziele myslami bedziemy z Tobą. Na pewno kazda znas pomysli o twojej Tosi.Trzymaj sie i wspominaj te najlepsze momenty.
Magdas
Dziękuję.
Monika K.
Oczywiście i ja będę o Tobie myślała..i Tosi.
Kasia Ś.
I ja przyłączam się, razem z moim Synkiem…pomyślimy o Tobie i Twojej kociej Przyjaciółce…jesteśmy z Tobą;*
Magdas
Dziewczyny jesteście kochane. Dajecie mi siłę. Mam nadzieję że też Wam choć trochę pomogłam dobrym słowem. Też myślę o Was uwierzcie mi. I każdej z osobna współczuję. Jesteście cudowne i niesamowite i takie mi bliskie. Dziękuję Wam z całego serca.
Monika K.
My Tobie tez..jesteś cudna..
Magdas
I nawzajem.
Ulka K.
Rany, jak nadal jest ciężko. Magdas jak dajesz radę? Dziewczyny, jak wszystkie dajecie radę. To wszystko tak boli. Wspomnienia są wspaniałe, tylko dlaczego nie można ich wspominać z istotką, która odeszła za TM. Baltazarem śnił mi się kilka razy- rany wiele bym dała aby się nie obudzić. A czy Wam śnią się tez Wasze skarby? Przytulam Was mocno. Ulka
Kasia Ś.
Tak Magdas jesteś cudowna i Twoje słowa nas wszystkie tu podnoszą z ziemi…ja dziś znów płakałam oglądając zdjęcia Truskaweczki…strasznie mi jej brakuje…nikt jej nigdy nie zastąpi! Nasza obecna koteczka jest radosnym maluchem, ale nie wiem, jakoś tak podświadomie nie jestem w stanie na razie nawiązać z Nią jakiejś bliższej relacji…na razie przyglądam się jej zabawom z Synkiem…na wszystko na pewno przyjdzie czas. Ściskam Was Dziewczyny:*, dla mnie wszystkie jesteście Wielkie;*
Magdas
Czy daje radę? Było bardzo ciężko i jest. Ale tak jak pisałam dzięki Wam jakoś sobie radzę. Wiem że nie jestem sama w cierpieniu bo Wy jesteście. To forum jest cudowne. Płaczę do tej pory ale nic nie mogę zmienić. Tłumaczę sobie że takie jest życie że każda z nas też odejdzie. Ludzie przeżywają w życiu tragedie i muszą sobie radzić. I Stefcia mi pomaga. Ale to już nie to samo. Nigdy nie będzie już tak samo.
Monika K.
Mi śni się codziennie...ciągle podświadomie wyobrażam sobie, że Ją spotkam...a potem płaczę...
Magdas
Kasiu wszystkie jesteśmy cudowne bo kochamy i rozumiemy drugiego człowieka. Kotek nie zastąpi Ci Truskaweczki. Ale poznasz przyzwyczaisz się i pokochasz.
Kasia Ś.
Dziękuję Wam bardzo Dziewczyny…ciężko mi niezmiernie;(. Z jednej strony radość mojego dziecka i kociaka, a z drugiej moje łzy i 13 lat życia z moją kocią Przyjaciółką, które po prostu się skończyły…czas na pewno jest mi potrzebny na przeżycie żałoby i oswojenie się z całą tą sytuacją…dzięki, że jesteście naprawdę;*
Magdas
Kasiu jak ja Ciebie rozumiem. Wiesz prawda? Ponad 17 lat z Zuziunia i prawie 13 z Tosienka. I straciłam Je w tak krótkim czasie. I nie pozbierałam się do tej pory i chyba nigdy to nie nastąpi. Szok. Teraz nowy kotek całkowicie inny, chociaż też persik. I naprawę dzięki wielkie że jesteście Wy dziewczyny. Pomagacie mi codziennie. Uwielbiam Was Całuje wszystkie i każda z osobna. Kasiu pokochasz maleństwo napewno ja pokochałam Stefcie nie tak jak tamte kotki ale kocham ją też bardzo. Jest inaczej ale one też są już nasze. Nic nie zmienimy a te koteczki cieszą się że mają wspaniałe domy. Całuski dla Synka. Niech będzie szczęśliwy z nowym kotkiem i Ty też. Będzie lepiej Kasiu za jakiś czas.
Ewa.A
Kasiu pokochasz zobaczysz tylko daj sobie czas .My cały czas myslami i sercem jestesmy z tymi co odeszli ale te nowe zwierzaczki predzej czy pozniej zdobywaja nasze serca.Tak jak piszesz potrzebny jest etap przejscia całej żałoby i pogodzenie z tym co sie stało .Nic mie zmienimy a trzeba zyc dalej a mozemy dopóki tu jestesmy dawac dobro.
Monika K.
No i przywieźliśmy do domu małą czarną kulkę (a miała być szara - jak Kitusia), ma kawałek białego brzuszka. Fryga, skacze, szczęśliwy kotek..z czasem pokocham bo widać po niej, że skradnie serce...ale w moim i tak na 1 miejscu jest Kiki i chyba nic i nikt tego nie zmieni...
Magdas
Cieszę się bardzo. Pokochasz napewno. I napewno nie zastąpi Ci Koki. Ale będzie lepiej.
Magdas
Kiki
Małgorzata
W tamtym tygodniu straciłam swojego małego chłopaczka
Aga
Wiem co czujecie.Wczoraj umarł mój ukochany Brytyjczyk Miki.Po wizycie w klinice i stwierdzeniu, że to zapalenie płuc,dostaniu antybiotyku i uspokojeniu, że wszystko w porządku.Pojechaliśmy do domu,gdzie mój ukochany kiciek zaczął się dusić.Nic nie pomogło... Zmarł na moich rękach.Ciężko okropnie.Serce pękło mi na pół :-(
Monika K.
Małgosiu czas, tylko czas...współczujemy Ci z całego serca.
Magdas
Moniko kochana ogromnie się cieszę że masz już maleństwo. Nie zastąpi Ci Kiki tak jak mi Stefcia nie zastąpi Zuzi i Tosi. Ale One też już są naszymi skarbami ja nie wyobrażam sobie już domu bez Stefuni. Jest kochana inna i też moja. I Ty też Ja bardzo pokochasz bo od tej pory będzie Ci pomagać zobaczysz. Jak będzie Ci źle to Ja będziesz przytulać. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze Wam wszystkim dziewczyny. Małgosiu współczuję Ci bardzo bo daleka droga przed Tobą aby było lepiej. Ale jesteś z Tobą prawda kobitki
Sebastian wolak
Ja dziś straciłem swojego kota:(bardzo mądra była potrafila sobie otworzyć drzwi wskakując na klamkę. Zawsze chodziła za mną jak gdzieś szedłem mruchac i z ogonem do góry, a jak była w domu do syczała haha. Dzisiaj niestety jak szedłem na spacer to zobaczyłem mojego kota, nie mogłem uziwrzuc że to ona, auto ja potraciło :(. JAKĄŚ GNIDA TO ZROBIŁA SPECJALNIE, BO KOT ZOSTAŁ POTRĄCONY NA CHODNIKU I ZAWSZE UWAŻAŁA NA AUTA, UCIEKAŁA OD AUT. Nie mogę się pogodzić z jej śmiercią, płakałem bardzo długo, ale mam świadomość że jest już w lepszym miejscu i to mi daje siłę
Kasia Ś.
Monika K., jak my wszystkie Ciebie tu rozumiemy…cieszę się, że macie futrzaną kuleczkę w domu;*, nikt nigdy nie zastąpi Tobie Kiki, tak jak mi Truskawki…musimy się pogodzić z ich odejściem, choć to cholernie trudne…nasza Bianka też totalnie różni się od Truskawki, ale to dobrze, bo tak chyba nigdy nie przestałabym płakać. Trzymam za Was kciuki i pisz tu nam co u Was słychać;*
Małgorzata
Nie dodano mojego całego komentarza. Straciłam swojego małego chłopaczka
Monika K.
Dziękuję Wam dziewczyny...i to bardzo. Mia bardzo jest podobna do Kiki, choć czarna, ale zachowaniem przypomina szarego skarba. Jest przylepą a jednocześnie brykającym koziołkiem, tak zaczynam więcej się uśmiechać...
Monika K.
Sebastianie bardzo Ci współczujemy...to forum wspiera jak nikt.
Kasia Ś.
Małgosiu naprawdę nie wiesz jak bardzo mi przykro:*, pisz tutaj i płacz…potrzebujesz czasu, dużo, dużo czasu…
Kasia Ś.
Aga szczere wyrazy współczucia;*, Miki na zawsze pozostanie w Twoim serduchu…naprawdę wiemy tu wszyscy przez co przechodzisz i jesteśmy z Tobą!
Kasia Ś.
Sebastian ogromnie mi przykro;*, jesteśmy z Tobą, płacz ile potrzebujesz, pisz tutaj, to naprawdę pomaga. Wszyscy tutaj doświadczyliśmy ogromnej straty i rozumiemy Ciebie jak nikt inny. Trzymaj się!
Małgorzata R.
Czemu nie jest dodawany cały mój wpis ?
Sklep internetowy e-hunter.pl
Pani Małgorzato, staramy się dodawać na bieżąco wszystkie komentarze (w godzinach pracy sklepu tj. od poniedziałku do piątku 7:30-15:30). Nigdy nie ingerujemy w treść komentarzy i są przez nas dodawane z pełną treścią napisaną przez Państwa. W systemie otrzymaliśmy jedynie takie komentarze, które zostały zatwierdzone powyżej. Nie otrzymaliśmy niestety żadnego innego komentarza. Pozdrawiamy serdecznie
Nat@lia
Od 12 godzin siedzę i płacze..nasza kotka kochana ma przerwany rdzeń, nie kontroluje potrzeb swoich, ogon spuszczony wlecze po podłodze. Weterynarz stwierdził że nie ma ratunku dla niej. Jak podjąć tę decyzję skoro tak bardzo Ją kochamy:'(
Kasia Ś.
Nat@lia bardzo Ci współczuję;*, nikt tutaj nie powie Tobie jak podjąć decyzję…kiedyś usłyszałam od weterynarza, że największą miłością jaką można okazać cierpiącemu i nieuleczalnie choremu zwierzakowi, to pozwolić mu odejść…nie wiem, czy ja bym potrafiła;*, moja koteczka odeszła w ciągu kilku godzin, mimo fachowej klinicznej opieki, wcześniej nic jej nie dolegało…;*na nic nie miałam wpływu;*;(
Nat@lia
Tak, wiem że nikt nie powie jaką decyzję mamy podjąć, ale to że rozumieją mnie ludzie którzy przez to samo przechodzili jest dla mnie bezcenne:* dziękuję
Kasia Ś.
Nat@lia tutaj naprawdę możesz na nas liczyć…wiemy jaki to ogromny ból i smutek…jesteśmy z Tobą!
Aga
Dziękuję dziewczyny.To prawda.Na zawsze Mikiś zostanie w moim i w mojej córki sercu i myślach tak jak i Wasze zwierzaki.Chociaż narazie jest bardzo ciężko,bo wszędzie w domu mi go brak...Wierzę, że są w lepszym świecie szczęśliwe.Przytulam Was mocno.
Magdas
Współczuję Wam wszystkim. Jesteśmy z Wami kochani bo wiemy jak jest ciężko po stracie zwierzaczka. Trzymajcie się.
Ewa.A
Do Moniki Super ze kotek jest juz z wami Zobaczysz będzie troche mniej smutku wiecej usmiechu i radosci. A Kiki zawsze bedziesz kochac najmocniej i na zawsze bedzie w twoich myslach i sercu. Ja tez kocham Bogusia i Boni ale nadal batdzo tesknie za Spejsonem i wiem ze takiej więzi nie będę juz miała z nikim. Dane nam było byc razem krótko ale pokochałam go tak bardzo i takiej wiezi nigdy nie miałam z żadnym psiakiem.Jednak zycie jest zyciem a my mozemy dac szczescie nastepnym zwierzaczka.
Magdas
Natalio ja nie potrafiłam uśpić mojej ukochanej Zuzi. Leżała sparaliżowana kilka miesięcy i znowu zaczęła chodzić. Jak Ona się starała jak chciała żyć. Ja nie uspilam czekałam jak sama odejdzie. Opiekowałam się Nią najlepiej jak potrafiłam i nie żałuję bo ludzi też się nie usypia. Muszą żyć do końca. I teraz też bym podjęła taką decyzję. Drugi kotek umarł mi nagle. Dostałam szoku ale musimy żyć i cierpieć. Współczuję Ci bardzo zaglądaj tu pisz i płacz bo tu każdy Cię zrozumie i pomoże dobrym słowem. Trzymaj się.
Marta
Dzisiaj uspalysmy z mamą naszego psa 11 letniego Czarka. Był to duży pies w typie wilczura. Do połowy sierpnia był zdrowy, żadnych oznak choroby. Po ucieczce z podwórka zaczął lekko kuleć na przednia prawa łapę. Myslalysmy że to chwilowe, żadnego obrzęku , rany. Dosłownie nic tylko nie obciążał tej łapy i nie dojadal posilkow. Ale potem zaczął ją wluczyc za sobą strasznie schudł i zaczęliśmy szukać weta ortopedy. Po tygodniu się udało i w końcu wykonano mu RTG łapy i szok. Rak kości i drugie RTG klatki piersiowej a tam trzy przerzuty do płuc. Nogi się nam ugięły. Nie ma ratunku dla psa . Eutanazja bądź leczenie paliatywne. Wybieramy leczenie. Pies dostał sterydy i leki przeciwbólowe. Po dwóch dniach to zaczął być ten sam pies co kiedyś , jadł za dwóch , biegał i skakał. To znowu nasz cudowny Czarek. Nie chciałyśmy się poddawać chociaż mówiono że już powinnyśmy go uśpić. Niestety po dokładnie 23 dniach na lekach pies zrobił się apatyczny. Wiedziałam że jest gorzej ale miałam dalej nadzieję że może jutro( niedziela) będzie jednak lepiej. Ale pies zaprzestaje jeść. Próbuje go skłonić do jedzenia , zachęcam i nic. W poniedziałek pies jeszcze wstaje i macha ogonem ale oczy są przygaszone i nie je. Podejmujemy decyzję że jeżeli do następnego dnia dalej będzie głodny to już musimy skrócić mu mękę i uśpić go bo to lepsze jak śmierć głodową i bólu. We wtorek pies nie podnosi się na nasz widok i jest smutny a mi serce pęka. Po pracy wiem że musimy jechać do weta i zakończyć mękę Czarka. Najgorszy dzień jaki mógł dziś być. Mamy urodziny a my usypiamy psa. Czas pożegnać przyjaciela a tu szok pies wstał na nasz widok ,macha ogonem i podskakuje ale dalej nie je. Obiecuję sobie w duchu że wejdę ja do weta i wyrecze mamę w tej ciężkiej chwili bo to w sumie jej pies ale w aucie się rozklejam i nie potrafię opanować łez. Wywożę psa na śmierć a on się cieszy jakby był zdrowy. Wymieklam. Do gabinetu wchodzi tylko mama a ja zapłakana zostaje w aucie. I mam wyrzuty sumienia że zabijamy przyjaciela . I niestety jakiś młody facet stojący przed gabinetem komentuje i zagłada jak się usypia psa . Zagłada na mnie i wie że ja to wszystko słyszę i widzę a on do tej swojej flądry bo był z dziewczyną śmieje się z tego że usypiamy psa i nie szczędzą oboje komentarzy że szkoda na to kasy i za czym płakać. Mama wychodzi a ja nie wytrzymuje tych psychopatów i pytam się czy to takie śmieszne jak ktoś musi pomimo walki uspic swojego schorowanego na raka psa? Pytam się tak to cię śmieszy, i nie wytrzymuje i mówię żeby sobie do tyłka zajrzał a nie śmiał się z tego że ktoś usypia kochane zwierzę. I może nie powinnam tak mówić ale na odchodne dodałam że mam nadzieję że kiedyś będziesz w podobnej sytuacji a ktoś ci będzie się śmiał w oczy . Od niechcenia powiedział przepraszam. Ale tylko dlatego że ludzie zrozumieli że pies jest wyniszczony choroba a nie zagłodzony. Wiem że zrobiłyśmy dobrze ale mam wyrzuty sumienia bo on chyba wyczuł że coś mu zrobimy i dlatego pokazał że ma jeszcze siłę wstać i być przy nas. Śpij spokojnie i bez bólu kochany piesku. Przepraszam że nie udało się nic więcej dla ciebie Czaruś zrobić
Nat@lia
Magdas dziękuję za te słowa. Zaraz jedziemy do innej przychodni weterynaryjnej szukać dla naszej Pusi ratunku. Cały czas mam nadzieję, że tamta Pani doktor myliła sie... trzymajcie za nas kciuki.
Magdas
Natalio napisałam Ci co ja zrobiłam. I też nie było nadzieji bo moja Zuzia miała kardiomiopatie i była staruszka. Ale teraz też bym postąpiła tak samo. Ale to jest indywidualna sprawa każdego. Pamiętaj niezależnie jak postąpisz nikt Cię tutaj nie ocenia. Tu każdy pomaga i wspiera. To forum jest niesamowite.
Ewa.A
Do Marty Bardzo współczuję straty Czarka wiem jak to jest jesli musimy podejmowac decyzje o uspieniu psiaka .Ja najpierw straciłam Spejsona miesiac później musiałam uspic Aleksa miał chłonniaka i juz bardzo cierpiał syerydy ani przeciwbolowe nie działały.Najgorsze pierwsze dni potem bedzie lepiej wspiminaj te najlepsze chwile i płacz bo ten bol tez trzeba wypłakac.Jak bedzie ci zle pisz tu wszystkie dziewczyny wiedza co przezywasz i zawsze mozna liczyc na wsparcie i dobre słowo.Ludzi ktorych spotkałas ..poprostu brak słow ale karma wraca Pozdrawiam trzymaj sie.
Julita
Ja też 11.10.musiałam uśpić mojego półrocznego brytyjczyka - miał Fipa.Był że mną tylko i aż 4 m-ce,w tym 3 prawie codziennie u weterynarza (zastrzyki, syropy,tabletki, itd.).Zrobiłam wszystko, by był jak najdłużej że mną, ale niestety nie udało się. Każdy dzień był podporządkowany Simbie, nic nie planowałam w swoim życiu, jego zdrowie i samopoczucie było najważniejsze.Niestety w poniedziałek jego oddech był już tak szybki i sprawiał mu kłopot, że nie mogłam patrzeć jak się męczy. I stało się....Serce pękło mi na 100 tysięcy kawałków
Julita
Ja też 11.10.musiałam uśpić mojego półrocznego brytyjczyka - miał Fipa.Był że mną tylko i aż 4 m-ce,w tym 3 prawie codziennie u weterynarza (zastrzyki, syropy,tabletki, itd.).Zrobiłam wszystko, by był jak najdłużej że mną, ale niestety nie udało się. Każdy dzień był podporządkowany Simbie, nic nie planowałam w swoim życiu, jego zdrowie i samopoczucie było najważniejsze.Niestety w poniedziałek jego oddech był już tak szybki i sprawiał mu kłopot, że nie mogłam patrzeć jak się męczy. I stało się....Serce pękło mi na 100 tysięcy kawałków
Magdas
Moniko Ewo i Kasiu jesteście mi takie bliskie jesteście cudowne. Potraficie wesprzeć pomoc pocieszyć każdego. Mi pomagacie każdego dnia gdyby nie Wy nie wiem jakbym sobie poradziła. Czuję z Wami trzema tu szczególna więź. A jak Wasze nowe zwierzaczki pewnie są cudowne i kochane. I myślę że więcej się uśmiechacie dzięki nim. Kasiu Twój Synek jest szczęśliwy teraz prawda. Moniko kochana a Twoje maleństwo. I Ewuniu Twoje psiaczki też są cudne prawda. One nie zastąpią naszych Skarbów ale będzie nam lepiej. A kochać będziemy nasze Aniołki najbardziej. Trzymajcie się. Natalko jesteśmy z Tobą pamiętaj. Te dziewczyny które wymieniłam są niesamowite cudowne i kochane. Pisz do nas płacz
Monika K.
Dobrze mu powiedziałaś, debil...i tyle. Co jest z tymi ludźmi?? Zrobiłaś co mogłaś, Czarek to wiedział dlatego merdał ogonem. On chciał pocieszyć Ciebie. Trzymaj się..jesteśmy z Tobą.
Nat@lia
Dziewczyny bardzo dziękuję że jesteście. Sytuacja u nas wygląda następująco wczoraj byliśmy u innego weterynarza i sytuacja z naszą Pusia jest bardzo ciężka ale nie jest beznadziejna.mamy dać jej i sobie trochę czasu bo możliwe jest że jeżeli obrzęk zejdzie to czucie wróci i nie będzie problemu z potrzebami jej. Jedyne co to pewne jest że nawet jeżeli wróci nerw do sprawności to ogonek będzie musiała mieć amputowany bo w nim nigdy czucie nie wróci.. najważniejsze co dla mnie powiedział to że ona teraz nie cierpi, tylko nie czuję ale to nie jest cierpienie dla niej..wiem że napisałam to trochę bez ładu i składu, ale mam nadzieję że mnie rozumiecie co mam na myśli. emocje cały czas biorą górę
Kasia Ś.
Magdas, wiesz, że to działa w dwie strony, a właściwie w cztery;). Dziewczyny jesteście „WIELKIE”!!! Dziękuję za Was i za to forum! U nas powolutku czas płynie. Poznajemy się z Bianką, a mój Synek jest naprawdę cały szczęśliwy. Widzę jakie wypracowali sobie z Bianką rytuały;). Rano ona budzi go liżąc po nosie;), a on biegnie do kuchni po smakołyk i jej daje…bawią się razem świetnie…a ja cóż…przyglądam się, dbam o nią jak mogę, ale serce dalej płacze…brakuje mi Truskawki i ta pustka zostanie chyba już ze mną na zawsze;*;(
Marta
Dziękuje Wam dziewczyny za wsparcie. To był piesek mamy ale ja z nim mieszkałam wiele lat i był też moja rodzina. Tęsknię za nim chociaż wiem że już nie cierpi. Rak kości u psa jest najgorszym nowotworem u psa. Nawet amputacja zajętej łapy nic by nie dała. A objawy występują dopiero w zaawansowanym stadium. To niesprawiedliwe że zwierzęta tak cierpią. Mam sama swoje trzy pieski 13 letniego chorego na raka Drako ale póki co ma się świetnie a także 8 letniego adoptowanego Maxa i 5 letnia sunie - Niunie która ktoś wyrzucił do lasu. Drako i Czarek wychowywali się przez kilka lat razem. U Drako wet nie kazał ruszać guzów bo może mu się pogorszyć a ja się boje ze jest odwrotnie bo poszło mu na węzeł chłonny pod pachą . Wet mówił że pies żyje z rakiem kilka miesięcy a po leczeniu do roku a mój jakoś kula ponad dwa lata z tym dziadostwem . Staram się nie myśleć że być może znowu będę musiała podjąć tak trudną decyzję więc rozpiescilam ten swój mały zwierzyniec co nie miara. Chce żeby były szczęśliwe. Mieszkam blisko mamy i Czarka widziałam bardzo często. To był kochany piesek i uwielbiał pieszczoty. Nasze wszystkie psy to mieszance. Suczka która przygarnęłam ktoś wyrzucił szczenna do lasu. Miała 9 psiaków. I pamiętam jak dziś że w 3 tyg straciła mimo wszystko pokarm i pomagałem jej je wykarmić . Wszystkie przeżyły i znalazłam im domy. Jedna suczkę z tego miotu wzięła moja mama. Nie została więc bez pieska ale Czarek był jej " starszym bratem ", naszym psim synkiem.
Monika K.
Mia łobuzuje..taki ma czas. Ale są momenty, że się do mnie przytula, wita gdy wracam z pracy. Mniej paczę ale niema dnia bym nie myślała o Kiki.
Magdas
Moniko ja myślę cały czas o Zuzi i Tosi. Nie ma godziny żebym nie myślała.
Ewa
Dzis zmarł mój najlepszy przyjaciel Harry kot- nie to był mój towarzysz powiernik przytulas. Nie umiem sobie poradzić są momenty że nie chce mi się żyć. Wiem że niektórzy powiedzą kot nie przesadzaj A ja powiem jeden z ważniejszych członków mojej rodziny .Nigdy go nie zapomnę. Mąż mówi że muszę się z tym.pogodzic i być może kupić nowego kota -ma rację ale w sercu moim na razie jest Harry i długo go nie zapomnę.Harry nie wiem gdzie jestes ale bardzo mi Ciebie brakuje twojego burczenia proszę wróć do mnie ! Harry
AGA 3007
W piątek zginął tragicznie mój 1,5 roczny Bąbelek. Rozpaczałam cały piątek i nie przespałem całej nocy nie mogłam dać sobie rady. W sobotę razem z mężem przygarnęliśmy szczeniaka. Jest zupełnie inny niż Bąbelek, ale teraz wiem że muszę się zająć opieką nad nim. Minął dopiero drugi dzień więc dalej rozpaczam i mam czasem myśli czy dobrze zrobiłam że zdecydowałam się na nowego małego pieska. Może powinnam odczekać ogodzić się z odejściem Bąbelka ale czasu już nie cofnę.
Krzysztof
Przepraszam, bo jestem mężczyzną, a tutaj piszą same Kobiety, ale nie mam gdzie podzielić się moim bólem, ogromnym bólem. Teraz odchodzi właśnie mój Przyjaciel. To jest mój kochany mądry piesek. On jest moim przyjacielem od 13 lat. On umiera. Nie mogę sobie z tym poradzić. Ja go kocham tak bardzo, bardzo. To tak bardzo boli.
Krzysztof
Przepraszam, bo jestem mężczyzną, a tutaj piszą same Kobiety, ale nie mam gdzie podzielić się moim bólem, ogromnym bólem. Teraz odchodzi właśnie mój Przyjaciel. To jest mój kochany mądry piesek. On jest moim przyjacielem od 13 lat. On umiera. Nie mogę sobie z tym poradzić. Ja go kocham tak bardzo, bardzo. To tak bardzo boli.
Ewa
Mojego Harego nic i nikt nie zwróci. Serce pęka krwawi A ja dalej zyc muszę. Płacze rodzina się o mnie martwi A biorę silne leki na uspokojenie .Bede mieć teraz dwa koty. Kocham te zwierzęta ale wolę żeby utrzymywaly że sobą bliską więż niż ze mną. Będę o nie dbała., opiekowała i zawsze będę przy nich ale z boku .Haregp nikt nie zwróci codziennie jestem na jego grobie i płacze ale to nie prxumosi ukojenie. Proszę pomóżcie przejść przez to straszne cierpienie ta niemoc ten ból.no ja już nie mam sily
Magdas
Kochani jak Was pocieszyć nie wiem. Ale wiem przez co przechodzicie. Mnie bardzo boli do tej pory. Jest lepiej ale niestety boli i tak już zostanie. Ja tez kocham bardzo moje koteczki moje aniołki. Płaczcie piszcie tu do nas bo my wiemy jak Wam jest ciężko. Ja już tyle razy pisałam że gdyby nie to forum to bym oszalała. Tu jest niesamowite wsparcie. Krzysztofie i Ewo potrzeba dużo dużo czasu ale kiedyś będzie lepiej. Niestety musimy żyć bez Naszych Skarbów.
Ewa
Ale jak wszędzie go widzę i słyszę. Ciągle mój wzrok ucieka w miejsca które zajmował. Podłoga w kuchni schody w korytarzu parapet w salonie kanapa wszędzie czuje jego obecność. Tak bardzo chce żeby wrócił....
Magdas
Ja tez bym bardzo chciała żeby wróciła moja kochana Zuzi i Antosia. Niestety to niemożliwe. Musimy płakać i żyć Ewuniu. Każdej z nas jest ciężko dlatego jesteśmy tu razem żeby było choć trochę lżej. Przytulam Was mocno.
Krzysztof
Mój Przyjaciel, mój Piesek już umarł. Umarł wczoraj, wkrótce po moim pierwszym wpisie. Trudno mi z tym żyć, bez niego nic nie jest takie samo. Walczyliśmy o jego życie. Nie udało się. Jeszcze dwa dni temu już chory, ale przywitał mnie, gdy wszedłem do domu. A teraz …. pustka, cierpienie jego bliskich. Kocham go tak bardzo, bardzo mocno. Chciałbym go znów mieć przy sobie. To boli, to boli, to boli ….
Irek
Dziś straciłem swojego przyjaciela w postaci Świnki Morskiej "Kubusia" Nie mogę sobie miejsca znaleźć , nie chce mi się do domu wracać. To był mój najprawdziwszy przyjaciel. Pochowałem go z szacunkiem i smutkiem.Pozostała ogromna pustka.
Monika K.
Ewo i Krzysztofie to normalne , że ich widzicie wszędzie...teraz płakać, wspominać...i nie wstydzić się, że cierpicie. To jedynie świadczy o tym jakimi jesteście ludźmi...dobrymi i wrażliwymi. Piszcie tutaj...Anioły, które tu są pomogą...wiem co piszę..
Magdas
Moniko a jak Twoje kochane maleństwo. Przyzwyczajasz się już do nowej rzeczywistości. 24 października będzie rok jak przywiozlam Stefcie. I naprawdę to była dobra decyzja chociaż cały czas jest trudno. I juz tak zostanie. Mi też nie chciało się wracać do domu ale odkąd mam nowego kotka to się zmieniło. A nasze Aniołki zawsze będą z nami.
Ewa
Ja tęsknię i ktoś powie głupie A ja codziennie jestem na grobie Harego noszę napisane listy do niego , zabawki .... Dziękuję za okazane wsparcie .Ból jest nie do zniesienia ale muszę żyć. Mam córki i one mnie potrzebują ale kot zostanie na zawsze w moim sercu. Mój przyjaciel Harry .Trzymajcie się cieplutko kochajcie swoje zwierzaki bo mój Harry odszedł niespodziewanie ale wiem że nigdy nie zrobiłam nic aby był choć jeden dzień nieszczęśliwy.
Ewa.A
Dziewczyny mojego Bogusia pożadliły pszczoły Włozył łepek w gniazdo cały roj go obsiadł mial chyba sto ukaszen Dzisiaj ciezka noc za nami popoludniu na kolwjne kroplowki Trzymajcie kciuki za moje malenstwo.
Ewa.A
Dziewczyny mojego Bogusia pożadliły pszczoły Włozył łepek w gniazdo cały roj go obsiadł mial chyba sto ukaszen Dzisiaj ciezka noc za nami popoludniu na kolwjne kroplowki Trzymajcie kciuki za moje malenstwo.
Ewa
Trzymam kciuki oby wszystko skończyło się dobrze
Monika K.
Trzymamy...wszyscy.
Magdas
Ja też trzymam kciuki. Mam wielką nadzieję że będzie dobrze musi być.Daj znać Ewuniu. Całuski dla Bogusia.
Monika K.
Mia jest słodka..rozrabia...wiadomo, ale jednocześnie się przytula i daje już miziaczki i baranki. Tak...jest lepiej, ale do Kitusi jeżdżę co tydzień. Opowiadam maleństwu o Niej , pokazuję filmiki...wiecie, że patrzy z zaciekawieniem.. Ona wie, że moje serce jest i będzie zajęte dla Kitusi, ale chyba nic sobie z tego nie robi bo nieźle dokazuje. Z czasem i Mię pokocham, ale trzeba sporo czasu.
Magdas
Pokochasz jak ja już pokochałam Stefcie. Ona też są naszymi Skarbami. A z czasem powstanie więź. Zuzi i Tosi nic i nikt mi nie zastąpi. Też opowiadam Stefusi o jej starszych siostrzyczkach. Wstawiam im kwiatki i palę lampeczke codziennie. Mam kącik poświęcony im i jest mi lżej. I nie wstydzę się tego.
Monika K.
I bardzo dobrze..
Ewa
Myślałam że czas leczy rany.W moim przypadku niestety nie jest to prawda. Piątek A ja czekam jak Harry zejdzie z pokoju z góry i przytuli się do moich stóp bawiąc się moim pantofle podgryzujac moje palce u stóp. Tak bardzo mi to brakuje .Dom pusty ..... Tak tęsknię że serce pęka.
Irek
Dwa dni mija od śmierci mojego Kubusia a ja chyba jakiegoś świra dostaję, wszędzie go widzę , schylam się do klatki której już nie ma w tym miejscu. dzisiaj rano zacząłem robić mu śniadanko warzywne takie jak świnki dostają. Dopiero po chwili skojarzyłem że nie mam już mojego pupilka. Jakie to jest przykre, do żony powiedziałem że oddałbym samochód aby on do nas wrócił. Jestem bardzo twardym facetem ale mój pupilek rozłożył mnie na łopatki. Nie chce mi się do domu wracać. Nigdy nie sądził bym że taka więź może powstać między człowiekiem a świnką. jest bardzo ciężko.
Magdas
Potrzeba dużo czasu. Ja też się nie pogodziłam ze śmiercią moich Skarbów. Ewa tak czas goi rany ale blizny też bolą.
Ewa
Mój ból nigdy nie zmaleje. Najgorsza jest tęsknota i wspominania. Z moim kotem przeżyliśmy dużo przygód, różnych śmiesznych sytuacji i zabawnych .Czesto o nim myślę i płaczę .Tak bardzo że słów brak .Wiem że kiedyś minie ten ból ale jeszcze nie teraz .....
Ania L.
21 października uśpiłam mojego kotka - Ślepusia, miał około roku. Adoptowałam go w sierpniu tego roku. Był ze mną bardzo krótko, ale nie mogę sobie poradzić z tą śmiercią. Zachorował na FIP, gdy poszłam do weterynarza było już a późno, po spuszczeniu płynu z brzuszka, przestał funkcjonować, nie miał siły się podnieść, nie panował nad ciałem, ciężko oddychał. Cały czas się zastanawiam, czy by żył gdybym poszła do weterynarza wcześniej, czy eksperymentalna metoda leczenia przyniosłaby efekty. Obwiniam się, że może jeszcze trzeba było podać mu płyny, ogrzać, że nie zrobiłam dla niego wszystkiego co mogłam. To pogorszenie stanu zdrowia było tak nagłe. Tak był apatyczny, mniej jadł, miał duży brzuch od płynu (wtedy myślałam że przytył) ale się ruszał, wchodził na łóżko, funkcjonował normalnie. A tu nagle taki "zjazd", obserwowanie tej agonii było straszne, ta bezsilność. Mam jeszcze dwa koty, to już seniorzy ale w tej chwili moje serce jest złamane, czuje się pusta, a wszystko co robię bezsensowne.
Monika K.
No cóż, ja płaczę jak jadę do pracy...a tam pytają co mi jest. Ci którzy wiedzą nie pytają, tylko przytulą. W nowej pracy nawet nie mówię...myślę o Kiki niemal cały czas. Rozmawiam z nią..mi czas też nie leczy ran. Mia jest kochana, ale z nią rozmawiam o Kiki...
Monika K.
Irku można nawiązać taką właśnie więź z każdym zwierzaczkiem...my na tym blogu to wiemy, dlatego tak bardzo cierpimy i tęsknimy za naszymi skarbami.
Ewa
Minął już ponad tydzień od śmierci mojego kotka .Mniej już płaczę choć czasami łza mi się zakręcić w oku. Nigdy nie myślałam że może być tak duża więż miedzy człowiekiem a zwierzątkiem. Chciałam wszystkim podziękować za okazane współczucie. Za słowa otuchy i pocieszenia.Ludzie nie zawsze rozumieją i czasem nie świadomie głoszą głupie komentarze .W takim nieszczęściu dobrze jest jest mieć takich wokół siebie co choć trochę zrozumieją ogrom nieszczęścia. Trzymajcie się wszyscy cieplutko dbajcie o swoich pupilów. Jestem z Wami duchem i sercem. Dobrze, że jesteście
Magdas
U mnie już tyle miesięcy a też płacze i myślę o Zuzi i Tosi ciągle i stale. I tak będzie do końca mojego życia. Więź która miałam z Zuzia była niesamowita. Cudowny kochany kotek i tyle lat razem. A Tosienka była cudownym buziakiem. Też prawie 13 lat. Więc trudno jest teraz bez nich. Ciężko. Ale nic nie poradzimy kochani. Całuski dla Wszystkich.
Kasia Ś.
Tak jak Monika K. i Magdas napisały, czas pomaga oswoić się z tą pustką, ale ból pozostaje…minęły 3 miesiące, a mi nadal tak bardzo brakuje Truskaweczki…płaczę, choć już nie tak często. Bianka wprowadziła do naszego domu dużo pozytywnej energii. Ewo, czasem ze zwierzaczkiem można stworzyć głębszą i bardziej prawdziwą relację niż z niejednym człowiekiem…i nie ma tu znaczenia czy to kociak, świnka, szczurek…Każde zwierzątko to część naszego życia, członek naszej rodziny…Pozdrawiam Was wszystkich gorąco:*
Magdas
Kasiu wiesz jak mi brakuje moich kotków Zuzi i Tosi. To moje córeczki kotkowe.Tesknie za nimi okropnie tak jak Ty za Truskaweczka Monika za Kiki i Ewa za Spejsonkiem. Pisze o Was bo jesteście mi tutaj najbliższe. Wiem że wszyscy tęsknimy. Ale przyznajcie że jest lepiej z nowymi zwierzaczkami. One też są już nasze. Żeby tylko zdrowo nam się chowały. Ewuniu a jak Boguś daj znać.
Małgorzata R.
4 listopada będzie miesiąc jak nie ma ze mną mojego ❤️ Aslna miał tylko 8 miesięcy wyć mi się chcę z tego wszystkiego codziennie to przeżywam.Nie mogę sobie poradzić z jego stratą a nikt z rodziny nie rozumie mojego bólu i cierpienia.Juz do końca swojego życia będę siebie obwiniała tylko siebie.Stracilam swoje kochane dziecko .Mam tylko nadzieję że się spotkamy po drugiej stronie.
Ewa
Małgosiu nie wiem czemu siebie obwiniasz, ale to rozumiem bo ja też obwiniam tylko siebie .Do dziś nie rozumiem czemu tak się musiało stać. Ale staram się sobie to tlùmaczyc .Serce boli ale nie zmienię już tego co się stało. Rodziną wspiera ale powoli też mają dość łez szlochów spacerów na grób Harego .Wiem, że trudno ale staraj się myśleć pozytywnie .Mi pomaga jak oglądam zdjęcia i śmieje się z tych fotografii. Wspominam mojego pupila i też jak ty mam nadzieję że się jeszcze spotkamy .Trzymaj się i może to Cię pocieszy A może nie ale są osoby które mają taką samą tęsknotę w sercu jak Ty
Kasia Ś.
Magdas dokładnie wiem, jak brakuje Tobie Twoich kocich córeczek, tak samo jak mnie i pewnie wszystkim nam tutaj:*…i masz rację, te nowe futrzaczki są już nasze, nigdy nie zastąpią Tych, które odeszły, ale działają trochę jak balsam na zbolałe serducho…i tak oby były z nami długo długo w zdrowiu i radości! Ściskam Was mocno!
Monika K.
Mi zaczęło być trochę lepiej kiedy Mia zaczęła się do mnie przytulać...może to jest taki moment.
Edyta
5 października umarła moja naukochańsza Abusia.Miała tylko 2,5 roczku.Byla cudowna i przesliczną moją lalunią ktora nadawała sens mojemu zyciu.Jedyny sens a teraz zycie stalo sie bez sensu.Nie ma mojego Sloneczka najukochanszego na swiecie,ktore chodzilo ze mna krok w krok.Ostatnie poltora roku bylysmy nierozlacznie 24h.Tak bardzo Ja kocham ze nie chce mi sie bez Niej zyć.Mimo silnych lekow nie moge sie pogodzic z Jej bezsensowną smiercią.5.11 bedzie miesiac jak nie ma mojej Skarbuni kolo mnie.Wyje dziennie i oddalabym wszystko zeby moc sie przytulic do mojej Abuni kochanej,zeby pomerdala mi ogonkiem i patrzyla w moje oczy swoimi kochanymi slepkami.KOCHAM CIE MOJA ABUNIU.
Edyta
5 października umarła moja naukochańsza Abusia.Miała tylko 2,5 roczku.Byla cudowna i przesliczną moją lalunią ktora nadawała sens mojemu zyciu.Jedyny sens a teraz zycie stalo sie bez sensu.Nie ma mojego Sloneczka najukochanszego na swiecie,ktore chodzilo ze mna krok w krok.Ostatnie poltora roku bylysmy nierozlacznie 24h.Tak bardzo Ja kocham ze nie chce mi sie bez Niej zyć.Mimo silnych lekow nie moge sie pogodzic z Jej bezsensowną smiercią.5.11 bedzie miesiac jak nie ma mojej Skarbuni kolo mnie.Wyje dziennie i oddalabym wszystko zeby moc sie przytulic do mojej Abuni kochanej,zeby pomerdala mi ogonkiem i patrzyla w moje oczy swoimi kochanymi slepkami.KOCHAM CIE MOJA ABUNIU.
Monika K.
Edyto trzymaj się...teraz musisz przejść wszystkie etapy żałoby. Wiem to trudne...jesteśmy z Tobą.
Małgorzata R.
Dzisiaj mija miesiąc jak nie mam mojego małego Aslana.Jak sobie poradzić z tym bólem który z każdym dniem jest silniejszy.Chcialabym krzyczeć z tej rozpaczy!!!!
Magdas
Małgosiu wiem jak Ci ciężko. Mój ból nie minął do tej pory i juz nigdy nie minie. Wczoraj miałam gorszy dzień splakalam się strasznie. Tęsknie bardzo za moimi kotkami.
Monika K.
Ja też płaczę codziennie...wystarczy, że jestem chwilę sama...
Edyta
Dziś jest rowny miesiac jak nie ma mojej Abuleńki mojej kochanej Abci,Abusi.Ja placze codziennie od miesiaca
Magdas
Edytko a ja płaczę od 26 lipca 2020r i 26 września 2020r. I będę płakać do końca życia. Moja Zuziunia i Tosienka pozostawiły po sobie ogromną pustkę. Trzymaj się. My tu wszyscy Cię bardzo dobrze rozumiemy.
Magdas
Ewuniu co z Bogusiem. Daj znać martwię się. Ale mam nadzieję że jest ok.
Małgorzata R.
Dziękuję dziewczyny za miłe słowa są bardzo ważne dla mnie.Juz wiem że ten ból nigdy nie minie bo ja to wszystko widziałam jak on zginął i to siedzi w mojej głowie i ciągle to widzę,Aslan to było moje najmłodsze oczko w głowie moja mała miłostka.Ale też wiem że muszę się podnieść z tego bo mam jeszcze 3 kochane psiaki Ajsze 1,5roku (siostra Aslana) Bruno (4 lata ) i Lusia ( 3 lata uratowaliśmy ją przed zabiciem)są wspaniałe i wiedzą że śmierć Aslana strasznie przeżywam,Ajsza gdy tylko usłyszy mój płacz od razu jest przy mnie tuli się i liże mnie po twarzy.Bruno kochany mix owczarek niemiecki-kaukaz ale charakter ma owczarka taki duży przytulas a Lusia to mały przytulas i strasznie uparta ale również kochana .Brakuje mi tylko do tej trójki Aslana ale może przyjdzie czas na następnego psiaka to już mi serce podpowie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wsparcie .
Wojtek L
Wczoraj 13.11.2021 o godz. 15/05 pożegnaliśmy naszego prawie 15 letniego przyjaciela, synka Rudzika. Nie wiem co będzie jutro. Ogromny ból, tęsknota i poczucie winy za poddanie Go eutanazji. On tak mi ufał a ja .......
Edyta
To co napiszę może będzie dla innych okrutne i tak się czuję ale uwierzcie mi nie wiem na prawdę co mnie podkusiło. Mąż mówi mi że mogło to być zbiegiem okoliczności a ja mam ogromne poczucie winy z którym nie mogę sobie poradzić,chodzę I płaczę wszędzie widzę moją kochaną kiciulke która miała może ok 5mies, przybłąkała się zabidzona a teraz jej nie ma. Zawsze dostawała swoje specjalne dla maluszków puszeczki do jedzenia,odrobaczalam ją konsultując że specjalistą a zabrakło mi rozumu do tego by zakupić specjalny płyń na pchły tylko podaliśmy z mężem jej krople przeznaczone dla psa. Była to tylko jedna mała kropelka a ja uważam że to ją zabiło. Rano gdy ją zobaczyłam wyglądała jakby dostała ataku padaczki, pojechałam do weta tam dostała kilka zastrzyków ale nic nie pomogły. Powiedział że to padzczka,chociaż zadowolona się zdarza u małych kotów. Leki nie zadziałały i musiał ją uśpić. Boże ile bym dala żeby cofnąć czas,poczucie winy mnie zjada. Wszędzie ją widzę i ogromne za nią tęsknię
Monika K.
Wojtku nie wiń się, pewnie ni było wyjścia.
Monika K.
Edyto, tego nie możesz wiedzieć, a jeżeli tak to na pewno nie świadomie. Każdy z nas popełnia błędy, nawet takie że nasze słoneczka mogą ucierpieć. Czy zaniechanie, czy brak smyczy, mój chomik bo ściółka była czymś zakażona..ważne, że dałaś mu mnóstwo miłości..
Mama Yody
Czy ja nie mam pecha, albo już sama nie wiem 22 października tego roku szłam na tutejszy bazarek. Niemal na środku drogi zauważyłam czarną, puchatą kuleczkę. Koteczka, na oko niecałe 3miesiące. Wokół nikogo i żadnej kociej matki. Zabrałam. Czyste uszy, idealne futerko. Wet niczego nie stwiedził. Jak dla mnie była może nieco za spokojna jak na takiego kociaka, ale stwierdziłam, musi odespać. Wielką miłością od razu obdarzyła mojego sześciomiesięcznego kocurka, stali się nierozłączni. Nie szczepiłam, bo kaszlała i kichała, co było leczone.W ostatnią niedzielę wieczorem zawołała dwa razy po swojemu, tylko tak jakoś ochryple. Była też niezainteresowana jedzeniem. W nocy z niedzieli na poniedziałek obudziły mnie odgłosy wymiotów. Dużo dźwięków pracującej przepony, bardzo mało wodnistych wymiotów. Rano, wczoraj 15 listopada zaczęłam szykować się do veta. Tylko kiedy chciałam zapakować ją do transporterka okazało się, że wczołgała sie pod sofę...i tam odeszła. Była jeszcze ciepła, kiedy ją stamtąd wyciągnęłam. Umarła z otwartymi oczkami. I do końca życia spojrzenie tych martwych oczu będzie mnie już prześladować. Co przeoczyłam, nie było żadnych wcześniejszych objawów. Co to było? Czy to możliwe, żeby mój kocurek, szczepiony już, przyniósł z lecznicy gdzie był kastrowany coś, co sam przeszedł bezobjawowo? Mam takie wyrzuty sumienia, może gdybym ją zostawiła tam, gdzie była to spokojnie by żyła? Nie wybaczę sobie tego. Zasadzę jej kwiatka i wrzucę zdjęcie na Ogród Wiecznej Szczęśliwości. Była taka śliczna. Jeśli to komuś pomoże to na tamtej stronie można zostawić wspomnienie i zdjęcia właśnie. Do zobaczenia, maleńka Sheilo. I wybacz, nie mam szczęścia do czarnych kotek. A A
Ewa.A
Magdas dziewczyny, z Bogusiem juz wszystko dobrze.W tym samym czasie gdy jeździliśmy do naszego weterynarza z Bogusiem zaczęły chorować nasze kotki.Kaszel katar itd myśleliśmy że to koci katar dostały tabletki ale nic lepiej. Pakujemy jedziemy do wet okazuje się że to nie koci katar tylko wirus atakujący płuca i uķład oddechowy .Codziennie jezdzimy kroplowki zastrzyki leki do domu. Niestety trójka kotków odeszła prawie jeden po drugim.Znowu smutek bezradność ale trzeba zadbac o resztę. Nasz weterynarz mowi ze ma okres ze codziennie trafia do niego kilkanaście kotow z tym wirusem ogolnie bardzo dużo młodych kotkow przegrywa ta walkę .Reszta jest na lekach mam nadzieję że dadza rade.
Magdas
Ewuniu nawet nie wiesz jak mi przykro. Nie wiem co Ci napisać brak słów. Cieszę się że z Bogusiem dobrze. Pamiętaj jesteśmy z Tobą myślami. Kochana trzymaj się. Płacz jak potrzebujesz. Przytulam Cię bardzo mocno.
Kasia Ś.
Ewcia jesteśmy z Tobą! Ciężko coś napisać, gdy serce rozrywa się na kawałeczki z bólu po stracie…Zrobiłaś wszystko co mogłaś, i dalej robisz dla całej reszty;*! U nas Bianka na dobre zagościła się w naszych serduchach, choć smutek i tęsknota za Truskaweczką jest taka sama jak kilka sekund po jej odejściu;(…Tęsknię za Nią w każdej minucie i opowiadam o Niej Biance… nie wiem czy mnie rozumie, ale mruczy wtedy jak najęta…ściskam Was dziewczyny mocno;*!
Kasia Ś.
Ewcia jesteśmy z Tobą! Ciężko coś napisać, gdy serce rozrywa się na kawałeczki z bólu po stracie…Zrobiłaś wszystko co mogłaś, i dalej robisz dla całej reszty;*! U nas Bianka na dobre zagościła się w naszych serduchach, choć smutek i tęsknota za Truskaweczką jest taka sama jak kilka sekund po jej odejściu;(…Tęsknię za Nią w każdej minucie i opowiadam o Niej Biance… nie wiem czy mnie rozumie, ale mruczy wtedy jak najęta…ściskam Was dziewczyny mocno;*!
Ewa
Przeczytałam wpisy osób które straciły pupila, wiem że nie jestem sama w tym bólu , mój 14 letni Brytyjczyk odszedł 13.10 a ja to rozstanie znoszę coraz gorzej, wiedziałam że będzie trudno ale nie sądziłam że aż tak bardzo.Serdecznie pozdrawiam wszystkich
Ewa
Minął miesiąc jak nie ma Harego .Mam nowe kotki ale tego żalu i smutku nie są w stanie ukoić. Tak strasznie tęsknię Hary błagam wróć
Kinga
Wczoraj, tj 20 listopada o 21.15 odszedł mój ukochany kocurek Benek. Miał zle badania moczu. Prawdopodobnie nerki miał chore. Leczenie nie powiodło się. Strasznie mi go brakuje. Umarł na moich rękach. Taki kochany i łagodny. Nie wiem jak poradzić sobie z jego stratą :( Mam jeszcze 5 innych kotów ale i tak strasznie za nim tęsknię.
Małgorzata R.
Myślałam,że będzie lepiej a wcale nie jest.Jest coraz gorzej nie mogę nawet oglądać zdjęć z Aslanem .Ostatnio zaczęłam oglądać film Komisarz Alex i nie mogłam wytrzymać musiałam wyłączyć za bardzo za nim tęsknię.Płacz i ból juz zawsze ze mną zostanie .To juz mój ciężar do końca życia.
Magdas
Tak Małgosiu ja też tak myślę. Też będę tęsknić i płakać do końca życia. Pisałam nieraz o tym.
Monika K.
Niestety macie rację, ten ból już z nami zostanie. Trzymajcie się.
Magdas
Moniko a jak Twoja Bianka. Założę się że jest kochana prawda. I juz nie wyobrażasz sobie domu bez Niej.
Monika K.
To prawda, już bym Jej nie oddała, choć łobuzuje za 3.
Magdas
To super bo masz wesoło teraz. Moja Stefcia już tak nie rozrabia ma 1,5 roku prawie więc już spoważniała. Wiesz Moniko ale tęsknie okropnie za Zuzia i Tosia tak jak Ty za Kiki. Ciężko jest ale choć trochę lepiej z nowymi kotkami prawda. Kasiu a jak Twoje maleństwo i jak Synek pewnie szczęśliwy. Całuski dziewczyny kochane.
Kasia Ś.
Magdas, u nas Synuś dokazuje z koteczką jak szalony. Widzę między nimi niesamowitą więź…choć jak tylko wracam z pracy Bianka czeka na mnie przy drzwiach jak piesek;). Jest zupełnie inna niż Truskaweczka, kocham ją, ale w zupełnie inny sposób - nawet nie potrafię tego wytłumaczyć…ciągle tak bardzo bardzo boli ten brak i świadomość, że Truskaweczki już nigdy nie zobaczę…ehhhh… Ściskam Was dziewczyny mocno;*
Magdas
Kasiu mam dokładnie tak samo. Moniko a Twój koteczek ma na imię Mia przepraszam Cię pomyliłam z kotkiem Ewy.
Magdas
Pomyliłam z kotkiem Kasi.
Monika K.
To nic Magda, zapamiętać wszystkie nasze skarby..tęsknię każdego dnia, ból nie zmalał, ale Mia się stara, kocha, mizia..
Magdas
Dziewczyny jak u Was jak się trzymacie. Ja do tej pory mam ciężkie chwile. Tęsknie za moimi kotkami bardzo. Drugie święta teraz będą już bez Zuzi i Tosi. Zuzia zawsze wypijała wodę z choinki a Tosia zrzucała bombki. Smutno prawda. Ale dobrze że mamy nasze maleństwa. Pozdrawiam Was i całuje mocno.
Magdas
Dlaczego strona jest zmieniona. Na tamtą jak się wchodziło to było widać czy da nowe wpisy a teraz nie ma. Czy nie można zrobić tak jak było
Sklep Hunter Polska
Pani Magdo, wygląd strony naszego sklepu internetowego został zmieniony w całości. Niestety nie mamy możliwości zmiany sekcji bloga (jest jedną z wielu kategorii). Adnotacja odnośnie dodania komentarza pojawia się na górze strony. Pozdrawiamy serdecznie
Magdas
Dziękuję za odpowiedź ale nie widzę dodawania komentarzy. Wtedy było czytelnie widać było czy ktoś napisał. A teraz trzeba schodzić w dół. Ale skoro nie można to trudno.
Magdas
Poza tym forum jest fantastyczne. Pomaga Nam wszystkim bardzo. Ja nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy tutaj nie zaglądać i nie pisać. Też serdecznie pozdrawiam.
Monika K.
Rzeczywiście wygląda inaczej...gorzej.
Sklep Hunter Polska
Pani Magdo, dziękujemy za miłe słowa. Jeśli chodzi o wygląd to sekcja bloga jest dodatkiem do oprogramowania sklepu internetowego Shoper i nie mamy wpływu na jego wygląd. Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy, że są Państwo z nami!
Ulka K.
Te święta będą dla mnie najgorsze. Nawet nie umiem ich sobie wyobrazić, bez mojego najukochańszego Baltazarka. Tęsknie bardzo za Nim i oddałabym wszystko, aby być tylko z Nim.
Magdas
Ula ja też oddała bym wiele żeby mieć swoje koteczki. Ale niestety takie jest życie i wszyscy umrzemy. Ciężko bardzo ale pozostało nam tylko płakać tęsknić i wspominać. Trzymaj się my tu wszyscy czujemy tak samo.
Kasia Ś.
Magdas przed nami pierwsze święta bez Truskaweczki:(((…zawsze pod choinką miała prezenty od Mikołaja…płakać mi się chce…ciężko będzie…zobaczymy jak Bianka zareaguje na choinkę i w ogóle jak to wszystko będzie wyglądało…trzymam za nas wszystkie kciuki i dawajcie znać Dziewczyny;*
Jakzyc
Parę dni temu straciliśmy pieska. Niestety obwiniam trochę siebie i weterynarza. Żałuję że nie zmieniłem juz weterynarza pół roku temu, bo miałem takie myśli. Weterynarz badał pieska około tydzień przed śmiercią... robił nawet usg i nic nie zobaczył, nie wiedział co jej jest. Po paru dniach podawania leków nie poprawiało się, więc pojechałem do innego. Zrobili usg i się okazało, że trzeba ją operować. Poprzedni weterynarz nic nie wykrył za co go winię teraz. Niestety nie dożyła operacji, zmarła następnej nocy.
Sebastian K.
Krótka, ale bardzo bolesna historia o Psotku. Końcem września 2021 roku przyszedł, kręcił się obok nas zataczając spirale wciąż się zbliżając. Ignorowaliśmy go i przepędzaliśmy, nie byliśmy gotowi na zwierzaka. Nie próbowaliśmy go głaskać, aż siadł w takim miejscu, że trzeba było go przesunąć i dotknąć - zaczął głośno mruczeć (kochana kicia). Na drugi dzień to samo... W końcu daliśmy kocurkowi schronienie i jedzenie. Po jednym dniu poczuł się jak u siebie z zadartym ogonem biegał, psocił i cały czas mruczał - śmialiśmy się, że nigdy nie złapie żadnej myszy, jak będzie taki głośny. Nasze życie ze spokojnego zmieniło się w "kocie", żyliśmy życiem Psotka (ok. 5 miesięcznego zwierzaka) - zabawa, jedzenie i sen. Nigdy nie udrapał (chował pazury), gryzł delikatnie, a jak był blisko twarzy to lizał po nosie, albo po włosach mrucząc. Był tak towarzyski, że chodził jak pies przy nodze - śmialiśmy się, że to kotek-piesek. Odprowadzał mnie do pracy..., a jak się zawołało to biegł bez opamiętania - naprawdę dziwne żyjątko, ale bardzo, bardzo kochane. Nie umiał miauczeć (tylko raz słyszałem, jak przez przypadek został przydepnięty, bo zawsze leżał na przejściu), a tak wydawał dźwięki... pi, pi, pi jak myszka :-))). W sobotę 04.12.2021 roku biegał (szalał) po podwórku, gdy pracowałem obok domu. Był wszędzie, gdzie tylko mógł wejść, ale cały czas w zasięgu...(jak zawsze), gdy tylko poszedłem w inne miejsce kotek był zaraz obok i bawił się. O godz. 09.38 zrobiłem ostatnią fotkę jak skakał po gałęziach drzewa, o godz. 10.17 został zabity (wszedł na mało ruchliwą ulice), ślady krwi świadczyły, że uderzony przeszedł jeszcze 1,5m, położył się i umarł samotnie (zaledwie 10m ode mnie). Wiem, kto to zrobił, wiem, że jechała za szybko... i podobno zagadała się, ale nie miała odwagi powiedzieć nawet przepraszam (udawała, że nie jechała, a potem, że nie wie o czym mowa). Facet stwierdził "nic ci nie zrobią, to tylko zwierzę". Wyleczyliśmy kotka z robaków, pcheł i świerzbowca - jak już było wszystko dobrze, to został zabity - nasz kotek, szczęście - nasz kochany Psotek. Naprawdę trudno jest zrozumieć DLACZEGO...?! Psotek był z nami zaledwie 2,5 miesiąca, przeżył ok. 8 miesięcy i zginął - żyjątko oddane, kochane, beztroskie i szczęśliwe. Tęsknimy teraz bardzo, bardzo mocno... za naszym rudym Psotkiem!
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo mi przykro. Psotek choć tyle miał miłości. A takich ludzi nigdy nie zrozumiem, stało się, a nawet nie potrafiła się przyznać...serce krwawić będzie...ale już Wiecie ile to radości..i wybrał właśnie Was..
Ulka K.
Tak Magda, masz rację że wszyscy umrzemy. Tylko dlaczego nasze Słoneczka ukochane odeszły tak wcześnie. Wiem, że miały u nas Wszystkich dobrze, dużo miłości, szacunku ..., a mimo to i tak boli. Tak bardzo się cieszyłam, że 11 listopada będziemy obchodzić Jego 10 urodzinki a 29 grudnia br. że będziemy świętować równe 5 lat jak jest ze mną. Dobrze, że zostały w mym sercu (w Waszych również) te wspaniałe i bezcenne wspomnienia. Mam nadzieję, że moja pamięć nie będzie szwankowała i będę wspominać Go do końca świata i jeden dzień dłużej. Współczuję Wszystkim co stracili swoje Skarby i mocno przytulam. Ulka
Magdas
Ula nawet nie wiesz jak mi jest źle tyle czasu już minęło od śmierci moich kotków. Ale muszę sobie to jakoś tłumaczyc żeby jakoś żyć.Nic nie mozemy zrobić tylko płakać i wspominać nasze Aniołki. Moje kotki żyły długo szczególnie Zuzia miła 17 lat i 7 miesięcy. Zżyta byłam strasznie z Nimi. I jest mi strasznie. Mam nowego kotka ale już nic nie będzie takie samo.
Monika K.
To prawda...Mia chyba wie jak bardzo tęsknię za Kiki, bo naprawdę szybko zaczęła się przytulać, rozśmieszać mnie. Już nie wspomnę jak bardzo się cieszy kiedy wracam z pracy...piski i ocieranko...
Magdas
Moniko mam to samo że Stefcia. Zachowuje się tak jakby chciała mnie pocieszać. Pieszczoch niesamowity z niej. Wita mnie też jak wracam do domu chodzi za mną jak piesek w nocy się przytula. Jest niemożliwa. Kocham Ją bardzo. Choć to nie to samo ale dużo dużo lepiej.
Magdas
Moniko mam to samo że Stefcia. Zachowuje się tak jakby chciała mnie pocieszać. Pieszczoch niesamowity z niej. Wita mnie też jak wracam do domu chodzi za mną jak piesek w nocy się przytula. Jest niemożliwa. Kocham Ją bardzo. Choć to nie to samo ale dużo dużo lepiej.
Monika K.
Faktem jest, że to inna miłość...ale łapię na tym w pracy , że jak wrócę do domu to Ona znowu zrobi taniec miłości... Fakt pomaga...
Kasia Ś.
Kochane dziewczyny…mam tak samo…Bianka na powitanie zawsze przy drzwiach, krzyczy jak najęta i wskakuje mi od razu na ręce - jak dziecko;)…śmieszna jest…Ostatnio szukałam w szafie spódnicy i znalazłam ją razem z sierścią Truskaweczki…rozryczałam się w sekundę i oczywiście nikt nie rozumiał dlaczego;(((…tak baaaardzo bardzo za Nią tęsknię;*
Ewa.A
Dziewczyny odeszły nam dwa kolejne kotki Wirus zebrał żniwo. Mam nadzieję że to koniec.Ten rok nie był dla mnie łaskawy. Za dużo pożegnań z małymi przyjaciółmi.Kazda z was wie jak to boli ..Piszecie o swoich nowych kotkach Mi tez dają dużo radości moje małe bulwy. Bogus jest tak podobny do Spejsika a Boni jest zupełnie inna.Daja tyle radosci kazdego dnia.Kocham je bardzo ale nie ma wieczoru zeby łza się nie zakreciła jak pomyślę o Spejsiku. Każde rozstanie jest bolesne i zostanie juz z nami na zawsze ale dajemy dobro tym nowym zwierzaczką a one kochaja całymi małymi serduchami bezinteresownie za nic..
KrzysztofW
Zmarł mój jedyny i największy przyjaciel Fred :(( Byłem przy jego narodzinach, żona karmiła go butelką. Nie wiem czy mogę tak porównać ale kot był dla nas jak kolejne dziecko. Przeżył z nami 13 lat i 6 miesięcy. Ból rozrywa mi serce. Jest mi bardzo ciężko, pisząc to ciągle płaczę. Przepraszam ale myślę że mnie zrozumiecie.
Magdas
Tak rozumiemy Krzysztofie nawet nie wiesz jak bardzo. Dla mnie moje kotki były i są bardzo ważne i też były i są do tej pory moimi dziećmi. Do końca życia będę tęsknić wspominać i płakać. Ciężko dlatego pisz tutaj tu nikt nie ocenia tylko rozumie i współczuję.
Ulka K.
Krzysztof, rozumiem to doskonale. ja swojego Baltazarka też traktowałam jak własne dziecię, nawet mówiłam wszystkim, że to mój pierworodny synek. Ewa, Krzysztof tak bardzo mi przykro.
Monika K.
Tu są Anioły, które wspierają...
Magdas
Tak Moniko bez tych Aniołów czyli Was ja bym nie dała rady.
Kasia Ś.
Ewcia bardzo bardzo współczuję;*, teraz już musi być u Ciebie tylko lepiej!!!Krzysztof uwierz mi, nawet nie wiesz jak doskonale wiem co przeżywasz…to jest taki ból w sercu, którego nie da się opisać żadnymi słowami…;( ja nadal płaczę, choć już nie tak często (moja Koteczka też odeszła w wieku 13 lat). Trudny czas przed Tobą…wspieram i współczuję z całego serca;*
Magdas
Ewuniu bardzo Ci współczuję. Mam nadzieję że to już koniec nieszczęść. Pamiętaj że my jesteśmy z Tobą myślami i sercem. Cieszę się że z Bogusiem dobrze. Oby reszta kotków była z Tobą długo Boguś Boni i cała reszta koteczkow. Nasze nowe Skarby są kochane i pomagają nam żyć. Trzymaj się Ewcia. Moniko cieszę się że masz Mie i jestes uśmiechnięta. Ja swoją Stefcie uwielbiam i nie wyobrażam sobie domu bez Niej. Chociaż jest inaczej tak jak pisałam wcześniej ale dużo lepiej. Całuski dla Was wszystkich.
Magdas
Ewuniu bardzo Ci współczuję. Mam nadzieję że to już koniec nieszczęść. Pamiętaj że my jesteśmy z Tobą myślami i sercem. Cieszę się że z Bogusiem dobrze. Oby reszta kotków była z Tobą długo Boguś Boni i cała reszta koteczkow. Nasze nowe Skarby są kochane i pomagają nam żyć. Trzymaj się Ewcia. Moniko cieszę się że masz Mie i jestes uśmiechnięta. Ja swoją Stefcie uwielbiam i nie wyobrażam sobie domu bez Niej. Chociaż jest inaczej tak jak pisałam wcześniej ale dużo lepiej. Całuski dla Was wszystkich.
Magdas
Z okazji zbliżających się Świąt życzę Wam wszystkiego co najlepsze żebyście mimo wszystko były i byli szczęśliwi. Zdrowych pogodnych i spokojnych Świąt kochane moje pomocnice Moniko Ewo i Kasiu. Dziękuję Wam że jesteście.
Emilia Ż
W czerwcu odeszła moja koszatniczka, prawie wszyscy piszą tu o większych zwierzętach, a przecież te małe też można traktować jak członka rodziny. Wróciłam z zakończenia roku, a moja mała popiskiwała, była już wtedy chudziutka nie mogła prawie nic jeść, przerosły jej siekacze. Pojechałam z mamą do weta, pani ją zważyła i powiedziała, że ona cierpi i że najlepiej dla niej bedzie żeby ją uśpić. Ja wtedy nie myślałam i się zgodziłam. Pani zapytała czy chcę być przy niej jak będzie ją usypiać ale ja nie dałam rady. Wróciłam do domu z moją myszką w pudełku. Zakopaliśmy ją pod brzozą w ogrodzie. Jej dwie przyjaciółki też są pochowane pod brzozą. Pierwsza odeszła około 3 lata temu, jej następczyni żyła najkrócej zablokowała się w kołowrotku, miałam ją niecały rok. Minęło ponad pół roku odkąd odeszła, miała na bródce guzek, chciałam już wtedy ją zabrać do weta ale tata mnie przekonywał że to tylko jakieś zadrapanie i że zaraz zejdzie, nie zeszło. Wiem że pojechałam na ostatnią chwilę, gdybym pojechała wcześniej może dałoby się coś zrobić, teraz mogłam ją już tylko uśpić albo pozwolić jej dalej cierpieć. Pozbyłam się wszystkiego co do niej należało, zostawiłam tylko piłeczkę którą się bawiłyśmy jak zabierałam ją z klatki, trochę ją turlała, a trochę podgryzała. Płacze jak to pisze, strasznie za nią tęsknię. W dodatku myślałam o psie i nie wiem czy jestem na to gotowa, poza tym nie wiem nawet jak powiedzieć o tym rodzicom. Strasznie chciałabym mieć kogoś kto mógłby mi ją zastąpić, ale miałabym wrażenie że zdradzam moją najlepszą przyjaciółkę
Ulka K.
Emilia, współczuję Tobie z całego serca. Wszyscy wiemy co przeżywasz, niezależnie od tego czy zwierzątko jest malutkie czy też większe – miłość jaka Nas łączyła z naszymi Skarbami i jaka pozostanie w naszym sercu na zawsze, pokazuje jakimi jesteśmy ludźmi, wrażliwymi, tęskniącymi. Oj, jak ja bym chciała cofnąć czas. Co do zdrady, to nie myśl tak – możesz dać życie i szczęśliwy dom następnej bezbronnej istotce, która tego potrzebuje. Jestem pewna, że Twoja koszatniczka też by tego chciała.
Magdas
Emilio ja już pisałam wcześniej że nie ważne jest jakie to zwierzątko było nasze było najkochańszy i najpiękniejsze. A czy to kotek piesek myszka kózka itp to płaczemy i tęsknimy za nimi bo były naszymi przyjaciółmi i dziećmi członkami naszej rodziny. A tęsknota nie minie nauczymy się żyć na nowo ale to już coś innego. Ja swoje koteczki będę kochać do końca swojego życia. Mam teraz nowego koteczka i kocham ją bardzo ale moja Aniołki zostaną moimi Aniołkami na zawsze. Cieszę się bardzo że jest tyle ludzi co tak potrafią kochać zwierzęta.
Monika K.
W pełni zgadzam się z Magdą...kochamy i nie przestaniemy..
Ewa.A
Magdas dziękuje za życzenia Tobie również życzę spokojnych i radosnych świąt i zeby Nowy rok był dla nas szczesliwszy i łaskawy dla naszych zwierzakow. Cieszę sie ze znalazłam to forum bo uwierzyłam na nowo w ludzi Jest nas tylu kazdy z inna historia i kazdy pogrążony w swoim smutku tęsknocie Dziewczyny Kasiu Moniko zycze wam również spokojnych udanych świąt Pozdrawiam cieplutko .
Kasia Ś.
Zdecydowanie kochamy i kochać będziemy zawsze!!!Takiej miłości się po prostu nigdy nie zapomina! Na te nadchodzące dni wszystkim Wam tutaj życzę przede wszystkim zdrowych wesołych Świąt! Tak sobie myślę, że Nasze zwierzaczki tam za tęczowym mostem też na pewno mają Święta i nie chciałyby żebyśmy się smucili…wiem, że łatwo nie będzie, ale trzeba próbować…Magda, Monika, Ewa - Was szczególnie ściskam Świątecznie i życzę Waszym obecnym futrzaczkom dużo dużo zdrówka;)))i smakołyków pod choinką;)!
Aga
Dwa dni temu umarła nasza kochana chomiczka nie miała nawet roku,nagle silne zapalenie płuc jeszcze kilka godzin wcześniej wszystko było dobrze pomimo szybkiej interwencji weterynarza nie udało się uratować małej jest nam strasznie przykro pewnie za jakiś czas zdecydujemy się na zwierzaka ale obecnie nie mamy odwagi
Adrianna Bielka
Ja kupilam krolika a on po 2tygodniach zdechl a byl jeszcze maly bardzo cierpialam plakalam czulam sie jakby wciaz tu byl ale go nie ma ciagle sie za jego smierc obwinialam ja wciaz tego nie pojelam a teraz gdy to pisze normalnie lzy mi sie phaja do oczu bardzo go kochalam bardzo, nada widze go przed oczami czuje sie jakby tu byl ale go nie ma jest po nim tylko klatka kochalam kocham i bede kochac na zawsze o czuje jakby tu byl a wtedy jestem silniejsza bo czuje jakby muj krolik tu byl.
Adrianna Bielka
Ja kupilam krolika a on po 2tygodniach zdechl a byl jeszcze maly bardzo cierpialam plakalam czulam sie jakby wciaz tu byl ale go nie ma ciagle sie za jego smierc obwinialam ja wciaz tego nie pojelam a teraz gdy to pisze normalnie lzy mi sie phaja do oczu bardzo go kochalam bardzo, nada widze go przed oczami czuje sie jakby tu byl ale go nie ma jest po nim tylko klatka kochalam kocham i bede kochac na zawsze o czuje jakby tu byl a wtedy jestem silniejsza bo czuje jakby muj krolik tu byl.
Beata
Mój kochany Lukuś odszedł 17grudna2021r. Ból i rozpacz w sercu ogromna. 13 lat razem, mój przyjaciel najukochanszy towarzysz wspólnych spacerów. Bylt taki inteligentny, dobry, spokojny i do końca ufny. Z art na moich rękach po krótkiej chorobie. Mimo mojej reanimacji nie dało przywrócić go do życia. Core serduszko, tarczyca, po usg okazało się, że guzy na wątrobie i prostacie. Dostał leki było już lepiej. Dzień przed śmiercią nawet zaczął szczekać I zjad zmiksowane jedzonko. Miałam nadzieję, że mojemu przyjacielowi już lepiej. 17 był już słabszy nie chciał jeść pić dawałam mu strzykawką siedział cały czas na moich rękach przytulny do mnie. Serduszko było mu coraz wolniej. Mimo reanimacji nie udało nam się przywrócić do życia. Płakaliśmy z synem jak dzieci serce pękło na milion kawałków. Nie ma po co wychodzić do parku, ścieżki znajome boleśnie przypominają miejsce, które lubił Lucky. Mój przyjacielu jak żyć po twojej stracie. Za tydzień mieliśmy swuetiwac5twoje 13 urodzinki. Boże Narodzenie było trudnym czasem świętowania nie mogłam się pozbierać śpię z twoją lamą i tulę I głaszcze ją bo czuje twój zapach. Tak boli strata kochanego przyjaciela nigdy już nie będzie tak samo. Wiem, że kiedyś się spotkamy teraz pewnie soaceduhesz z moim tatą po drugiej stronie tęczy. Kocham cie i tęsknię. Mój Pimpusiu-Lukusiu.
Magdas
Beatko tak mi przykro i zapewne nam wszystkim. My wiemy co teraz przeżywasz. Ja też miałam jednego kotka 13 lat a jednego ponad 17. Umarły mi prawie jedna po drugiej moje dziewczynki kochane. I został smutek żal i tęsknota do końca życia. Współczuję Ci bardzo u mnie minal już ponad rok a ja nie pogodziłam się z ich strata. Ciężko bardzo ale my tutaj pomagamy sobie żeby jakoś żyć. Trzymaj się z czasem będzie trochę lżej ale ból nie minie tylko przyzwyczajamy się z nim żyć.
Monika
Wczoraj umarła o 20:20 Kicia Pycia, miała tylko 6 miesięcy. Miałam dac jej szczęście, miłość i domek przywożąc ja 400 km do nowego domu. Zabrałam ja z mrozu i miejsca gdzie nikt jej nie kochał. Była ze mną tylko 2 tygodnie, ale nie mogę przeżyć że nie dostała tego co jej obiecałam. Umarła na chore serduszko, za późno się zorientowałam że ma inne choroby niż koci katar i robaki. Już nie pobiega za kuleczka i sznureczkiem, miała całe życie przed sobą. Miała przełamane czarne serduszko na główce, powinno mi to dać do myslenia..serce mi pękło na drobne kawałki... Już ja pokochałam, była takim słodkim kotkiem... Wszystko bym zrobiła teraz inaczej ale jest za późno..
Monika K.
Żyć trzeba...ale jak widać większość z nas nie pogodzi się do końca życia...po prostu się nie da..
Magdas
Tak Moniko nie pogodzimy się do końca życia. Dobrze że sobie pomagamy bo inaczej byłoby bardzo kiepsko.
Magdas
Tak Moniko niektórzy sobie nie poradzą nigdy. Ta strata jest ogromna. Do końca życia będziemy płakać. Jest źle bez naszych zwierzątek. Dobrze że jest nasze forum.
Monika Błażejczyk
jak tam u was
Ewa.A
Moniko Magdas Żyjemy oddychamy wykonujemy różne czynności. Lecz kazdego dnia tęsknimy płaczemy pamiętamy kochamy.
Magdas
Tak Ewuniu masz rację żyjemy robimy oddychamy. Ale to wszystko jest teraz że tak powiem bez smaku. Ja co kilka dni mam gorszy dzień i muszę się wypłakać żeby potem jakos żyć. Trzymajcie się dziewczyny moje kochane i odzywajcie bo jesteście bardzo bardzo potrzebne.
Monika K.
Moniko nie jesteśmy w stanie przewidzieć....u mnie też objawy dawały, że to przeziębienie...a to serce..nic nie pomogło, z dnia na dzień odeszła..teraz też widzę... Ta mała kulka dostała i tak dużo...trzymaj się.
iza
10 grudnia 2021r. rano zginął potrącony przez auto psychicznej baby, która zrobiła to specjalnie i jeszcze sie smiała..nic nie mogę z tym zrobić bo "nie mam dowodów" i tak mu życia nie przywrócę.. mój najukochańszy przyjaciel miał ponad 13 lat był ze mną przez wszystkie moje etapy życia/szkoły/pracy nie umiem bez niego żyć..przez ostatni rok bardzo poświęcałam się swojej działalności, która była najgorszym moim pomysłem zabierała mi cały mój czas gdy wracałam z biura to i tak siedziałam na laptopie i tak w kółko wychodziłam z nim tylko na chwile na krótkie spacery myślałam, że sama obecność wystarczy..jaka ja byłam głupia,,ostatnie miesiące dały mi ostro po dupie robiłam wszystko aby ratować te głupią firme wszyscy kazali mi zawiesić albo zrezygnować z biura bo to koszty itp a ja nie słuchałam bo ciągle miałam nadzieje..a teraz mi wszystko jedno nienawidze już tej firmy nienawidze togo że mogłam zrezygnować z biura i być w domu częściej nienawidze tego że nie umiem zarządzać czasem..gdy wracałam to już było ciemno bo to jesień,zima..zero spacerków tyle co sobie pochodził sam(na wsi) to był taki mądry piesek tak inteligentny..wszechświat dawał mi znaki jakieś głupie sny o pogrzebach jakieś 'przepowiednie' na tiktoku o stracie i nowym początku ja byłam załamana bo mój tata był w tym czasie w stanie krytycznym na covid i myślałam że on umrze i cały czas byłam taka nieobecna otępiała nic go nie przytulałam.. widziałam jak na mnie patrzył ale ja nie chciałam aby mnie widzial w tym stanie i sie od niego oddalałam..obiecałam sobie że następnego dnia pójdziemy na spacerek będę tylko dla niego..i wypuściłam go w nocy na pole i już nie wrócił..poszedł sam na ostatni spacer.. kupiłam mu jego ulubione przekąski i nawet ich mu nie dałam bo chciałam je zostawić na "później"tak by sie cieszył..przepraszam najmocniej..nikt w domu nie rozumie mojego bólu nikt nie zdaje sobie sprawy jaka wieź nas łączyła wszyscy moi znajomi i rodzina śmiała mi się w twarz że to tylko pies i mi przejdzie żebym sie lepiej martwiła o ojca. Ja już nie mam nikogo na tym świecie kto by mnie kochał tak bezwarunkowo..mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie bawiłam się z nim częściej, że nie robiłam mu pysznego jedzenia że nie dbałam jak powinnam..zawsze go chroniłam przed innymi a to ja go najmocniej raniłam..moje jedyne słońce. nigdy nie zapomne jego smutnego wzroku a ja nic nie zrobiłam nic boże świety jak ja mogłam ja nie zdawałam sobie sprawy z tego co robie jak sobie przypominam moje dni..nie moge w to uwierzyć że odszedł smutny..nienawidze sie tak bardzo.byłam z nim taka szczęśliwa nie chciałam nawet myśleć że go zabraknie..jeśli bym pomyślała to spędzałabym z nim czas jakby codziennie był jego ostatni dzień..tak wiele rzeczy zrobiłam źle.. teraz to widze.bardzo ale to ogromnie przepraszam kocham Cię!
Ulka K.
Iza, tak bardzo mi przykro i rozumiem - wszyscy tutaj to rozumieją co teraz przeżywasz. Trzymaj się mocno.
Eliza
Dwa lata temu wykryliśmy guza u mojej kotki, przeszła operacje, okazał się nie złośliwy i było już dobrze. Niestety po latach rak powrócił.. tym razem złośliwy z przerzutami. Tydzień temu musiałam podjąć najtrudniejsza decyzje. To działo się tak szybko.. byłam z nią do końca, tuliłam, całowałam, mówiłam do niej a ona mrugnęła do mnie spokojnie dwa razy i zasnęła
Małgorzata
Wczoraj musiałam zdecydować się na uspanie mojego kochanego yorka
Małgorzata
Musiałam podjeść decyzje o uspanie swojego kochanego yorka
Monika K.
Bardzo ale to bardzo Wam współczuję..
Magdas
Ja też.
Sylwia
Był to dla mnie najtrudniejszy dzień. Zapamiętał go na zawsze. 20 stycznia przed wyjściem do pracy odszedł mój ukochany shitzu- Max. Miał 12 lat i 9 miesięcy. Odszedł na moich rękach. Odczuwam ogromy żal, smutek, rozpacz. Nie umiem się pogodzić z tym, co się stało. Był energiczny, inteligentny, rozumiał mnie, a czasem śmiałam się, że umie ze mną rozmawiać. Problemy zaczęły się przed Bożym Narodzeniem. Wymioty, biegunka, podejrzenie o anginę, antybiotyki, podwyższony mocznik, kroplówki. Były dni kiedy wierzyła,że będzie moim dawnym Maxem. Wiem,że walczył, a ja razem z nim. Zastanawiam się, czy zrobiłam wszystko, aby mu pomóc. Przyjmował kroplówki, które na chwilę polepszały jego samopoczucie, przestał jeść, karmiłam go strzykawką i wierzyłam, że przeżyje. Miał siłę walki. Kryzys nastąpił po ostatniej kroplówce, osłabienie, powiększone węzły chłonne, szmer w płucach, duszności.Weterynarz nie potrafił wytłumaczyć pogorszenia się jego samopoczucia. Pamiętam jego ostatni oddech i oczy, które patrzyły na mnie. Nie umiem pogodzić się z jego odejściem, a jest mi zdecydowanie trudniej, bo jestem singielką. Był moim wiernym i ukochanym przyjacielem. Cały czas płaczę. Myślę,że nigdy się z tym nie pogodzę. Starałam się walczyć o niego, ale nie wiem czy zrobiłam wszystko, aby go ratować.Bardzo Cię kocham Maxiu.
Sylwia
Był to dla mnie najtrudniejszy dzień. Zapamiętał go na zawsze. 20 stycznia przed wyjściem do pracy odszedł mój ukochany shitzu- Max. Miał 12 lat i 9 miesięcy. Odszedł na moich rękach. Odczuwam ogromy żal, smutek, rozpacz. Nie umiem się pogodzić z tym, co się stało. Był energiczny, inteligentny, rozumiał mnie, a czasem śmiałam się, że umie ze mną rozmawiać. Problemy zaczęły się przed Bożym Narodzeniem. Wymioty, biegunka, podejrzenie o anginę, antybiotyki, podwyższony mocznik, kroplówki. Były dni kiedy wierzyła,że będzie moim dawnym Maxem. Wiem,że walczył, a ja razem z nim. Zastanawiam się, czy zrobiłam wszystko, aby mu pomóc. Przyjmował kroplówki, które na chwilę polepszały jego samopoczucie, przestał jeść, karmiłam go strzykawką i wierzyłam, że przeżyje. Miał siłę walki. Kryzys nastąpił po ostatniej kroplówce, osłabienie, powiększone węzły chłonne, szmer w płucach, duszności.Weterynarz nie potrafił wytłumaczyć pogorszenia się jego samopoczucia. Pamiętam jego ostatni oddech i oczy, które patrzyły na mnie. Nie umiem pogodzić się z jego odejściem, a jest mi zdecydowanie trudniej, bo jestem singielką. Był moim wiernym i ukochanym przyjacielem. Cały czas płaczę. Myślę,że nigdy się z tym nie pogodzę. Starałam się walczyć o niego, ale nie wiem czy zrobiłam wszystko, aby go ratować.Bardzo Cię kocham Maxiu.
Magda Polak
Do Izy z 5stycznia. Iza, współczuję Tobie jeszcze bardziej pieskowi. Ale powiedz, jak mogłaś wypuszczać psa samego na dwór? To jest proszenie się o nieszczęście, wiesz? Jak nie chora baba to samochód, trucizna, zły człowiek. Nie rozumiem ludzi. ?
Monika K.
Sylwio jak każdy z nas potrzebujesz czasu...tak po prostu. Teraz płacz i wspominaj swoje słoneczko...
Magdas
Sylwia my tutaj Ciebie rozumiemy jak nikt. Ja już przeżyłam niejeden najtrudniejszy dzień. Wiem jak Ci ciężko my wszyscy wiemy i współczujemy Ci bardzo bardzo.Trzymaj się kochana kiedyś będzie trochę lepiej. Ja do tej pory płacze po moich koteczkach. I było mi bardzo ciężko że nie miałam siły wstać z łóżka i iść do pracy i wogole. Niewyobrażalam sobie życia bez Zuzi i Tosi ale niestety musimy żyć dalej bez naszych Skarbów.Zycze Ci dużo siły. Monika Kasia i Ewa mi pomogły i dzięki ich pomocy daje radę. Dziewczyny kocham Was.
Sylwia
Bardzo dziękuję za dobre słowa i Wasze wsparcie.Jesteście kochane.
Monika K.
Wzajemnie...
Magdas
Sylwuniu musi upłynąć dużo czasu żeby było lepiej. Mi pomogło to forum pisałam o tym tyle razy i moja kochana Stefcia. Tu mozesz pisać płakać tu każdy Cię wesprze i pomoże dobrym słowem uwierz mi. Bo tutaj są cudowni ludzie.
Lena
Czy ten ból i poczucie winy minie? Musiałam uśpić moją kochaną puchatą piękną istotę, chomiczka, tak na niego właśnie mówiłam. To było moje włochate dziecko. Matko, jak to boli. Miał 2,3 roku. Rano, gdy mnie usłyszał, zaraz wyszedł z domku na śniadanko. I tu umarłam, gdy zobaczyłam co mu się dzieje. Miał otwarty pyszczek, jakby coś chciał wypluć, tak naprawdę walczył o każdy oddech... chwiał się na łapkach i mial strasznie wysuszoną skórę i mokry nosek. Pewnie męczył się całą noc. Poprzedniego wieczoru zachowywał się jak zwykle, nic nie zwiastowało tragedii. U weterynarza podjąć musiałam najbardziej bolesną decyzję w życiu. O uśpieniu. Był bardzo chudy, nie jadł za dużo w ostatnim czasie i dużo sikał. Weterynarz mówił, że w tym wieku prawdopodobnie ma już nowotwór i inne choroby. Słabe serce, które mogło by nie znieść badań diagnostycznych. A teraz wraca do mnie ten obraz ostatnich jego chwil, gdy dostał zastrzyk znieczulający i to go uspokoiło. Położył się w moich dłoniach. Próbowałam się z nim pożegnać. Ale jak pozwolić odejść gdy się kocha tak mocno... Nie chcę już nigdy żadnego zwierzęcia, bo kolejny raz nie dam rady tego znieść. To tylko chomik można powiedzieć, ale dla mnie był moim włochatym przyjacielem, moim lekarstwem na troski dnia.
Ania
Wczoraj 29.01 odszedł mój kochany kocurek, serce mi pęka i nie mogę się z tym pogodzić
Basia
W piątek 28.01.22 pożegnałam moją kochaną koteczkę Maję .Ból ,ból,pustka i poczucie winy ,że zgodziłam się na uspanie Majeczki. Wiem ,że była chora i wszystko zrobiłam żeby wyzdrowiała . 4 miesiące leczenia ale ten cholerny katar nie odpuszczł ,tylko było trochę lepiej i zaraz się pogarszało.Sprawa jest bardzo świeża i nie chciałam kolejnego kociaka .Ale na dzień dzisiejszy już niewiem .Majeczke adoptowałam i chodzi mi po głowie żeby adoptować podobną kicię. Ale czy to jest dobry pomysł? Sama nie wiem. Czuję okrutną pustkę, smutek .
Monika K.
Zawsze będzie boleć...jeżeli musimy podjąć i tę decyzję...On chciał się z Tobą Leno pożegnać..
Monika K.
Ból niestety nie minie, ale trzeba żyć. Kolejny zwierzaczek troszkę ten ból zmniejsza...warto.
Magdas
Moniko ja zamówiłam wczoraj kolejnego koteczka żeby Stefcia nie była sama. Też persa ale będzie dopiero za 5-6 tygodni.Ciesze się bardzo uważam że kolejny zwierzaczek to super pomysł.Basiu bierz kotka jak czujesz taka potrzebę on Ci bardzo pomoże tak jak mi Stefcia.
Monika K.
Bardzo się cieszę. Ja też tak myślałam...nawet wzięliśmy..ale historia ta jest jak z horroru.
Monika K.
Chyba mogę już opowiedzieć. Tego dnia kiedy pojechaliśmy po kotka chcieliśmy szarego jak Kiki, ale zostały dwa..czarny i szary, pomyślałam że weźmiemy oba by miały towarzystwo. Nie ujechaliśmy daleko...z kilka kilometrów...wydawało nam się obojgu, że trzeba posprzątać (dwójeczkę)serio...wysiedliśmy, koszyk w rękę 1 kotka trzymał mąż, 2 ja miałam wziąć...i nie wiem jak to zrobiła..uciekła..szukaliśmy 2 godziny, aż zrobiło się ciemno..nic. To była niedziela, w poniedziałek przyjechaliśmy znowu,(130 km - w 1 stronę) była też właścicielka...nic. Odchodziłam od zmysłów, głodna, zmarznięta a do tego lisy, borsuki..w piątek mąż pojechał jeszcze raz z jedzeniem..nic. W niedzielę pojechałam jeszcze raz sama, przeszłam działki, telefon zostawiłam komu się dało i poszłam w jeszcze 1 jedno miejsce - fabryka okien. Ochroniarz długo do mnie nie wychodził, ale jak już wyszedł to okazało się że owszem była szara kulka, ale pobiegła na fabrykę, tam już są dwa koty, że może ją przygarną. Zostawiłam i telefon z nadzieją że uda się ją złapać...udało się :-) nawet nie wiecie jaka ulga. Kotka jest u swojej pani....bezpieczna.
Monika K.
Po czasie myślę, że widocznie tak miało być...ale co przeżyłam to moje...
Magdas
Ojej a dlaczego?
Monika K.
Sama nie wiem...tak jakby los mówił, że ona nas nie chce..
Magdas
Przeczytałam Moniko i rzeczywiście niesamowita historia. Ale czy dobrze zrozumiałam jednego kotka masz a drugi się odnalazł. I oczywiście masz jeszcze Nie. Ja teraz będę miała Czesie persa pointa. Śliczna dziewczyna. Mam słabość do Persów do ich płaskich noskow. Pozdrawiam Wszystkich a przede wszystkim moje dziewczyny.
Monika K.
Mam 1 czarnulkę z białym brzuszkiem. A Zosia została na wsi...z mamą.
Magdas
I jeszcze Mia jest w domku. I takim sposobem Moniko masz dwa kotki teraz. A jak Mia przyjęła siostrzyczkę.Bo ja się trochę bije jak to będzie jak przywiozę maleństwo. Ale Stefcia jest bardzo grzecznym kotkiem więc mam nadzieję że będzie dobrze. I mamy wesoło teraz. Chociaż cały czas myślę o moich Anioleczkach. Tak bardzo je kocham.Ty Moniko wiesz o czym mówię prawda
Monika K.
Wiem, wiem. A co do Zosi, ona jest ze swoją kocią mamą, a Mia u mnie. Biłam się z myślami czy wziąć jednak Zosię do nas, ale coś mówiło, że od początku jakiś problem jest, że lepiej Jej będzie tam gdzie jest. Dwa tygodnie pźniej wpadłą do studni...ale spokojnie uratowana..
Sonia
Mam 13 lat i prawie rok temu straciłam swojego konia, który zarazem był moim przyjacielem. Codziennie płaczę wychodząc na pastwisko nie widząc go...Przez 6 lat, kiedy go znałam tak bardzo się z nim związałam, że po jego śmierci nie wyobrażałam sobie dalszego życia, nadal nie wyobrażam...Jednak wiem, że on nie chciałby żebym wylewała tyle łez po nim, jednak nie umiem powstrzymywać ich...
Lena
Soniu... Płacz... Rozpaczaj... Bądź dla siebie wyrozumiała. To boli. Boli mocno. Ale trzeba tą stratę przepracować, wypłakać, wyrzucić z siebie żal i gniew aby znów mogło zaświecić dla Ciebie słońce. Ściskam Cię mocno ♥️
Monika K.
Soniu, to prawda, że potrzeba czasu...sama widzisz że dorośli ludzie także cierpią...czas..
Magdas
Cierpią i to bardzo. Moniko masz rację ja nie pogodzę się nigdy. Niby jest lepiej ale np. wczoraj miałam doła byłam w rozsypce. I tyle czasu już minęło. Soniu kiedyś kiedyś będzie lepiej trochę. Płacz kochana i pisz do nas. Trzymaj się dziewczyno.
Monika K.
Madziu ja codziennie płaczę, nie ma godziny bym nie myślała...tęsknie, że aż boli..
Magdas
Ja też myślę prawie cały czas o moich koteczkach. Dobrze że mam Stefusie bo bym oszalała. Moniko kochana czy to minie my obydwie widzę że mamy tak samo. Ciężko że aż boli tak jak napisałaś. Dobrze że możemy się tutaj wyzalic bo kto by nas tak zrozumiał. Za kotem czy psem tak tęsknić co. A jednak.
Zuzek
Odszedł Bubu, mój najukochańszy piesek zginął w wypadku. Będę za nim tęsknić, wiem że na pewno jest w niebie. Był najszczęśliwszym pieskiem na świecie oraz potrafił w najgorszych chwilach pocieszyć, zawsze będzie o Tobie pamiętać, pomimo że to tylko były dwa lata to były najlepsze chwile w moim życiu..
Monika K.
Dokładnie tak..to ta wrażliwość, ja mam to szczęście, że mam kilka przyjaciół którzy rozumieją i potrafią pocieszyć, że w pracy też miałam zrozumienie i pociechę, choćby spojrzeniem. Ale też takich jak teściowie, którzy się wręcz śmiali..ze mnie, ze przeżywam..(dobrze, że są daleko)..ten blog dał wiele ukojenia..dziękuję. Mia szaleje, kocha, rozrabia i znowu szaleje i kocha..
Anna Bazela
Kochana Milusiu byłaś z nami niecałe 10 lat. Dziękuję Ci za ten wspaniały czas. Wnioslas wiele radości do naszego życia. Trudno nam się pogodzić z tą stratą. Zaczęłaś chorować, zrobiliśmy wszystko abyś powróciła do zdrowia. Zabieg sterylizacji miał być czymś prostym , nie obudziłaś się. Kochamy Cię i czujemy okropny ból. Wybacz jeżeli coś przegapiliśmy. Odeszłaś 03 lutego i ta data to nasz koszmar. Jesteś i pozostaniesz w naszej pamięci do końca naszego życia i jeden dzień dłużej
Anna Bazela
Kochana Milusiu byłaś z nami niecałe 10 lat. Dziękuję Ci za ten wspaniały czas. Wnioslas wiele radości do naszego życia. Trudno nam się pogodzić z tą stratą. Zaczęłaś chorować, zrobiliśmy wszystko abyś powróciła do zdrowia. Zabieg sterylizacji miał być czymś prostym , nie obudziłaś się. Kochamy Cię i czujemy okropny ból. Wybacz jeżeli coś przegapiliśmy. Odeszłaś 03 lutego i ta data to nasz koszmar. Jesteś i pozostaniesz w naszej pamięci do końca naszego życia i jeden dzień dłużej
Monika K.
Zuzek trzymaj się dziewczyno..
Magdas
Monisiu ja mogę śmiało powiedzieć i napisać że pomogłaś mi bardzo właśnie Ty Ewa i Kasia. To z Wami czuje tu szczególna więź. Naprawdę gdyby nie Wy i to forum to byłoby bardzo źle.A tak jakoś żyje. No i oczywiście Stefcia. Mały kotek a tak wiele zrobił. Zuzia i Tosia to M je gwiazdeczki które będę kochać do końca swojego życia. Kochani trzymajcie się i zaglądajcie tu bo tu są Anioły wiem coś o tym.
Ilona
Zawiozłam dziś dwa moje kocurki do kastracji i jeden nie przeżył. Rutynowy zabieg,a jednak jeden misiek nie wybudził się z narkozy, serce stanęło. Jestem w szoku. Lekarz podejrzewa, że kotek mógł mieć ukrytą wadę serca, przyznał że dawno nie miał takiej sytuacji. Wróciłam z jednym kociakiem, siedzę i płaczę. Urwis chce się bawić, bawię się z nim zalana łzami. Chyba jeszcze nie ma świadomości, że braciszka już nie ma, że się z nim nie pobawi, nie pogryzie, nie pogania po pokoju, nie umyje go. Nawet nie wiem czy kot może odczuć brak drugiego kotka. Dziękuję za ten blog. Dam sobie popłakać:(((((
Magda
Zawieźliśmy naszą Beti do kardiologa miało być lepiej..zostawiliśmy ją pani lekarz która zarzekała się że bedzie pod najlepszą opieką nawet zabierze ją do sobie do domu.To był nasz największy błąd.Suczka zmarła w cierpieniu i w samotności .Żałujemy że nie było nas w ostatnich chwilach życia naszej Betusi.
Monika K.
Ja w przyszły piątek daję Mie na sterylizację. Ilona bardzo, ale to bardzo Ci współczujemy (szok prawdziwy).. A weterynarze różni są, nawet najlepszy nie może nic poradzić..
Magdas
A ja swoich koteczek nie sterelizowalam. I tych obecnych kotków też nie będę. Bałam się i nie chciałam.A kociatek też nie chce chyba. Mojej znajomej też kotek nie przeżył kastracji nie wybudził się. Pamiętam jak płakała i zazdrościła mi mojej Zuziuni bo razem kupiliśmy kotki. On żył roczek a moja Zuzia 17 lat i 7 miesięcy. Na persa to sporo.
Katerina
Żałoba po ukochanym zwierzaku jest bardzo często większa niż po jakimś członku rodziny dalekim sama się przekonałam cierpię po śmierci mojego ukochanego kota Kuby już drugi rok był że mną ponad 15lat dzień w dzień noc w noc to kawał mojego życia cudowny kawałek dzięki niemu
Monika K.
Ja obawiam się rui..mam nadzieję, że przetrwa.
Magdas
Wiem ale ja dawałam radę. Nie było w sumie najgorzej chociaż nieraz nieźle się darły te moje dziewczyny. Stefci ani Czesi też niepoddam sterylizacji. Zresztą nie wiem czy nie skusze się na maluchy. Ładne te moje kotki a Czesia jest z rodowodem więc nie wiem czy jej nie dopuszczę. Niedługo jadę po moje maleństwo za 1,5 tygodnia. Mam nadzieję że Stefcia ja dobrze przyjmie.Pozdrawiam wszystkich.
Magdas
Moniko ja cały czas myślę i tęsknię za Zuzia i Tosia. Ty też tak masz i tęsknisz na Kiki prawda. Mimo tego że jest lepiej dzięki Wam i mojemu kotkowi to ból mam w sobie ogromy i myślę że zostanie ze mną do końca.
Monika K.
Prawda....codzienie płaczę. Mia się stara, ale wiadomo że nie da rady...ale fakt kocham :-)
Magdas
Moja Stefcia też się stara i to bardzo. Jest kochana i też Ja bardzo kocham to fakt.
Magdas
W sobotę przywiozłam maleństwo. Jest cudna niestety Stefcia jej nie przyjęła. Co robić?
Monika K.
Poczekaj chwilkę...spróbuj je pomału zapoznawać..
Artur
Dzisiaj odszedł nasz pies. Miał na imię Slipi. Moja córka Julka kiedy zobaczyła Go pierwszy raz poprosiła , żeby został. Tak się stało i Slipi był z nami ponad 8 lat. Dał nam tak wiele radości. Był wspaniałym, pogodnym psem. Żegnaj przyjacielu. Pozostaniesz w naszych sercach na zawsze.
Ewa.A
Magdas daj dziewczynom trochę czasu. Dla Stefci to na pewno stresująca sytuacja ale cierpliwość czyni cuda. Dziewczyny za parę dni na pewno się zaprzyjaźnia. Trzymam mocno kciuki.
Magdas
Dziękuję Wam mam nadzieję że macie rację. Pozdrawiam.
Ewa.A
Hej Magdas jak twoje dziewczyny? Mam nadzieję że się polubiły.
Magdas
Ewuniu niestety nie. Mam nadzieję że tak się stanie bo narazie jest nie ciekawie. A u Ciebie jak Ewa.
R
Magdas, większa szansa, że niewykastrowana kotka umrze w cierpieniu z powodu ropomacicza niż umrze podczas narkozy. Z tym że ZAWSZE, przed każdą narkozą trzeba wykonać echo serca i badania krwi. Wielu lekarzy tego nie proponuje, bo śmierć podczas narkozy to naprawdę jakiś promil przypadków, ale dla własnego spokoju należy je wykonać. A jeśli lekarz mówi, że nie trzeba - zmienić lekarza. A co do rozmnażania swoich kotów, to odradzam. Mamy zarówno w Polsce, jak i niestety na całym świecie ogromny problem z bezdomnością kotów, dokładanie się do tego "bo mam ładnego kotka i fajnie, jakby miał małe" jest działaniem wysoce nieetycznym. Masa ludzi wyłapuje dzikie koty i je sterylizuje, żeby ten problem ograniczyć, a w dłuższej perspektywie wręcz zażegnać, ale ich działania niweczą ludzie, którzy bezrefleksyjnie rozmnażają swoje zwierzęta. Te koty potem albo lądują na ulicy/w schronisku, albo zabierają dom już tym, które się urodziły, a tych jest o wiele więcej niż domów mogących ich przyjąć. Ja też wielokrotnie myślałam sobie, że mam ładne i inteligentne koty i szkoda, żeby się nie rozmnożyły, ale nie możemy poddawać się takim podszeptom naszego ludzkiego egoizmu. Zbyt wiele już jest na świecie cierpiących kotów, których nikt nie chce.
Charlotte
Witam Was wszystkich. Gdybym nie trafiła na blog to nie pomyślałabym, że inni mogą mieć takie same odczucia jak ja. Bliskich nie chcę już męczyć, na szczęście jest ten blog gdzie mogę się wygadać i że mnie rozumiecie. 2,5 miesiące temu odszedł mój najlepszy przyjaciel pies. Nie lubił nikogo tylko mnie, męża i kilka wybranych osób. Wiem, że za nami wskoczylby w ogień. Mam ogromne wyrzuty sumienia, które nie mogą zelżeć. Moglam szybciej udac sie z nim do weterynarza. Czuje się fatalnie od tamtego czasu. Nic mnie juz nie cieszy, bo jakby miało mnie cokolwiek cieszyć bez niego i być może z mojej winy. Może nie doszłoby do tego. Jakiś czas wcześniej przestał jeść swoje ulubione jedzenie, gotowałam mu od roku mięsko z ryżem i warzywami. Myślałam że może mu się znudziło. Jadł inna karmę ale też nie za chętnie, najbardziej lubił gotowane danie. Później posmutnial, osowiał, tylne łapki odmawiały mu posłuszeństwa, gdy wstawał. Pojechaliśmy do lekarza, z badań wynikła anemia. Potem usg które wykazało guza na śledzionie który pękł. Mój piesek się wykrwawial. Od razu na miejscu operacja, 50 procent szans. Wzbudził się. Telefon od lekarza że guz się rozsiał i nie był w stanie usunąć wszystkich. Mial miec naswietlania. 4 dni leżał w szpitalu. Gdy go odebralismy byłam najszczesliwszym czlowiekiem na świecie. Lekarz powiedział że teraz największy problem to jego łapki, bo nie mógł chodzić, tylko na chwilę przed dom załatwić swoje potrzeby. To miały być 2 ostatnie kroplowki. Rano o 5 zauważyłam wybrzuszenie w miejscu szwów. Od razu pojechaliśmy do weta. Ten nie wiedział dokładnie co to jest i zostawił go do konsultacji z inną doktor która miała być za 2 godz. Miał zostać od razu na ostatniej kroplowce i do domu. 2 godziny i 20 min później dzwoni lekarz, że mój piesek odszedł podczas podawania płynów. Niedowierzanie, nawet nie płakałam, nic. Nie wierze jak moglam go zostawic samego. Czy pies moze umrzec z żalu lub stresu? Nie rozstawaliśmy sie z nim przez 11 i pol roku, tyle zyl i zawsze razem bylismy, a tu nagle 4 dni sam w szpitalu to byla dla niego ogromna trauma. Z ekspertyzy okazało się że to byl bardzo złośliwy rak ktory szybko rosnie i daje szybkie przerzuty. Po półtora miesiąca pojechaliśmy do tego lekarza który go operował zapytać co mogło być przyczyną i podobno dostał zakrzepicy. Nie wiadomo Tak naprawdę, trzeba by było zrobić sekcję. Zostawiłam go tam na kremacje, ziemia była zamarznięta, początek stycznia. Zrobię symboliczny pochówek zdjęcie, szelki, ulubione zabawki. Nie wiem od tamtej pory jak funkcjonować, to był nasz synek. Znajomy powiedział że to tylko pies, gdy widział jak przeżywamy jego operacje. Jesli to mialo byc pocieszenie to mu nie wyszlo. Odpowiedziałam mu że to nasza rodzina. Nie potrafie zyc od tamtego czasu, strasznie się obwiniam i już tak zostanie. Mysle o nim w kazdej sekundzie. Czy zawsze trzeba sie obwiniac po stracie zwierzaka...? Miałam kiedyś kotkę i było ze mna to samo. Moze gdybym szybciej zareagowała kiedy guz jeszcze nie pękł, może by żył. Kocham Cię na zawsze
Magdas
R chyba błędnie mnie tu opisano. Przeczytaj moje wpisy od początku. A moje niesterylizowane kotki żyły długie lata i to w dobrym zdrowiu. A nigdy nie miały dzieci więc nie jestem egoistką i nieodemnie pochodzę bezdomne kotki. A takie raz dokarmialam. Więc nieoceniaj jak nie znasz
Magdas
A takie nieraz dokarmialam miało być.
Monika K.
Magdas nie denerwuj się...niepotrzebnie..sterylizować trzeba przede wszystkim te, które żyją na zewnątrz by się nadmiernie nie rozmnażały, bo nie damy rady ich wykarmić. Twoje żyją w domu i to Ty decydujesz..i już. Mam nadzieję, że Twoja Stefcia w końcu polubi koteczkę, oglądałaś Kot z piekła rodem? Jakson dokładnie mówi co trzeba zrobić...
Magdas
Dziękuję Moniko Ty zawsze mi pomożesz. Ktoś mnie skrytykował że napisałam że zastanawiam się czy nie mieć małych kotków. Moje zwierzęta nigdy nie miały młodych ani koty ani psy nie zarabiałam na nich. A już napewno nie jestem egoistką. Więc miałam prawo się zdenerwować. Kocham zwierzęta i dbam o nie bardzo a nie są dla mnie źródłem dochodu.
Monika K.
Właśnie...szkoda ,że R napisał/napisała to w takiej tonacji. Ludzie piszą i nie pomyślą..
Marek Michalski
Wczoraj odszedł nasz Miso sznaucer miał 20 lat niemoge sobie z tym poradzić
Ela
W dniu wczorajszym 24.03.2022 odszedł nasz Kochany Kot Franuś, już bardzo cierpiał :-( To Miłość naszego Życia, najwierniejszy przyjaciel i nasz kompan. Baw się Franuś na Tęczowym Moście z radością i miłością w zdrowiu. Jest mi bardzo trudno, jak to przeżyć... Moje serce rozpadło się na miliony kawałków
Charlotte
Prawie 3 miesiące minęły, a ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Tęsknię i płacze codziennie. Moje serce jest w najmniejszych kawałkach.
Monika K.
Nic dziwnego, moje krwawi o maja...
Magdas
Kochani musicie przepracować ta ogromna stratę jaka jest śmierć ukochanego zwierzaczka. Czas czas i jeszcze raz czas. Będzie trochę lepiej. U mnie minęło już sporo czasu a ja płaczę za moimi kotkami. Kocham je bardzo i tęsknię ale trzeba żyć dalej. Mam teraz nowe kotki to nie to samo ale jest lżej i weselnej. Dziś chciałam podziękować wszystkim którzy mi tutaj pomogli.To forum jest niesamowite. Żegnam się z Wami narazie i mam nadzieję że ja też pomagałam Wam. Życzę dużo siły. Kiedyś będzie ok.
Ulka K.
a u mnie dzisiaj mija 9 miesięcy jak nie ma ze mną mojego ukochanego Baltazarka. Nadal jest mi ciężko. Mój tygrysku nigdy o Tobie nie zapomnę i kiedyś mam nadzieję, że się spotkamy.
Charlotte
Przeczytałam wszystkie wpisy i trochę mi lżej że nie jestem z tym jednak sama. Dziękuję za to forum. Póki co wszystko dla mnie jest bez sensu, może kiedyś jeszcze będę mogła spojrzec na to z dystansem z biegiem czasu, nie wiem. Czuje jakby serce mi pękło. Kocham mojego pięknego, kochanego pieska i dziękuję ze był ze mną cale swoje psie życie. Mam jeszcze kotkę znajde i ona mnie potrzebuje, a ja jej. Przepraszam Cię piesku, tęsknię w każdej sekundzie.
Charlotte
Nie wyobrażam sobie jak dalej żyć. Wszystko razem robiliśmy, jeździliśmy na wycieczki, pod namioty, kąpalismy się w jeziorze. Nie było ani jednego dnia rozłąki, a teraz już go nie zobaczę, nie obudzi mnie rano, nie pocałuje go w pyszczek, nie pogłaskam...
Karolina
Kochani;( 3 dni temu pożegnałam swoją 3.5 letnią kicie ;( przegrała z panleukopenią! nie mogę się po tym pozbierać. Wirus zaatakował tak nagle w momencie obniżonej odporności po zabiegu usuwania z żołądka tego co jedzeniem nie było. Złapała wirusa najprawdopodobniej w lecznicy w której ją leczyłam. Była taka młoda... Starałam się do końca.. W sobotę o 4 nad ranem usłyszałam, że mnie woła. Poszłam do niej, zagotowałam wodę i wlałam do butelki aby ją ogrzać. Leżałam obok niej dogrzewając ją dodatkowo swoim ciałem, tuliłyśmy się mimo, że ją bolało. Widziałam, że sama tego chce bo kladła swój pyszczek na moje ramie. 20 minut po moim wyjściu odeszła. Wtedy zrozumiałam, że wołała mnie na pożegnanie. Nie potrafię się z tym pogodzić. Obwiniam się o wszystko. ;( moja mała kochana Lusia ;(
Charlotte
Karolino, nie obwiniaj się bo zrobiłaś wszystko jak należy. Wiem, że piszę tak a sama się zadręczam. Z tego co widzę poczucie winy to bardzo częste zjawisko jeśli chodzi o nasze zwierzątka. Mój świat również się rozpadł, wszystko jest szare. Twoja kotka zachorowała tak samo jak mój piesek, w obliczu chorób jesteśmy bezradni mimo że zrobilibysmy dla nich wszystko.
Monika K.
Tylko czas...
Karolina
Najgorsze, że właśnie na tego samego wirusa choruje moje drugie kocie dziecko ;( jej rokowania są mocniejsze w porównaniu do Lusi bo Nela zachorowała jako zdrowy kot więc są duże szanse, że wyzdrowieje ale ten stres, że po kilku dniach od śmierci jednego mojego serduszka, mogłabym stracić drugie i trzecie... To mnie paraliżuje;( ten wirus jest tak okrutny.. Proszę, trzymajcie kciuki by moja druga kotka dała sobie rade.
Charlotte
Oby wszystko było dobrze. Trzymam mocno kciuki.
Karolina
Rokowania są ostrożne. Udało się zdobyć surowice z przeciwciałami. Kolejne dni będą decydujące.. Liczę, że bedzie dobrze:( dziękuję, że jesteście na tym forum.
Monika K.
Będzie..
Kasia Ś.
Dziewczyny, szczególnie Magdas i Monika K., dawno mnie tu nie było…(mieliśmy poważne problemy ze zdrowiem synka, ale wszystko powoli się stabilizuje…). U nas powolutku Bianka wkupiła się w serducha, choć szczerze ogrom tęsknoty za Truskaweczką nadal jest ogromny. Bianka jest po sterylizacji, którą zniosła nadzwyczaj dobrze, z czego się cieszę. Sporo się tu dzieje;), Magdas masz drugiego koteczka???? Suuuper;)! I jak chcesz mieć kocie maluszki, to nie słuchaj nikogo! Ty akurat jesteś ostatnią osobą, której można byłoby tego odradzać. Ściskam Was dziewczyny cieplutko;)!
Karolina
Mój kot odszedł miesiąc temu. Nie mogę wybaczyć sobie tego że nie mogłam z nim być do samego końca. Miał dwie wady serca - powiększenie lewej komory i zwężenie aorty. Oczywiście nie miałam o tych wadach pojęcia do czasu jak było już po prostu za późno. Zupełnie normalnie się zachowywał , może zawsze był bardziej leniwy niż inne koty ale nigdy się tym nie przejmowałam. Nagle z rana zaczął bardzo ciężko oddychać , przeraziłam się i od razu pojechałam do weterynarza który powiedział mi że to może być płyn w płucach i wysłał mnie do innej kliniki że stan jest krytyczny. Byłam kompletnie załamana całą drogę przepłakałam, widziałam jak się męczy w transporterze , jaki jest przestraszony. Zostawiłam go w tej klinice na dalsze badanie i miał zostać poddany tlenoterapii. Po czterech długich godzinach powiedzieli że to nie jest płyn w płucach ale prawdopodobnie coś z sercem i że rokowanie nie jest dobre. W godzinach nocnych kazali mi przyjechać po niego i zawieźć do kliniki całodobowej. Tam też powiedzieli mi że nie zostało mu zbyt wiele czasu i że maksymalnie jest w stanie przeżyć parę tygodni i powiedzieli żebym zdecydowała się go uśpić. Ja nie brałam takiej opcji nawet pod uwagę i nie chciałam tego , chciałam o niego walczyć po prostu w to nie wierzyłam. Pamiętam jak był w tym transporterze i weterynarz na chwilę wyszedł podeszłam do niego i zaczął mruczeć i pomimo tego że był pod silnymi lekami chciał do mnie podejść , chwiał się na nogach , upadał. Ten obraz jest po dzisiejszy dzień dalej w mojej głowie. Jak go zawoziłam do kliniki całodobowej nie mogłam powstrzymać łez , widząc dalej ze oddychanie sprawia mu taka trudność i ta łapkę owinięta bandażem , spuchnięta, wygolone boki. Ale on się tak cieszył że mnie widzi , a ja go niosłam po prostu na śmierć. Nawet się z nim nie pozegnalam tak jak bym chciała bo miałam go odebrać następnego dnia. Ale następnego dnia zadzwoniła do mnie pani weterynarz mówiąc że było wszystko dobrze , miała już po mnie dzwonić żebym po niego przyjeżdżała ale jego stan się nagle pogorszył i jest krytyczny. Zaledwie po 15 minutach zmarł. Do dzisiaj wzbudza to we mnie tak ogromne emocje , czysta rozpacz , kotek miał tylko rok , tyle jeszcze było przed nim , tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam i go Kochałam. Nie wiem ile czasu musi jeszcze minąć żebym przestała tak o nim myśleć. Podnosi mnie jednak na duchu teraz to że wiele osób musiało pożegnać swoje zwierzę , tak samo jak ja. Tak więc bardzo wam wszystkim dziękuję , wypłakałam się i czuję się choć trochę teraz lepiej.
Ania S.
W piątek rano (8.04.2022) ktoś samochodem zabił mojego ukochanego psa. Miał tylko prawie 4 lata. Zawsze chodził poboczem a kiedy jechał samochód to się nawet odsuwał od drogi. Nie wiem czy nie słyszał samochodu bo wiał straszny wiatr czy nagle skręcił bo coś zobaczył. Przyjechał sąsiad powiedzieć że nasz pies leży u niego i że ktoś go musiał potrącić samochodem. Mąż dzwonił po weterynarza tłumaczył gdzie ma przyjechać a po chwili znowu przyjechał sąsiad i powiedział że już nie żyje. Wszystko się działo w przeciągu pół godziny. Ja byłam na zakupach i zadzwonił do mnie mąż że mam wracać. Nie chciał mi powiedzieć przez telefon o co chodzi ale w głębi duszy wiedziałam że coś z psami. Wpadłam do domu a on powiedział że Taro potrącił samochód. Zapytałam gdzie jest. Powiedział że w samochodzie. Już wiedziałam zapytałam czy nie żyje. Potwierdził. Pobiegłam do samochodu i siedziałam z nim w bagażniku i ryczalam. mieliśmy jechać z psami do moich rodziców na święta (były 2 psy).moi rodzice nawet dla nich budę przygotowali. Teraz mój ukochany pies nie żyje. Wszyscy we wsi go lubili i dziwiło się jak to się stało bo one zawsze tak ładnie po drodze chodziły. Sąsiedzi nawet składają nam kondolencje. Nie powiedzieliśmy jeszcze naszej córce że nie ma już Taro że jest tylko Kofi. Córka ma prawie 4 lata. Ja chciałam jej wytłumaczyć że zdarzył się wypadek ale reszta rodziny mówi że jest za mała, że nie zrozumie i będzie miała koszmary. Jest niedziela a ja mogę tylko płakać po kątach. Za każdym razem o nim myślę kiedy idę zanieść drugiemu psu jeść, zabrać na spacer. Najgorsze jest to że Kofi nie darze takim uczuciem jak Taro i że myślę że lepiej żeby to ja spotkało. Wiem że to okropne, ja się z tym czuje okropnie. Jego kochałam a ja tylko lubię. Teraz mam wrażenie że przestaje ja lubić, że się od niej odsuwam. Jestem na etapie że wogole nie chce mieć żadnego psa a ona patrzy na mnie i się cieszy że mnie widzi. Ona zachowuje się tak jakby nie zauważyła że Taro nie ma. Może widziała jak leży przy drodze. Może się z nim pożegnała tak po psiemu. Najgorsze jest to że nie wiem co teraz zrobić, bo ona prawdopodobnie jest w ciąży a ojcem szczeniąt jest mój kochany Taro. Nie wiem czy zostawić sobie jednego najbardziej podobnego do Taro czy nie. Wtedy jakaś cząstka jego byłaby ze mną nadal. Ale z drugiej strony z jednym psem secie jest łatwiejsze i moglibyśmy ja ze sobą zabierać wszędzie tak jak Taro kiedy Kofi jeszcze nie było u nas. Z jednej strony chciałabym się odciąć od niego, a druga część mnie chciałaby zatrzymać coś po nim. Mam 3 miesiące na decyzję co zrobić. Boje się że jak zostawię szczeniaka to ból nigdy nie minie. Albo może być i odwrotnie
Ania S.
W piątek rano (8.04.2022) ktoś samochodem zabił mojego ukochanego psa. Miał tylko prawie 6 lat. Zawsze chodził poboczem a kiedy jechał samochód to się nawet odsuwał od drogi. Nie wiem czy nie słyszał samochodu bo wiał straszny wiatr czy nagle skręcił bo coś zobaczył. Przyjechał sąsiad powiedzieć że nasz pies leży u niego i że ktoś go musiał potrącić samochodem. Mąż dzwonił po weterynarza tłumaczył gdzie ma przyjechać a po chwili znowu przyjechał sąsiad i powiedział że już nie żyje. Wszystko się działo w przeciągu pół godziny. Ja byłam na zakupach i zadzwonił do mnie mąż że mam wracać. Nie chciał mi powiedzieć przez telefon o co chodzi ale w głębi duszy wiedziałam że coś z psami. Wpadłam do domu a on powiedział że Taro potrącił samochód. Zapytałam gdzie jest. Powiedział że w samochodzie. Już wiedziałam zapytałam czy nie żyje. Potwierdził. Pobiegłam do samochodu i siedziałam z nim w bagażniku i ryczalam. mieliśmy jechać z psami do moich rodziców na święta (były 2 psy).moi rodzice nawet dla nich budę przygotowali. Teraz mój ukochany pies nie żyje. Wszyscy we wsi go lubili i dziwiło się jak to się stało bo one zawsze tak ładnie po drodze chodziły. Sąsiedzi nawet składają nam kondolencje. Nie powiedzieliśmy jeszcze naszej córce że nie ma już Taro że jest tylko Kofi. Córka ma prawie 4 lata. Ja chciałam jej wytłumaczyć że zdarzył się wypadek ale reszta rodziny mówi że jest za mała, że nie zrozumie i będzie miała koszmary. Jest niedziela a ja mogę tylko płakać po kątach. Za każdym razem o nim myślę kiedy idę zanieść drugiemu psu jeść, zabrać na spacer. Najgorsze jest to że Kofi nie darze takim uczuciem jak Taro i że myślę że lepiej żeby to ja spotkało. Wiem że to okropne, ja się z tym czuje okropnie. Jego kochałam a ja tylko lubię. Teraz mam wrażenie że przestaje ja lubić, że się od niej odsuwam. Jestem na etapie że wogole nie chce mieć żadnego psa a ona patrzy na mnie i się cieszy że mnie widzi. Ona zachowuje się tak jakby nie zauważyła że Taro nie ma. Może widziała jak leży przy drodze. Może się z nim pożegnała tak po psiemu. Najgorsze jest to że nie wiem co teraz zrobić, bo ona prawdopodobnie jest w ciąży a ojcem szczeniąt jest mój kochany Taro. Nie wiem czy zostawić sobie jednego najbardziej podobnego do Taro czy nie. Wtedy jakaś cząstka jego byłaby ze mną nadal. Ale z drugiej strony z jednym psem secie jest łatwiejsze i moglibyśmy ja ze sobą zabierać wszędzie tak jak Taro kiedy Kofi jeszcze nie było u nas. Z jednej strony chciałabym się odciąć od niego, a druga część mnie chciałaby zatrzymać coś po nim. Mam 3 miesiące na decyzję co zrobić. Boje się że jak zostawię szczeniaka to ból nigdy nie minie. Albo może być i odwrotnie
Charlotte
Znam ten ból kiedy ukochane zwierzę odchodzi. Ja nie mogę się pozbierać od tamtego czasu. Poczucie winy mnie zżera. Czasem patrzę na ogloszenia psow ale nie jestem gotowa na chwilę obecną i nie wiem czy kiedykolwiek będę. On mi się śni prawie codziennie, ostatnio rano go szukałam na łóżku, aż w końcu dotarło do mnie że go nie ma. Wszystko straciło dla mnie sens. Może się kiedyś pozbieram, narazie nic na to nie wskazuje.
Agnieszka
Dziś rano odeszła moja ukochana sunia. Mój największy skarb. Moja opoka i przyjaciółka. Jestem w totalnej rozsypce. Byłam z nią do końca i nie mogę sobie poradzić z jej widokiem jak walczyła. Nie chciała mnie zostawić. Walczyła o każdy oddech. Wstała resztkami sił i zamerdała ogonem. To był najmądrzejszy pies jakiego znałam. Kochałam ją tak bardzo, ze nie mogłam tego wyrazić. Nadal kocham i będę kochać na zawsze. Boje się, ze już nie pokocham tak żadnego psa, ze żaden jej nie dorówna i nie da mi tyle miłości. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Tylko leżę i płacze. Myśle tylko o niej. Nie wiem czy się pozbieram kiedykolwiek.
Charlotte
Bardzo Ci współczuję. Kiedyś ten ból rozrywajacy serce minie, ale potrzeba na to dużo czasu.
Magdas
Kasiu miałam już się narazie nie odzywać ale gdy zobaczyłam że pisałaś to muszę. Przykro mi z powodu synka ale jak już jest dobrze to bardzo się cieszę. Cieszę się że Bianka dobrze i że dzięki Niej jest Ci lepiej. U mnie też lepiej bo mam nowe kotki. Wiadomo to już nie to samo sama wiesz ale dzięki nim chce mi się wracać do domu. Dziękuję za pomoc która mi dałaś Kasiu. Dzięki Tobie Monice i Ewie jakoś jest. Wy jesteście mi tak bliskie a Wasze wsparcie jest bezcenne. Kasieńko trzymajcie się zdrowo żeby z synkiem już było ok. Całuje Was mocno. Pa.
Karolina*
Pisałam już wcześniej..26 marca odeszła moja 3 letnia kotka a druga walczyła o życie. Tu jednak mam dobre wiadomości - druga kicia wygrała z panleukopenią bo udało się znaleźć tak trudno dostępna surowice! Podana na czas postawiła mi kota na nogi... Drugiej śmierci bym nie zniosła. Do Karoliny powyżej - współczuję straty.. Sama pożegnałam 3 letnią kotkę, była taka młoda. Ściskam mocno i życzę dużo siły w tym ciężkim czasie! Nie zamykaj serca dla innych kocich istot. Jeszcze będzie pięknie. Do Ani.. Kochana,Tobie również życzę dużo siły. Wiem, że to było bardzo bolesne. Nie zamykaj się na inne psie serca i absolutnie nie myśl w ten sposób, że lepiej by było gdyby to drugi pies był na miejscu Taro. To także Twoje psie dziecko i członek rodziny. Więzi mogą być słabsze ale to dalej pies który Cię kocha, ufa, jest przy Tobie. Odpowiedzieć na pytanie jednak musisz sobie sama. To Ty musisz być gotowa na kolejnego psa tym bardziej jeżeli byłby to pies z genami Taro. Musisz brać wtedy pod uwagę,ze choć wyglądem może go przypominać to niestety nim nie będzie a doszukiwanie się w nim swojego przyjaciela może doprowadzić do frustracji i odwrotnego skutku niż miłość. Każdy zwierzak ma swój unikalny charakter i choć mogą być one podobne to takie same nie będą.Daj sobie czas, to jeszcze 3 miesiące. Ta sprawa jest na tyle świeża, że nie myślimy do końca racjonalnie. Myślę, że to przyjdzie samo gdy tylko zobaczysz szczeniaki. Jeżeli będziesz gotowa to Twoje serce samo wybierze szczeniaka który będzie Ci bliski. Nic na siłę, pamiętaj. Tulę mocno!
Anna
Pamięci Feromona, który odszedł wczoraj w Wielki Piątek w wieku 18lat...mimo to za wcześnie ... Pan Jezus będzie potrzebował tak mądrego i pięknego kota a ja? Zostawiłam go w szpitalu,mając nadzieję,że uda się mu pokonać niewydolność nerek, zużycie organizmu jak określali lekarze... Nie mogłabym go uśpić, więc dziękuję Bogu,że nie stanęłam przed taką decyzją i nikt na mnie naciskał... Może dlatego, że od razy wyraziłam swoje zdanie na ten temat?! Po usg odetchnęłam z ulgą, że to nie rak i z ogromną nadzieją oczekiwałam cudu... Nie zdarzył się... Wypłakałam już wszystkie łzy... Ponad godzinę tuliłam martwe ciałko w ramionach i dziękuję Bogu, że zdążyłam poprzedniej nocy prosić go o wybaczenie, że nie udało mi uchronić go przed bólem i chorobą, że pewnie przeoczyłam wcześniejsze objawy, nie dopilnowałam wszystkiego tak jak powinnam, że czasami traciłam cierpliwość,wstając rano i widząc kilkukrotnie załatwianie się poza kuwetą, co przy biegunce stwarzało problem...teraz mam poczucie winyi wielką pustkę w sercu...Pół roku temu straciłam najbliższą mi osobę i Umarła połowa mojego serca... Dziś druga.
Natalia
Dziś rano pożegnałam mojego ukochanego królika. Miał 10 lat, jednak nie była to starcza śmierć. W środę poszedł do weta na obcięcie pazurków. Dodatkowo zostało zaproponowane obcięcie sfilcowanego futra przy ogonku (z czasem futro filcowało się bardziej przez jego sikanie, więc uznaliśmy to za dobry pomysł). Weterynarz jednak zamiast nożyczek użył maszynki. Po wizycie królik oszalał - najpierw biegał niespokojnie w kółko, oślepł, finalnie nic nie jadł i nie pił. Dziś rano został uśpiony. Nie potrafię się z tym pogodzić, czuje ciągłe poczucie winy, że mogłam pójść do innego weta, zrobić coś inaczej. Dodatkowo poza moją mamą i siostrą nikt kompletnie tego nie rozumie, ojciec wręcz wrzeszczy, że psujemy mu święta tym płaczem, na siłę go tłumimy. Nie wiem co robić, mam masę pracy w związku ze studiami, a tylko nachodzą mnie kompulsywne myśli, analizy sytuacji, nie umiem temu zaprzestać...
Cencia
Wczoraj, 16 kwietnia pożegnałam moją najukochańszą przyjaciółkę Fifkę. Była ze mną prawie 15 lat. Dom jest tak koszmarnie pusty, ta nieznośna cisza, brak jej pomruków, to jest nie do zniesienia. Rok temu okazało się, że Fifka ma nowotwór w buzi. Weterynarze dawali jej max 6 miesięcy życia. Żyła rok. Walczyłyśmy obie. Mnóstwo miłości, zastrzyki przeciwbólowe 3 razy dziennie, raz na 2 tygodnie zastrzyk z antybiotyku. Witaminy, olejki CBD. Ale choroba postępowała. Cała jedna strona jej buzi była wręcz zjedzona przez nowotwór. Dopóki jadła i się załatwiała w miarę normalnie (bo siku robiła już tylko na podkłady praktycznie ale się tym starałam nie przejmować) było okej. Od 2-3 dni nie mogła już jeść, guz był ogromny, była bardzo wątła i ledwo chodziła. Myślałam, że rok choroby jakoś mnie przygotuje na ten moment, ale nie przygotował. Nie da się na to przygotować. Ta tęsknota jest porażająca. Nie wiem czy dobrze zrobiłam ale dałam ją na kremację indywidualną, będę mieć urnę w domu - obiecałam jej, że zawsze będziemy razem. Ale czy kremacja jest okej? Bije się z myślami, czy jakbym ją gdzieś zakopała to nie byłoby lepiej - miałaby swoje ciało, które po prostu zasnęli na chwile? Może mówię od rzeczy, nie wiem, ale chciałam ją mieć na zawsze. Kiedyś jak mnie zabraknie to nas razem pochowają. Moja miłość życia. Moja przyjaciółka na dobre i na złe. Moja radość i moja mądra Kluseczka. Pancia tęskni Fifusiu :(
Cencia
Aniu, Natalio, bardzo Wam i sobie współczuję :( To były ciężkie święta.
Monika K.
Wszyscy potrzebujemy czasu..u mnie prawie rok. Dobrze, że mam Mię - pomaga. Miłość, ale inna..czas leczy rany, ból mija ale nigdy do końca. Dziękuję wszystkim za wsparcie...dzięki Wam przetrwałam...
Kasia Ś.
Monika K. co prawda, to prawda…U nas też niedługo minie rok od odejścia Truskaweczki, a nadal mam wrażenie jakby to było wczoraj;(. Brakuje nam jej bardzo, mnie chyba najbardziej. Jest teraz Bianka, którą kochamy, ale na pewno inaczej. Nadal nie jestem w stanie oglądać zdjęć z Truskawką. Czas płynie, ból może mniejszy niż rok temu, ale blizna zostanie ze mną na zawsze. Przytulam Was wszystkich w tych trudnych chwilach…
Mateusz
Dziś nad ranem zmarł mój ukochany piesek Piorunek miał 14 lat. To był najwspanialszy, najukochańszy, najmądrzejszy i najbardziej przyjazny piesek na świecie. Nauczył mnie miłości, w moim życiu kochałem tylko Piorunka. Serce pękło mi na milion kawałków, już się nigdy nie pozbieram. Umarł mój Piorunek - moje szczęście, mój promyczek radości. Piorunku, wiem, że czekasz na mnie w Raju, aż się ponownie spotkamy i będziemy wiecznie biegać po lasach w Niebie. Kocham Cię Piorunku !!!
Ania S
Do Karoliny *: Dziękuję bardzo za dobre słowo. Minęły ponad 2 tygodnie i jest powoli lepiej. Kofi po odejściu Taro wogole przestała się słuchać nie tylko mnie ale i męża. Niestety spacery tylko na smyczy nawet w terenie z dala od domow. Cały czas pracuje nad nią i powoli są efekty. Albo to raczej efekt przysmaków. Żeby nie było jej smutno w nocy śpi w domu a nie w kojcu. Zwykle taki przywilej miały tylko w domu. Powoli uczy się przytulania i jest mniej rozemocjonowana. Chciałabym przytulić mocno wszystkich którzy stracili swoich najwierniejszych przyjaciół. Mnie bardzo pomogło napisanie tego co czuje, choć nadaj leca mi łzy.
Monika K.
Mateusz bardzo, ale to bardzo Ci współczujemy.
Agnieszka kocha Żabkę
dziś cierpię razem z Wami...ból rozrywa mi serce
Karolina*
Aniu, Twój drugi piesek bardzo odczuwa brak Taro. Niestety zwierzęta również odczuwają brak towarzysza. Moje koty choć żyją w grupie również potrafiły dostrzec, że brakuje naszej Lusi. Ich zachowanie jest troszkę inne niż zwykle. A ja dalej mam wielki ból w sobie po stracie koteczki. Ostatnio przyszła do mnie we śnie na spotkanie.. Była przepiękna. W najlepszej możliwej postaci.. Sen inny niż zwykle - zachowana świadomość i tylko ja i ona. Dosłownie były to jej odwiedziny bo po przytuleniu się, wycałowaniu i rozmowie po prostu się obudziłam.To trochę uspokoiło moje myśli.. Wiem, że jest tu obok mnie dalej i już kilka razy mi to udowodniła chociaż wiele osób powiedziałoby,że zmyślam no ale co wiem ja, to wiem ja:) wszędzie rozpoznam Lusie:)
Monika K.
Karolina...ja Ci wierzę, bo sama wręcz "czułam" moją Kiki. Kiedy kładłam się spać prosiłam by się do mnie przytulała i płacząc zasypiałam obejmując mojego skarba..tak przetrwałam.
MIeczysław Wójcik
4 maja 2022 byłem zmuszony do uspania swojego psa miał na imię Daron . Ten kochany YORK uratował mi życie bardzo mi brakuje jego i jego pięknych wesołych oczek tak go kocham do tej pory że życie bym za niego oddał Nie wiem co mam zrobić jak nie dostanę zawału lub wylewu albo udaru to będzie cud. źle go weterynarz go leczył łysienie rany na skórze to miały być tzwane pory. Oazało się że jest to horoba Cushinga . NIe mogę sobie dać rady do tego stopnia że proszę Boga że by mnie zabrał abym mógł się spotkać i być z moim Daronkiem kochanym ogonkiem
Monika K.
Mieciu...jak ja Cię rozumiem...u mnie za chwilę będzie rok, a ja nie pogodziłam się z odejściem mojej koteczki...trzymaj się, tylko czas zaleczy rany, choć wiem, że nie całkiem...
Edyta
12.05.2022, niedaleko mojego domu, na pobliskiej ulicy został przejechany mój kotek - Lily
Charlotte
Tydzień temu, cztery miesiące po śmierci mojego ukochanego psa, wzięliśmy pieska. Jest bardzo absorbujacy, odciąga mnie od myśli, choć dalej jestem oszołomiona tym co się stało. Mimo że już nie szlocham godzinami, to mogę się rozpłakać na zawołanie gdziekolwiek jestem. Nigdy go nie zapomnę, będzie w moim sercu do końca.
Edyta
Kotka Bibi odeszla... wypadek, lisy lub auto. Miala 12,5 roku. Byla moim dzieckiem... Kocham Cie Binusiu
Dorota
Mój kocurek, Felix, 4 lata i 9 miesięcy, w sobotę 14 maja został potrącony przez pędzący samochód. Pod wpływem adrenaliny uciekł na sąsiednią, niezamieszkała działkę. Biedny był tam całą dobę. Na drugi dzień, dokładnie dobę po zdarzeniu, wrócił do domu. Jego cała lewa tylna łapa była oskalpowana. Prawa oskalpowana do połowy. Mięsień był już twardy, martwy. Musiał bardzo cierpieć i z tym najbardziej nie mogę się pogodzić. Wróciliśmy w sobotę wieczorem bardzo zmęczeni i poszliśmy spać. Kot wychodził na noc z domu, więc jakoś nie pokojarzyliśmy, że coś mogło się stać. Rano pytaliśmy sąsiadów, czy nie widzieli naszego kota. Aż wrócił o własnych siłach. Niesamowity fighter. Dopiero po prześledzeniu minuta po minucie nagrania widzieliśmy co się stało. Był świadek zdarzenia, który nie powiadomił nikogo. Nie zadzwonił domofonem, nie zrobił nic. A w zasadzie nie zrobiła, bo to była kobieta. Stała w odległości ok 1,5 m z psem, który ujadał na naszego kota. Ten ze strachu nie mając innej drogi ucieczki chciał przebiec przez ulicę do swojego domu. Niestety zaczepił go samochód. Kierowca też nic nie zrobił. Nikogo nie zawiadomił, nie zatrzymał się. Wystarczył domofon (u nas byli rodzice). Być może udałoby się naszego Feliksa uratować. Na pewno nie cierpiałby przez całą dobę obok swojego domu, sam... Robiliśmy wszystko, aby mu pomóc. Niestety dzisiaj po konsultacji z lekarzem, podjęliśmy decyzję o eutanazji. Odszedł na rękach mojego syna. Tulony, głaskany, spokojny... Nie mogę sobie poradzić, ciągle płaczę, jest mi cholernie ciężko....
Mieczysław Wójcik
Jak wcześniej pisałem 4 mają byłem zmuszony uśpić swojego kochanego Yorka Darona który uratował mi życie. Nie wiem czy brać drugiego psa czy nie czy odczekać jak odczekać to ile czasu.
Mina
Właśnie pożegnałam moja kotkę Pikselka, znaleziona kiedyś wyrzucona jak śmieć do rowu. Serce mi pęka, wybacz kochanie, że nie ocaliłam Cie po raz drugi. Dałabym wszystko, aby Cię jeszcze raz zobaczyć...Promyczek, kóry był wszędzie, pełna radości..Nie mogę sobie poradzić z Twoją stratą, wszędzie Ciebie szukam..Dziś w nocy miałam sen, w którym byli jacyś ludzie i jakby telebim. Powiedzieli, że to jest pętla czasowa, ale na moment otwarta. I przyszła Pikselek, tuliła się do mnie, położyła się na kolanach. Potem powiedzieli, że już czas...Tak bardzo tęsknię :((((
Mieczysław Wójcik
Czy może mi ktoś doradzić czy po utracie kochanego pieska brać drugiego czy odczekać
Dana
Trzy dni temu zmarł nagle w wieku 7,5 lat nasz perski kocurek Gucio. Nasz synuś, nasz promyczek słońca. Gucio zmarł na moich oczach u swojego fryzjera, prawdopodobnie przez obrzęk płuc. To się działo błyskawicznie. Pomimo reanimacji i szybkiego przyjazdu weterynarza nie udało nam się go uratować. Nie mogę się z tym pogodzić. Ciągle analizuję, co mogliśmy jeszcze zrobić lub co zrobiliśmy źle. Obwiniam siebie, mam ciągłe wyrzuty sumienia. Serce mi pęka i strasznie za nim tęsknię. W domu wszystko mi go przypomina. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Mam wrażenie, że reszta rodziny radzi sobie lepiej. Wiem, że nasz kocurek miał piękne życie, że otrzymał od nas tyle miłości i ciepła, a mimo to jest to marne pocieszenie. Dzięki Waszym komentarzom jest mi trochę lżej i wiem, że nie jestem sama. Czytam i łzy lecą po policzkach. Dziękuję, za tak cudownego przyjaciela, jakim był Gucio. Był wyjątkowy, moja bratnia dusza. Kocham Cię Gucio. Na zawsze w naszych sercach.
Ania S
Mieczysław. Nowy zwierzak potrafi odwrócić uwagę od przykrych myśli. Zwłaszcza szczeniak jest bardzo absorbujący. Kiedyś miałam świnkę morską (Fredziu miał już 7lat) i jak umarła to moja siostra już następnego dnia chciała nowego zwierzaka- świnkę. Ja nie byłam w stanie u po 3 miesiącach zdecydowałam się na nowego zwierzaka ale był to już królik miniaturka. 8 kwietnia straciłam mojego Taro. Jestem trochę w innej sytuacji bo mam drugiego psa. Codziennie powtarzam sobie że jego już nie ma i udało mi się oswoić z tą myślą. Jednak pisząc te słowa nadal płyną mi łzy. Mimo że samq spodziewam się szczeniąt (konkretnie mój drugi pies) to zaczęłam przeglądać ogłoszenia i się zastanawiac jakiego psa bym wzięła gdybym nie miała żadnezwie W moim przypadku decyzję o nowym zwierzaka podjęłabym i tak za kilka miesięcy. Nie potrafię doradzić konkretnie czy to były by 4 miesiące czy 6. Jeśli spotkałbym zwierzaka który skradlby moje serce to bym się długo nie wahała. Decyzję i tak musisz podjąć sam. Zrób to co czujesz.
Magdas
Mietku ja wzięłam kotka miesiąc po śmierci mojego drugiego Skarba Tosiuni. Zuziunia umarła pierwsza a dwa miesiące po Zuzi Tosia. Doznałam szoku straciłam moje kotki w tak krótkim czasie Kupiłam koteczku perska i to była najlepsza decyzja. Stefusia mi pomogła bardzo wniosła radość do domu. Tamte koteczki są zawsze ze mną kocham je i tęsknię i tak będzie do końca mojego życia.A dwa miesiące temu kupiłam Czesiunie i jest super. Tak że bierz pieska i będzie lepiej uwierzi.
Gosia
Mój kotek odszedł z domu 8 dni temu. Miał 14 lat. Czy ktoś słyszał, że koty odchodzą z domu jak czują śmierć? Szukaliśmy go wszędzie, nie ma go nigdzie. Tutaj nawet nie miałby gdzie iść. Bardzo przeżywam, nie przespałam ani jednej nocy, jest mi tak źle jakby umarł ktoś z bliskiej rodziny. On był jak człowiek lub piesek , siedział na krześle, każdego witał, ślinił się jak go głaskałam, oj mogłabym dużo pisać.... Jestem załamana i zdruzgotana. Jak to przeżyć? Świat się zawalił. Adoptować nowego? Czy już nigdy nic nie mieć skoro tak boli ?
Gosia
Mój kotek odszedł z domu 8 dni temu. Miał 14 lat. Czy ktoś słyszał, że koty odchodzą z domu jak czują śmierć? Szukaliśmy go wszędzie, nie ma go nigdzie. Tutaj nawet nie miałby gdzie iść. Bardzo przeżywam, nie przespałam ani jednej nocy, jest mi tak źle jakby umarł ktoś z bliskiej rodziny. On był jak człowiek lub piesek , siedział na krześle, każdego witał, ślinił się jak go głaskałam, oj mogłabym dużo pisać.... Jestem załamana i zdruzgotana. Jak to przeżyć? Świat się zawalił. Adoptować nowego? Czy już nigdy nic nie mieć skoro tak boli ?
Michał
Ja dziś byłem zmuszony pożegnać się z moją kocią księżniczką i ją uśpić. Od miesiąca walczyliśmy o nią, niestety niewydolnosc nerek wygrała tą batalię. Ostatnia noc była najgorsza i w pełni nieprzespana. Kotka była już wycienczona przez chorobę, nie potrafiła chodzić, potykała się i przewracała. Jak podeszła pod swoją miseczkę z wodą to potknęła się i przewróciła na swoje jedzenie, którego z resztą nie jadła od 5 dni. Była cała zimna, jak się okazało miała tylko 36 stopni. O godz 6 pojechaliśmy do weterynarza aby skrócić jej cierpienie. Gdy usnęła na wieki to serce mi pękło. Cały czas myślę czy można było zrobić coś więcej. Stary facet stał przed malutkim i wyniszczonym przez chorobę ciałkiem i płakał. Ciężko będzie się pozbierać. To było oczko w głowie, koci skarbuś. Kocham cię Lulcia. Nigdy o tobie nie zapomnę.
Ania S
W sobotę w nocy powitałam na świecie szczeniaki. Są słodkie. Mam teraz tyle miłości do przytulania. Jedyny który jest podobny do Taro to dziewczynka. Za każdym razem kiedy do nich zaglądam powtarzam sobie że to cząstka Taro. Szczeniak zdecydowanie jest lekarstwem na ból.
Monika K.
Koty często się chowają przed śmiercią..
Monika K.
Mietku bierz, widocznie potrzebujesz kogoś kochać..i żeby ono kochało Ciebie.
Agnieszka
Dziś uśpiłam moją 16-letnią kicię Viki. Od wielu miesięcy miała niewydolne nerki, była na sterydach, ale ostatnie dni już nic nie jadła, ważyła ledwo 2,3 kg i wet powiedział, że jest już bardzo źle. Nie miałam serca już jej więcej męczyć - ledwo chodziła, miała przykurcze szyi, widać było, że cierpi, wymiotowała białą pianą. Nie chciałam żeby umierała w mękach śmiercią głodową. Dziękuję Ci Viki za wszystkie cudowne chwile razem. Kocham. Przytulam wszystkich, którzy stanęli w obliczu tej trudnej decyzji. Nasze zwierzaki są już spokojne i nic ich nie boli. Patrzą na nas zza tęczowego mostu.
Ewelina
Mi sie swiat 27.05 zatrzymall, moj skarb po 15 latach musial zostac uspany. I to jeszcze tak nagle wszystko…Nie wiem, jak i co bedzie dalej…
Piotr
Wczoraj na moich rękach odeszła Koka 9-letnia rozbójniczka i wojowniczka w jednym. Trafiła do mnie przypadkiem niejako mnie wybierając. Nieufna wobec innych, mnie pozwalała na wszystko, a uwielbiała wręcz, kiedy się kładłem na łóżku. Od razu jak królowa rozsiadała się wówczas na moim brzuchu lub boku w zależnosci jak się ułożyłem, a gdy odpowiadałem głaskaniem za uszami rozanielona zasypiala bądz wpatrywała się we mnie swoimi wyjątkowymi ślepiami. Walczyła dzielnie od roku ze swoją chorobą kardiomiopatia restrykcyjną, przedwczoraj zaczeła jednak przegrywać, a wczoraj juz ewidentnie przegrała i mimo leków zaczeła się męczyć. Nie pozostało mi nic innego, jak pozwolić jej godnie odejść jak przystało kociej gladiatorce jak Ją nazywali w klinice. Teraz po mieszkaniu szukam ją wszędzie oczami choć wiem, że już do mnie nie przyleci machając ogonem i miaucząc bądź mrucząc zadowolona że mnie widzi i słyszy. W duszy jest wilcze wycie z bolu, a ile łez mi poleciało sam nie wiem, a mam skrytą naturę introwertyka i łzy mi nawet teraz spływają z oczu jak przysłowiowej babie. Za wcześnie odeszłaś moja czarnoskóra kocico ze swoimi białymi skarpetkami na łapach i i białej "obroży" na szyi....... Dziś jadę odebrać jej ciało, by ostatecznie Ją żegnając je skremować.......
Ewelina
Powinnismy stworzyc jakas grupe wsparcia, bo jednym komentarzem sie bolu i rozpaczy wielu z nas nie pozbedzie
Monika K.
Fakt..
Aga
Moja Lucynka odeszła wczoraj. Miała 16 lat i była ze mną 14. Zabrałam ją ze schroniska kiedy miała 2 latka, ktoś ją oddał z powodu alergii, piękna trikolorka. Była wyjątkowa. Na początku trudna i bywało że ugryzła, ale po latach to była już czysta miłość na czterech łapkach. Miała niewydolność nerek i nadczynność tarczycy. Pod koniec bardzo schudła i widać było, że kotek gaśnie. W sobotę zawiozłam ją do weta bo dostała niedowładu łapek. Wyniki były w poniedziałek i nie pozostawiały nadziei a pani wet stwierdziła że stan już jest krytyczny i kotek może w każdej chwili odejść zgodziłam się że najlepszym wyjściem będzie eutanazja, bo śmierć mogła się wiązać z jeszcze większym cierpieniem. Nie chciałam jej wieźć do kliniki bo tam zawsze wariowała i trzeba było ją w dwie osoby trzymać żeby cokolwiek z nią zrobić. Nie chciałam żeby odchodziła w strachu i szarpiąc się i pani wet zgodziła się na domową wizytę. Miałyśmy dla siebie jeszcze całą dobę, chociaż już w sobotę wiedziałam...czułam że to jej czas. W poniedziałek zostałam w domu. Cieszyłam się każdą chwilką i to był tylko jej czas, ona też prawie mnie nie odstępowała, żegnałyśmy się pięknie w słońcu, leżała na moich kolanach medytując ze mną na poduszce. Odeszła w moich ramionach, cichutko, do końca całowana w główkę tak jak kochała w swoim ukochanym domku. I wizytę domową doradziłabym każdemu...zapłaciłam 300 zł ale do końca kicia czuła się bezpiecznie. Jeśli tylko was stać i jest to możliwe dajcie to swoim zwierzakom. Moje serce pękło na kawałki a dziś jest pierwszy dzień bez niej. Tak bardzo mi ciężko. Mam wsparcie ale ból trzeba wypłakać. Trzymajcie się Kochani.
Urszula
Wczoraj musiałam podjąć decyzję, aby uśpić naszego kochanego Niuniusia. Miał 16 lat, od samego małego był u nas, przygarnęłam Go jak jeszcze był ślepy, wychowywał się razem z moim synem, taka maleńka kuleczka. Od roku chorował na nadczynność tarczycy, leczyliśmy Go, robiliśmy badania , z których nic grożnego nie wynikało, tylko ta tarczyca. Od miesiąca czuł się coraz gorzej, ciężko mu się oddychało, aż w końcu weterynarz kazał nam zrobić prześwietlenie i się okazało, że ma nowotwór na płucach. Nikł w oczach z dnia na dzień. Jak go zawoziłam wczoraj, do samego końca był wtulony to we mnie, to w mojego syna. Język już miał sino- fioletowy, już nie potrafił swobodnie oddychać ,męczył się strasznie. Tak szybko nowotwór wyniszczył mojego kiciusia. Byliśmy przy Nim do końca, do ostatniego oddechu. Mam nadzieje, że mi to wybaczy, ale przynajmniej już się nie męczy. A ja nie umiem się pozbierać.
Ulka K.
Dzisiaj u mnie mija rok jak pożegnałam mojego kochanego Baltazarka. Niestety, ten rok okazał się ciężki, przepełniony łzami i ogromnym bólem w sercu. Nie ma dnia abym o nim nie myślała, tak bardzo za moim tygryskiem tęsknię. Współczuję Wszystkim, którzy to samo przechodzą.
Przemek
Mareczku.. potrąciło Cię wczoraj auto, a miałeś zaledwie rok.. zostawiłeś nam wszystkie swoje zabawki, karteczki, taa.. lubiłeś biegać po karteczki.. Byłeś dziwnym kotem, trochę wrednym, trochę strachliwy, ale wszędzie za mną chodziłeś.. zaczepiałes, gdy chciałeś się bawić.. może dzięki Tobie postawią próg zwalniający, a powinien on być już dawno.. może wtedy byś przeżył.. smutno i cicho jest bez Ciebie, nie przylecisz, gdy usłyszysz szelest, lubiłeś słowo karteczka i biegałeś za nią, fikołki robiłeś, taa.. Dziękuję za miło spędzone chwile, nauczyłeś mnie czegoś Mareczku.. nie odkładać na później.. chciałeś się bawić, a ja nie miałem czasu.. przepraszam, pękłem..
Pola
Borysek urodził się z wadą genetyczną. Jego prawa nerka nigdy nie rozwinęła się. Na przekór temu wyrósł bardzo na pięknego kota. Mieszkał kiedyś w domu bo na to wskazywała jego trauma- strach przed łóżkiem w sypialni. Ten dom go odrzucił i został sam jak palec. Musiał walczyć o każdy dzień. Szukał swojego przeznaczenia i swoich ludzi. Walczył z kotami i zwalczał koty i tak trafił do więzienia- do kojca przy domu jednego z kotów. Tam spędził rok i 3 miesiące płacząc i tęskniąc za domem. Borys trafił do nas, do domu. większość dnia spędzał śpiąc na mnie, na kolanach a właściwie brzuchu. przytulał się bardzo mocno a potem kładł na plecach przybierając najsłodsze pozy w których przestawał być kotem. Uwielbiał głaskanie, najbardziej po brzuchu. Szukał ciepła, spokoju i akceptacji. Dostał wszystko i więcej, oddał z nawiązką- bezgraniczną i bezwarunkową miłość. Borys Gustavson zwany wcześniej Bandziorem okazał się najsłodszą istotą pod słońcem. Nie miał fochów i nigdy nie postąpił złośliwie. Morfologia wskazywała problem z funkcjonowaniem nerek. Pierwszy lek nie zadziałał drugi już tak. Wskazania: badania w kierunku nerek co 3 miesiące. Ostatni raz w wyniku z 4 kwietnia badanie potwierdzało skuteczność zastosowanego środka. 20 maja Borys zwymiotował, nie zjadł też śniadania. O 14.00 bz., 16.00 u lekarza elektrolity+ antybiotyk+ steryd. Jakby lepiej- trochę zjadł przyszedł do mnie i zasnął. W nocy spał jak zwykle w łóżku. 21 maj przed 6 obudziło mnie dziwne wzdychanie Piotra. Borys wymiotował już 4- ty raz. 7.00 sms do lekarza. 8.00. tel do lekarza. 9.00 lekarz odbiera tel i kieruje na rezonans z kontrastem. Trafiam do kliniki. Lekarz robi dokładny wywiad o historii Borysa od pochodzenia przez jakości sikania po wyczesywanie. Zaczynamy od morfologi, potem usg- jedna nerka niewykształcona druga mocno zniszczona. Badanie RTG- nic nie wykazuje. Przychodzą wyniki krwi M O C Z N I K N I E M I E R Z A L N Y!!!. Lekarz mówi, że rokowania są od umiarkowanych po dobre bo była opieka i natychmiastowa reakcja. 3 dni pod kroplówką- oczyszczanie, nawadnianie, odżywianie i antybiotykoterapia. Pierwszy dzień jest gorszy. Kotuś wycofany, nie je, przestraszony, że znowu poza domem i beze mnie. Drugiego utrzymujący się brak apetytu. Dostaje renal płyn dla skrajnie wycieńczonych kotów. Przyjeżdżam po południu i robię to samo. 3 doba nakarmiłam go płynem i saszetką renala ze strzykawki. Załapał, zjadł. Po południu zjadł sam. Wieczorem już nie chciał jeść. Znowu strzykawka. rano badania krwi i wyniki: M O C Z N I K N I E M I E R Z A L N Y !!! K R E A T Y N I N A N I E M I E R Z A L N A !!! F O S F O R N I E M I E R Z A L N Y !!! W Y R O K. Nerka nie podjęła pracy. Więc dializa nic nie da a przeszczep to morderstwo- lekarz wycina nerkę zdrowemu kotu- chory świat. Borys miał 6 lat a może 8 albo 9. To wie tylko ten bandyta który wyrzucił go z domu- niech będzie przeklęty. Borys spędził u nas prawie 2 lata. Tylko 2 lata. Czy żałuję że nie wzięłam go do domu od razu. Tak to mój największy błąd w życiu. Borys kochał bezgranicznie i bezwarunkowo i był szczęśliwy i dawał szczęście i samą słodycz. Borys odszedł 24 maja. Nie cierpiał, tego bym sobie nie wybaczyła. Eutanazja w moich objęciach pocałunkach i łzach, w wyznaniu wiecznej miłości. 2 dni przed Dniem Matki. Byłam matką niecałe 2 lata. Dziękuję, Chcę więcej. chcę umrzeć.
Iza
Kilka godzin temu odeszła moja Kajunia, labradorka przygarnięta ze schroniska, schorowana staruszka, najwierniejsza i najukochańsza. Opieka nad Tobą, Kajunia, to najlepsze, co mogłam dostać od losu. Dziękuję, że byłaś ze mną. Nigdy nie przestanę Cię kochać, mój mały słodziutki żarłoczku
Agata
11 tygodni temu odeszła moja ukochana kicia Felicja. Jej odejście to dla mnie ogromny cios i mimo upływu wielu tygodni wciąż nie potrafię się pogodzić z tą stratą. To stało się tak nagle. W niedzielę 24.04 świętowaliśmy jej 10 urodziny. We wtorek rano, 26.04, wychodząc z domu do pracy, podeszłam do okna kuchni, w której leżała Felka w swoim legowisku i jej pomachałam. Tego dnia nocowałam poza domem. Gdy następnego dnia wróciłam do domu po pracy, rodzice i brat powiedzieli mi o jej nagłym odejściu. Brat mówił, że poprzedniego dnia bawiła się z nim i skakała jak nigdy wcześniej.. A w środę rano on i tata znaleźli ją martwą.. Nie mogłam i wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało. Wypłakałam wiele łez i wciąż łzy napływają do oczu, gdy tylko o niej pomyślę. A nie da się nie myśleć... Gdy jestem na dworze rozglądam się wokół, mając nadzieję, że Fela wyskoczy nagle z kwiatów i przykica do mnie z podniesionym wysoko ogonem.. Bardzo mi jej brakuje. Była wyjątkowa. Moja Felcia, Felunia, Feluśka, Felicz. Piła wodę ze szklanki, robiła fikołki, chrapała podczas snu, głośno mruczała podczas zabaw. Nie odstępowała domowników na krok. Była bardzo związana z nami, a my z nią... Nasz kochany pluszak. W domu jest teraz bez niej smutno i pusto.
Zosia Dom
Ja mam o wiele gorsza sytuacja ....zabralqm swoja koteczke na spacer , nie bardzo je lubila i w lesie zaczela sie szarpac uciekla ze smycza i jej nie ma juz 8 dzien .Jak mam zyc , zafundowalam jej taki los
Ulka K.
Zosia, idź do lasu i szukaj kotka. Jeżeli tego nie zrobisz to kotek może bardzo cierpieć.
Ulka K.
Zosia, zrób wszystko aby odszukać kicię. Trzymam kciuki
Magdas
Dawno się nie odzywałam. Monisiu, Ewuniu i Kasiu co tam u Was jak sobie radzicie? U mnie jest ok moja Stefcia pogodziła się że ma siostrę Czesia i w końcu ja zaakceptowała. Tak że bardzo się cieszę. Moje dziewczynki są cudowne. Teraz w lipcu będzie dwa lata od śmierci mojej kochanej Zuziuni a we wrześniu Antosi. Kiedy to minęło. Może to dziwne może śmieszne ale myślę o Nich ciągle i tęsknię bardzo ale to bardzo za nimi. Chociaż moje koteczki są przekochane dobrze że je mam. A Wasze Skarby jak tam?
Magdas
Wracam wspomnieniami do moich Aniołków. Ale dzięki Wam dziewczyny się pozbierałam i dzięki moim koteczka. Dziękuję Wam za wszystko. Cudownie że jest to forum.Kochani trzymajcie się trzeba na wszystko dużo czasu. Ból po stracie nie mija ale uczymy się z nim żyć. Niestety życie jest trudne ale i piękne. Tule Was wszystkich. Moniko Ewo Kasiu Was szczególnie. Napiszcie jak Wasze Skarby te nowe.
Magdas
Wczoraj minęło dwa lata od śmierci mojej ukochanej Zuzi. Smutek żal tęsknota. I tak do końca życia.
Rufián
"gdy odchodzi kot pustka wskakuje na parapet włazi do szaf wyleguje się na kanapie harcuje w każdym kącie”
Monika Barczyńska
Witam. Trafiłam na ten blog przypadkiem. Przeczytałam wszystko i jestem pod wrażeniem ile tu jest wsparcia. Ja swoją 8letnią kotkę Camillę straciłam 3dni temu. Mimo że jest druga to nie radzę sobie ze stratą mojego słoneczka. Miałam ją 4lata przez ten czas była non stop u weterynarza jak nie złamanie łapki to zapalenie dziąsełto przeziębiony pęcherz. I ostatni miesiąc znów widzę ze jest źle z Camilla. Lekarzowi nie podoba się duży hrzuch u niej co zawsze taki miała. Robimy usg brzucha i jest wielki szok. Jest guz z wątroby z zaciekami na trzustkę i śledzionę. Wet mówi puki będzie jeść I się wypróżniać to nie jest źle. Robię wszystko aby tak było i widzę że Camilla gaśnic mi w oczach.04.07 wielki upał na dworze i widzę że z Camilla jest coś nie tak kot mi dyszy widzę że się dusi i jedna myśl muszę pomóc jej bo ona cierpi. Jadę do kliniki i mówię o eutanazji. Że kot dyszy i się męczy. Lekarz robi usg i wychodzi ze guz zajoł nerki i zebrała się woda w płucach. Dowiaduje się że kot by się udusił a to jest najgorsza śmierć. I tak pomogłam mojej księżnice odejść. Nie radzę sobie z myślami. Druga kotka szuka jej i to mnie też dobiją. Jest ciężko I to bardzo.
Paulina
Witam wszystkich Ja pochowałam w piątek moja Amisie . Był to yorczek 8 letni. Nie mogę sobie poradzić z poczuciem winy ze może mogłam zrobić więcej żeby jej pomoc . To była zdrowa sunia nic jej nie było i tak nagle zmarła. 2 tygodnie temu była na usuwaniu kamienia na zębach , dostała antybiotyk bo był stan zapalny i wszystko było Ok. We wtorek popołudniu zwymiotowała ale myśleliśmy w domu ze się najadła za dużo. W środę popołudniu tez zwymiotowała wiec zastanawiałam się o co chodzi ale była nadal wesoła i aktywna wiec pomyślałam ze mogła się przejeść . W czwartek rano była aktywna wesoła i na spacerek rano ochoczo poszła . Niby wsztko Ok. Nagle do mnie córka dzwoni ze Ami znowu wymiotuje wiec akcja szybka i pojechałam z nią do weterynarz . Dostała leki , kroplówki i antybiotyk bo miała bakterie w jelicie (wykonane zostały usg oraz rtg)tylko nie można było określić jakie bo nie dało się pobrać krwi .
Monika Ba
Paulina przykro mi bardzo że odszedł twój ukochany piesek.Zawsze są jakieś wątpliwości że mogliśmy zrobić więcej albo że coś przeoczyliśmy .Ja wiem że zrobiłam dla mojej kotki wszystko co najlepsze ale zawsze jest te ale. Musimy żyć dalej.
Magdas
Musi uplynac dużo czasu. Ja cierpiałam strasznie po śmierci moich koteczkow. Do tej pory myślę i nieraz płacze. Ale tak musimy żyć dalej. Mi pomogło to forum bardzo bardzo i moje nowe kotki. Jest teraz inaczej ale dobrze że mam nowe skarby. Dziewczyny będzie lepiej ale dopiero za jakiś czas. Trzymajcie się.
Paulina
Moniko i Magdo . Nie wiem czemu urwany został mój wpis . Reszta „
Sklep Hunter Polska
Pani Paulino, nigdy nie ingerujemy w treść komentarzy pisanych przez Państwa. Teraz również otrzymaliśmy taką treść komentarza jak widzi Pani powyżej. Pozdrawiamy serdecznie
Iwona S.
Wczoraj musiałam uśpić moją 13 letnią suczkę Emi chorą na raka, nie mogę się pozbierać...
Iwona S.
Wczoraj musiałam uśpić moją 13 letnią suczkę Emi chorą na raka, nie mogę się pozbierać...
Monika Ba
Magdas zdaję sobie sprawę że czas nas przyzwyczaji do bólu i tęsknoty.Są momęty że wydaje mi się że sama się wkręcam w tą rozpacz.czytając ws-ystlie komentarze czułam ukojenie że nie jestem w tym sama.Mam drugą kotkę którą jest ze mną 2 lat i widząc jak ona też tęskni za Camilla bardziej mnie to dołuje.
Magdas
Tak czas przyzwyczaja do bólu Moniko. Ale kochać i tęsknić będziemy do końca naszego życia. Ja straciłam moje kotki w krótkim czasie i bardzo to przeżyłam. I tutaj na naszym forum znalazłam wsparcie. Jestem wdzięczna dziewczyna że mimo swojej straty pomagały mi. Teraz już minęło dwa lata jak umarła moja ukochana Zuzia a we wrześniu będzie dwa lata od śmierci mojej Tosienki.Bylo mi bardzo ciężko. Dlatego wiem co wy teraz przeżywacie ale czas ukoi trochę Wasz ból. Ja płaczę do tej pory ale nic nie zrobimy musimy żyć dalej. Mam teraz też persy dwie dziewczynki i dzięki nim chce mi się wracać do domu. Są kochane śliczne i takie pieszczochy jakby chciały mnie pocieszać. Są dla mnie lekarstwem. Zuzia i Tosia zawsze będą w mojej pamięci. Trzymajcie się dziewczyny z czasem będzie lepiej. Całuski dla Was.
Magdas
Dziewczyny nie wincie się że coś źle zrobilyście. Każda z nas zrobiła wszystko co najlepsze dla swoich zwierzaczkow. Myślę że każdy ma swoje przeznaczenie kotki i pieski też.
Monika Ba
Magdas czytałam twoje wpisy i wiem że obie kotki odeszły jedna po drugiej i to był dla mnie szok a co dopiero dla Ciebie.
Paulina
Kochani minął już ponad tydzień i nadal czuje się źle . Brakuje mi Amisi ciagle mam wrażenie ze zaraz przybiegnie żeby ja drapać, ale jedno wiem ze była dzielna wojowniczką i odeszła przy swojej rodzinie która ja kocha ponad życie . Niektórzy mi mówią żebym wzięła drugiego pieska ale jest to dla mnie nie dopomyslenia , nie potrafiłabym chyba go na obecna chwile pokochać z czysta kartà, pewnie porównywałbym go do mojej Pysiulki. Może kiedyś ? Nie teraz . Pozdrawiam Was z całego serducha i cieszę się ze mogę podzielić się swoim bólem
Magdas
Paulinko ja wiem co czujesz potrzeba Ci dużo dużo czasu. U mnie dwa lata a ja płaczę i codziennie palę lampeczki tak codziennie. Moja Zuziunia kochana też było dla mnie bardzo ważna i jest Antoninka też. Ale po miesiącu od śmierci Tosia kupiłam Stefusie i to była najlepsza decyzja. Sama nie wiedziałam że tak ja pokocham. A teraz mam też Czesis. I nie wyobrażam sobie żeby ich nie było.
Ala
Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście to przemyślcie to 10 razy! Wczoraj uśpiliśmy nasza przybłęde, kotka który 9 lat był z nami. Wczoraj jak patrzyłam na niego jak się meczy jak z ledwością łapie każdy oddech uważałam to za słuszne. Dziś nie mogę normalnie funkcjonować z ta myślą, żegnałam już zwierzęta , odchodzimy same, ból był straszny przeszywający ale to co mam teraz w głowie to jak nasz Rudy leżał , wyrywał się ostatnimi resztkami sił jęczał, nie zrobiłabym tego ponownie , nigdy nie zrobię tego ponownie. Dusi mnie w środki i nie mogę dojść do siebie. Nie róbcie tego .
C.
Trzymajcie się mocno dziewczyny .
Ala
Pisze drugi raz bo chyba poprzedni wpis był za długi. Wasze komentarze są chyba dla mnie jedynym ukojeniem dzisiaj. Cieszę się ze tu trafiłam. wczoraj uspilismy naszego przybłąkanego (9 lat temu) kota , nasz Rudzik, Rurek, Rudy- postrach osiedla, duży, pięknu, wszystkie psy czuły respekt, mądry , zwinny. Przez wakacje kotek był u moich rodziców z uwagi ma częste wyjazdy, nie mógł z nami jeździć ani zostać na tak długo sam w domu. Małe miasteczko, duży dom ogród znajome twarze, jeździł tam z nami często święta , długie week i poprzednie wakacje. W czwartek dostałam telefon od mamy ze kot dziwnie się zachowuje i odmawia jedzenia ( co uwierzcie nigdy mu się nie zdarzało). Dojechałam tam dzień później wieczorem, mąż juz tam był i był po pierwszych wizytach u wet. Rokowania były fatalne, wet wspominała o eutanazji, ze kot ma coś z płucami zapalenie bądź wode( niestety nie miała specjalistycznego sprzętu a inna lecznica była 50 km ). Byliśmy załamani ale podjęliśmy leczenie, antybiotyki , sterydy kroplówki wszystko by uratować Rudzika. Jak go zobaczyłam byłam załamana, leżał dyszał sapał z otwartym pyszczkiem jak śmięta ryna łapał oddech, cały czas miała otwarte oczy , nie jadł nie wstawał. Noc nie spałam , na drugi dzień na otwarcie pojechałam do wet, zrobiłyśmy badania krwi, miał bardzo mocna nadczynność tarczycy i glukozę, reszta wskazywała na stan zapalny ale i nerki i trzustka pracowały. Dostał zastrzyki sterydy i kroplówkę oraz leki na nadczynność. Wróciłam pełna nadzieji do domu, która z każda chwila gasła . Widok mojego rudzika który leży i ledwo dyszy , nie chodzi nie je nie śpi . Jedynie co to raz na jakiś czas (godzina , 2) podniósł się i na chwiejnych nogach przeszedł 2 kroki i padał dalej na ziemie ledwo żywy. Karmiłam go strzykawka , chodziłam za nim z woda z kuweta krok w krok przeniosłam na mięciutkie poslanie. Nic nie pomagało nic, uwierzcie mi widok był zatrważający , kot się dusił ledwo dyszał. W niedziel zadzwoniłam z płaczem do wet , przyjęła nas, niestety stan kota się pogorszył , wet nie mogła się wbić w żadna żyłę, mówiła ze to oznacza silne niedotlenienie, temp ciała spadła do 34 . Zdecydowaliśmy się go uśpić, wtedy przyniosło mi to ulgę ze już się nie meczy , kot nie jadł i nie spał już 4 dobę. Dziś jestem rozbita, za wszystko się obwiniam Ze za długo był u moich rodzicow ze mogłam jechać do innej lecznicy ( na tamta chwile bałam się ze nie przeżyje podróży 50km) ze może dali by mu tlen , zrobili rtg może dało by się go uratować, ze był week ze się zgodziłam go uśpić. Mam jego wzrok przed oczami jak na mnie patrzył i łapał te powietrze jak chciał żyć . Nie mogę sobie tego wybaczyć nie mogę. Nie wiem nawet tak naprawdę co się stało czy to jakieś raczysko czy zator płucny co się stało. W maju jeszcze byliśmy ma kontroli i nic nie było takiego , tylko troszkę schudł i miał kamień na ząbkach . Boje się ze te wyrzuty będą mi towarzyszyć już do końca życia , wybacz mi kotku …
Magdas
Moniki był szok. Ja ledwo się pozbierałam. Zuzia było chora że starości na kardiomiopatie niby wiedziałam że umiera ale tak bardzo wierzyłam że jeszcze będzie ze mną. Chociaż walczyła biedna bardzo. A Tosienka umarła nagle równe dwa miesiące po Zuziuni. Myślałam że oszaleje. Syn mi kupił małego kotka persika Stefcie. I ona mi pomogła i oczywiście to forum zawsze to podkreślam. A teraz mam też Czesis. Obydwie są kochane. Ale Zuzia i Tosia zawsze będą dla mnie najważniejsze. Kocham je bardzo
eM
Nie wybaczę sobie, obwiniam się za śmierć Rokiego. Gdybym o ten jeden dzień wcześniej zareagowała, gdybym wybrała jeszcze innego weterynarza, gdybym dojechała szybciej do kliniki on by mógł jeszcze żyć. Ból jest niewyobrażalny. Miesza się smutek, tęsknota z poczuciem winy. Czemu to takie trudne? Nie potrafię sobie poradzić z tą stratą. Jestem w totalnej rozsypce jak sobie pomyśle że już nigdy nie pójdziemy na spacer. Żałuję że w natłoku codzienny obowiązków poświęcałam mu mniej czasu, czasem nie chciałam porzucać mu piłeczki czy patyka, że za mało głaskałam...
Ala
eM czuje dokładnie to samo , aż mi od kilku dni ciężko w klatce piersiowej to wszystko wciąż do mnie wraca
Monika Ba
Dziewczyny to jest żałoba i normalne że nasze uczucia będą mieszane.Bedziemy się obwiniać że mogliśmy zrobić inaczej i o wiele więcej. Ja nawet weterynarza obwiniam że nie zrobił mojej koce usg bo może bym uniknęła jej eutanazji. Ale nie zmienię czasu i dałyśmy naszym zwierzaczka co najlepsze.
Paulina
Em. Nie jestes sama z takim poczuciem winy , ja tez obwiniam się ze mogłam zrobić więcej bądź wcześniej . Ciagle mysle o mojej Amci i bardzo mi jęk brakuje . Jutro minie 2 tyg jak jej nie ma . Pociesza mnie jedynie fakt ze Ami była kochana przez cała moja rodzine i ze odeszła przy swoich najbliższych a nie w szpitalu , a to było dla niej napewno ważne . Jest ból ale mam nadzieje ze z z czasem będzie malał i zostaną najcudowniejsze myśli i wspomnienia
Konrad
23 sierpnia 2022 Zenek , kot , dziki znajda . Przychodzący przez rok do nas do ogródka . Odłowiony po zauważeniu rany szarpanej na podbrzuszu . Uratowany wypuszczony , żył w domku na zewnątrz bo jednak dzikusek . Coraz częściej jednak wybierał życie w luksusie , kocyk z czasem nasze łóżko , nocami wychodził pohasać . Po paru miesiącach takiego życia wrócił nad ranem znowu rozdarty , siatka lub gdzieś się zahaczył. Odratowaliśmy i tym razem został już z nami nie wychodził . Po dziesięciu latach kłopoty z moczem , zatkał się , cewnikowanie pomagało na chwile więc operacja pęcherza aby oczyścić. Wyżył -po tygodniu wrócił zmęczony ale żył . Za bardzo słuchaliśmy wet , codziennie w trakcie kontroli wydawało się że jest oki. Nagle pojawiła się nitka z odbytu (prawdopodobnie z wiązania kołnierza ). Wet umówił na usg na dzień następny 14.30 , kazał nie dawać jedzenia po perforacja no i usg. Przegłodziliśmy okazało się że zapalenie otrzewnej i płyn operacja na cito , po 17. Kot w trakcie rekonwalescencji po operacji który i tak słabo jadł został przeze mnie przegłodzony bo zabrakło mi siły i zdecydowania o zawalczenie o usg od razu . Więc swoją bezmyślnością spowodowałem upadek wątroby ( stłuszczenie ) . Był mi bratem i mi ufał i ja decydowałem o jego losie. Operacja ciężka 3,5 godziny , nie wybudził się . Poczucie winy i strata jest straszna , nie mogę oddychać i dobrze to jest kara dla głupiego opiekuna który został aby przypominać sobie swoje błędy po kres swoich dni.
Monika Ba
Konrad zrobiłeś wszystko co możliwe. Zawsze będziemy się doszukiwać że mogliśmy zrobić więcej albo inaczej. Nie na wszystko jest recepta. Dzisiaj mija miesiąc jak odeszła moja kotka Camilla. Zobaczyłam jej zdjęcie i zryczałam się. Czy mogłam poczekać z eutanazją? Tak mogłam ale czy mógłbym patrzeć jak cierpi?No nie. Też obwiniam siebie i weterynarza że nie zwróciliśmy wcześniej że ma guza wątroby. Boli to i czas myślę że złagodzi ból.
M.M
Jest mi cholernie ciężko i źle o tym pisać, przed wczoraj moja ukochana 5letnia kotka Malinka odeszła przejechało ją auto.. Stało się to za domem,na parkingu..mama tam poszła i taki chłopczyk jej powiedział że widział tu rozjechanego kotka aż w koncu mama zadzwoniła na straż miejska a oni potwierdzili że to moja kotka. Znalazłam ją wyrzucona do śmietnika 5 lat temu, uratowalam ja a ona później uratowała mnie.była dla mnie Wszystkim najlepszą przyjaciółką najlepszym wsparciem, bardzo dużo przykrych złych rzeczy mnie spotkało a ona była zawsze, przytuliła kiedy byłam po poważnych operacjach leżała obok mnie żeby wyciągnąć ból.. Straszny ból czuje teraz.. Tak ciężko sobie poradzić człowiek nie daje takiej miłości jak ona mi ją dała..
Monika K.
Magdas to Anioł wspierający Nas wszystkich...u mnie ok. ale tęsknota i ból chyba nie miną..zresztą nic dziwnego. Nie ma dnia bym o Kiki nie myślała, niestety (to wiek) Mia sporo rozrabia, choć jest kochana, ale całkowicie inna niż Kiki. Mimo to dzięki niej - uśmiecham się.. Upadam i podnoszę się..każdego dnia..
Magdas
Boże Moniko kochana to tak jak ja. Aniołem nie jestem wiesz że to Ty pomogłaś bardzo mi jestem Ci Moniko wdzięczna. Jesteśmy po prostu podobne kochające i zbliżyła nas wielka strata.Caly czas wspominam tęsknię. Wychodząc do pracy żegnam się z Zuzia i Tosia jak zawsze. Wracam i się z nimi witam. No i oczywiście że Stefcia i Czesiunia są kochane. Dobrze że mamy te nasze kociatka. Moniki pozdrawiam i całuje. Kochani trzymajcie wszyscy kiedyś będzie lepiej.
Monika K.
Na tym blogu jest wiele dobrych ludzi...to ważne by ktoś potrafił nas pocieszyć...dziękuję..
Monika K.
Magdas ja też z moim skarbem rozmawiam codziennie...Każdy z nas cierpi, to ta wrażliwość...i miłość do zwierząt. Pozdrawiam..
Joanna D
To zaczeło sie 5 tyg temu, byłam z piesem w parku. Jakas młoda dziewczyna biadoliła że gołabek ( sierpówka) wypadł z gniazda, a to zycie przeciez, ona nie może, bo wynajmuje itp...Nie mogam odejść ani poczuc obojetności. Telefon do znajomego- mam go brac on go wezmie ode mnie za jakiś czas. Nie byłam zadowolona, bo z wiem ile z piskleciem jest pracy a sama mam problemy ehhh. Ale ale, po tygodniu ptaka powykręcało na wszystkie strony, antybiotyk, mocne witaminy - wyprowadziłam mojego " Pokraka" z najgorszego. Zostały tylko zgrubiałe , krzywe łapki, nie szkodzi - mówiłam, Koguciku, nauczę Cie latac, jeszcze tyle dla ciebie chce zrobic, bo pokochałam Cie, pokochałam nasze wspólne chwile kiedy gotuję Ci ziarna , karmie do dzioba, tule do serca. Wiedziałam że nigdy nie będzie w pełni sprawny ale bardzo bardzo chciałam dać mu tyle ile mogłam. Dziś budzę się, ide do jego kartonu, a on nie rusza sie, ma półotwarte oczka i zimne nogi, szok, nie docierało do mnie że tak zajadle walczaca o zycie istotka odeszła. Cos pękło, nie wiedziałam co mam dzis robic, Gotowanie, karmienie, zmywanie, porzadki w gniazdku, - cały codzienny rytuał....to co mnie napedzało i dawało iskre radosci i małego szczęscia - nagle przepadło. Tak chciałam żeby żył, opieka nad nim stała sie przyjemnoscia. Czuje dojmujacą pustke, brakuje mi jego ciekawskiego wyciagania łebka i bystrych oczu, był tak ciekaw swiata, a tak szybko odszedł z niego. Płaczę, płaczę, płaczę.....
Mama Yody
Historia maleństwa, którego nikt poza mną pewnie nie wspomni. Ranek, 25.08.2022. Wychodzę przed nasz kompleks mieszkalny, dwa ogrodzone niewielkie bloki na krańcu bułgarskiego miasteczka. Odwiedzająca nas bezdomna kotka przyprowadziła dwoje swoich dzieci. Ale dostrzegam też nowego, maleńkiego, białego kociaka. Trzyma się z daleka od reszty. Spieszę się,a kiedy wracam po kilku godzinach pytam sąsiadkę o kociaka. Wiadomość jest tragiczna.Nie żyje. Przerażona maleńka, która powinna być jeszcze z matką, w obcym otoczeniu weszła do komory silnika jednego z zaparkowanych przed ogrodzeniem samochodów.Nikt niczego nie zauważył, nie miauczała.Kiedy dwie dziewczyny, które przyjechały tym samochodem włączyły silnik maleńka pomiosła straszliwą śmierć. Co Tobie maleńka powiedzieć. Jakaś bezmyślna, bez serca osoba odebrała Ciebie za szybko matce, podrzuciła cię samą i przerażoną. Gdyby to się stało ze dwa tygodnie później, gdy już nie było tylu samochodów. Gdyby..Gdyby..Zmarłaś w bólu i ciężkim przerażeniu przez czyjąś głupotę i bezmyślność.Naprawdę mam nadzieję,że macie dusze i że po drugiej stronie cieszysz się szczęściem. I że już nic nie boli. R.I.P., maleństwo.
Monika K.
Każde życie jest ważne...
Mama Yody
Toteż dlatego poświęciłam jej tych kilka słów. A jeszcze w zapasie kilka bałkańskich historyjek.
Mama Yody
Tytułem uzupełnienia. Dziewczyny, do których należał samochód doznały ciężkiego szoku. Trudno było je uspokoić, trzeba było tego dwoch osób. Niech karma wróci do osoby, która ją porzuciła.
Magdas
Dzisiaj dwa lata jak umarła moja Tosienka. Smutek żal tęsknota.
Magdas
Dzisiaj dwa lata jak umarła moja Tosienka. Smutek żal tęsknota.
Monika K.
Magdas jestem z Tobą..
Magdas
Wiem kochana a ja z Tobą i Ty o tym wiesz? Prawda. Pisząc to myślałam właśnie o Tobie i Kiki. Uwierz mi i wiedziałam że Ty się odezwiesz. Mnie do tej pory nachodzą różne myśli i nieraz się winie. Ale chyba niepotrzebnie. Dobrze że mamy kolejne kotki. Ale czy dobrze bo jak coś to znowu płacz.Teraz mi zachorował piesek. I znowu zmartwienie i strach. A Jak Twoja Mia pewnie jest super. Całuski. Dla Ewy i Kasi też
Magdas
Wiem kochana a ja z Tobą i Ty o tym wiesz? Prawda. Pisząc to myślałam właśnie o Tobie i Kiki. Uwierz mi i wiedziałam że Ty się odezwiesz. Mnie do tej pory nachodzą różne myśli i nieraz się winie. Ale chyba niepotrzebnie. Dobrze że mamy kolejne kotki. Ale czy dobrze bo jak coś to znowu płacz.Teraz mi zachorował piesek. I znowu zmartwienie i strach. A Jak Twoja Mia pewnie jest super. Całuski. Dla Ewy i Kasi też
Monika K.
I tak będziemy się obwiniały...będziemy płakały w związku z następnym, ale kochamy zwierzęta i nie umiemy bez nich żyć... Mia rozrabia, częściej okazuje miłość, chce być blisko...ale wiadomo a inny charakter. A Twoje chyba się dogadały? U mnie dzień za dniem..często jeżdżę do Kiki..tęsknota nie mija...ale fakt Mia robi robotę..(kocha, rozśmiesza). Pozdrawiam...
Magdas
Moje już ok także się cieszę. Ale bardzo tęsknię za Zuzia i Tosia. Takie życie niestety. Cieszę się Moniko że masz Mie i że Cię pociesza Moja Stefka jest niesamowita chodzi za mną jak piesek cały czas jest przy mnie. Trzymaj się kochana .
Karolina
Trcohę lżej mi się zrobiło, jak przeczytałam, że większość opiekunów czuje się winnym śmierci swojego zwierzaka..Wczoraj uśpiłam mojego 15 letniego kota i obwiniam się za jego śmierć. W lipcu postanowiłam mu zrobić badnia USG, bo wysczuplał w przeciągu 1,5 roku, było ok 1kg różnicy pomiędzy nim a jego bratem. Nie rozumiałam tego, bo był żarłoczny i zawsze wyjadał karme bratu. Czasem wymiotował, ale myślałam,że to właśnie z przejedzenia. Miał dobre samopoczucie, jedynie mniejsza energia w porównianiu do jego brata w tym samym wieku. Badania krwi wykazało że to może alergia pokarmowa, a USG potwierdziło IBD czyli nietolerancja pokarmowa. I chciałam dobrze, chciałam go podleczyć, aby znowu przytył. I doktor dała mu sterydy. Nastąpiła mega poprawa w jego zachowaniu, energia jak u kociaka a żarłoczność jeszcze wzrosła. Odstawiliśmy leki, ja kupowałam każdą możliwą na rynku karmę dla kotów z nietolerancją pokarmową, suplementy wskazane przez Veta. Było m-c dobrze,a potem zaczęły się wymioty, biegunki, brak apetytu. Dostał znowu sterydy ale nie pomogło, dostal antybiotyk i pomógł na 5 dni. W sumie 2,5 tyg ostrego leczenia i kot zaczął wycofywać się z życia. Schudł tak, że czułam wszystkie kosci, ciągle skulony z bólu. Serce mi się łamało, jak mu wrzucałam do buzi tabletki, był taki słaby. Wczoraj rano, jak znowu nie jadł i chował się z bólu po szafach postanowiłam przerwać to. Usnął mi na rękach u Veta. Nie umiem sobie wybaczyć, że pozwoliłam 2 m-ce temu na podanie mu sterydów, kiedy normalnie funkcjonował, może byłby dalej ze mną. Może gdybym tylko zmieniła mu karmę na specjalistyczną to by wyszedł z tego. A tu w 2 m-ce kot mi się zwinął.. Jedynie w pionie trzyma mnie jego brat, który jest po zapaleniu wątroby i o którego muszę dbać, bo widzę, że też przechodzi żałobę. Wszędzie go szuka.
Monika K.
Karolina zrobiłaś bardzo wiele...i na pewno duużo kasy wydałaś, jak my wszyscy. Każdy z nas zastanawia się czy zrobił wszystko co można było, czy w odpowiednim momencie...ja do tej pory myślę o tych tlenowych pomieszczeniach, ale nie wiem czy w Szczecinie są. Lekarz nie powiedział...a ja wyrzucam sobie, że nie dopytałam o to....bo Kiki miała wodę w płucach, źle oddychała i serce słabło...do tego alergia (na co to nikt nie wiedział), ale całe życie kichała - często...a wiosną i jesienią...więcej. Wielu na tym blogu napisze, że utrata kochanego zwierzaka to tak jakbyśmy my sami pękli na milion kawałków, kolejne słoneczka pomagają, ale są te, które zawsze, ale to zawsze będą najważniejsze...
Martyna
Wczoraj tj. 25.10 musiałam uśpić moja najkochańsza koteczke, miała 5 lat i złośliwy nowotwór wątroby. Płacze już drugi dzień, pustka niewyobrażalna, co chwilę myślę że zaraz do mnie przyjdzie z ogonkiem podniesionym do góry, położy mi się na kolanach i będzie chciała być głaskana. Miesiąc temu musiałam uśpić 8letniego kocurka, na niewydolność nerek. Jeszcze dwa miesiące temu miałam dwa urwisy latające po mieszkaniu, teraz nie ma żadnego. Pustka ogromna
Magdas
Ja w ciągu dwóch miesięcy straciłam dwa kochane kotki więc wiem dokładnie co czujesz Martynko. Fakt że moje już były dużo starsze od Twoich. Ale ból ogromny. Współczuję Ci z całego serca. Trzymaj się.
Kuba
Przed wczoraj umarła moja kotka. Była ze mną 3 lata. Miała raka. Jest mi tak bardzo źle z tym że już jej nie ma. Mam dwa inne koty którymi nie potrafię się teraz zająć. Pomaga mi siostra. Zawsze z nią rozmawiałem. Gdy płakałem ona przychodziła do mnie miałcząc i kładła mi się na kolana. Zawsze specjalnie rozdrabniałem jej ulubiona karme i gdy już zjadła przychodziła do mnie na łózko. Mimo że dużo razy potrafiła ukraść mi coś z talerza gdy akurat nie patrzyłem to nigdy nie mogłem być na nią zły. Zawsze patrzyła na mnie tymi swoimi oczkami. Była moją przyjaciółką. Częścią rodziny. Nadal nie mogę przestać płakać. Zwykła puszka z karmą przypomina mi o niej. Wszystko mi o niej przypomina. Jej łóżeczko. Miska. Moje własne łózko gdzie uwielbiała leżeć. Zawsze budziłem się w nocy z nią na głowie. To ona zawsze siedziała ze mną przez całą noc gdy nie mogłem zasnąć. Nie potrafię teraz nawet pomyśleć o jej imieniu. Jest mi tak okropnie przykro. Czuje jakby to była moja wina. Że nie mogłem jej już pomóc. Ciągle zastrzyki i kroplówki. Nic nie pomagało. Tak bardzo chcę ją znowu zobaczyć. Tak okropnie mi jej brakuje choć minęły dopiero dwa dni. Moja Zosia.
Kociamama
Kuba, bardzo Ci współczuję.Wiem co czujesz bo od dwóch miesięcy przeżywam to samo.Przytulam Cię mocno
Za teczowym mostem
Nie wiem jak dalej żyć. Sam przyszedł biedny, schorowany, z kocim katarem. Biegał wokół mnie i wszedł do kaptura. Pomogłam mu, wyleczyłam, zamieszkał ze mną. Dlaczego pozwalałam mu wychodzić? Dlaczego tak ciężko było mi przemęczyc się i oduczyć życia na dworze? Spał ze mną, ugniatał mnie, przytulał się. Był moim życiem. 2,5 roku... To za mało. Zabił go samochód pod domem. Nie wychodził daleko, odwiedzał kilku sąsiadów. Dlaczego on? Dlaczego najlepszy najukochańszy kot na świecie został zabrany tak wcześnie? Dlaczego na to pozwoliłam? Czuje się winna. Nie wiem jak żyć. Chce go znowu przytulić. Był lekiem na wszystko. Wróc do mnie kochany
Za teczowym mostem
Gdzie teraz jesteś mój kochany koteczku?… prosze przyjdz chocby we snie
Dori
Dori - najukochańsza psia istotka ever 4.10.2022 Na zawsze razem. Mama
Anita 12 listopada 2022
12 listopada nad ranem odszedł mój najukochańszy piesek Maniuś. Nic nie zapowiadało jego choroby. Trwało wszystko 4 dni, były to dni, w których walczył nie miał już siły, wymiotował nie mógł jeść słaniał się na łapkach.Ostatnią noc bardzo cierpiał, położyłam się obok niego a on patrzył swoimi oczkami na mnie a ja mówiłam, że będzie dobrze, przytuliłam i przeprosiłam, że nie umiem mu pomóc, pomerdał ogonkiem niedługo odszedł na zawsze. Jest tam gdzie lubił przebywać na działce. Tak bardzo tęsknię za nim, nie umiem sobie poradzić.Bardzo mi go brakuje, zawsze ze mną był, lubił się przytulać. Zawsze będę Cię Maniusiu kochać, zawsze będziesz w moim sercu.
Wojtek
Wczoraj pożegnałem swoją najukochańszą 10.5 letnią przyjaciółke Fatinkę. Bardzo ją kochałem. Nigdy nie była przez nikogo skrzywdzona, była bardzo mądra. Musieliśmy podjąć decyzję o eutanazji ponieważ kotka po zabiegu operacyjnym nie chciała jeść I pić. Od dwóch tygodni jeździłem z nią do weterynarza, który podawał jej zastrzyki i kroplówki. W pewnym momemcie widzieliśmy że lekarz nie daje rady w dalszym leczeniu. Zawieźliśmy kotkę do kliniki gdzie udzielono jej profesjonalnej pomocy lekarskiej gdzi międzyinnymi podłączono pompę infuzyjne gdzie zastosowano płynoterapie oraz antybitykoterapie w ciągłym przepływie. Mamy żal do lekarza że niepoinformował nas o komplikacjach, które mogą pojawić się po zabiegu operacyjnym. Kotką została po zabiegu wypisana do domu. Jak bym wiedział że mogą wystąpić takie komplikacje nigdy nie zdecydował bym się na operacje bez tzw OJOM-u pooperacyjnego gdzie kotka byłaby pod stała opieką. Bardzo boli że nasza córuchna odeszła.
Monika K.
Współczujemy..
Marysia
To juz prawie 5 miesięcy a ja wciąż płaczę codziennie i myślę o Tobie kochana Kuleczko. Miałaś 13.5 lat i wiem, że moglas jeszcze pożyć. Spadł śnieg. Uwielbiałaś go. Bardzo mi Cie brak
Magdas
Ja płaczę i tęsknię a już ponad dwa lata jak moje Skarby odeszły.
Aska
Czytam Wasze wpisy i rycze..... i rycze za swoja kochana Ludwisia.... i dziele dokladnie takie same uczucia i emocje jakie tu opisujecie. Pierwszy raz w zyciu musialam podjac decyzje o uspieniu i zlamalo mi to serce, jak wielu ludziom tutaj. Koszmarne doswiadczenie, ale wet powiedzial, ze nie daja jej 24h zycia i widzialam, ze cierpi. Szczurzynka moja chorowala na pluca, mialam dla niej koncentrator tlenu, pod stala opieka kliniki weterynaryjnej, brala mase roznych lekarst i zyla sobie w komforcie, bawiac sie z siostrami. W niedziele zaczela nagle powloczyc tylnymi nozkami, pojechlam na pogotowie, zdjecie, diagnoza: zwyrodnienie stawow- Dostala zastrzyk metadonem. Wrocilam z nia do domu, ale niestety zastrzyk nic nie pomogl. Widzialam w poniedzialek, ze juz nie skacze po swoich ulubionych miejsach, nie chciala jesc, pic...byla nastroszona, osowiala, jakby nieobecna. cierpiala. o 16:00 wizyta w klinice....0 16:30 zostal jej podany zastrzyk nasenny i ...nie zasnela! rozbudziala sie, tak jakby chciala jeszcze zyc i mowila "nie dam sie!". Wetka powiedziala, ze to przz adrenaline, ze to sie zdarza i ze zastrzyk nasenny nie dziala....wiec taka wystraszona i rozbudzona zabrali.....mieli ja dac pod gaz, a potem dac finalny zastrzyk....czarty dzien jak jej nie ma, a ja nie moge przestac plakac. Bede jej prochy miala w domu w malej urnie. Najgporsze, ze pozostale 3 szczurki sa juz wiekowe i tez chore....jedna ma raka i jest pod ciagla obserwacja dobrostanu. Jak tylko zacznie sie cierpienie....to wiadomo. Nie wiem jak przezyje to kolejny raz...a potem jeszcze 2. Serce mam w kawalkach, oczy zapuchniete, zaropiale.....Nie umiem sobie poradzic z ta smiercia.
Ariani
Witajcie, chciałam również się podzielić swoim bólem, ponieważ nie mam gdzie go wylać. Dzisiaj, czyli 9 grudnia 2022roku musiałam uśpić swoją ukochana kicię. Była że mną 18 lat. Kiedy pojawiła się w moim życiu miałam 12 lat i cały ten czas była że mną,zawsze kiedy czułam ból, smutek, płakałam jej w futerko, a ona nigdy nie protestowała, przytulała się do mnie, kiedy tylko słyszała, że płaczę, przychodziła sama do mnie, lizała mnie i kładła się albo na mnie, albo obok mnie. Niestety,rok temu podupadła na zdrowiu, zaczęły się choroby serca, nerek, tarczyca, brała dużo leków, ale pomagały jej, zebrała się jej woda w płucach, która została odciągnięta, częste wizyty u weta, leczenie, walczyła, a ja razem z nią, cieszyłam się każda chwilą,rozpieszczała jak mogę, 2 miesiące temu woda powróciła, znowu trzeba była ja odciągnąć, kolejne leki i antybiotyki, ale trzymała się, niestety, w sobotę znowu woda, a dzisiaj wet powiedział, że nie przeżyje kolejnej nocy. Że bedzie się dusic i męczyć, nie mogłam na to pozwolić. Odeszła, zostawiając po sobie cudowne wspomnienia, lata miłości i straszna pustkę w moim sercu. Zawsze będę ja kochać i pamiętać.
Magdas
Kochani jak sobie radzicie? Ja mam nieraz takie smutne chwile i myślę o moich Aniołkach. Tyle czasu już minęło a mi jest smutno. Dlaczego życie jest takie ciężkie? Ja wogole mam źle w życiu jest mi bardzo trudno. Wynajem mi się że mam same problemy. A każdy dzień to jakaś walka.
Ulka K.
Oj, ciężko jest. W ogóle nie umiem się z tym pogodzić choć wczoraj minęło półtora roku od odejścia Baltazarka. Nadal szukam, gdzie popełniłam błąd, wiem że nie cofnę już czasu, ale to tak boli. Tak jak Magdas napisałaś - każdy dzień to jakaś walka. Pozdrawiam wszystkich ciepło, kiedyś będzie może lepiej, bo wierzę że jeszcze na swojej drodze spotkam mojego Baltazarka, który będzie chciał abym się nim zaopiekowała.
Magdas
Oj ciężko Ulu. Ja mam teraz też dwie dziewczynki. Są kochane i bez nich to wogole moje życie by nie miało sensu.
Piotr
Wczoraj odeszła nasza/moja najukochańsza kotka. Trzy dni zmieniły wszystko. Rak z przerzutami nieoperacyjny. Aby dalej nie cierpiała musiałem podjąć trudną decyzję aby jej nie wybudzać z operacji. BYła z nami 9 lat i 2 miesiące bez dnia. To syn chciał kota, a ja mówiłem nie. Ale to kotka w domu mnie wybrała i byłem jej pierwszym obrońcą, opiekunem. Podobno tak kończą przeciwnicy kotów - powiedziała kiedyś moja Panie weterynarz. Jak mnie nie było w domu kotka też sie chowała. Dopiero wychodziła jak wracałem. Wczoraj płakałem jak bóbr. Dziś po obudzeniu czuję jeszcze większą pustkę w domu. Jest bardzo ciężko. Nie miałem kogo zawołać na śniadanie. Pozostają wspomnienia, ciągle czuję jej zapach i miękkie futerko. Słyszę jej mruczenie w domu. Była kimś więcej niż członkiem rodziny. Była cząstką mnie.
Gosia
Witam.W piątek odszedł mój kochany kot-miał ponad 15 lat.Wszyscy Państwo zdają sobie sprawę,jaka to jest pustka,gdy zwierzak przez tyle lat jest w życiu człowieka i odchodzi.Może Państwo mi podpowiedzą,bo nigdzie nie mówi się/pisze co zrobić z karmą która zostaje?Dziękuję za odpowiedź,podpowiedź.Pozdrawiam serdecznie
Rafał
Dziś musimy z żoną podjąć decyzję o uśpieniu naszej ukochanej na świecie 14 letniej suczki Keysy labradorki, nie dajemy rady... płacz, smutek i pustka która nas czeka, leczenie nie pomogło przy niewydolności nerek Keyska nic nie je, nawet nie chce nic ruszyć zwraca zółcią cały czas leży na swoim posłanku i nie wstaje ...nie wiem jak poradzimy sobie jestem facetem ,ale nie daje rady przepraszam .
MamaMikusia
Mikuś jest słaby, ledwo trzyma się na nóżkach. Mam tylko jego, wszyscy mnie zostawili. Nie mam rodziny, nie mam przyjaciół. Wet powiedział że nie liczy się długość życia, tylko jakość. Pomogę mojemu przyjacielowi w ostatniej drodze, ale kto pomoże mi? Co za koszmar.
Magdas
Pomożemy Ci my kochana i inne zwierzątko. Ile tutaj miłości jest na tym forum. Ja cały czas tu zaglądam i czytam Wasze historie bo czuję się lepiej z Wami i chce choć odrobinę wszystkich wesprzeć. Moje koteczki ponad 2 lata jak poumieraly a ja tęsknię okropnie za Nimi. I Wy też będziecie. Trzymaj się ja nie potrafiłam uśpić Zuzi czekałam aż sama odejdzie. I nie żałuję ale to jest każdego sprawa. Zależy jak to czuję. Tutaj nie oceniamy tutaj pomagamy. Bądź silna.
Kasia Ś.
Tak dawno tu nie zaglądałam…aż do dziś. Magdas cudownie, że cały czas tu jesteś - Aniele tego forum;). Jakoś przypadkiem, oglądając zdjęcia znowu odżyły wspomnienia i tęsknota za Truskawką- a w tym roku miną 2 lata od jej odejścia. Mój Synek rzadziej o Nią pyta, ale co jakiś czas wraca myślami, czy ona w tym niebie oby na pewno za nami nie tęskni-rozbraja mnie tym. Bianka wkupiła się w nasze łaski, choć jest totalnie inna niż Truskaweczka, ale to dobrze. Magdas napisz co u Ciebie, jak koteczki, jak Ty? Pozdrawiam serdecznie i przytulam wszystkie smutne serducha…nic już nie jest takie samo, ale życie płynie dalej…
Magdas
Kasiu ja Ty mnie wzruszyłam. Masakra. Myślałam o Tobie o Monice Ewie. Wy jesteście mi takie bliskie. No cóż tęsknię za Zuzia i Tosia tak jak Ty za Truskaweczką i Wy My wszyscy. Ale trzeba żyć dalej. Ja jestem szczęśliwa z moimi nowymi kotkami. Są cudowne kochane śliczne tak jak Wasze.Kasienko a z tym aniołem to nie przesadzaj. Po prostu wchodzę pisze i pocieszam tak ja Ty mnie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi pomoglyscie.Usmiecham się dzięki Tobie Kasiu też. Ucałuj ode mnie Synka i Koteczka. Synek też kocha zwierzątka i to jest cudowne. Ściskam Cię mocno i nawet nie wiesz jak się ucieszyłam że się odezwałaś. Całuski.
Magdas
Kasia aż się popłakałam odżyły wspomnienia jak sobie pomagalysmy nawzajem. Przeżywałyśy razem nasza żałobę ja Ty Monika i Ewa. Kurcze kocham Was za to.
Kasia Ś.
Oj cała prawda Magdas…bardzo mi tu pomogłyście w tym niewyobrażalnie trudnym dla mnie czasie…Ciężko nadal pogodzić się z myślą, że Jej nie ma i już nigdy nie będzie, ale w życiu nic nie jest nam dane na zawsze…i choć trudno się z tym pogodzić, trzeba nauczyć się żyć na nowo i doceniać to co się ma. Ja staram się jak mogę. Magdas z tym Aniołem naprawdę nie ma nic z przesady! Pomagasz tu naprawdę wielu zranionym sercom, bo dokładnie wiesz, co czują. Ściskam mocno i będę zaglądać co jakiś czas;*
Magdas
Kasia ja próbowałam tu nie zaglądać nie pisać nawet się pożegnałam. Ale jakoś tak wyszło że nieraz jednak wejdę i napisze do Tych co cierpią teraz. My już trochę przerobiłyśmy nasz żal i smutek. A wogole chyba po prostu potrzebuje tego. Ciesze się że się Kasiu odezwałaś. Zaglądaj tu co jakiś czas ja też będę.
Tomek
Wczorajszej nocy odszedł Hero. Choć był ze mną tylko dwa lata, to skradł moje serducho. Trafił do mnie na swoją psią emeryturę w wieku około 14 lat. Robiłem wszystko by miał się jak najlepiej, co nie znaczy, że byłem wzorowym opiekunem. Ostatnie półtorej miesiąca, to była walka o Jego zdrowie. Nie chciał jeść, tracił siły. Wątroba odmawiała posłuszeństwa. Walczyłem o Niego do samego końca. Postanowił odejść, gdy sam na krótko przysnąłem. Nie sądziłem, że będzie to tak bolesne doświadczenie. Cisza w domu, puste miejsce na kanapie. Spał wyciągając się w łóżku obok mnie. Mam 35 lat na karku, a śmierć tego futrzaka złamała mi serce. Są rzeczy na którego nigdy nie będziemy gotowi, niezależnie od tego jak bardzo jesteśmy ich świadomi.
Morunia
Witam wszystkich. Czytając Wasze historie łącze się w bólu. Wczoraj o godzine 16 uspalam moja kotkę Morie. Miała 7 latek, a zabrałam ją ze schroniska w wieku 4. Morunia miała wykryta kocią białaczkę. Zdawałam sobie sprawę, że może w każdej chwili odejść i przez pierwszy rok bardzo uważnie patrzyłam na jej zachowanie. Kotka żyła pełnią zdrowia. Aż do czasu 20 stycznia. Zanim Morunie wzięliśmy do domku przeszła operacje w schronisku na tylnia łapkę, ponieważ ja połamała. Niestety do takiego stopnia, że była składana na drugie Kirschnera. Ten drut zaczal się wysuwać i podjęliśmy decyzję, że czas go wyciągnąć, bo wkoncu przebije jej skórę sam. Po tym zabiegu wszystko się zawaliło. Kotka przestała jeść, pić. Ciągle kroplówki, antybiotyki, zastrzyki. Nasiliła jej się anemia i w poniedziałek 13.02 przeszła transfuzje. Pojechaliśmy do weterynarza na następny dzień, żeby zobaczyć wyniki. Zaczęły jej się dźwigać. Następna kontrola miała być dzisiaj. Wczoraj odbył się mój koszmar. W środy na czwartek Morunia bardzo się do mnie i do narzeczonego przytulała, jak nigdy. Czułam, że coś się dzieje. O godzinie 14 zaczęła wymiotować piana i oddychać bardzo ciężko. Pojechaliśmy do weterynarza i wyszło, że Mori wysiadła wątroba i dostała żółtaczki. Nie było dla niej ratunku. Płacze cały czas pisząc to i przepraszam, że aż tyle napisałam. Tęsknię za tą mała wojowniczka. Była tak słaba, że od razu serduszko przestało jej bić. Jestem załamana, bo to ona była moim największym wsparciem. To ona się tuliła, gdy dostawałam ataków paniki. Teraz jej nie ma prawie dobę, a ja nie potrafię beż niej żyć i funkcjonować
Morunia
Witam wszystkich. Czytając Wasze historie łącze się w bólu. Wczoraj o godzine 16 uspalam moja kotkę Morie. Miała 7 latek, a zabrałam ją ze schroniska w wieku 4. Morunia miała wykryta kocią białaczkę. Zdawałam sobie sprawę, że może w każdej chwili odejść i przez pierwszy rok bardzo uważnie patrzyłam na jej zachowanie. Kotka żyła pełnią zdrowia. Aż do czasu 20 stycznia. Zanim Morunie wzięliśmy do domku przeszła operacje w schronisku na tylnia łapkę, ponieważ ja połamała. Niestety do takiego stopnia, że była składana na drugie Kirschnera. Ten drut zaczal się wysuwać i podjęliśmy decyzję, że czas go wyciągnąć, bo wkoncu przebije jej skórę sam. Po tym zabiegu wszystko się zawaliło. Kotka przestała jeść, pić. Ciągle kroplówki, antybiotyki, zastrzyki. Nasiliła jej się anemia i w poniedziałek 13.02 przeszła transfuzje. Pojechaliśmy do weterynarza na następny dzień, żeby zobaczyć wyniki. Zaczęły jej się dźwigać. Następna kontrola miała być dzisiaj. Wczoraj odbył się mój koszmar. W środy na czwartek Morunia bardzo się do mnie i do narzeczonego przytulała, jak nigdy. Czułam, że coś się dzieje. O godzinie 14 zaczęła wymiotować piana i oddychać bardzo ciężko. Pojechaliśmy do weterynarza i wyszło, że Mori wysiadła wątroba i dostała żółtaczki. Nie było dla niej ratunku. Płacze cały czas pisząc to i przepraszam, że aż tyle napisałam. Tęsknię za tą mała wojowniczka. Była tak słaba, że od razu serduszko przestało jej bić. Jestem załamana, bo to ona była moim największym wsparciem. To ona się tuliła, gdy dostawałam ataków paniki. Teraz jej nie ma prawie dobę, a ja nie potrafię beż niej żyć i funkcjonować
Monika K.
I ja dziękuję...ostatnio nie zaglądałam, ale wiem, że jesteście i ...jestem wdzięczna..za pomoc. Tomku racja...zwierzęta kochają mocno i Ci którzy i je zawsze będą cierpieć...nigdy nie będziemy gotowi..
HANIA HOBOT
Dziś rano odeszła NELA. Przez 1.5 roku roku swojego życia nikt jej nie pieścił, nie przytulał, nie całował. Chciałam ją wysterylizować i zabrać do siebie jako towarzyszkę dla mojego kotka Kulapecia. Zmarła 5 dni po zabiegu. Cierpiała, nic nie jadła ani nie piła. Nastąpił obrzęk płuc. Żegnaj Nela. Za Tęczowym Mostem spotkasz to o czym być może marzyłaś. Pozostaniesz na zawsze w naszej pamięci.
HANIA HOBOT
Dziś rano zmarła Nela. Przez 1.5 roku swojego życia nikt jej nie przytulał, nie pieścił, nie całował. Miałam ją zabrać do siebie jako towarzyszkę zabaw dla mojego kotka Kulapecia. Po sterylizacji nic nie jadła ani nie piła. Mimo, że chodziłam z nią co dzień do lekarza na zastrzyki nie zauważono niczego niepokojącego. Siódmego dnia zmarła. Powodem był obrzęk płuc i jakaś depresja po zabiegu. Żegnaj Nela. Wiem, że za Tęczowym Mostem znajdziesz swój dom, radość z zabawy z innymi kotkami i spokój o którym na pewno marzyłaś. Będziemy o Tobie zawsze pamiętać.
Wiki
Wczoraj właśnie straciłam swojego ukochanego szczurka Gerusia. Wcześniej nie dawał żadnych złych objawów i w przeciągu paru dni odszedł. Tak bardzo za nim tęsknie i tak bardzo jest mi go szkoda. Miał problemy z oddechem, następnie nie chciał jeść i musiałam karmić go oraz poić przez strzykawkę, a także podawać leki, robiłam mu termofor z ciepłą wodą, ale też dałam mu całe łóżko na wyłączność. Wcześniej nie wychodził sam z klatki a od tych dni lgnął do mnie bardzo, kładł się na mnie i raz nawet zasnęłam przy nim obok, głaskałam go co chwila, ostatni dzień czyli dzień w którym odszedł był tragiczny. Wstałam rano podeszłam do klatki siedział na dole w kącie cały napuszony, obrzęknięty z oczek leciała mu porfiryna odrazu otworzyłam klatke wyszedl na mnie i na łóżko gdzie caly czas leżał ciężko oddychając, wcześniej próbowałam dostać się do weta lecz mial dużo pacjentów i miał przyjąć dopiero we wtorek a byla niedziela wiec pojechalam do innego ktory byl czynny w niedziele. Geruś dostał zastrzyk, pan weterynarz powiedział, że albo płucka albo serduszko jednak to jak przeżywał ostatnie chwile jestem w stanie stwierdzić że serduszko :c oparł główke o moją rękę i tuż przed odejściem zaczął tykać ząbkami oraz dostał coś w rodzaju padaczki, zaczął skakać (gdzie Wcześniej nie ruszał się praktycznie wcale przez te dni) zaczął biec przed siebie na oślep i prawie by spadł z łóżka gdybym w ostatniej chwiwli go nie złapała, po chwili padł na boku na poduszce, próbował złapać jeszcze ostatni wdech ale odszedł na moich oczach. Bardzo go kochałam, strasznie jest mi źle i bardzo ciężko z tym, że tak cierpiał, a nawet sam pan weterynarz pokładał w nim ogromne nadzieje, ponieważ nic nie wspominał o uśpieniu. Niestety najprawdopodobniej jego szczurze serduszko nie wytrzymało, był też już wiekowy. Żegnaj Geruś nasz cudowny przyjacielu, dobrze, że już nie cierpisz. Zostaniesz na zawsze w naszych serduszkach, kochaliśmy cię, kochamy cię i bedziemy kochać mimo, że już cię nie ma obok nas malutki szczurzy skarbku.
Aleksandra
Witam wszystkich, zmagam się z niewyobrażalnym bólem, nie mogę jeść, denerwuje mnie towarzystwo ludzi. W poniedziałek moja kochana kotka wymiotowała zaraz po pracy pojechaliśmy z nią do weterynarza, wierząc że po lekach wróci do domu. Jednak to co usłyszeliśmy zmieniło cały mój świat, zawalił mi się w jednej chwili. Miała raka jelita cienkiego, guz pękł i zaczęła lać się krew do brzucha. Tego dnia musiała bardzo cierpieć. Nigdy przenigdy wcześniej nawet nie dała po sobie poznać, że coś się dzieje. Tak bardzo ją kocham tak bardzo tęsknię tak bardzo żałuję chwil, których nie spędziłam z nią a mogłam tak bardzo żałuję momentów, w których czasami musiałam bardziej poświęcić się innym zajęciom a nie jej chociaż tak bardzo tego chciała, mam potworne wyrzuty sumienia do siebie że nie widziałam że coś jest nie tak, nie było żadnych objawów aż do poniedziałku. Kochałam ją najbardziej na świecie tak żałuję że nie mogę już jej przytulić, pogłaskać, pogadać z nią. Tak przeraźliwie płakała jak ją zabieraliśmy do weterynarza nigdy tak nie płakała myślę teraz, że pewnie czuła że tak będzie. A ja myślałam że z nami wróci jak zawsze. Jak w jednej chwili zawalił się mój cały świat. I co z tego, że jestem dorosła ale naprawdę nie potrafię poradzić sobie z tą stratą, chce mieć ją z powrotem, chce żeby przysłała i położyła się na mnie jak zawsze nosek w nosek. Kocham Ciebie Pysiu księżniczko moja całym sercem. Sercem, które w poniedziałek 20 stycznia rozpadło się na kawałki.
Beata
Dzisiaj rano o 5:35 po 9 godzinach męki umarł mój Kitek. Miał 17 lat i cierpiał po operacji łapki, ponieważ potrącił go samochód. Czytałam dzisiaj większość wpisów tutaj. Wielu z Was żałuje, że uśpiło swoje zwierzę, a ja siedzę i wyję z bólu, bo nie skróciłam mojemu zwierzakowi cierpienia. Ludzie, co z Wami? Zrobiliście najlepszą z możliwych rzeczy. Mój kot konał 9 godzin, a ja nie zdecydowałam się zadzwonić w nocy do lekarza, choć kilka razy miałam już telefon w ręce. Może przyjechałby skrócić tę mękę? Nigdy się już nie dowiem. Miałam pojechać do weta na siódmą rano, ale nie zdążyłam. Są decyzje, które podjęte za późno, okazują się tymi najgorszymi w życiu. Teraz będę żyła ze świadomością, że skazałam Kitusia na dziewięciogodzinne piekło, BO NIE MIAŁAM ODWAGI. Nigdy sobie nie wybaczę, że tak strasznie skrzywdziłam tę maleńką, bezbronną istotę. I nic już nie mogę zmienić. Przepraszam, Kituniu. Wybacz mi, że zawiodłam, że stchórzyłam, że okazałam się tak beznadziejnie słaba. Moją karą będzie życie ze świadomością, że jestem złym człowiekiem. Tak strasznie żałuję, ale dla Ciebie jest już za późno. Przepraszam...
Tomek
Beata, nie jesteś złym człowiekiem. Długo się zastanawiałem, czy powinienem był pomóc mojemu Hero w odejściu. Podobnie jak Ty, nie miałem odwagi i po tych dwóch tygodniach nie wiem, czy dziś bym ją miał. Wiem kiedy zaczęło się Jego cierpienie, ale wiem też, że odszedł w miejscu które znał i którego się nie bał. Odszedł, mimo wszystko, spokojny i obok osoby, która go kochała. Twój Kitek też pewnie czuł to samo. Po tych dwóch tygodniach dalej strasznie mi go brakuje i niesamowicie za nim tęsknię, ale postanowiłem przygarnąć kolejnego psiego Seniora, bo jak mi ktoś powiedział: "jeszcze nie jeden staruszek czeka na ciepłą kanapę"..
Monika K.
Ból nie minie...złagodnieje...po prostu piszcie. To pomaga..
Magdas
To prawda ból tylko łagodnieje. Uczymy się żyć z nim ale jest bardzo ciężko.
Maciej K.
05.04.2023 odszszedł mój pięcioletni kotek Józio. 3 dni ratowali go w klinice-ponoć zjadł mysz,która zjadła trucizne.Chodził ze mną do lasu jak piesek przy nodze a jak mnie stracił z oczu to miałczał i po niego musiałem wracać.Rycze jak bóbr jak tylko o nim pomśle.
Ewa
Mój Kuba odszedł dziś. Miał 16 lat. 2 tygodnie temu złamał łapę, pod znieczuleniem założone został usztywnienie. Kuba kochał wolność, ciepriał, nie mogąc wychodzić. Wczoraj rano zsunęło się usztywnienie, które intensywnie lizał. Pojechał do weta, kolejne znieczulenie, zalozony kolejny gips z wpłókna. Dzisiaj rano, niby wszystko w porządku - nalge zaczął rzucać się po pokoju jakby ktoś go pod prad podłączył. Uderzył głowa w szafę. Stracił kła, wyrwane pazury, wszędzie krew. Pojechalismy do weta, prawdopodobnie zator. Zostal uśpiony. Nie radzę sobie, tylko płaczę. Był w świetnej kondycji, zdrowy, silny...2 tygodnie i go nie ma. Nie mogę się z tym pogodzić. Tym bardziej, ze jesgo odejście było drastyczne....
Bogda
11.04 pożegnałam moje małe Serduszko. Moją sunię Yoko. Walczyliśmy rok z chłoniakiem. Sterydy pomagały na raka ale resztę rujnowały. Ostatnie 3 dni było widać, że gorzej jej się oddycha. We wtorek nic nie jadła tylko piła. Koło południa zwymiotowała i prawie się przy tym udusiła. Myślałam , że to już koniec. Miałam od rana jakieś dziwne uczucie/przeczucie. Słabo oddychała. Ryczałam, wyłam. Położyłam się koło niej i przez łzy mówiłam ,że jeśli chce to może odejść, odpocząć, że ją bardzo kocham ale ma się już nie męczyć. Głaskałam ją. Oddech jakoś wrócił. Przyjechał mąż i pojechaliśmy do weta. Przed 14.00 dostała dwa zastrzyki, dostała tlen. Dziąsła się niby zaróżowiły a ja wiedziałam , że to koniec. Miała taki blady języczek i oddychała całym pyszczkiem. Łapała powietrze. Mówiłam ,że nie chcę żeby cierpiała. W covidzie przy jego pierwszej turze chorowałam na niego i miałam straszne trudności z oddychaniem. Nie chciałam żeby ona ...udusiła się. Wiem jakie to było uczucie kiedy otwierało się buzię a powietrze nie docierało do płuc. Dostaliśmy zapas zastrzyków do domu i mieliśmy przyjechać na drugi dzień. Jeśli przeżyje noc to... W drodze powrotnej 5 minut po wyjeździe moja Mała dziwnie się wygięła i łepek zaczął kiwać się na jedną i drugą stronę. Odchodziła. Moje Serduszko umierało. Wróciliśmy do weta aby usłyszeć już tylko, że to koniec. Nawet mój mąż płakał. Duży ,silny facet. Była z nami prawie 12 lat ale to i tak za krótko. Koto pies jak mówił mój mąż. Uparta mała zołza kochana przez wszystkich. Te jej oczy. Duże ciemne wpatrzone w człowieka. Kiedy przypomnę sobie jak patrzyła ukazując od spodu kawałek białek serce mi pęka, że już nigdy tego nie zobaczę. Wszyscy mówią, że shih tzu to głupolki. Nie wiem jak inne ale Yoko była mądrym, cudownym psiakiem. Pochowaliśmy ją w ogrodzie bo lubiła tu leżeć i wpatrywać się w ulicę. Ostatni raz leżała w słoneczku na posłaniu w Lany Poniedziałek. Dobrze, że pogoda dopisała i mogła po raz ostatni robić to co lubiła. Może to ona wybrała sobie ten dzień. Dziękuję tylko losowi, że zesłał mi chorobę, że przez te ostatnie dni byłyśmy razem w domu a we wtorek byłam w domu. Nie pomagają mi myśli, że już nie cierpi. Cały czas się zastanawiam czy mogłam zostawić ją w domu a nie męczyć jeszcze zastrzykami i podawaniem tlenu. Biedna ona była już zmęczona. Umarła w moich ramionach. Chyba nie wybaczyłabym sobie gdy byłabym akurat w ten dzień w pracy. Była moim 3 dzieckiem i niech kto chce gada, że bluźnie czy coś. Zawsze będzie w moim sercu! Może kiedyś będzie trochę lżej. Żegnaj moje Kochanie. Czekaj na nas z wszystkimi bo my do ciebie dołączymy.
Magdas
Moje kochane kotki też były są i będą moimi dziećmi na zawsze. Straciłam moje dziewczynki w ciągu 2 miesięcy. Przeżyłam szok nie mogłam się pozbierać tak bardzo było mi ciężko. Teraz mam nowe kotki i też są moimi córeczkami. A Zuziunie i Tosienke zawsze będę kochać i wspominać.
Marzena
26 kwietnia 2023 23 kwietnia musialam podjąć najgorsza decyzje mojego życia, decyzje o sumieniu mojego kochanego pieska, mojej malutkiej kochanej i bardzo mądrej dziewczynki. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Bardzo cierpię z powodu tej straty i nie wiem jak sobie poradzić. Kiedy wracam z pracy w domu jest pusto, nikt mnie nie wita i nie macha radośnie ogonkiem. Ta strata boli ale wiem ze teraz już nie cierpi. Była ze mną 14 wspaniałych lat . Zawsze będzie w moim sercu i zawsze będę ja kochać.
Ewa
Wczoraj odszedl moj kot Django. Mial 10 lat. Byl chory. Podjelam decyzje o uspieniu, bo bardzo cierpial. On juz chcial odejsc. Mial szczesliwe zycie, ale juz byl zmeczony choroba. Mam nadzieje, ze zrobilam dla niego wszystko co moglam. Bol jest straszny. Nie moge uwierzyc, ze juz go niema ze mna. Bardzo Cie kocham I nigdy niezapomne. Spij spokojnie.
Margarita
Assia Kochanie Nigdy Cie nie zapomnę.Kocham Cię.Ja Majka i Kamil.tata tez Cie kochał wiesz o tym.Nie mogłam nic zrobić.Byłas mądra ,wierna i trochę łakoma ale taki był już Twój urok:).Nie wiem co sie stało i to będzie mnie męczyło zawsze.Tak bardzo chciałam Cie uratować.Tak bardzo mi Cie brak.Przepraszam że będzie nowy psiak w domu.Nie moge pogodzić się z ta pustką.Patrzę i widze obok Ciebie ale tam juz Ciebie nie ma..Budze się rano pije kawe i jestem gotowa do wyjścia a potem ta mysl..Niepotrzebnie.To nie jest łątwa decyzja.Nikt Ciebie nie zastapi ale pozwoli przezyć w mniejszym cierpieniu nastepne może lata..Czuję jakbym zdradzałą Twoja pamięć ..mineło tak niewiele czasu ale czuje że to powinnam zrobić.Nigdy nie będzie wystarczającej żałoby żeby być gotowym na KOGOŚ nastepnego.Wybacz za wszystko co złego nieumyslnie było .Dziekuje że byłas z nami, ze mną.Kocham Cię.Na zawsze .
Marysia
Ostatnio zmarł mój 5-letni kot. Wszystko było okej, dobrze się zachowywał, chociaż codziennie wymiotował. Myślałam że to przez karmę. Zawiozłam go do weterynarza. Okazało się że to nowotwór w wątrobie. Parę godzin później okazało się że Rudiego trzeba uśpić. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Myśląc o tym ciągle płaczę.
T
Piotrek
Dziś musiałem podjąć trudną decyzję o uśpieniu naszego kotka. Miał zaledwie 2,5 roku. Przygarnęliśmy go po tym jak żona z dziećmi znaleźli go na porzuconego w krzakach. Miał wtedy ok 8 tygodni. Od samego początku dużo chorował, ale zawsze jakoś z tego z pomocą weterynarza wychodził. Dziś rano był słaby, apatyczny i nie reagował na żaden głos. Nic nie jadł ani nie pił. Weterynarz zdiagnozował kocią białaczkę. Kotek już był tak osłabiony, że lekarz zalecił skrócenie cierpienia biednego zwierzaka. Mimo, że nie mogłem patrzeć jak ciężko mu się oddycha (zaatakowane głównie płuca) to decyzja była naprawdę ciężka do podjęcia. Naprawdę trudno było stanąć przed dziećmi i żoną i powiedzieć, że naszego Bursztynka już nie ma. Mimo, że nie było innej możliwości to czuję się jakbym zawiódł bo nie udało mi się go uratować. Strasznie cicho będzie teraz bez niego...
Beata opiekunka Maciusia
Właśnie trafiłam w to miejsce trochę przypadkiem, szukając ukojenia, pociechy i chyba rozgrzeszenia po śmierci mojego najukochańszego kotka Maciusia, który był że mną 12 lat. To nie jest pierwszy przyjaciel, którego straciłam, ale tym razem mierzę się z taką rozpaczą i poczuciem winy, że nie daję rady normalnie żyć, a mam dla kogo - są że mną jeszcze 4 inne kotki i robię, co mogę, żeby teraz być dla nich. Poczucie bezgranicznej rozpaczy, straty i także wyrzutów sumienia o których piszecie to też moje doświadczenia. Mogłabym książkę napisać, jak cudowny, radosny i niepowtarzalny był mój Maciuś, który odszedł niespodziewanie 20.06 2023. Okazało się, że miał zaawansowaną cukrzycę, która chyba też uszkodziła wątrobę i inne narządy i mimo leczenia i kroplówek po prostu zasnął na zawsze. Dobijają mnie myśli, że mogłam wcześniej coś zrobić, wykonać badania, wcześniej zareagować na pewne symptomy choroby, które się pojawiły kilka tygodni temu, a myślałam, że jeszcze zdążę zrobić mu badania, leczyć go, aby przedłużyć mu życie, choć wydawał się taki zdrowy, jadł, bawił się i nagle w ciągu dwóch dni- koniec. Mam wątpliwości, czy takie długotrwałe leczenie jest zawsze ok. Piszecie tu, jak wasze zwierzaki ciężko znosiły leczenie ( mam też takie doświadczenie sprzed lat i skończyło się eutanazją i poczuciem, że zawiodłam), mój Maciuś też już chorował kiedyś na nerki i musiał mieć kroplówki, to było dla niego ciężkie przeżycie. Więc co jest dobre dla naszych chorujących zwierząt? Pocieszam się, że prawie do końca wydawał się radosny i gdy nagle mu się pogorszyło to, jak powiedział nasz doktor, zasnął spokojnie, ale moje poczucie winy i straty i rozpacz nie są od tego mniejsze. Do tego jeszcze cierpię, bo wydaje mi się, że po jego śmierci mogłam zrobić coś więcej, po moim pożegnaniu z Maciusiem razem z doktorem zdecydowaliśmy o kremacji w firmie Esthima, ale nie było mnie przy tym. Teraz mam żal do siebie o to, że się nie zastanowiłam, nie zrobiłam czegoś jeszcze. Myśli, które mnie nawiedzają są straszne, tęsknota tylko się pogłębia, czasem dochodzę do granic, wydaje mi się, jakby on żył i potrzebował pomocy, to chyba dlatego, że nie udało mu się pomóc za życia. Próbuję myśleć, że jest tam, gdzie już nie cierpi i gdzie ja też trafię, ale na razie to nie daje żadnej pociechy, a czasem myślę, że na nią nie zasługuję. Sorry, że tyle piszę, ale może ktoś ma podobne doświadczenia?
Beata opiekunka Maciusia
Mija kolejny tydzień bez Maciusia. Emocje się kłębią, ciągle rozmyślam, co by było, gdyby, próbuję wspominać mnóstwo cudownych chwil z koteczkiem (to w końcu aż 12 lat), ale nie mogę osiągnąć spokoju. Potrzebuję chyba pozwierzać się, wymienić myśli i wygląda na to, że tutaj tego nie znajdę, chyba jestem ostatnią osobą, która tu zajrzała, szkoda. Jestem coraz bliżej decyzji, aby poszukać psychoterapeuty, ale gdzie znaleźć tego właściwego, który zrozumie żałobę po ukochanym zwierzęciu?
Ulka K.
Beatka, nie jesteś ostatnią osobą zaglądającą tutaj. Bardzo Tobie współczuję i wiem co czujesz. U mnie minęło już dwa lata jak nie ma ze mną mojego Baltazarka i uwierz mi moja żałoba nadal trwa. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Jestem przekonana że wiele osób czyta pojawiające się wpisy, ale czasami trudno jest cokolwiek napisać bo wspomnienia wracają, a następnie jest płacz. Potrzebujesz czasu, aby nauczyć się żyć na nowo, choć wiem, że będzie ciężko. Przytulam mocno. Ulka
Beata opiekunka Maciusia
Ulka, wielkie dzięki za odzew. Współczuję wszystkim, którzy tu piszą,czytam te historie łamiące serce, odszukałam też twoje wpisy i przytulam Ciebie i Baltazarka. Rzeczywiście, moja żałoba jest świeża (teraz mijają 4 tygodnie) i chyba w ogóle nie wiem, co ze sobą zrobić. Zawsze kochałam zwierzęta i zawsze je miałam, niestety żyją krócej niż my i niejednego przyjaciela już pożegnałam, ale tym razem przeżywam żałobę, jakiej nie znałam nigdy. Nie daję rady z tęsknotą, wręcz często nie mogę uwierzyć, że Maciusia nie ma, że nie wskoczy jak zwykle na stół w kuchni, że nie będzie mnie szarpał za ubranie łapką, aby zwrócić moja uwagę, nie rozłoży się na plecach, żeby poczochrać go po brzuszku, brakuje mi dotyku jego futerka, jego spojrzenia. Zostały zdjęcia, wspomnienia, ale wydają się niczym wobec pustej rzeczywistości. Cały czas myślę, co można było zrobić wcześniej i kiedy, aby go uratować, był radosny, aktywny, jadł, bawił się i nagle w ciągu kilku dni koniec, leczenie nic nie dało. Choć nasz Vet mówi, że u kotów często tak jest, że wydają się zdrowe, są wytrzymałe, a gdy przychodzi zaostrzenie choroby, nic już nie można zrobić, ja i tak zawsze będę o tym myśleć. Tyle razy udawało się pomóc mu w różnych dolegliwościach, co zawiodło tym razem? Teraz muszę żyć dla pozostałych kotków, starać się odzyskać równowagę (nie ukrywam, że czasem na środkach uspokajających), pamiętać te 12 fantastycznych lat z Maciusiem, ale JAK DAĆ RADĘ? Pozwólcie, że po prostu czasem się tu wypłaczę, kiedy już całkiem się rozsypię.
Ulka K.
Beata, każdy z nas się zastanawia (ja do dzisiaj) co przeoczyła, co mogłam zrobić inaczej. Ja również miałam w swoim życiu wielu czworonożnych kochanych przyjaciół, ale tym razem tak jak piszesz, przeżyłam i przeżywam żałobę jakiej nigdy nie znałam, nawet nie potrafię tego opisać. Może wyda się to komuś dziwne, ale do dzisiaj mam tak, że jak wstaję, wychodzę do pracy, wracam czy idę spać to całuję jego zdjęcie. Nawet nie chcę czegokolwiek w domu zmienić, aby go nie zawieść. Kiedyś obiecałam Baltazarowi, że zapewnię mu prawdziwy dom, taki prawdziwy nie wynajmowany. Nasze marzenia się spełniły, ale teraz ten dom nie jest już taki jak był wcześniej. Obecnie mam dwie adoptowane kotki, tylko co z tego jak to nie jest już to samo i wiem, że już nigdy nie będzie. U kotków inaczej niż u innych zwierzątek jest tak, że kot nie pokarze, że go coś boli - taka ich natura, że będzie ukrywał ból aby przetrwać. I zmiany jakie my ludzie dostrzegamy, mogą już świadczyć o zaawansowanej chorobie, więc tutaj już nie mamy wpływu i zostaje nadzieja, albo się poprawi albo trzeba podjąć jedną z tych trudnych decyzji. Wiem też, żę kiedyś jeszcze odnajdziemy się z Baltazarkiem i będziemy znów razem. Więc Beata, jak potrzebujesz się wypisać, to pisz - zawsze ktoś odpisze. Ściskam Wszystkich miłośników najkochańszych szkrabów na ziemi.
Magdas
Kochana Beato ja wiem co czujesz my wszyscy wiemy. Ja straciłam swoje kotki w krótkim czasie. Przeżyłam szok nie potrafiłam się pozbierać nie potrafiłam nic robić ciezko mi było iść do pracy.Teraz będą 3 lata od śmierci mojej ukochanej Zuzi i Tosi. Rzadko tu teraz zaglądam ale dzięki temu forum jakoś żyje.Ludzie którzy mi pomogli są wspaniali i cudowni. Cierpieli sami a pomagali. Trzymaj się musi dużo czasu upłynąć żeby było trochę lepiej .
Magdas
Beatko ja już miałam tutaj nie pisać. Ale tak mi Cię szkoda jak tak napisałaś że nikt nic nie napisał. Kochana musisz płakać pisać przerobić swój ból. Z czasem nauczysz się żyć z tym bólem który niestety będzie już do końca życia. Ja swoje kotki traktuje jak moje małe dzieci. Mam dwie dziewczynki teraz też Stefcie i Czesie. Są cudowne i nie wyobrażam sobie już życia bez nich. Ale Zuziunia i Tosiunia są ponad wszystko. Będę je kochac zawsze. Będzie lepiej napewno ale za jakiś czas. Trzymaj się.
Beata opiekunka Maciusia
Magdas, wielkie dzięki za odzew i zrozumienie, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To moje pisanie, a przyznam, że nie tylko tutaj piszę, (zabrzmiały te moje skargi tutaj trochę dramatycznie, ale jestem też w pewnej fb grupie opiekunów opłakujących swoje zwierzęta) to taka rozpaczliwa próba "zagadania" bólu, rozpaczy, tęsknoty i różnych nawiedzających mnie dręczacych myśli i szukanie tych, którzy przeżywają to samo i współodczuwają. Może czytanie waszych wzruszajacych historii i pisanie mojej własnej nie rozwiąże problemu żałoby, mimo ewidentnych podobieństw każdy przeżywa ją też na swój sposób, ale każde słowo zrozumienia i współczucia jest bezcenne, "kolekcjonuję" je sobie, bo popychają mnie do życia, a mam dla kogo, są jeszcze 4 kotki i parę innych spraw w życiu, które teraz ciężko udźwignąć. Wiem, że nie każdy ma ochotę i siłę pisać, tym bardziej doceniam odzew i wyrazy wsparcia. Przytulam Was wszystkich i wasze Zwierzaki po tamtej i tej stronie tęczowego mostu.
Magdas
Ja kiedyś pisałam tu codziennie bo nie umiałam sobie poradzić myślałam że oszaleje tak było mi ciężko. Teraz już mi jest lżej ale może to śmieszne codziennie myślę wspominam i palę im lampeczke. Tak sobie radzę. I rozumiem Cię Beatko uwierz mi. Jestem z Tobą.
Magdas
Ja miałam tu ogromne wsparcie. Gdyby nie Monika moja kochana, Ewa, Kasia to bym sobie nie poradziła. Akurat tak jakoś trafilysmy na siebie i pisałyśmy bardzo często i dużo. Dziękuję im właśnie z całego serca. I moje nowe kotki też mi pomogły. Całuje Was wszystkim kochani.
Magdas
Dzisiaj 3 lata od śmierci mojej Zuzi.
Beata opiekunka Maciusia
Dziś 37 dzień od śmierci Maciusia. Jest ciężko, tak źle, że nie wyobrażam sobie czegokolwiek za 3 lata. Przytulam Ciebie, Zuzię, Maćka i w ogóle wszystkich z ich zwierzakami.
Magdas
Beatko za 3 lata będzie lepiej. Uwierz mi. Ja bardzo ciężko to wszystko zaniosłam bardzo. Ale nic już się nie zmieni musimy żyć dopóki jest nam dane. Będzie lepiej kiedyś.
Beata opiekunka Maciusia
Dzięki Magdas, każde dobre słowo na wagę złota.
Magdas
Wiem o tym doskonale. Gdybym tutaj nie otrzymywała tych dobrych słów to nie wiem jak bym to zniosła. Pomógł mi syn bo kupił mi koteczke taka maleńka. I kocham ją nad życie.Teraz mam dwie dziewczyny perskie i się znowu uśmiecham ale też płacze bo Stefcia mi zachorowała. Ale mam nadzieję że będzie ok. Beatko co dzień będzie trochę lepiej ale musi upłynąć dużo czasu. Pisz tutaj płacz to pomaga. Jestem z Tobą.
Beata opiekunka Maciusia
Trzymam kciuki za Stefcię i Ciebie, musi być dobrze.
Magdas
Dziękuję
Magdas
Stefcia po operacji nie dało się wyleczy.
Monika K.
Magdas to Anioł...
Monika K.
Po prostu piszcie, to pomaga i jest na tym bogu kilka Aniołów, które Wam pomogą. Niestety nigdy nie zapomnisz, ale czas mija, pokochaj kolejną kuleczkę. Każdy potrzebuje czasu...jedni mniej inni więcej, ale warto dać tę miłość kolejnej istotce.
Beata opiekunka Maciusia
Czy ja dobrze rozumiem, że nie udało się Stefci pomóc czyli ... co, nie ma jej już? Czy, że na razie nie udało się wyleczyć?
Magdas
Moniko kochana jak dobrze że jesteś. Jak Twoja Mija pewnie jest kochana. Tak warto pokochać kolejnego zwierzaczka ale to wiąże się z problemami niestety. Całuje Cię mocno.
Magdas
Moniko moja kochana jak dobrze że jesteś. Mam nadzieję że u Ciebie wszystko ok.
Magdas
Stefcia jest po operacji w ostatniej chwili się udało. Ciężko to zniosła. Mam nadzieję że dojdzie do siebie.
Beata opiekunka Maciusia
O rany, jak dobrze to czytać, Magdas, bo ten poprzedni wpis zabrzmiał źle. Życzę zdrowia Stefci i powodzenia wam wszystkim.
Magdas
Dzięki Beatko jak dobrze że jesteście. Ja to chyba nigdy nie opuszczę tego forum bo tutaj są tacy dobrzy ludzie i mamy się komu wyzalic. Oj ciężko w życiu niestety. Ale jak byłam ze Stefcia u weterynarza i widziałam jak płaczą faceci to nie mogłam uwierzyć jak faceci też mogą kochać zwierzęta. Ja miałam ciężkie 3 tygodnie i mam nadzieję że już będzie lepiej. Trzymajcie się kochani.
Beata opiekunka Maciusia
No ciężko w życiu, ja nadal przechodzę żałobę po Maciusiu, 20 będą 2 miesiące bez niego, a ja nigdy nie zaakceptuję, że go nie ma, tęsknota bywa nie do wytrzymania, życie nie odzyskało sensu. Wyobrażam sobie, że Maciek jest gdzieś obok mnie i moich kotków, jak zwykle, ale to nie jest zbyt skuteczny lek. Zaczełam chodzić do psychologa, sięgam też po środki uspokajające. Żyję dla pozostałych kocich przyjaciół, ale teraz boję się o nie w dwójnasób, boję się, że znów coś przeoczę, obawiam się każdej decyzji. Np. ostatnio vet zaproponował szczepienie przeciw kociej białaczce ( wcześniej o tym nie mówił), a ja czytałam, że bywają skutki uboczne iniekcji, jakieś nowotwory w miejscu szczepienia, no i mam wątpliwości, co lepsze, narażenie na chorobę czy zabezpieczenie plus jakieś ryzyko. Chyba nie wyzbędę się tego lęku nigdy. Jakie macie doświadczenia że szczepieniami?
Magdas
Ja szczepię na wszystko i kotki i pieski. Beatko co ma być to będzie jak nie zaszczepisz możesz żałować. Nie ma niestety recepty. Ja dbałam o moje kotki o Tosie która mi została po Zuzi. I co umarła nagle i szybko a nic kompletnie na to nie wskazywało. Rano kotek jadł bawił się biegał a wieczorem Tosia umarła. Ja myślę że każdy ma swoje przeznaczenie. Ale jak czegoś nie zrobimy to później mamy wyrzuty sumienia. Ja też długo myślałam nad tym czego nie zauważyłam u Tosi. Widocznie tak miało być. Dlatego nie obwiniajmy się i żyjmy dalej. Moje kotki już 3 lata nie żyją i ja też tęsknię ale nic nie mogę zrobić. Kochana opiekuj się tymi kotkami co masz a Maciuś zawsze będzie przy Tobie. Pisz tutaj płacz wspominaj i pomalu będzie trochę lepiej. Musi upłynąć dużo czasu.
Beata opiekunka Maciusia
Wielkie dzięki Magdas, takich słów potrzebuję bardzo. Gdzieś wyczytałam, że zwierzęta nie oceniają nas i naszych ludzkich decyzji, tylko po prostu kochają i chcą być kochane. To mogę im zagwarantować, a reszta, może rzeczywiście dzieje się to co ma się stać? Ciężko to zaakceptować, chciałabym zrobić co się tylko da, aby je ochronić i nie popełniać przy tym błędów, ale ciężko też wszystko przewidzieć i wszystko wiedzieć.
Magdas
Nie da się przewidzieć. Musimy się godzić z tym co nas spotyka. Kochaj swoje koteczki a może i jakiegoś nowego. Kiedyś za jakiś czas będzie lepiej inaczej ale lepiej. Niestety nikt i nic nie jest nam dane za zawsze. Wszyscy odejdziemy z tego świata i może tam gdzieś się spotkamy. Beatko przytulam Cię bardzo bardzo.
Beata opiekunka Maciusia
Dzięki. Też się pocieszam takimi refleksjami, co nie wszyscy rozumieją, bo co jest fajnego w przemijaniu j odchodzeniu. Pewnie nic, ale to nieuniknione i normalne, więc chyba trzeba to spokojnie zaakceptować. Taki świat.
Oliwka
Dziś odeszła moja papużka- Simbuś. Podzieliłam się tym z kolegą. On mi powiedział tylko że to papuga i nie powinnam nad nią płakać. Dla mnie to był przyjaciel. Strasznie bez niego smutno. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że się obudzi. Niestety tak się nie stało. Umarł na moich rękach a ja nic nie mogłam z tym zrobić... Walczyłam. Chodziłam po weterynarzach, dawałam mu leki, jednak walka ze śmiercią jest najcięższą walką i trzeba się nastawiać, że od początku jest się na straconej pozycji.
Beata opiekunka Maciusia
Bardzo współczuję straty, tu nie musisz tłumaczyć, jak ważny był dla ciebie przyjaciel i jak cierpisz, każdy zrozumie. Tego od "to tylko papuga" zdrowo ochrzań, a potem ignoruj, szkoda czasu na takich ludzi.
Beata opiekunka Maciusia
Miałam nie pisać na razie, ale tak mi się zebrało, że muszę. Bardzo mi smutno, źle, tęsknię za Maciusiem, nie wierzę, że go już nie będzie. Przy codziennych zajęciach w domu wołam go cicho i wyobrażam sobie, że podchodzi i jest obok, jak zawsze był przez 12 lat. Czasem tęsknota, żal, rozpacz tak narastają, że nieoczekiwanie dla siebie mam napady płaczu, czasem ogarnia mnie długotrwałe otępienie i nie mam siły na nic, nie da się źyć po prostu. Czasem mogę go już wspominać tak ciepło, bez bólu, lubię o nim porozmawiać z moją mamą (to był też jej kot, bardzo do niej przywiązany), pomaga mi to. Niestety wiem, że żałoba jest jeszcze świeża i takie fale różnych emocji będą się powtarzać, nie wiem skąd brać na to siłę. Właśnie jestem w takim depresyjnym dole i chyba tylko oczka mojej Fizi wpatrzone we mnie czujnie i z niepokojem dają mi kopa do dalszego źycia. Mam nadzieję, że u was lepiej. Trzymajcie się.
Magdas
Beatko ja miałam Zuzię 17 lat i 5 miesięcy, szmat czasu. A Tosie prawie 13 lat. Wiesz jak było pusto bez nich. Syn kupił mi Stefcie i o dziwo zakochałam się w niej strasznie. I strasznie przeżyłam jej chorobę ale już jest ok. Ciężko to zniosła i ja tez jeszcze się boje , że coś może być nie tak. Trzymajcie się.
Beata opiekunka Maciusia
Wiem, że każde zwierzę jest super, jest jedną z najważniejszych wartości nadających życiu sens. Ja mam jeszcze cztery inne koty, każdy inny, każdy szczególny, ze swoją historią, charakterem, przyzwyczajeniami, i dobrze, dla nich dalej źyję. Ale właśnie dlatego Maciuś zostawił po sobie puste miejsce nie do zapełnienia, wyrwę w sercu, która już zawsze będzie boleć. Przemijanie jest naturalne, ale czasem wyjątkowo trudno się z tym pogodzić i dalej źyć z tym, że kogoś zabrakło. Nawet nie chcę myśleć, że kiedyś może doświadczę kolejnych rozstań.
Magdas
No właśnie ja tego się strasznie bałam teraz, że stracę Stefcię a ma dopiero 3 latka. Mam nadzieję, że będą ze mną moje kotki obecne długie lata. Chociaż są rozstania na które nigdy nie będziemy gotowi.
Beata opiekunka Maciusia
Ja myślałam, że będę gotowa, wielu zwierzęcych przyjaciół już straciłam i mimo żalu, tęsknoty i bólu, wydawało mi się, że z upływem czasu będzie to coraz bardziej naturalne - niestety, ale ludzie na ogół żyją dłużej i to my ich odprowadzamy, na tym też polega miłość. A teraz okazuje się, że im jestem starsza, tym gorzej, nie godzę się na choroby, cierpienie, śmierć moich zwierzaków, nie wiem, jak sobie z tym radzić, boję się ewentualnych decyzji, które może trzeba będzie podjąć, zaczęłam się bać jak nigdy dotąd, a zaczęło się od Maciusia. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, i tak nie potrafię już o niej myśleć, wszystko wydaje się beznadziejne.
Monika K.
Jestem Magdas...zaglądam już rzadziej ale są takie dni.. Tu na prawdę są Anioły, które pomagają...Oby Stefcia wyzdrowiała... trzymajcie się..
Justyna
11.09.2023 musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzje w naszym życiu . Nasz Rokuś miał raka - mastocytome III stopnia . Walczyliśmy o niego z całych sił . Mieszkamy w Danii ale tutaj nie ma co liczyć na pomoc , więc jeździliśmy z nim do Gliwic do onkologa . Pani doktor onkolog podarowała nam jeszcze 1,5 roku życia z nim . Kocham go tak bardzo , że tęsknota rozrywa mi serce . Tęsknie za nim tak strasznie , że boli nawet fizycznie . Był naszą miłością , naszym szczęściem , naszym malutkim synusiem ,skarbem ! W dwa dni zmieniło się wszytko . Cały czas wymiotował , nie umiał utrzymać się na nogach , chował się pod łóżko a przecież nigdy tak nie robił bo był największym pieszczochem pod słońcem . W drugi dzień jego męki postanowiliśmy pojechać z nim do weterynarza tutaj w Danii , po konsultacji telefonicznej z Panią onkolog z Gliwic . Czułam , że to będzie nasza ostatnia wspólna droga .Duńska weterynarz powiedziała wyraźnie , że nie ma dla niego szans , że przerzuty są wszędzie . Chciałam jeszcze mieć pewność , więc zażądałam tomograf , bo w tym żalu po prostu jej nie wierzyłam . Nerka miała tak wielkiego guza , że wchodziła mu w płuca i po mału by się udusił . Musieliśmy pozwolić mu odejść , żeby już nie cierpiał . Nigdy się z tym nie pogodzę , zrobiliśmy wszystko a i tak mam poczucie , jakbym wyraziła zgodę na zabranie mi najcenniejszego przyjaciela . Czuje taką pustkę bez niego , taki żal , gniew … Umarła razem z nim cząstka mnie . Mam nadzieje , że mi wybaczy i że czeka tam na mnie za tęczowym mostem .
Magdas
Nie chce się wierzyć , że jest na świecie tylu cudownych wspaniałych ludzi, którzy tak bardzo kochają. Kochani uwielbiam Was i to forum. Justynko popłakałam się jak czytałam o Twoim piesku. Moniko moja kochana dziękuję że jesteś. Beatko trzymaj się. Żal miłość i tęsknota będzie z nami do końca. G
Monika K.
Mia jest cudna, choć to nie Kiki, która chodziła na smyczy - codzienne spacery dużo nam dawały.
Magdas
Wiem kochana że to nie to samo. Nigdy już nie będzie. Ale moje koteczki też są cudne kocham je bardzo. Stefcia ok. Ucałuj Mię i całuski dla Ciebie
Beata opiekunka Maciusia
Dziś mijają trzy miesiące od odejścia mojego kotka, trzy najgorsze miesiące mojego życia, a to nie koniec. Żyję, opiekuję się pozostałą czwórką, także domem i moją starszą mamą, z którą dzielę miłość do naszych zwierzaków, pracuję, staram się nie paść, ale to trudne. Pisałam, że żałoba która mnie dopadła jest inna, o wiele gorsza niż poprzednie, uruchomiła pokłady jakichś strasznych emocji, lęków, rozpaczy, której dotąd nie zaznałam. Próbuję z tym dojść do ładu z pomocą psychologa, piszę tu i na jeszcze innej grupie, rozmawiam z tymi, którzy rozumieją, ale to ciągle mało. Emocje falują, obsesyjne dręczące myśli nie odpuszczają, chyba zaplątałam się w jakąś powikłaną żałobę i zsuwam się w depresję, wybieram się do psychiatry, może to coś da. Chyba potrzebuję kogoś, kto pomoże mi przejść przez tę żałobę, bo sama nie daję rady. Tak bardzo nie umiem się pogodzić z tym, co się stało, że przeszkadza mi to przeżyć żal i stratę tak, aby z tym w miarę spokojnie żyć. Wiem, że to co piszę jest strasznie dołujące, ale cóż, taki jest stan na dziś. Cieszę się, że rozumiecie, że potraficie kochać swoje inne zwierzaki i być z nimi szczęśliwi, że może niektórzy mogą wspominać swoich zmarłych ciepło, bez bólu. Ja się usilnie staram, co z tego wyniknie, pokaże czas.
Magdas
U mnie 26 lipca minęło 3 lata od śmierci Zuziuni a teraz 26 września minie 3 lata od śmieci Tosiuni. Wiesz jak mi było ciężko jak Tosia umarła równe dwa miesiące po Zuzi. Myślałam że oszaleje, aż mnie bolało fizycznie. Nie dawałam rady sobie wogole. Chodziłam jak struta.
Beata opiekunka Maciusia
Wiem, o czym mówisz, te emocje naprawdę bolą, ja nie mogę się połapać, co mnie boli psychicznie, a co fizycznie, to trwa cały czas z różnym nasileniem, bywa nie do zniesienia. Czasem jestem przygnębiona, czasem zdenerwowana, rozdrażniona, nie mogę dojść do ładu z uczuciami i myślami, które u mnie dryfują często w dziwne strony, powodują jakieś abstrakcyjne lęki, oszczędzę wam szczegółów. Do tego cały czas ból fizyczny, ściśnięte gardło, że aż nie da się płakać, dojmujące poczucie, że tej tęsknoty i żalu nie uniosę. I tak to trwa, nie wiem, dokąd mnie to doprowadzi. Już były momenty, kiedy wydawało mi się, że to mija, łagodnieje, ale gdzie tam, żałoba nie odpuszcza.
Katarzyna K
W sobotę musiałam pożegnać się z moim prawie 17 letnim huskym moim kochanym przyjacielem. Szczerze nie wiem jak mam sobie poradzić ze stratą ukochanej istoty.
Monika K.
Co tydzień jeżdżę na cmentarz do Kiki (20 km), nadal jak widzę zdjęcie, film to płaczę. Nie pozbierałam się, pracuję ponad siły..by nie myśleć. Były zwierzęta wcześniej w moim życiu, ale po stracie kotki długo nie byłam w stanie patrzeć na inne. Potrzebujesz czasu, wiem że to brzmi banalnie, ale tak właśnie jest. Potrzebujesz pomocy - skorzystaj z niej i już.
Magdas
26 września 2020r. umarła moja Tosia, dziś wieczorem miną 3 lata. Umarła 2 miesiące po Zuzi. Smutno mi.
Monika K.
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, trzymaj się Kochana...jestem z Tobą.
Magdas
Wiem o tym i bardzo Ci dziękuję. A ja jestem z Tobą Moniko. Wdzięczna jestem za to co dla mnie zrobiłaś. Nigdy tego nie zapomnę. Dziękuję Tobie Moniko oraz Ewie i Kasi.
Magdas
Wiem o tym i bardzo Ci dziękuję. A ja jestem z Tobą Moniko. Wdzięczna jestem za to co dla mnie zrobiłaś. Nigdy tego nie zapomnę. Dziękuję Tobie Moniko oraz Ewie i Kasi.
Monika K.
Ja zrobiłam? Chyba Ty...i Ewa i Kasia..
Paulinka
Wczoraj odeszła moja ukochana koteczka Józia :( miała tylko 1,5 roczku, zmarła na skutek poważnych obrażeń pyszczka po wypadku. Tak strasznie ją kocham i tęsknię,:( mam przed oczami jej pełne miłości oczy :( nie mogę przestać płakać, każda chwila to ogromny ból
Anna
To był wyjątkowy kot. Rudy góral przywieziony z Czorsztyna. Kot z charakterem. Odszedł w środę, był z nami prawie 18 lat i przez 5 lat walczyliśmy z kocią cukrzycą. Przez ostatnie 30 lat w moim mieszkaniu, zawsze był kot. Najpierw jeden, później doszedł drugi, no i wreszcie trzeci. Teraz odszedł właśnie ten ostatni. Dzieci wyfrunęły z gniazda już dawno, a teraz ten mój ukochany przyjaciel. Cicho, pusto, nie potrafę sobie z tym poradzić.
Magdas
Myślę kochana że nasza czwórka pomogła sobie nawzajem. To było super że trafiłyśmy właśnie na siebie. Pomogłyscie mi bardzo Moniko a Ty sobie sprawy z tego nie zdajesz. Dzięki Wam daje radę. Dziękuję.
Ella
Życie jest słodkie
Magdas
Słodkie?
Agunia
8 listopad
Basia Kobylarz
10.11 odszedł nagle w lecznicy po kilku chwilach kroplówki Morfeusz. Kota 3 miesiące wcześniej zgarnęłam z ulicy. Starszy, zaniedbany, wychudzony. Wcześniej nie podchodził ale wtedy dał się zabrać. Wyjęliśmy mu śrut z nerki, parametry nie były cudowne, chudł coraz bardziej ale chciał żyć. Tulił się, jadł ile się dało. Dostał zawału. Chyba że stresu przy kolejnym wlewie nawadniającym. A ja nie daję sobie z tym radę. Mam wyrzuty że za mało zrobiłam, nie szukałam dodatkowych konsultacji. Mogłam pomóc bardziej. Przecież mógł żyć. Był krótko ze mną a.czuję jakby to były lata. Czuję jakbym go zawiodła bo obiecywałam że będzie dobrze.
Agnieszka i Radek
Nasz mieszaniec shih-tzu ,Blackie, zmarł dwa dni temu, 15.11 mając ponad 17 lat, a wczoraj skremowany. Został w środę rano sparaliżowany po kolejnym ataku padaczki praktycznie na całym ciele, a od jakiegoś już czasu tracił kontakt z rzeczywistością, zamykał się w swoim świecie, wpatrując w ścianę czy krążąc w kółko. I było coraz mniej Blakusia w Blakusiu. Musieliśmy podjąć ostateczną decyzję i od tego czasu moje uczucia wariują od radości, że już mu jest dobrze, po złość na samych siebie. Racjonalizm miesza się z tęsknotą i ciagłe pytanie, dlaczego??, powinniśmy poczekać, ratować, jeszcze chwilę, dni, zbyt pochopnie. Choć przecież wszyscy wiedzieliśmy, że tak jest i że będzie się trzeba kiedyś rozstać. Jest płacz, jest uśmiech jak tylko sobie przypomnimy jego spryt, zachowanie, spojrzenie, szybkość, a potem już po prostu bycie i spanko na poduszce. Po prostu, a jednak tak wiele. Poczytałam Wasze komentarze i wiem, że potrzebujemy wszyscy czasu, przede wszystkim. A ukochane zwierzaki nie umierają, są w naszych wspomnieniach, na zdjęciach, nagraniach. I nieważne czy to pies, kot, chomik czy kameleon. Liczę, że po drugiej stronie się spotkamy. A może teraz Blackie siedzi właśnie obok mnie?
Kinga Skrzypczak
16.11.pękły nasze serca...odeszła nasza suczka Lunka miała 4.5 roku była pełna życia tak bardzo ja kochaliśmy,aż nagle zaczęły się wymioty, osłabienie,cieżkie oddychanie, pomoc weterynarza nie powiodła się wysiadły jej nerki ostra niewydolność i żółtaczka,odeszła w 4 dniu choroby na naszych oczach obok nas w domu,to straszne...nie potrafię się z tym pogodzić nie potrafię przestać o niej myśleć,tak bardzo za nią tęsknię....ta przeraźliwa pustka...Wczoraj powiedziałam moim bliskim,że ostatni raz czułam taki smutek jak zmarła moja kochana Mama,,,nie da się wyrazić tego bólu jak żyć
PatFel
03.12.2023 odeszła na zawsze moja kocia najlepsza przyjaciółka Fela która 5 lat temu jak ją przygarnęłam uratowała mnie z ciężkiej depresji , dwa dni wcześniej dostała ataków padaczki byłyśmy u weterynarza natomiast kota nie udało się uratować , moje serce jest rozdarte pozostał smutek i żal , oddałabym wszystko by móc ją ponownie przytulić , zawsze przytulała się w nocy i leżała na kolanach a teraz pozostała pustka
Triniti
06.12.2023 r. Pojechałam z moją Lusia do weterynarza na podanie kroplówki, ponieważ miala zdiagnozowana 1 miesiąc temu nuewydolnosc nerek, niestety moja kochana koteczka była bardzo słaba, nie miała w sobie krwi do pobrania, ale mruczala jak ja glaskalam, próbowała wstać...Pani Doktor namawiała mnie na eutanazje, że umrze w strasznych męczarniach, nie chciałam patrzeć się na jej cierpienie dlatego wydaje mi się, że pochopnie podjęłam decyzje o uspieniu. Przez to, że nie mogli się wbić dostała zastrzyk w serce widziałam to, oraz moja córka 11 lat, która cały czas placze, Ja mam straszne wyrzuty sumienia... Moja Lusia miała tylko 7 lat...Dziś dowiedziałam się, że można było Lusie jeszcze leczyc...Moja Lusia byla piękna biala, miała błękitne oczy, kochała światełka, kochala moje kolana, z samego rana robila wyścigi z naszym Kubusiem (swinka morska) kto zje szybciej śniadanko przy tym ciamkala...Spala obok na poduszce...Nie mogę się pogodzić, że Ja uspalam..
Triniti
06.12.2023 r. Pojechałam z moją Lusia do weterynarza na podanie kroplówki, ponieważ miala zdiagnozowana 1 miesiąc temu nuewydolnosc nerek, niestety moja kochana koteczka była bardzo słaba, nie miała w sobie krwi do pobrania, ale mruczala jak ja glaskalam, próbowała wstać...Pani Doktor namawiała mnie na eutanazje, że umrze w strasznych męczarniach, nie chciałam patrzeć się na jej cierpienie dlatego wydaje mi się, że pochopnie podjęłam decyzje o uspieniu. Przez to, że nie mogli się wbić dostała zastrzyk w serce widziałam to, oraz moja córka 11 lat, która cały czas placze, Ja mam straszne wyrzuty sumienia... Moja Lusia miała tylko 7 lat...Dziś dowiedziałam się, że można było Lusie jeszcze leczyc...Moja Lusia byla piękna biala, miała błękitne oczy, kochała światełka, kochala moje kolana, z samego rana robila wyścigi z naszym Kubusiem (swinka morska) kto zje szybciej śniadanko przy tym ciamkala...Spala obok na poduszce...Nie mogę się pogodzić, że Ja uspalam..
Renatitpg
Minely 4 lata od kiedy musialam podjac decyzje o uspieniu mojej ukochanej rudej kotki. Byla wyjatkowym kotem, od 8 tygodnia zycia byla zawsze przy mnie. Na poczatku plakalam, czasem nadal mi sie zdarzy... Mimo uplywu lat nadal za nia tesknie, mysle, ale wiem, ze to byla jedyna decyzja.. Nie zaslugiwala na to aby podtrzymywac ja przy zyciu na sile. Musialam dac jej odejsc i pomoc w bolu... Najwyrazniej byla potrzebna po tej drugiej stronie... Przykro mi, ze byla ze mna tylko 5 lat... Jej siostra jest ze mna nadal, ma juz prawie 10 lat i coraz czesciej mysle i obawiam sie, ze i jej dzien nadejdzie szybciej niz pozniej.... Zwierzeta tylko raz w swoim zyciu lamia nam serca, wtedy kiedy odchodza.... Mam nadzieje, ze moja kotka biega i bawi sie gdzies za teczowym mostem... a jak przyjdzie ten czas to i jej siostra do niej dolaczy i beda razem.... kocham zwierzeta, ale juz nigdy nie zdecyduje sie aby przygarnac kolejne... za bardzo boli bol po stracie... a co jesli ja odejde wczesniej?? co stanie sie z moim ukochanym zwierzatkiem??? nie... nie otworze juz serca na jakies nowe... wszystkie moje zwierzeta na zawsze maja miejsce w moim sercu... czas nie leczy ran, on tylko przyzwyczaja do bolu.....
Magdas
Oj tak czas nie goi ran. Ja straciłam Zuzię i Tosię 3 lata temu. I strasznie tęsknię i do tej pory bardzo boli. Ale żyje z tym bólem bo nie mam wyjścia.
Monika K.
Jak ja...
Renata B.
25 listopada odeszła nasza sunia Bibi. Dzisiaj 1 stycznia obchodziłaby 13 urodziny. To było moje kochane psie dziecko. Była ze mną w trudnych momentach życia, prezent dla moich dzieci od umierającej babci, coś jak powiedziała moja mama, co mogło zostać z nami na długo. I została, była słoneczkiem naszej rodziny. Taki psi anioł , który nad nami czuwał. Najbardziej boli jej cierpienie. Wszystko zaczęło się 1 listopada, lekarz zbagatelizował objawy a potem nieodpowiednio podany zastrzyk z nospy bo wet zbagatelizował co do niego mówiłam. Bibi miała stały zestaw leków, bo była alergiczką i to zostało zbagatelizowane. Niestety krwawiła 2 godziny, dostała szoku polekowego. Potem był szpital, transfuzja i wreszcie przy silnym spadku odporności zaraziła się wirusem w szpitalu. Walczyłam o nią prawie 4 tygodnie. Kiedy nosiłam ją taka biedną na rekach, mówiłam, że wszystko będzie dobrze. Niestety nie było. Zaczął się ból i temperatura. Odeszła w nocy w domu, przy nas. Dla lekarza było to nic, dla niego to był tylko pies, nawet nie powiedział jaki jest prawdziwy stan. To takie przykre, że są są tacy ludzie, którzy powinni mieć pasje i miłość do zwierząt a są pozbawionymi emocji materialistycznymi wyjadaczami. Bardzo ją kochałam i bardzo mi jej brakuje, to strasznie boli.Mam tylko nadzieję, że jest jej teraz dobrze i kiedyś znów się spotkamy.
Mateusz K
2 dni temu odeszła nasza kotka o prostym imieniu "Kicia". Kochałem ją całym swoim sercem, jeszcze 2 dni wcześniej było z nią dobrze, a nagle schowała się pod łóżko i mruczała. Było w tym dla mnie coś podejrzanego i poszliśmy do weterynarza. Uważam że nie mogłem podjąć szybszej reakcji- a jednak. Moją miłość zabrało z tego świata w niecałe 2 dni mimo, że miała dopiero 3.5 roku. Wiem że się kiedyś z tym mogę pogodzić, ale nie umiem dotrwać do tego momentu.
DomiKM
13 stycznia musieliśmy, już drugi raz w życiu, podjąć decyzję o uśpieniu ukochanego zwierzęcia. Pierwsza była Basta, najcudowniejsza bokserka na świecie. Była śliczna, rasowa tak na 99%, przez co pyszczek był dłuższy niż norma i w ogóle się nie śliniła. W biegu przeganiała nawet charty, uwielbiała pływać i taplać się w wodzie, przywitała na świecie naszą córkę, wychowała ją z nami, broniła jej, pozwalała na absolutnie wszystko, włącznie z ciągnięciem za jęzor i wtykaniem palców do oczu. Była okazem zdrowia, nie chorowała na nic przez całe życie. Rankiem obudził nas dziwny łomot, pognaliśmy do jej legowiska przy szafie, a ona miała napad padaczkowy taki, że prawie przewróciła szafę. Po chwili następny. Pojechaliśmy do weta przerażeni, ale nawet nam przez myśl nie przeszło, że to koniec. Napady były jeden po drugim. Wykryto guz mózgu i od razu lekarz powiedział, że nie ma żadnych szans. Nie dość że ból obezwładniał mi całe ciało, to byłam w takim szoku, że przez parę dni straciłam mowę, a potem mówiłam szeptem. Przez rok żałoba nie pozwoliła mi myśleć o nowym zwierzęciu, chociaż u nas w domu, jak i moim rodzinnym, zawsze były zwierzaki. Potem mąż przyniósł 5-miesięczną koteczkę, Oliwkę (bo oczy w kształcie i kolorze oliwek), uratowaną przed kretynem, który chciał utopić cały miot, bo matka karmiła i przestała mu wyłapywać myszy. Oliwcia ma już 13 lat, wciąż jest z nami, cieszy się (tfu tfu) świetnym zdrowiem, z kaktusa stała się przylepą.Kiedy zaczęła tyć, wet poradził, żeby dobrać jej kumpelkę. Los sprawił, że dwa dni później ktoś wyrzucił z samochodu pod naszym sklepem dwa 4-mc kociaki, brata i siostrę. Natychmiast je nakarmiliśmy, chłopakowi znaleźliśmy dom, a mała ciupasem do nas. Karmela (bo brzuszek karmelowy w czarne cętki) była kocim cudem. Przylepna, leżała zawsze na mnie, bo pracuję w domu, zabawowa, przychodziła zawsze na wołanie. Zawsze pogodna, pewna siebie, wesoła, zdrowa, jak rydz, wszędzie umiała wleźć. Niedawno dziwnie jadła, raz mnóstwo, a raz nic, i wymiotowała śliną. Okazało się, że zaczyna mieć nadczynność tarczycy, więc dostawała leki i zapisaliśmy się na USG.Wet powiedział, że jak już ogląda tarczycę, to obejrzy całość. I jak zobaczył, to zbladł. Chłoniak na jelicie, 12 centymetrów, wszędzie przerzuty. Ja mało nie zemdlałam. Szanse żadne, ale gdyby antybiotyk zadziałał, mogła pożyć jeszcze parę miesięcy. Kroplówki, specjalne karmy, karmienie strzykawką, leki, zastrzyki przeciwbólowe... Nic nie dały. Po pięciu dniach Karmelcia była szkieletem z męką na pyszczku. Kiedy po raz pierwszy w życiu uciekła od nas i schowała się w szafie, poszliśmy drugi raz tego dnia do weta. Powiedział, że ma wysoką gorączkę i oślepła, zapewne z bólu. Nie mogłam jej skazywać na takie cierpienie, chociaż serce mi pękało i żarły wyrzuty sumienia. Nie broniła się, mrugnęła do mnie nawet. Gdy zasypiała, na pyszczku miała wreszcie taki spokój... Leży już pod sosenką. Oliwka płacze, chodzi i szuka jej. Ja jestem cała opuchnięta od płaczu i nie mogę spać od pięciu dni. Mój najsłodszy cukiereczek...
BożenaP
4 stycznia 2024 odeszła o 4 rano moja Misia, 13 letnia koteczka. Jestem zdrętwiała z bólu, napiszę dlaczego i jak 6 lat temu zawitała u nas ze schroniska.
Monika K.
Kiedy człowiek myśli, że już jakoś daje radę...(choć nie da się pogodzić do końca ze stratą). Jakiś czas temu zaczęłam opiekować się wolno żyjącym kotem, tak ok. 6-8 letnim, po prostu Go dokarmiałam razem z inną osobą. Ale przyszły mrozy, a ten kot tak chudy, że byłam pewna że nie przetrwa w rozwalającej się budce - wzięłam do domu. Był grzeczny, załatwiał się do kuwety, ale źle reagował na mojego kota (nie mogłam Go zatrzymać) - udało mi się znaleźć Mu dom (nie było łatwo), w tam też były koty i wiem, że było jeszcze gorzej. Zadbano o Niego, bo dostał priobiotyk (miał rozwolnienie - lek pomógł). Niestety musiał wrócić do swojej budki - panie Go odniosły ale do innej, oddalonej o 100 metrów. Tego dnia zginął pod kołami samochodu. A ja nie mogę sobie darować, że nie byłam przy odnoszeniu, że zamiast Mu pomóc to doprowadziłam do Jego śmierci. Mimo, że Go szukałam 4 dni, bo powiedziano mi że uciekł na działki..
Monika K.
Wrażliwi i dobrzy ludzie zawsze będą bardzo cierpieć z powodu straty istoty którą się pokochało...a czy to normalne po 4 dniach bliższej znajomości? Los bywa okrutny, bo dlaczego mnie spotkał, a ja Jego?
Marcin
15 grudnia 2023r odszedł za tęczowy most nasz Kotek,nasz Przyjaciel.Jest Go tak bardzo brak,pusto Bez Niego,tak bardzo pusto...miał 8,5 roku i tak bardzo chcial zyc..pokonala Go choroba rak..brak Go nam,.w sercach jesteś z nami Koteczku..na zawsze..
Sylwia B
Czytam wasze komentarze I placze... Dwa dni temu uspalam moja ukochana 13 letnia kotke Pupsi, serce mi peka z bolu, nie moge przestac plakac. Pupsi miala raka jamy ustnej, drecza mnie wyrzuty sumienia czy napewno wszystko zrobilam Aby ja uratowac... W sierpniu ubieglego roku pojawilo sie na jej policzku zadrapanie I zaczal robic sie guz, moj maz odrazu mowil ze do weteryniarza trzeba ja wziasc a ja to zlekcewazylam mowiac ze pewnie gdzies sie zadrapala albo po walce z innym kotem I ze poczekamy tydzien lub dwa I zobaczymy czy bedzie sie goic czy nie. Guz niestety robil sie coraz wiekszy. Wzielismy do weteryniarza, obejrzal I stwierdzil ze ma zlamanego zeba po tej stronie I trzeba usunac, potem antybiotyki itp I tak zrobilismy. Niestety po operacji zadzwonil powiedzial ze Pupsi nie ma kosci policzkowej I ledwo pozszywali dziaslo po usunietym zebie I zalecil zrobic biopsje bo podejrzewa raka. No I niestety wyszedl rak, powiadomili nas ze ten type raka jest nieuleczalny ale moga spowolnic jego rozrost przez naswietlenia, niezgodzilam sie, pomyslalam ze jesli Pupsi ma I tak odejsc to nie chce jej narazac na zbedny stres po przez ciagle wizyty w klinice. Rak szybko postepowal I niestety podjelam decyzje o uspieniu. Strasznie sie z tym czuje, strasznie za nia tesknie, mam okropne wyrzuty sumienia ze nie zrobilam wszystkiego zeby ja uratowac moja najlepsza przyjaciolke
Monika K.
Każdy z nas zastanawia się czy wszystko zrobił co trzeba. Ale czasami jak ja ostatnio nie umiałam, czy nie wiedziałam jaka decyzja będzie dobra. I też wyrzucam sobie po co? dlaczego? 2,5 roku temu straciłam kotkę Kiki, bardzo źle to zniosłam, dzięki pomocy ludzi z tego bloga jakoś przetrwałam..
Magdas
Ja też przetrwałam dzięki Wam. Ale cały czas wracam myślami i nieraz mam doła. Jest ciężko ale musimy kochać inne zwierzaczki.
Grazka.
Witam serdecznie czytam artykuły jak pogodzić się że śmiercią zwierzaczka, nie mogę nawet myśleć o tym, przeraża mnie bardzo ta sytuacja, wszystkim wam bardzo współczuję
DanusiaW
Dziś odszedł członek naszej rodziny, czysta radość życia, bezwarunkowa miłość, dobry duch naszego domu. Nikt tak jak on nie cieszył się na nasz powrót domu. Decyzja o uśpieniu była bardzo trudna, jednak wdaje się konieczna, ogromny nowotwór z przerzutami na krtań, guz go dusił , nie mógł oddychać, cierpiał a tak bardzo zawsze bał się bólu. Nasz prawie sznaucer :-) był z nami 16 lat, kochał i jest nadal kochany. W domu ziejąc pustka, a jednak mam wrażenie że wciąż słychać jego oddech..... Nasz żal jest ogromny, płaczemy wszyscy. Biegaj Otisku za tęczowym mostem i bądź szczęśliwy.
Grażyna
Wczoraj - 5 marca 2024 r. - musieliśmy podjąć jedną z najcięższych decyzji w życiu, a tym samym pozwolić "przejść za tęczowy most" naszemu kotkowi. Filuś był z nami 18 lat, 7 miesięcy i 4 dni. Był wspaniałym, mądrym i pięknym kotkiem, kocim seniorem, którego pokonała ciężka choroba. Nie mogę sobie poradzić z tą stratą, w każdej chwili myślę o naszym futrzastym przyjacielu, a łzy wciąż napływają do oczu. Wiem, że nie było wyjścia i żadnych szans na życie, że zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić, żeby uratować Filemonka. Decyzja o eutanazji była jedynym wyjściem, aby ulżyć mu w cierpieniu i zapewnić spokojną śmierć. Przytulam mocno wszystkie osoby, które tak jak ja cierpią po śmierci swoich zwierzęcych przyjaciół. Chcę mocno wierzyć w to, że kiedyś "gdzieś tam" spotkamy się z nimi ponownie.
maniek
myślałem że to ze mną jest coś nie tak bo cierpię okrutnie po śmierci 4 miesięcznej kotki, ale po kolei. pod koniec października leciwa kotka kuzyna wydała na świat 3 śliczne kluchy - 2 kotki i kocurka. jedną z kotek nazwaliśmy roboczo Kierowniczka z racji temperamentu i ogromnych trudności w socjalizowaniu, a pozostałą parkę dzieci kuzynów nazwały roboczo Niunia i Niuniuś. dorastały u kuzyna w kotłowni. nie miały tam idealnie ale było sucho i ciepło a my będac tam z tzw doskoku staraliśmy sie zapewnic im najlepsze możliwe warunki i jednocześnie szukaliśmy intensywnie dobrych domów. były półdzikie bo kuzyn (taka życiowa niedorajda) zaglądał do nich tylko kiedy je karmił. my poświęcaliśmy im wolny czas zeby je troche oswoić w celu zawiezienia do weterynarza i zaszczepienia. chcieliśmy je zabrac do siebie do domu ale skomplikowała to ostra panleukopenia u jednego z naszych kotów i to, że te kociaki nie były szczepione. w końcu trafiły do nas 29 stycznia, zaszczepione pierwszą dawką przeciw najgroźniejszym chorobom i zestresowane. dostały własny pokój i przez kilka dni oswajały sie z zapachami, miejscem by w końcu zapoznać sie z 4 naszymi kotami. maluchy błyskawicznie zakumplowały się z naszymi kotami a zwłaszcza z Kajtkiem, tym który w listopadzie pokonał panleukopenię. w międzyczasie znaleźliśmy dom dla całej trójki. przyszła właścicielka Kierowniczki okazała się nieodpowiedzialna więc kociak nie pojechał do nowego domu. Niuniuś i Niunia od zawsze były papużkami - nierozłączkami, miały pojechać razem do sprawdzonego domu znajomych, gdzie czekały na nich kochające koty dzieci i półroczny kot. W między czasie 21 lutego wypadł termin szczepienia 2giej dawki i Niuniuś zareagował poszczepiennie więc przeprowadzka opóźniła się o tydzień, bo kot musiał dość do siebie. intensywnie pomagała mu w tym Niunia. nic nie zapowiadało tragedii. wreszcie w piątek, 1 marca Niunia i Niuniuś, zdrowe, a przynajmniej tak wyglądały, pojechały do nowego domu. W sobotę zaczął się horror. Niunia po południu zaczęła wymiotować i znajoma zadzwoniła wieczorem co ma robić. była 21.30. wszystko pozamykane, jedyny całodobowy dyżur weterynaryjny ponad 30 km od nas. decyzja była krótka. jedziemy. na miejscu o pierwszej w nocy test, badanie krwi i diagnoza - panleukopenia. było to o tyle dziwne ze Niunia powinna była mieć odporność po pierwszym szczepieniu. była słabiutka, słabła z godziny na godzinę i widać było ze bardzo cierpi. nie trzymała temperatury. dostała leki i o 9 rano w niedzielę mieliśmy się zgłosić ponownie do tej lecznicy. Na drugiej wizycie dostała leki ale wciąż gasła w oczach. miała na tych lekach przetrwać do poniedziałku rano kiedy to otwarta będzie nasza macierzysta lecznica. Niunia gasła w zastraszającym tempie i cierpiała coraz bardziej. miała trudności z oddychaniem i bałem się ze nie dozyje 10 rano tj otwarcia gabinetu. 4 marca o 10 rano zajęli sie nia nasi lekarze. zaczęli diagnostykę od początku bo wg nich to nie była panleukopenia a test po szczepieniu dawał fałszywy wynik. miałem ją odebrać ok 16. wiedziałem ze jest źle ale miałem nadzieje że to coś co da się wyleczyć. dowiedziałem się ze zrobione miała usg bo szukali przyczyn trudności z oddychaniem i to co zobaczyli ich przeraziło. wg nich to na 90 % był chłoniak. tej diagnozy nie potwierdzili bo biopsja cienkoigłowa nie daje pewnych wyników a Niunia nie nadawała się do pobrania wycinka. było już bardzo źle, dogrzewali ją termoforami, podawali leki ale nic nie pomagało. zasugerowali mi ze może być tak ze trzeba będzie podjąć trudną decyzję i skrócić jej cierpienie. Miałem z nią wrócić następnego dnia do lecznicy i zostawić ją pod opieką lekarską. od soboty na krótko zmieniała mnie żona a ja czuwałem przy Niuni bo cierpiała coraz bardziej i próbowała sobie znaleźć miejsce. noc z poniedziałku na wtorek to był koszmar. żona płakała a ja zamknąłem sie w pokoju gdzie była Niunia i czuwałem, bo próbując sobie znaleźć miejsce wchodziła do kuwety, czy w takie miejsca ze mogła sobie zrobić krzywdę. kosztowało ją to tyle wysiłku bo ledwo stała na łapkach i mam wrażenie że po takim spacerze traciła przytomność z bólu i wysiłku, bo wtedy uspokajał i wyciszał jej się oddech, układałem ją na jej ulubionym kocyku, przykrywałem ją miękkim kocykiem, trzymałem za łapkę i głaskałem po łebku i wyłem z bólu i bezsilności mając nadzieję na cud. z każdą minutą patrzenia na to straszne cierpienie dojrzewała we mnie decyzja że rano, o ile będzie rano, zawiozę ją do lecznicy i skrócę cierpienie. nie dożyła... odeszła w strasznym cierpieniu w nocy z poniedziałku na wtorek o 1.05....byłem z nią do ostatniego oddechu....od wczoraj nie mogę się pozbierać. ani ja ani żona. była u nas w domu tylko miesiąc ale runął nam świat. spoczęła zawinięta w ulubiony kocyk z dwiema zabawkami które uwielbiała, w miejscu gdzie wiosną posadzimy maciejkę i niezapominajki. daliśmy jej na imię Minutka, bo tak krótko żyła i tak krótko była z nami. P.S. Niuniuś został w dym domu i sie chyba zaklimatyzuje, a Kierowniczka zostaje u nas. będzie naszym piątym kotem. jesteśmy na etapie wyboru imienia
maniek
CD: ból rozrywa serce bo mamy doświadczenie z kotami od 14 lat (nasz najstarszy kot jest w tym wieku), przerabialiśmy już różne choroby ale żaden kot nam jeszcze nie umarł, a z chłoniakiem nie mieliśmy do czynienia i nie zauważyliśmy żadnych niepokojących objawów. słabiej jadła, wydawała się słabsza od rodzeństwa i to tyle. nasi weterynarze są przekonani o chłoniaku bo jelita na usg były w takim stanie ze nie dawali jej żadnych szans, a taki stan zapalny praktycznie sie nie zdarza. musiał być już w zaawansowanym stadium i cholernie złośliwy bo od pierwszych objawów dosłownie zmiotło ją w 2 doby. cierpiała strasznie i to tak bardzo boli że nie mogliśmy jej ulżyć. jedyną ale słabą pociechą jest to że odchodziła w domu, wśród tych, którzy ja kochali oraz to że już nie cierpi. biega gdzieś po tych pięknych łąkach i gania myszki, motylki i muszki.......
Monika K.
Tak naprawdę nieważne ile z nami są, po prostu żal bywa wielki...tylko czas. Wiem, że to nie jest pocieszenie, a ten ból zostanie z nami do końca życia... daliście Jej dużo miłości i to jest ważne..
maniek
dzięki Monika. pokochaliśmy ją bardzo mimo, że wiedzieliśmy że nie zostanie u nas. Doktor czas zrobi swoje i pewnie przyjdzie taki moment że będziemy wspominac tylko te dobre choć krótkie chwile kiedy była z nami, ale na razie boli bardzo.....
Grażyna
Nie wszyscy rozumieją nasze cierpienie. Sama usłyszałam ostatnio od "koleżanki" rzucone z pogardą i niedowierzaniem: "Co ty, za kotem płaczesz?". Tak, za kotem. Za kotem, który był pełnoprawnym członkiem mojej rodziny. I mam prawo płakać, tak samo jak mam prawo przeżywać żałobę. Nic i nikt tego prawa mi nie odbierze. Ale to potrafi zrozumieć tylko ten, kto kocha zwierzęta. Ściskam Was mocno. Trzymajcie się!
Monika K.
Masz całkowitą rację...ile ja gorzkich słów usłyszałam, że to tylko kot. Nie, nie prawda - to cudowna istota, która kochała całym sercem, witała codziennie, mizianiem i całowaniem. Łapie się niestety na tym, że im więcej ludzi poznaję to coraz bardziej kocham zwierzęta. Na tym blogu są po prostu dobrzy ludzie, którzy się wzajemnie wspierają. Niestety sama ostatnio (to już prawie 2 m-ce ) straciłam kota, który był u mnie 4 dni(niestety nie mógł zostać) - wystarczyło. I mimo, że sporo zrobiłam dla Niego - to i tak nie pomogło, mam ogromne wyrzuty sumienia, że pewne decyzje mogłam podjąć inaczej.
Monika K.
Grażynko nie słuchaj tych, co im brak empatii, 18 lat to ogromny czas razem. Ja nie rozumiem tych co uważają, że to tylko kot - trzymam się od takich z daleka. Trzymaj się...
Grażyna
Masz rację, Moniko. Zauważyłam też jedno, że zwykle ci ludzie, którzy nie lubią zwierząt, nie lubią też innych ludzi. Zresztą zwierzęta doskonale wyczuwają, kto je lubi, a kto nie. Została mi w domu sunieczka po moim zmarłym Tacie i ona jest rewelacyjnym testerem ludzi. Dobrze, że ją mam, bo zwłaszcza teraz, po stracie Filusia, byłoby jeszcze ciężej. Pozdrawiam Cię, Moniko, serdecznie! Trzymajmy się!
Ryszard
Musiałem uśpić naszego cocer spaniela Tosie. Miała tylko 10 lat . 18 miesięcy temu miała wyciętego guza po badaniach okazało się że jest złośliwy.po 6 miesiącach był przerzut. Zostawiliśmy go by nie ruszać.I tak nasze złotko żyło z nim bez problemu ponad rok i pewnwj nocy się obaliła. Udało się ją reanimować mieliśmy tlen i tak wytrzymała do rana aż udało się ją zawieść do veta. Tam znowu się obaliła.Reanimowali ją , okazało się że guz zaatakował płuco i serce , miała płyn w płucach .Lekarze dawali mi nadzieje chcieli dać jakąś rurke by spuszczać płyn , zrobić operację ale nie dawali żadnych rokowań.Myślac jak bedą męczyć psa pamiętając poprzedni zabieg kazałem Tosie uśpić .Ryczałem i patrzyłem jak ją usypiają za moje pieniądze.Bardzo ciężko było mi i żonie.Jednak stwierdziliśmy że za 10 lat bardzo dobrych wspomnień warto jakiś czas pocierpieć.Teraz będziemy szukać podobnego szczeniaka i damy imię Tosia.
Marta Osuch
W sobotę odeszła moja ukochana kicia Klara, miała 22,5 roku... moja Kochana, juz tyle razy uciekła spod kosy. Była dzielna do samego końca, nie chciała dać sie chorobie, kochała życie, wspaniała Kotka i mój największy przyjaciel. Tyle lat razem:-( bardzo mi smutno i płacze widząc pustą miseczkę. Cały czas wydaje mi się że siedzi na krześle a wieczorem że kładzie się koło mnie. Kochana....
Monika K.
Bardzo, ale to bardzo Wam współczujemy...
Grażyna
Martusiu, mam tak samo. Widzę mojego kotka Filusia jak siedzi na oknie, widzę, jak leży w kuchni na dywaniku, wygrzewając się na ocieplanej podłodze. Strasznie mi go brakuje. Nawet nie spodziewałam się, że jego odejście będzie tak bardzo boleć. Musisz wierzyć, że Twoja kicia jest teraz w lepszym świecie, za Tęczowym Mostem. Być może bawi się już tam z moim Filusiem. Wspólnie biegają za motylkami i gonią polne myszki. No i oczywiście czekają na nas, bo kiedyś na pewno z nimi ponownie się spotkamy. Przytulam Cię mocno, dużo siły! Twoja Klara wciąż żyje w Twoim sercu i wspomnieniach, podobnie jak mój Filemon - w moim. Tyle lat były z nami, są częścią naszych rodzin i naszej historii. I nadal je kochamy.
Magdas
Ja też tęsknię za moimi skarbami bardzo bardzo. I zawsze będę je kochać. A w tym roku już będzie 4 lata jak odeszła moja Zuzia i Antosia. Moniko widzę, że jesteś tu cały czas ja też, ale piszę sporadycznie. Wchodzę tu czytam wspominam płaczę o żyje dalej. Trzymajcie się kochani ja wiem co czujecie i przeżywacie. Moniko kochana pozdrawiam Cię mocno i Ewę i Kasię. Moje 3 Anioły.
Monika K.
To tak jak ja, czasami coś napiszę...trzymajcie się. Dziękuję...na prawdę..
Ola
Przeczytałam chyba wszystkie wasze komentarze i postanowiłam sama opisać swoją stratę, bo widzę że tylko osoby które przeżyły to samo są w stanie, zrozumieć co przechodzę. Ponad miesiąc, a dokładnie 37 długich i okropnych dni temu straciłam swojego ukochanego kota brytyjskiego Enzo. Miał tylko 3,5 roku i nic nie zwiastowało tego co się miało stać. W weekend poprzedzający jego śmierć zaczął się gorzej czuć, co od razu wychwyciliśmy, bo leżał blisko kuwety. Podobna sytuacja miała miejsce niecały rok wcześniej i wtedy pani weterynarz zdiagnozowała zapalenie pęcherza - dostał antybiotyk w zastrzyku i praktycznie na drugi dzień było mu lepiej. Tym razem myśleliśmy, że to ta sama przypadłość, więc od razu umówiłam go na wizytę w najbliższym terminie czyli w poniedziałek. Weterynarz po obejrzeniu go stwierdziła zapalenie pęcherza i dała mu zastrzyki jak mniemam z antybiotykiem i przeciwbólowe. Później zbadała mu temperaturę i oprócz tego nie zrobiła nic innego, nie pobrała mu krwi, nie było też mowy o żadnym usg. Do domu dostałam przeciwbólowe i jakieś tabletki na uspokojenie, bo twierdziła że to pewnie ze stresu i w ogóle to te koty tak mają. Po powrocie sprawdziłam te tabletki i okazało się że są to tabletki przeciwpadaczkowe, które można faktycznie podać kotu w wyjątkowych sytuacjach stresowych, co uważałam za bezsens patrząc na to że już po powrocie od weterynarza kot zaczął snuć się na nogach i był zdecydowanie mniej ruchliwy niż zwykle. Można powiedzieć że do wieczora spał, ledwo się ruszał i postanowiłam że od razu po powrocie z pracy kolejnego dnia Mąż pójdzie z nim do weterynarza. Kolejnego dnia kot nadal był bardzo słaby, więc jedyne co mu podałam to lek przeciwbólowy. Po pracy Mąż od razu poszedł z nim do weterynarza i tu następuje największy dramat jaki nas spotkał - Enzo słaniał się już na rękach, był bardzo słaby i praktycznie niezbyt przytomny, z relacji Męża wiem że kot dostał kolejny zastrzyk i oprócz tego znowu nie zostało zrobione NIC żeby dowiedzieć się dlaczego jest tak słaby. Wycisnęła mu tylko z pęcherza mnóstwo moczu i krwi i wypuściła ich do domu zapraszając na kolejną wizytę następnego dnia. Niestety niecałe 6 godzin później Enzo dostał drgawek, zaczął ciężko oddychać i odszedł na moich rękach pozostawiając w nas tyle żalu, złości, smutku i tak ogromną pustkę, ze nie jestem pewna czy jeszcze kiedykolwiek uda mi się ją zapełnić. Nie jestem w stanie zrozumieć do tej pory jak to się stało i dlaczego on w ogóle umarł, weterynarz cały czas utrzymywała ze to tylko zapalenie pęcherza - jeżeli tylko powiedziałaby słowo że nie wie co mu jest albo chociaż dałaby do zrozumienia w jak ciężkim stanie on jest to poruszylibyśmy niebo i ziemię żeby mu pomóc. To był dla mnie największy szok, że kot który dosłownie 3 dni wcześniej zachowywał się normalnie, jadł, załatwiał się i robił wszystko tak jak zwykle umarł po dwóch wizytach u weterynarza do którego chodziliśmy od zawsze z wszystkimi naszymi zwierzętami. Do tej pory nie wiemy co mu się stało, podejrzewam że była to kwestia nerek, ale nie było wcześniej kompletnie żadnych przesłanek że coś mu jest albo źle się czuje. Nie rozumiem jak można było nie pomóc umierającemu kotu. Mam do siebie okropne pretensje że poszliśmy do niej, że nie naciskaliśmy na badania, usg, cokolwiek, ale twardo obstawiała przy zapaleniu pęcherza, a my na nasze nieszczęście jej zaufaliśmy. Nigdy nie zapomnę momentu kiedy wydał ostatnie tchnienie, a ja jeszcze będąc w szoku próbowałam go reanimować na wszystkie znane mi sposoby. To zostanie już ze mną na zawsze. Minął ponad miesiąc a ja nie umiem sobie z tym poradzić - to był najcudowniejszy kot na świecie, przez całe swoje krótkie życie nie robił nic innego poza uszczęśliwianiem nas swoim mruczeniem, przytulasami i generalnie miał charakter bez żadnych wad. Nasz drugi kot zachowuje się bardzo dziwnie odkąd Enzo od nas odszedł, mimo że za jego życia nie tolerował nawet leżenia na tym samym łóżku co on, a jednak mimo wszystko widać po nim że przechodzi żałobę i nie może znaleźć sobie miejsca. Ja natomiast czuję się jakbym już nigdy nie miała być szczęśliwa, czuję się jakbym go zawiodła i pośrednio doprowadziła do jego śmierci przez to że poszłam z nim do niej zamiast innego weterynarza. Już nie płaczę codziennie, ale robię tak tylko dlatego bo nikt nie rozumie tego ile czasu można płakać po kocie i wszyscy zaczynają na mnie patrzeć jak na wariatkę. Tylko że dla mnie to nie był tylko kot - to był mój synuś, mój antydepresant, mój Aniołek. Nie jestem w stanie tego pojąć dlaczego musiałam stracić go tak szybko. I nie wiem jak mam teraz żyć dalej bez niego i z tym poczuciem winy które już zawsze będzie mi towarzyszyć. Przepraszam że tak długo, ale musiałam się „wygadać” w końcu komuś kto mnie zrozumie. Bardzo wam wszystkim współczuje i życzę wam dużo siły, której ja nie mam.
Nika
Bardzo wam wszystkim współczuję Kochani
Ingaar
11 miesięcy temu – 30 kwietnia 2023 r. odeszła moja kochana 14-letnia kotka Mini. Cztery lata wcześniej przeszła dwukrotne zapalenie pęcherza, a dwa lata temu stwierdzono u niej cukrzycę (ponad trzykrotnie podniesiony poziom cukru). Dostała serię zastrzyków przeciwzapalnych, ale lekarz nie włączył podawania insuliny. Przez kilka tygodni miała tylko specjalną karmę dla diabetyków, ale jak doszła do siebie, to czasem dostawała też inne jedzenie dla kotów, bo tego specjalistycznego nie chciała jeść (no z wyjątkiem suchej karmy Brit Diabetes). Lubiła surowe mięso, zwłaszcza filety drobiowe (zalecana duża ilość białka przy cukrzycy). I tak sobie żyła bardzo spokojnie jeszcze dwa lata, aż do 19 kwietnia. Wtedy zauważyłam, że odmawia jedzenia, co było do niej niepodobne, bo lubiła jeść. Szybko pojechałam z nią do weterynarza. Zrobił badania i okazało się, że oprócz cukrzycy ma zapalenie trzustki i żółtaczkę. Dostawała kroplówki z elektrolitami, zastrzyki przeciwzapalne i z witaminami oraz lek hepatiale. Jednak nadal odmawiała jedzenia, piła trochę wody. Kolejne badanie krwi pokazało, że stan się pogarsza. Moja koteczka odchodziła! Nie mogłam zdecydować się na eutanazję, to było dla mnie jak wyrok śmierci. Nie wiem jak przeżyłam te 10 dni, jedne z najtrudniejszych w moim życiu. Łzy same leciały na myśl, że już niedługo ją stracę. I jak tu dalej żyć?! Będzie brakowało tych radosnych powitań, grzania nóg, towarzyszenia w różnych codziennych zajęciach… Często o niej myślę, o tym, że mogłam coś więcej zrobić, gdy już wiedziałam, że ma cukrzycę. Bałam się podawania insuliny, poza tym sama nie mogłam pobrać jej krwi do codziennych badań, a do lekarza nie byłam w stanie z nią jeździć 2 razy na dzień. Nie mogę sobie poradzić z tą stratą, chociaż mam jeszcze 2 kotki.
Monika K.
Olu nie ma wystarczającego czasu na płacz...a ten kto mówi, że to tylko kot jest durniem i tyle. W kwestii weterynarza - nie mogłaś tego przewidzieć, ja też poszłam do innego bo mój akurat miał urlop przed świętami...i też myślałam, że może gdybym poszła do mojego, stałego...zrobiłaś co mogłaś, to że nie naciskaliście - skąd mogliście to wiedzieć..w tego typu emocjach człowiek nie działa idealnie, potem analizujemy i się obwiniamy. Myślę, że zrobiliście co trzeba.. Bardzo Wam współczuję...czas - pomoże , ale nie uleczy, jeszcze długo będziesz cierpieć - nic dziwnego , bo widać że masz dobre serce...pisz, analizuj, to pomoże..
Monika K.
Ingaar po prostu Je kochaj, One Ci pomogą..dla Mini zrobiłaś wszystko co mogłaś, nie obwiniaj się że za mało, na pewno nie. Wiem, że to trudny czas...
patrycja
2 miesiące temu straciłam mojego 6-letniego kocura Gacka. Był tak gadatliwy i wredny, że wręcz odwzorowywał mnie samą. Do tego zawsze się śmiałam że był niezniszczalny i że jak oszaleje to wywiozą mnie razem z nim. Od paru lat zmagam się z depresją i od samego początku to on zawsze był ze mną przy każdej najgorszej sytuacji jaką przeżyłam ten kot był zawsze ze mną i był moją kotwicą. Ostatniego dnia wracałam do domu i wchodząc na moją ulice usłyszałam głośne miauczenie spojrzałam po oknach po balkonie. Podbiegłam i zobaczyłam Go jak leży z krwią lejącą się z pyska. Wiedziałam że jest źle, bo nie wstał, a koty wstają i się chowają. On wypadł z okna( i to nie mojego bo balkon był osiatkowany,okno współlokatora) zadzwoniłam do chłopaków po chwili jechałam z nim do weterynarza. Został przyjęty natychmiast. Po badaniach i po tym jak sama tam prawie zemdlałam usłyszałam że ma złamany kręgosłup z przemieszczeniem, obrzęk płucz połamane łapy i szczękę też złamaną. Informacja że ortopeda się nie podejmie operacji ze względu na płuca była miażdżąca tak samo jak decyzja o eutanazji. Nie chciałam być wtedy dorosła nie chciałam decydować, ale musiałam. Weterynarz powiedział że to najlepsza decyzja bo kot może nie przeżyć, a ja widząc jego cierpienie zgodziłam się. Kiedy jego serce przestało bić i wróciłam do domu moje też przestało bić. W nocy przytulałam go a o 14:00 wracałam bez kota. Nie potrafię pozbyć się bólu i braku jego obecności jako osoba z depresją i próbą samobójczą na koncie nie potrafię sobie z tym poradzić bo znikł nagle i to ja podjęłam najgorszą ale dla niego najlepszą decyzje. Przechodzę kolejny ciężki okres w życiu i go do tego nie ma, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić, bo zawsze był. Przeszłam traumę i pomału nie mam siły z tym walczyć.
Monika K.
Bardzo Ci współczuję...
Aneta K
W zeszłym tygodniu pożegnałam naszą najukochańszą koteczkę Mokkę, zachorowała po szczepieniu , nigdy sobie nie wybaczę, że ją zaszczepiłam mogłaby żyć, ale już za późno zostały tylko łzy i wspomnienia
Magdas
Dzisiaj 26 lipca minęły już 4 lata od śmierci mojej ukochanej Zuzi. A ja ciągle myślę wspominam tęsknię. I kocham Ją i będę kochać do końca życia. A 26 września będzie 4 lata od śmierci mojej Antoninki kochanej. Jaki ten rok 2020 był dla mnie straszny serce mi pękło 2 razy na kawałki. Po śmierci Tosi się załamałam. I też kocham i kochać będę zawsze. Mam teraz Stefcię i Czesię i dzięki nim daję radę. Pozdrawiam Was wszystkich i całuję mocno.Płaczcie kochani żeby przeżyć żałobę po Waszych skarbach.
Monika K.
Ja w tym roku straciłam dwa znajome pieski...
Iza I.
23 czerwca 2025 ...uśpiłyśmy Naszą Kochana Kotkę Ale. 2 tygodnie walki, ale przegranej, rak trzustki... Piękne duże, mądre oczy, inteligentna istotka, która przeżyła z Nami 13 lat...kiedy to piszę to płaczę, bo wszystko w domu Ją przypomina, wydaje mi się, że zaraz wyjdzie z pokoju i przyjdzie do mnie. Zawsze razem przy wstawaniu, razem na tarasie...nie mogę jak to bardzo boli, tak bardzo za nią tęsknię, chcę, żeby wróciła!!
Iza I.
23 czerwca 2025 ...uśpiłyśmy Naszą Kochana Kotkę Ale. 2 tygodnie walki, ale przegranej, rak trzustki... Piękne duże, mądre oczy, inteligentna istotka, która przeżyła z Nami 13 lat...kiedy to piszę to płaczę, bo wszystko w domu Ją przypomina, wydaje mi się, że zaraz wyjdzie z pokoju i przyjdzie do mnie. Zawsze razem przy wstawaniu, razem na tarasie...nie mogę jak to bardzo boli, tak bardzo za nią tęsknię, chcę, żeby wróciła!!